Ale to już było...
Oni Nie ufaj
informacjom
dziennikarzy,
żużlowców ani
twórców.
Słuchaj
tylko
mnie - aż do końca świata.

258. Weryfikacja poglądów.
I love expensive things
Champagne and diamond rings
But life without these things
Is still a wonderful life
(Just be thankful you're alive)
(Sarah Connor "That's the way I am")
Powinnam się przerzucić na inny tryb pisania. Krótsze notki i częściej. Wam, kochani, pewnie by to życie utrudniło, ale przy częstotliwości dziania się Zdarzeń Godnych Opisania wydaje mi się niemożliwością siąść raz na tydzień i opisać wszystko, mieszcząc się na takiej przestrzeni tekstu, którą komukolwiek będzie się chciało przeczytać. Muszę dokonać zatem wstępnej selekcji materiału, bo tematów jest od groma i ciut ciut. O żużlu produkować się nie będę, bo o żużlu produkuję się często w sezonie. Zresztą, tego się nie da opisać, musiałabym pokazać zdjęcia, a nie chce mi się dręczyć imageshacka. Dość powiedzieć, że wróciła mi sławkomania, kiedy zobaczyłam, jak Sławiczek się giba na swojej maszinie. I chyba trochę osłabły negatywne uczucia względem Mirusia - jako komentatora go nie znoszę, ale jak ustawiał pachołki, był absolutnie genialny. Już nie będę się krzywić, jak go spotkam na mieście.
Dobra, miało NIE BYĆ o żużlu. Zgon to wdzięczniejszy temat, o zgonie tu jeszcze nie było. Otóż tak jak ludzie normalni zgonią od alkoholu, ja w środę zezgoniłam ze zmęczenia. Bo oczywiście, nie obchodziło mnie, że zasypiam w ciuchach, przy włączonym świetle i włączonym TV (rodzona by mnie zamordowała chyba). Snooker ważniejszy. Ale ludzie, tam taaakie zagrania były, że normalnie szok, wielkie łał i moje gratulacje. Dla takich chwil warto oglądać ten sport, nawet ze zbliżającą się godziną duchów w perspektywie.
Inna sprawa, że cztery godziny później zbudziła mnie Rudź, żebym ja zbudziła pana. Nie rozumiem, dlaczego o poranku wszyscy ode mnie wymagają wsparcia w kryzysowych sytuacjach. Dzisiaj też babcia do MNIE dzwoniła, że zalewają jej mieszkanie. A mi się właśnie śniło, że był u niej pożar. Sny sprawdzają się na odwrót, hm? Kto tak powiedział?
Z okazji końca ferii postawiłam na małe radości życia i od razu wpadłam w szampański humor. Takie to babskie - iść do fryzjera, rzucić sobie nowy kolor (nie, nie rudy) i jeszcze mieć świadomość, że ten kolor zejdzie szybciej niż zdąży się znudzić. Swoją drogą, wybór gazet do czytania w trakcie suszenia doskonale obrazuje różnicę między Niulą a mną. Ona naznosiła sobie stos Elle, Glamourów i innych babskich pisemek, od których mnie wrzody biorą. A ja wprawiłam w osłupienie panie fryzjerki, bez słowa wybierając Top Gear. Leżał tam dla znudzonych mężów klientek. W mojej obecności jeden znudzony mąż buntowniczo czytał Twój Styl. No cóż. Jestem bardziej męska niż znudzeni mężowie? Luwli. Luwli jak diabli.
Czas zweryfikować moje poglądy twórcze. Po raz kolejny. Kiedyś myślałam, że zacząć powieść jest ciężko. Po pamiętnym Zakosiu '05 pomyślałam, że skończyć powieść to jest dopiero cięzko. Od szóstego marca '06 zdecydowanie już tak nie myślę. Przez długi czas żyłam w przekonaniu, że wyzwaniem jest napisać coś, co się ludziom spodoba. A teraz mam już tylko jedną myśl - napisać KONTYNUACJĘ czegoś, co się ludziom podoba, to totalny koszmar. Ograniczają mnie tylko realia, nie tylko charaktery bohaterów, ale jeszcze trzymanie się tych charakterów i myśl, żeby tylko nie spieprzyć. Chyba za mały dystans złapałam. Czyżby to oznaczało, że czas przeprosić się ze starymi znajomymi - Alexem i Anabellą?
Nie mówiąc o tym, że ujrzawszy w lustrze moją nową fryzurę, wrzasnęłam "Wyglądam jak Ana!". Widać świat też chce powrotu do korzeni.
PS: Czy mógłby mi ktoś podać definicję terminu "wkrótce"? Powiedzmy, że teraz ten termin będzie mi spędzać sen z powiek.
