Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
145. It feels like I'm having the time of my life
Szablon

145. It feels like I'm having the time of my life

To chyba taka reguła - kiedy już w niczym nie znajdujesz sensu i nigdzie nie masz ostoi, nagle zapala się takie maleńkie światełko w tunelu. A potem światełko wybucha i tworzy nową Gwiazdę Polarną, która od tej pory aż po kres Wszechświata wskazuje drogę i rozświetla życie w tych najczarniejszych chwilach.

Kulawa to nieco metafora, ale ja przecież nie jestem specjalistką od metafor, przecież kocham dosłowność... Nie dziś. Są rzeczy, o których nie umiem pisać dosłownie, bo brzmią wtedy trywialnie albo infantylnie. A to, że dzisiaj jest dla mnie Najważniejszy Dzień, ani trochę banalne nie jest. Kiedyś, niedawno właściwie, zastanawiałam się, gdzie bym dziś była i co robiła, gdyby nie to, co zdarzyło się dwudziestego siódmego maja 2005. Wniosek? Nie tylko, że nie byłoby mnie tu i teraz. Prawdopodobnie nie byłoby mnie w ogóle, ale to taka smutna refleksja, w którą nie wolno dziś się zagłębiać.

Właściwie świętowanie Najważniejszego Dnia powinnam przesunąć na czwartego sierpnia, bowiem to wtedy właśnie nastąpił moment przełomowy. Ale data to tylko symbol. A poza tym - od dnia, którego trzecią rocznicę dziś świętuję, zaczęło w mojej świadomości figurować takie pojęcie jak żużel. Mało tego, ono od samego początku znaczyło coś dobrego acz nieosiągalnego. Od tamtej pory wszystko zaczęło się zmieniać.

Pierwszym kamieniem milowym był wspomniany już czwarty sierpnia. Pierwsze obejrzane zawody i sławetny moment, gdy mało nie wybuchłam ze złości, bo w połowie arcyważnego biegu zamazali mi Canal+. A wiecie, wtedy jeszcze nie miałam daru odczytywania mazów. Wtedy to nawet jeszcze nie było pojęcia "mazy"! Stare, strasznie stare dzieje. Od tamtej pory niewinny flirt ze speedway'em zaczął przeradzać się w poważną obsesję, o czym nie miałam jeszcze zielonego pojęcia. Ale gdybym miała, chyba bym nie interweniowała w bieg dziejów. I całe szczęście.

Potem były pierwsze obejrzane świadomie mazy - ale i tak wtedy nie było tak jak dziś, bo po każdym wyścigu musiałam wyłączać telewizor, żeby mi wzrok nie wysiadł. I było w miarę niewinnie, oczywiście, pomijając absolutnie nieistotne epizody związane na przykład z podskakiwaniem na balkonie u dziadków i innymi niedorzecznościami. Niewinnie było aż do tamtego dnia, dnia, o którym pisałam już w lutym (notka 116, "Zdrada?") i wolałabym się nie powtarzać. Dziś pamiętam już tylko sudoku i Sylvera w zepsutym magnetofonie - wszystko inne przerodziło się w symbol, jakąś bliżej nieokreśloną alegorię dla czegoś, co kiedyś było i przeminęło.

Zima minęła spokojnie, chociaż już w styczniu coś we mnie piszczało, gorąco domagając się speedway'a. A nawet nieco wcześniej.

Otóż rano, gdy Niula opuściła naszą norkę, udając się do francuskiego przybytku globalizacji (zwanego powszechnie hipermarketem), zatęskniłam za żużlem. Jako, że jestem abstynentką i alkohol nie zdołał jeszcze wyniszczyć moich szarych komórek (wyniszcza je sukcesywnie co innego), inteligentnie pomyślałam o kasecie video.*

Byłam w tym przybytku. I odkryłam że słone paluszki i lody Magnum kojarz± mi się z żużlem. Ale co mi się z nim nie kojarzy?**

Mniej więcej to dręczyło mnie w "przerwie zimowej". Jeszcze żużel na lodzie, czyli jak z MMW dostałyśmy sławko-głupawki, zaś Miedziak został nazwany "Basieńką". A potem wszystko wybuchło jeszcze silniej niż myślałam. Już od marca. Złote czasy to były - noce spędzane przy świętej pamięci laptopie Bezprawnego, oglądanie speedway'owych fot i dręczenie relacji live na brytyjskim forum. Znów miała się rzecz niewinnie, oczywiście do czasu, gdy nastąpiła "wielka kłótnia" (która tak naprawdę polegała głównie na moim wielkim żalu), a zaraz po niej zaczątek Asów Speedway'a. I jednocześnie zaczątek wszystkiego.

Dobrze, miało być o żużlu, to będzie stricte o żużlu, bo z reszty możnaby stworzyć epopeję ("Żużlu, miłości moja..."). Nastał więc dwudziesty drugi kwietnia, pierwsze mazy anno Domini 2006. I Pierwsza Noc Cudów. Jak ktoś ma ochotę powspominać szczegóły, to zapraszam prywatnie, mam zachowaną całą notkę z tamtych czasów. Zaraz potem objawił się trzydziesty kwietnia i mój pierwszy w życiu wypad na żużel.

Cała szanowna familia po cichu liczyła na to, że kiedy zobaczę speedway na żywo, stanowczo mi się go odechce. Niestety, będę musiała ich rozczarować. Bo to jest to, na co czekałam całe życie! Mnie naprawdę nakręca warkot silnika i zapach spalin.

