![]() |
|
194. Mind the gap - czyli my razy trzy i inne historie.Tego się nie da opisać. Nie i koniec, ja protestuję. Szurnięte trzy dni, z przerwą pod tytułem czwartek, również zresztą zakręconą, odbijają się znacząco na mojej psychice. I doszłam do wniosku, że najgorsze w tym wigilijnym maratonie jest to, że on się już skończył. Że jeszcze tylko grono rodzinne i szlus. A w rodzinie takich akcji jak poza nią na pewno nie będzie.- Try-umfy! - Yeeen! Czyli Dżi-Ti-Es. Niezapomniane życzenia ("Wszystkiego najlepszego, a w ogóle to Asia jestem"), ciuty xM i konkurs kolędowy. Nie da się opisać, a zdjęć pokazać nie mogę, bo mnie parę osób, z Yenem na czele, zakatrupi. Było zarąbiście, choć fakt, że w ogóle tam dotarłam, należy uznać za cud. W końcu to Yenowej rodzinie samochód był do innych celów potrzebny. Dobrze chociaż, że na koniec mogłam nim podjechać na osiedle. - Możecie mnie tu wysadzić. I tak na tym osiedlu nie grasuje nic gorszego ode mnie. ~~~~ - Przepraszam, jest może pisak? - O to to do p.prof. S. - A, to my może podziękujemy. I w długą. Czyli genialny piątek, gdy świat stanął na głowie, a na polskim ciągle wbijał do nas ktoś z trzeciej e. A prof. J., z którą na szczęście nie mam lekcji, nawet nie zauważyła, że stanęłam na środku jej sali i wrzasnęłam ogłoszenie duszpasterskie od prof.S. I "wysiądnięte" gardło na angielskim, czyli skrajne przerażenie, że jak ja ludziom życzenia będę składać. Na szczęście, głos zdązył mi wrócić w odpowiednim momencie. Nie wspominając o tym, że życzenia odświętnie ubranemu prof. L. składałam potrójne, dopiero za trzecim razem z opłatkiem. -0 Nie wierzę, Miły znowu nam się wbija do klasy... - Następnym razem to my sie mu wbijemy! I miałam rację. Pół godziny później w poszukiwaniu pisaka zawędrowałyśmy aż do IId. Pisaka nie mieli. W ogóle, następnym razem wygonimy całą klasę na jasełka, a ławki ustawi Serwis Sprzątający. Dziesięcioro to już tłok, w dodatku każdy miał inną koncepcję artystyczną, co zaowocowało wielką kłótnią i tym, że Mister Dżi wypielgrzymował w celu wynajęcia większej sali. Z racji bezskuteczności tych czynów zaproponowałam, żeby zrobić wigilię na korytarzu. Cześć i chwała, że nikt mnie nie posłuchał. Nie zapominajmy też o hitowej akcji z biurkiem. Rozsądek wita. - No, gotowe. - A jak teraz wyjdziesz? - No, to trochę ch... Brawa dla tego pana. I dla tej pani, którą tak rozbawiła ona akcja, iźli nie była w stanie przyłączyć się do ogólnego ustawiania sprzętu. I nasze genialne kolędy, które uciszyły ogół. I Lisek w roli Świętego Em. I poszukiwania chemiczki. I wołanie o ciasto też. Wszystko razem było genialne. A potem nasze jou ziomalskie życzenia, przytulanie się ze wszystkimi możliwymi osobami i jak z serca spadł mi gigantyczny kamień. Co ci ludzie ze mną robią, to jest niepojęte. Siła pozytywu, nie ma to tamto. Życzenia zachowam w sercu na długo. Szkoda tylko, że koncepcja artystyczna umarła śmiercią naturalną, a ja zapomniałam o "ładnej lampie". Chociaż może to i dobrze, biorąc pod uwagę, że sama żadnych złośliwości się nie doczekałam. Po czym były prezenty (i tak utrzymuję, że najzajefajniejszy dostał Lisek, z tej opinii mnie nie wytrącicie), żarło i piękne "to polewamy!", kiedy opuściła nas Pani Pedagog. Ekipa niby rozeszła się szybko, ale to tylko pozory. W końcu zanim został jeno Serwis Sprzątający, było już nieziemsko późno. Tu pochwała dla wszystkich, którzy Serwisowi postanowili pomóc ("Ty już idź, naprrrawdę!"). Gorzej tylko, że większości nie chciało się zaczekać na sprzęt i nikt nie brał żarcia, przez co każdy z Serwisu musiał wziąć coś ze sobą. Na mnie wypadła cola ("chcesz colę?" "mam już jedną" "Ale nie taką! Jak się tej napijesz, to będziesz tak zaje jak my!"), soczek (który wczoraj opróżnialiśmy intensywnie), miski Avil (odbierze przy okazji) i obrusy Liska (po które miał dzisiaj wpaść, ale nie wpadł albo mnie nie zastał - co jest możliwe, biorąc pod uwagę, że pół dnia spędziłam poza domem). Inni mieli cokolwiek gorzej. Ja ich wszystkich normalnie kocham. Nienormalnie zresztą też. Tre zaczęło się wczoraj, a skończyło dzisiaj. Też było cudnie, jak zwykle zresztą. Podróż do Siouxa, czyli spotkania bliskiego stopnia z tymi, którym parę godzin wcześniej mówiłam "do zobaczenia w nowym roku". Sam Sioux, czyli WinnoTu, ZimnoTu, kbksy na ścianie i cenzura, która nie pozwoliła mi dokończyć myśli, jaki jest Łosiek/Flo/Ktoś Inny (już nie pamiętam). Lody zimą i "dlaczego oni śpiewają, że w ŻŁOBIE leży"?". A potem ciąg dalszy, czyli Vojens, co to powinno się je bez fonii oglądać. Chociaż nie, bez fonii przegapilibyśmy "zgaśnięte światła", "tytuł mistrzostwa świata" i absolutnie mistrzowskie "yes...very race...ye...together". Padłam. Gleba. Gleba. Gleba. Error absolutnie krytyczny. Były też akcje żużlowe, ale przytaczać nie będę, bo cenzura wiecznie żywa. I dziś miałam jeszcze BDG w wersji okrojonej, czyli jak z Martą prawie rozsadziłyśmy McD. "Spójrz za siebie", rozmowy o napadaniu Emilka i inne tego typu historie. I genialny prezent, który Niula pragnie ode mnie wypożyczyć, gdy jutro wymknę się do babci na pierniki. Wierzę, że wszystko - ale to absolutnie wszystko - ułoży się tak, jak ułożyć się powinno. Nie podkładam scenariuszy. Ostatnio nie podłożyłam i stalo się to, czego nie wymarzyłabym sobie w najśmielszych snach. PS: Podobno przegrałam. Ale przecież "czegóż tak się bać jak tego, że wrogowie będą zbyt fair", czyż nie? PS2: Właśnie zdałam sobie sprawę, że to będą dwa tygodnie bez NICH. Bez zacieszów Karima, twórczych akcji Zuz, rozmów o tanim winie i naszych wieśniackich pseudokłótni. Pierwszy raz chyba żałuję, że wolne jest takie długie... Edycja specjalna: Po wczorajszym krótkim spięciu na linii Taryfiarz Zadymiarz - Lill Fioletowa - Ktoś Jeszcze doszłam do wniosku, że ktoś powinien na naszej ulicy postawić znak. O, taki >klik<. A potem mogłabym to sfotografować moim potencjalnym aparatem i dać na WOK. W takich chwilach chyba tęsknię za Matizzzem i płonącymi śmietnikami. Edycja druga: Zastanawiam się, jak ja mam przeżyć miesiąc z Panem Wielkie G. na ścianie mojego pokoju i nie zwariowac. To zadanie mnie stanowczo przerasta. Lill, ta fioletowa 20/12/2008 23:44:22 [Powrót] Jakieś pytania? To od czego mieliśmy przez dwa dni taką fazę? ;P Czyżby ciutki? :D Ziemo 22/12/2008 21:30:46 | brak www IP: 80.52.201.2 Wtedy one jeszcze formalnie nie istniały ;P Lill 22/12/2008 21:23:40 | brak www IP: 213.158.196.116 A jadłaś te pierniki może w piątek lub sobotę? :D Ziemo 22/12/2008 20:46:32 | brak www IP: 80.52.201.2 Coś w tym jest... Po pierniczkach wydzielałam opary haszyszu, to taxi driver szalał xD Lill 22/12/2008 20:41:11 | brak www IP: 213.158.196.116 Taaa, podobnie jak te babcine pierniki z haszyszem ;P :D. Ziemo 22/12/2008 20:35:49 | brak www IP: 80.52.201.2 To są jakoweś podłe insynuacje ;PP Lill 22/12/2008 20:31:45 | brak www IP: 213.158.196.116 Lill: mówiłem ci, żebyś nie paliła tyle tego świństwa ;P :D. Ziemo 22/12/2008 20:27:49 | brak www IP: 80.52.201.2 Em: Ty - święta? ;P Toż to antonimy! xD Av: Ej no, nie tylko ja, nie tylko ja. Ziemo: Ja też chcę xDD Jestem dziwna i chcę xDDD Lill 22/12/2008 20:03:38 | brak www IP: 213.158.196.116 Ano, było cudnie jak zwykle zresztą ;). A tych dwóch tygodni wolnego zazdroszczę Ci jak cholera ;P. Ja chcę do szkoły z powrotem :D. Ziemo 21/12/2008 16:52:43 | brak www IP: 80.52.201.2 To miło, że choć Ty masz fajne święta Avil 21/12/2008 12:00:02 | brak www IP: 83.238.145.3 Podstrona: *1* / 2 |
Stare papierki Galeria twarzy Autobiografia Literatura podmiotu Literatura przedmiotu Notka
|