![]() |
|
318. (nie)Matura /lecz chęć szczera, et cetera, et cetera/I'm in love with a photoThat I hung upon my bed Uff, notki nie było od... wieków. Podejścia do niej miałam już dwa, ale mówią starożytni górale, że do trzech notek sztuka, no to jedziemy z koksem /charcoal brazier - koksownik na węgiel drzewny; strasznie chciałam go gdzieś na maturze wcisnąć!/. Wystaram się o chronologię jakowąś... a przynajmniej spróbuję. Tylko błagam, nie każcie pisać o rzeczach zadawnionych typu Sokrates, hirołso-rżnięcie, bo ja je ledwie pamiętam /znaczy pamiętam głównie głupoty w stylu: "Jak wymiga się od hirołsów, to zrobię z niego trumnę" albo "Nie krew się poleje, a żywica"/. Piątek, koniec świata /i szkoły/ Zacznijmy może od tej części mniej przyjemnej, a to, co ładne, zostawimy na deser. Otóż poczułam się jak się poczułam i zrobiło mi się zwyczajnie, po ludzku przykro. Przez trzy lata reprezentowałam szkołę na konkursach w całej Polsce, zdobywałam nagrody, tytuły, rzutniki... Sama z tego miałam stertę bezużytecznych dyplomów i książkę kupioną w Taniej za dwa złote. I po tym wszystkim nawet mi nie podziękowali. Jakbym nie miała żadnych osiągnięć poza najwyższą średnią - bo tak to de facto wyglądało. Tylko że oni chyba nie wiedzą, iźli ten kij ma dwa końce. Jestem jak ci opisani w jednym z rozdziałów "Anatomii władzy" - doskonale pamiętam, kto mi pomógł, a kto skrzywdził. I jeżeli pojawi się okazja zemsty na tym drugim, nie omieszkam skorzystać. Po trzech latach miłości do Piątki przez ostatnie dwa tygodnie niektóre persony wyraźnie robiły wiele, żebym z Piątką rozstała się w nieprzyjaźni. Niech jednakże persony pamiętają, że niezbadane są wyroki i kto wie, czyje będzie na wierzchu za parę lat. W świetle powyższego nie ma co się dziwić, że ze zdwojoną siłą odbierałam każdą oznakę akceptacji i uznania. Wobec czego tym bardziej nie może dziwić, że po owacji, jaką zgotowała mi moja klasa, kiedy wychodziłam na środek, miałam łzy w oczach. Dla tych ludzi było warto - to jest moja Piątka, a nie tacy, którzy uważają, że finał konkursu dziennikarskiego "nie jest żadnym szczególnym osiągnięciem". Dobre poszło dalej wieczorem, na grillu, z którego pamiętam połowę, a dokładnie do momentu, jak stwierdziłam, że chce mi się spać. Potem nie jestem pewna, co mi się przyśniło, a co było naprawdę - i czy faktycznie wracaliśmy piechotą z Rockym plączącym się pod nogami. Tak czy inaczej, następnym razem obiecuję asertywność - nie dam się wrobić w żadne pokazy picia kubka /profanacja!/ wódki na raz, bo potem mi się klawisze na domofonie mylą. I notatka na przyszłość: piwo nie jest dobrą popitką. Ani chipsy o smaku chili dobrą zagrychą. Sobota - początek /drogi do gwiazd?/ Szalony dzień pełen wyrzeczeń - zdarzyła się i niedojedzona porcja w Sethi /ja nie mam żołądka z gumy!/, i wizyta w toi-toiu, i nawet brak jednostek sanitarnych ewentualnie aspiryny w tychże. Ale powiem wam w tajemnicy, że dla takich wrażeń jestem gotowa choćby drugi raz przeżyć ten koszmarny ból głowy, co mnie nawiedził. - Migrenę to ma królowa angielska, ciebie po prostu łeb nap... napadowo boli. Znalezienie na GP trzeźwego rosyjskiego kibica zakrawa na sukces. Nam się nie udało. Ale śmiszni byli Ruscy, którzy pod kiblem debatowali /przekonani, że nikt ich nie rozumie/ nad polską obyczajowością. Chodziło o to, że ludzi w potrzebie /tak pijanych, że samoczynnie powracają do pozycji horyzontalnej/ winno się wpuszczać poza kolejką. - Mam pomysł. Zabiorę tym Ruskim wódkę i zdezynfekuję nią ręce! Dobry plan? - Zabiliby cię na miejscu... A podróże krajoznawcze nocą są w ogóle cudowne - zwłaszca, kiedy człek usilnie próbuje mimo wszystko nie zasnąć /a tak by się chciało, skoro aspiryna zaczęła działać, żołądek napełniony, pęcherz opróżniony.../ - O patrz, wiocha Gaj. - To pewnie wiocha dla gejów. - Ale "gay" się pisze przez "y". - Ale to jest POLSKA TRANSKRYPCJA. /tekst na miarę hektolitrów sześciennych/ - Czemu głowa mnie boli? - Masz opóźnionego kaca po wczorajszym (sama do siebie) - No tak, refleks angielskiego szachisty... I w końcu nie mam zdjęcia