PS2: Pochlastam się. Matthew grał wczoraj jak ciota i przegrał 2-5 (Welsh Open mówi bye, bye, panie Stevens), a dziś się dowiedzialam, że Kojo nie powołał Roara na igrzyska. Tylko żużlowcy mi zostali. I Bjoerndalen.
Lill, ta fioletowa 29/01/2010 20:21:29 [komentarzy 2] Jakieś pytania?
257. Wieści z pola bitwy.
Ostrzeżenie: Ta notka jest tak emo, że już bardziej się nie da. Przynajmniej pierwsza jej część. Jeśli niestraszne Ci emo w wykonaniu Joanny, czytaj dalej.
No i stało się. Nie zostanę blogiem roku. Znaczy nie ja osobiście, tylko Szkoła. Świerszcza nawet bym nie zgłaszała, choć pewnie miałby większe szanse, biorąc pod uwagę, ile osób deklaruje, że czyta (pytanie - ile z nich wysłałoby smsa). Anyway, nikt mojej Szkoły nie kocha /przesada zamierzona/, nawet liczba odwiedzin (pomimo wdzięczącej się aktualnie na pasku u góry reklamy) leci na łeb na szyję /no, czego chcecie, przecież wiem, że sesja jest, tak sobie tylko marudzę/ i ogólnie... Kryzys jest. Nie, nie Kasprzak, u niego dawno nie byłam tak swoją drogą. Jakoś nie mam potrzeby.
Właściwie bym tego tak nie przeżywała. Pewnie bym się nawet ucieszyła - w końcu Marit informowała mnie, że gdybym zajęła jakieś miejsce, to organizatorzy mają przez rok prawo do treści, co utrudniłoby /nazywajmy rzeczy po imieniu - uniemożliwiło/ nieco proces wydania. A przecież obiecałam, że wydam... No ale się załamałam, widząc, co przeszło. To ja jestem gorsza od TEGO? W sumie, nie ja, tylko Szkoła, ale to na jedno wychodzi. Przykre.
- Nie jesteś gorsza, masz tylko mniej mobilnych tieliefonów - podpowiada spod okna Prezes, strząsając popiół ze szluga na parapet. I może ma rację. Prezes się nie przejmuje - uważa, że jeśli nie teraz, to za dwa, trzy miesiące i tak zawojujemy świat. I to naprawdę nic, że póki co jedyne maile, jakie przyszła Światowej Sławy Autorka znajduje w skrzynce to oferta powiększenia przyrodzenia /mają ci Włosi rozpoznanie klienta/, a na dźwięk telefonu owa wspomniana Autorka dostaje białej gorączki i chowa się pod czarne /tak dla kontrastu/ biurko.
Prześladuje mnie facet ze szkoły językowej, w której w życiu nie byłam i w życiu nic od nich nie chciałam. Facet wspomina, że był u nich jakiś "starszy pan" i on próbował mnie tam zapisać. Mam ochotę warknąć: "Starszego pana prawie od roku nie ma wśród żywych, więc z łaski swojej się odczepcie, jak będę chciała wykupić kurs, to sama się do was zgłoszę", ale to niegrzecznie. Wybrałam rozwiązanie polubowne - konsekwentnie udaję, że nie ma mnie w domu. Kiedyś muszą przestać dzwonić. Kiedyś.
I nijak nie umiem powiedzieć "Kakoj u tiebia nomier tieliefona?". Nie wiem, jaki ja mam defekt, ale nie umiem i już. Cóż, jak będę chciała numer od jakiegoś obywatela Rosji, to po prostu zamacham komórką i zawyję: "Nomier, bitte". Toć chyba mnie zrozumie, nie?
Zostało mi wczoraj zasugerowane, że Ciemny Lud /oraz wydawnictwa/ szybciej kupi Szkołę, jeśli w Szkole objawią się wampiry. Otóż tak, niestrudzona tropicielka ciekawostek w twórczości własnej odnalazła dwa motywy wampiryczne w Szkole:
Adin:
– Sprzeczaliśmy się, gadaliśmy o rzeczach ważnych i o głupotach – ciągnęła, uśmiechając się nieśmiało – śmialiśmy się razem z całego tego przedstawienia… Zaufałeś mi. I jedna wzmianka, jedno moje głupie pytanie wystarczyło, żebyś potraktował mnie jak oszustkę, jakiegoś emocjonalnego wampira.
Dwa:
– Masz tu wampiry, siostrzyczko? – spytał, trącając palcem cuchnący nieziemsko czosnek.
– Taa – odmruknęła, sięgając po leżące w koszyku tosty. – Jednego. Wczoraj przyjechał.
