Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

355. Agenturalna przyszłość*

Do czego to doszło. Nie dość, że z własnej woli piję herbatę z melisy /ba, hektolitrami!/, to jeszcze czytam sonety, uwaga, krymskie /bloga mi zamkną za to/. Mickiewicza. Też z własnej nieprzymuszonej woli, na dodatek z dziką rozkoszą. Po popołudniowym rendez-vous z postmodernizmem wszystko, co postmodernizmem nie jest, przyjmę radośnie. A Mickiewicz to bliska ciału koszula...

...ta koszula niebezpiecznie pobrzmiewa w zestawieniu z dzisiejszą złotą myślą, jakoby słowa "Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga" odnosiły się do drapania po plecach.

Ponoć jaki lajf, taki stajl. Na mój lajf nie narzekam, zadziało się ostatnio tyle, że aż armata, niedługo wzorem Heleny z bałkańskiej spierniczę do jakiejś Serbii czy czegoś w ostatniej koszuli i mnie to nawet nie zdziwi. W sumie Serbia nie, Serbia mnie nie kręci, za to Kaliningrad kręci jak najbardziej, acz formalności wizowe są w stanie wykończyć świętego. Po szóstej stronie wniosku człowiek spodziewa się nawet pytania o to, z kim, ile razy i w jakich okolicznościach przyrody. Na dodatek na zdjęciu do wizy wyglądam jak płatny zabójca, więc możliwe, że jednak nie uwierzą, iż przybywam w tak pokojowych celach jak uczestnictwo w olimpiadzie /w moim wypadku to raczej paraolimpiada, no ale pomińmy/.

I tak ostatnio więcej czytam po rosyjsku niż po polsku i gdyby nie telewizornia oraz ludzie, to mój kontakt z językiem ponoć ojczystym bylby więcej niż wątpliwy. doigram się w końcu, Babcia tak mówi, i wydalą mnie z kraju za "kolaborację z wrogiem" i "zdradę ojczyzny". Powraca jak bumerang pytanie, jak można zdradzić kogoś, z kim się nigdy nie było...

Staram się nie myśleć. Tak bezpieczniej. Tak mniej boli. Notuję na walających się po biurku skrawkach "Wychyl się raz...", ale nigdy nie dokańczam, zbyt wiele w tym ironii losu. Zwłaszcza od wczoraj. Z jednej strony mi smutno, z drugiej czuję pozytywną, sportową wręcz złosć i jak czas pozwoli /znowu się łudzę/ przerobię ją w kolejne zapisane strony. Staram się być grzeczna w życiu faktycznym, a autentyczność ładować w życie twórcze. Nie wychodzi, myśli się pchają i kipią i nie wiem sama, czy jestem wściekła, zrezygnowana czy tak bardzo mi wszystko jedno, że już nie mam siły kłócić się z debilami. Rozumu im nie życzę, bo aż tak się nie łudzę, ale mogliby wygrać sporo kasy i ulotnić się w jakieś tropiki czy coś. W tropiki sie nie wybieram.

Bardzo ciężko życzyć dobrze ludziom, którzy tobie życzą jak najgorzej za samo to, że ośmielasz się być jakiś. Ależ to żałosne i denne skomlenie, ale jakże boleśnie prawdziwe. Z zupełnie nieoczekiwanej strony dostało mi się za to, że nie spełniam oczekiwań. Niby o tym zapomniałam, niby "nie było tematu", ale siedzi we mnie do tego stopnia, że sprawcy nie odpisałam nawet na świąteczne życzenia. Jakie to obłudne: najpierw dostaje mi się od najgorszych, a potem nagle "wszystkiego najlepszego". Serio?

Mówią, że człowiek zmienia się co siedem lat. Idąc tym tropem, w zeszłym roku wkroczyłam w czwarty cykl. I wiecie co? Faktycznie mam wrażenie, że osobowość się wykręciła, tylko nie do końca wiem, w którą stronę. W trzecim cyklu stałam się bardziej otwarta, trochę asertywna, trochę pyskata, ale dopiero teraz czuję, że naprawdę jestem a u t e n t y c z n a. Czasem aż za bardzo. Sprecyzował mi się światopogląd i może kiedyś będę tego żałować, ale teraz nie chcę się ukrywać. Nikogo nie zaczepiam, ale zagadać też się nie pozwolę. Tym bardziej dyletantom /oj, wyłażą bóle, niechby i fantomowe/.

Nie wypisałam się z kursu na courserze, ale jestem więcej niż pewna, że nie ma szans, żebym go zrobiła. Chyba nawet nie chcę. Dostęp do materiałów jest okej, mogę potrollować, ale nic poza tym. Jestem z góry nastawiona, że to będzie jeden wielki idiotyzm, a to nie jest dobra motywacja.

Kasa wydaje się sama. A tymczasem naszło mnie na zrobienie sobie przypinki z butelką Smirnoffa wewnątrz czerwonego koła z promieniami i napisem REMEMBER VLADIMIR. Taki tam humor rusycystyczny. Skoro pies sąsiada może mieć na imię Filoteusz /i spać w budzie "Trzeci Rzym"/, to REMEMBER VLADIMIR nawet nie jest szaleństwem. Szaleństwa to się dopiero zaczną, jak dostanę się na staż.

O ile. Rzecz jasna, o ile.


*przebacz mi, o Upiorny!



Lill, ta fioletowa 25/04/2014 20:42:30 [komentarzy 1] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.