z Kosowem. Trudno, zrobimy przy okazji podróży do Gniezna... Ej, to ja wiem, kto wtedy powinien mieć zdjęcie z Kosowem /uśmiech do wtajemniczonych/. Ups, omal nie zapomniałam o najważniejszym. O tym, że to było równie niespodziewane co Krsko 2006 i równie piękne co Praha 2008. Że ja naprawdę nie miałam TEGO na myśli, mówiąc przed półfinałem, że i z czwartego miejsca się ucieszę. Nie prowokowałam losu. Los sprowokował się sam i dał mi podium marzeń, bardzo dobry znak przed maturą. I dobry znak przed dżi-ti-borgiem, nie da się ukryć. Czegokolwiek by bydło nie myślało, no ale w końcu "tylko szmaty gwiżdżą na hymnie". Duńskim. Czyżby wracały Noce Cudów? Jedna już wróciła. Poniedziałek - czekoladowy - Idziemy na koncert Chóru Armii Aleksandra Pustuwałowa! - Ale to chór jest tego Aleksandra czy armia? My nie jesteśmy normalne, na szczęście nikt tego od nas nie wymaga. Wracałam zadowolona z życia, rozmów i twórczości, obżarta słodkim oraz z głupawką rusko-wojskową /omen wyjątkowo dobry/. Nikt nikogo nie obgadywał, wbrew temu, co się twierdzi. Było po prostu tak fajnie, że szkoda mi miejsca na marne próby uchwycenia tego nastroju. Jak coś zbyt pozytywnie ładuje, lepiej nie opisywać, bo się można na własnym rzekomym talencie przejechać. Fakt faktem, najlepsze rzeczy działy się jeszcze w Mount Blanc. Kelnerka miała bezcenną zaiste minę, gdy ją Ida poprosiła o mleko do herbaty. A mną być trzeba, żeby zamiast "czekolada mleczna z karmelem" przeczytać "czekolada mleczna z KREMLEM". Środa, czwartek, piątek - Trzy Nie Tak Wielkie Dni Trochę jakby nie ogarniam. Nie ogarniam tego, że to nie kolejna próba, tylko matura całkiem serio i że od tego, co spłodziłam w ciągu ostatnich trzech dni zależy moja przyszłość. Może lepiej nie zdawać sobie z tego sprawy, póki nie dostanę wyników? Klucz kluczami, ale większość punktów i tak zależy od dobrego humoru sprawdzającego. Przedwczoraj i wczoraj wracałam ze łzami w oczach.Nie znoszę robić kretyńskich błędów na matmie i nie znoszę, kiedy na polskim dostaję do interpretacji fragment ukochanego dramatu, piszę maczkiem wypracowanie na pięć stron i nawet nie potrafię powiedzieć, czy przekroczę 70 procent. Na szczęście odbiłam sobie dzisiaj pijacką radością po angolu, tańcem na przystanku i poczuciem, że świat jest mój, bo czyj inny! Niech tylko dadzą mi 18 punktów z wypracowania...No bo głupio, żeby normalna matura poszła gorzej od próbnej, co nie? A tak nie za bardzo mamy co przebijać względem próbnej. Przy tym jestem dziko szczęśliwa z matmy podstawowej. Chcę setę, setę, setę. Bo jak nie, to będzie inna seta *straszy* A co jest najpiękniejsze? Że teraz do środy fajrant - i najgorsze już za mną, czas na elementy przyjemniejsze, typu pitu-pitu po angielsku/niemiecku, nawijanie o kryminałach i ściganie się na setę /o setę/ z Młodą na podstawie z niemca. Potem zaś - witaj, słodka wolności! Lill, ta fioletowa 6/05/2011 21:21:57 [Powrót] Jakieś pytania? Idąc od początku mniej przyjemnego- zemsta NIGDY NIE jest dobrą drogą! To ścieżka w jedną stronę i to wcale nie taką przyjemną, pamiętaj o tym. I lepiej trzymaj z daleka, dobrze radzę... Tak, wracaliśmy w Rocky'im, co aż go samochód musiał odbierać ;P A profanacja to zapijanie piwa wódką, o! :P Co do zdjęcia z Kosowem- masz na myśli Szikago? ;D I nie żadna Młoda, a poza tym ja się o nic nie ścigam^^' Avil 10/05/2011 14:40:12 | brak www IP: 87.205.78.9 Leszno było niezapomniane ;). I za rok też będzie :D. Jestem pod wrażeniem Dżagiego, że dał radę z takimi świrusami ;D ;** Ziemo 7/05/2011 20:50:06 | brak www IP: 95.23.147.80 Tia, tak to wygląda. Pamiętajcie, pamiętajcie, przyjaciół warto nagradzać, wrogów warto pamiętać. Zazdrościmy wolności, ech. My mamy zapieprz. Mal. 6/05/2011 21:45:52 | brak www IP: 82.210.164.151 cHeJkó, mAsH ZaPrOsHoNkO Na nAsHoM StRoNkEm http://emooski.blog4u.pl IcZyMy, RzE FfEjDzIeSh i sKoMcIaSh nAm nOcIóLkEm! LoFfCiAm! :*:* xP :F bez podpisu 6/05/2011 21:30:22 | http://emooski.blog4u.pl/ IP: zalogowany |
Stare papierki Galeria twarzy Autobiografia Literatura podmiotu Literatura przedmiotu Notka
|