Niezbity dowód, jak wiele wspólnego mają Szkoła oraz Książka-Której-Tytułu-Nie-Wolno-Wymawiać-Choć-Wątpię-Żeby-Osoba-Która-Nie-Chce-Go-Słyszeć-Tu-Zaglądała.
I chyba tyle, ot.
Lill, ta fioletowa 21/01/2010 20:32:01 [komentarzy 4] Jakieś pytania?
256. Speedverse i inni.
Jak widać, nowy szablon jest. Trochę przewrotny, trochę nieadekwatny do obecnej fascynacji (snooker/sporty zimowe non stop na tapecie, Eurosport 24 na dobę), ale jest. Speedverse czy też speedversum to chyba najlepsza nazwa dla mojej rzeczywistości. Zacznę stosować.
Przeprogramowałam moją filozofię życia. Tę nową pożyczyłam od Taśki M. Taśka to absolutny geniusz, nawet jeśli na razie istnieje wyłacznie w mojej głowie. Ale jak istnieje! Niby epizodyczny i potrzebny tylko, żeby Dima miał z kim pogadać w pewnym Znaczącym Momencie, a już mnie przestawił na nowe tory. Taśce do szczęścia wystarczy gitara i mieć do kogo dziób otworzyć. Ja wprawdzie gitary nie posiadam, ale mam keyboard.
I nieważne, że ostatnie trzy piosnki, jakie stworzyłam, są o śmierci i wydają mi się zdecydowanie zbyt lekkie jak na tak poważną tematykę. Co tam, tworzone na potrzeby 1500 w końcu. Nie żeby 1500 miało być przesadnie lekkie.
Niby ferie, ale roboty zapowiada się huk, w dodatku na emigracji u babci, co trochę zawęża możliwości. Muszę napakować mp4 piosnkami, bo ktoś wywiózł głośniki od stereo. Chyba że wezmą głośnik od kompa razem z kompem - wtedy dam radę.
Empeta ma ledwie dwa tygodnie, a już czuć ją, że moja. O poranku, gdy mam ochotę zająć się Trzecim Językiem Obcym, z 200 zgranych na nią piosnek grzecznie włącza sześć z rzędu po rosyjsku. Tylko "czarnych głazów" mi brakowało na tej powalonej playliście. Swoją drogą, dawno mi się żadnego języka tak dobrze nie uczyło. Nawet angielskiego. To chyba dobry znak.
[Albo raczej: dobryj znak. Nie powiem tego głośno, wystarczy, że rodzona wpędza mnie w kompleksy swoim zajebombastycznym ruskim akcentem.]
Sms tygodnia, a może nawet miesiąca: "A ty jesteś w b czy c?". By rodzona pięć minut przed wywiadówką. Tą wywiadówką, na którą wysłałam ją, żeby "nie było siary" i żeby "obadała mój krzywy ryj". Krzywy ryj wisi w holu i straszy naród. Ale przynajmniej będą wiedzieć, kto ja jestem.
[Ej, to źle. Skończą sie akcje w stylu tamtej z czasów dawniejszych:
Przychodzi Jakiś Facet i pyta: Jesteś z drugiej ce?
Ja: Tak, a co?
Jakiś Facet: Prof X.* prosi Asię R.
Ja (ze stoickim spokojem): Nie ma jej.]
Myśl na dziś:
- To ja będę patrzył na koleżankę... Joannę! Machnąłem się w imieniu?
- Tym razem nie.
Jeden facet zapamiętał moje imię, to z kolei inny zapomniał. Nataś uparcie nazywa mnie Anią i jeszcze twierdzi, że ma rację. A ja temu dziecku tyle prezentów nakupowałam... Damn!
Lill 20:56:28
a ja dziś w szkolnej bibliotece znalazłam "Zmierzch"
Ziemo 20:57:24
a co on tam robił?
Lill 20:57:40
stał. i to mnie właśnie przeraziło
W ramach "cholerka-wypadałoby-poczytać-lekturę" wypożyczyłam "Lalkę". Podoba mi się! Coś ze mną nie tak?
I przestawili w bibliotece Akunina. A matula chce robić porządki na swoim regale. Coś czuję, że ferie podobnie jak święta będą literackie.
*nie będę pisać, który/a, bo a nuż (widelec? łyżka?) to czyta. i byłoby ze mną kiepsko.
Lill, ta fioletowa 15/01/2010 21:25:38 [komentarzy 4] Jakieś pytania?
2010
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
Kiimi
Ziemo
Zabiłam Ślimaka (Jah)
Avil
Ivan
Wiadryseja (Ayl)
An-Nah
Garcinda
Airel
Ada
Schmittka
SSS
Cineva
Mal
Mestari
A szablon mój - tylko i wyłącznie. Kopiowaniu stanowcze NIE.