I takie wyścigi jak ten ostatni. Czysta poezja.
***

A potem... Grand Prix, sławetne klękanie przed Johnem Jorgensenem, wykręcona kostka i mądrości wrocławskiego taksówkarza. Dopiero na długo później zdałam sobie sprawę, jakie to wszystko było cudowne.

Kibice: Adams, Adams, Unia górą!
Bezprawny: A ci co? Z Tarnowa?
Lill: Boże broń, z Leszna! Obraziliby się na ciebie, jakbyś ich tak spytał...
****

To, co działo się później, niekoniecznie bywało cudowne. To znaczy, w sensie żużla jako takiego było, ale biorąc pod uwagę to, co działo się w esgepach i jak ja to przeżywałam ("jak żaba suszę, cytując Bezprawnego), nie dziwota, że chciałam rzucić to wszystko w diabły. Ale się nie dało, za bardzo się zakochałam, zbyt wiele serca włożyłam w to, żeby móc się wycofać. Czasem myślę, że byłam bliska popełnienia największego błędu w moim życiu.

Wakacje za to były piękne. Tak, tak, piękne. Zwłaszcza oglądanie u dziadków poMAZAnego DPŚ, spotkanie rodzinne podczas finału i tłuczeniem komarów na suficie ciemną nocą. Wtedy właśnie nastąpiła Druga Noc Cudów. I wtedy też spaliłam świerszcza pod lampą, albowiem nie miałam świadomości, iźli on się tam znajduje.

Trwało to wszystko aż do końca "sierpniowych wieczorów", zwieńczonych Nocą Pedersenów Agresywnych i ponurymi rozważaniami o przyszłości. Sierpniowego, deszczowego popołudnia wyjeżdżałam z Torunia z żużlem w głowie.

Może przesadzam, ale przez kilka następnych miesięcy speedway był jedynym, co naprawdę trzymało mnie przy życiu. Jakkolwiek przewrotnie by to nie brzmiało, biorąc pod uwagę, że działo się to w czasach, kiedy tylko cud mógł odratować Apatora. I zdarzył się ów cud, właściwie w najmniej dla mnie spodziewanym momencie. A zaraz po nim (a może jeszcze przed) było szczęście za pięćdziesiąt złotych i... I coś jeszcze. Coś, o czym wiemy tylko my dwie - Ruduś i ja. Mogę Wam tylko zdradzić, że Sylwester 2006 okazał się proroczy.

Co było potem? Wydaje mi się, że powinniście to wiedzieć. A jeśli nie wiecie, zawsze możecie przeczytać, bo na całe szczęście, to juz jest historia najnowsza, którą opisałam w większości tutaj właśnie, na Świerszczu.

I pomyśleć, że głupi przypadek trzy lata temu był w stanie odmienić całe moje życie...
___________________________
*44ever.notki.pl, 29.12.05
**j.w., 28.01.06
***j.w., 30.04.06
****z rozmów na Grand Prix we Wrocku '06

Lill, ta fioletowa 27/05/2008 11:26:36 [Powrót] Jakieś pytania?


Av: Oj, ty, wsyzstko się uda, jasne? ;P

Rozumiem, rozumiem. Zaradzi się ;)
Lill 28/05/2008 21:11:46
| brak www IP: 213.158.196.112

No, jeśli Sieradz wypali to ja ce już czerwiec!:D I w ogóle jeśli to wszystko by wypaliło to będę ubóstwiać liczby 6 i 7 chyba ^^'

Wiesz, nie chcę nic mówić, ale mi po prostu treść notki wjeżdża na fotkę i vice versa^^'
Avil 28/05/2008 21:09:08
| brak www IP: 83.238.144.153

Av: O, i ja cię w pełni popieram! ;)

Niedostosowany ten szablon, ale to się wkrótce zmieni, obiecuję.

Kiimi: Ja prawie je miałam xD

Jaheira: A ty znowu swoje ;P
Lill 28/05/2008 21:06:07
| brak www IP: 213.158.196.112

I co mam Ci napisać?
Ja uważam, że takie obsesje są zdrowe. Naprawdę. Popatrzmy chociaż na Braci.
Możemy patrzeć i patrzeć i nigdy dość xP
Jaheira 28/05/2008 19:26:24
| brak www IP: 79.184.161.136

27 maja 2005 roku to ja juz mialam wakacje:D
kiimi 28/05/2008 16:46:54
| brak www IP: 87.99.24.101

Jak tak czytam twoją notkę, to doszłam do wniosku, że w sumie mam podobnie... Aż zaczęłam się zastanawiać jakby to było, gdybym nie miała wilczej manii... I w sumie aż nie wyobrażam sobie teraz czegoś takiego... To jest już więcej niż tylko kawałek życia, ba, dzięki temu dostałam własną tożsamość... A poza tym jak tu nie stawiać tej miłości tak wysoko, skoro dzięki niej zyskałam nadzieję na lepszy czas? Ja ce już lipiec!

A tak PS, to nie chcę cię martwić, ale w każdym razie na moim komputerze ten szablon niezbyt się przyjął^^'
Avil 27/05/2008 17:02:57
| brak www IP: 83.238.144.153

Ech, żeby to była tylko przyjaźń ;P
Lill 27/05/2008 16:28:55
| brak www IP: 213.158.196.107

Cóż mam Ci powiedzieć? :D Mogę tylko dziękować siłom wyższym, że aż tak zaprzyjaźniłaś się z żużlem ;P. *otwiera szampana i polewa*
Ziemo 27/05/2008 16:22:08
| brak www IP: 74.63.75.130


Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.