Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

352. Jak śpię przed egzaminem...

Za oknem neon świeci jasno
A ja nie mogę zasnąć
(kiedyś zasłyszane)

...albo właściwie jak kompletnie nie śpię. W charakterze neonu /bo przecież nie neona/ występuje telewizor u sąsiadów naprzeciwko /znowu oglądają kopaną/, ale cała reszta się zgadza. Przeraża mnie myśl, że zaraz trzeba wstać i choćbym wwlokła się do łoża i zasnęła w trybie natychmiastowym /co nie nastąpi, nie łudźmy się/, to i tak się nie wyśpię. Dobra strona jest taka, że mój organizm pociągnie do jutra do wieczora, zanim przypomni sobie, że spał za mało lub nie spał w ogóle. Póki nie zauważył, korzystam z życia.

Nie, nie uczę się. W łapki wpadł mi egzamin z zeszłego roku albo z jeszcze zeszłego, w każdym razie egzamin przykładowy... Ludzie, serio? Tekst o facecie, który stworzył Zarę, kojarzy mi się humorystycznie z niemodnymipolkami, którym fangirluję zawzięcie od świąt. Tak, dokładnie w święta odkryłam tego boskiego bloga, albowiem pisałam licencjat i przeżywałam okres intensywnej prokrastynacji, a przecież nie zacznę animców oglądać! /Oho, widzę minę Hiena czytającego ten post. Mam nadzieję, że Hien przeczyta go dopiero, jak wrócę z Warszawy, inaczej patelnia, z którą wybieram się do stolicy, posłuzyć będzie musiała za narzędzie obrony, nie zbrodni./

Naprawdę chciałam uczciwie pójść spać i to o takiej godzinie, żeby wstać w miarę trzeźwa /na ile trzeźwo można wstać przed szóstą.../, ale... Tego no... Plany położenia się przegrały z moją miłością do sportu. Wciągnęłam się w oglądanie slalomu, od którego przed laty zaczęłam przygodę z alpejskim, a do którego straciłam nieco serce, kiedy usłyszałam, że Schoenfelder skończył karierę /ja wiem, że kiedyś trzeba, ale i tak mi smutno/. W zeszłym sezonie babskim okiem wyłowiłam młodziutkiego /młodszego ode mnie!/ Norwega /no bo przecież nie Polaka.../, Henrika Kristoffersena, i z braku laku zaczęłam mu kibicować. A z braku laku, bo norweski czołg alpejski /dla niewtajemniczonych: Aksel Lund Svindal/ slalomów nie jeździ i nie bardzo było komu kibicować. I dziś, proszę ja was, trochę nieoczekiwanie /trochę! na głowę upadłam, to szok przecież był!/ Kristoffersen... wygrał. Był drugi po pierwszym przejeździe, a w drugim zrobił coś, czego do teraz nie pojmuję. Jak można na ostatnim odcinku urwać Hirscherowi prawie sekundę?! Nie jakiemuś tam wynalazkowi typu Choroszyłow /który wyjątkowo pojechał zgodnie z nazwiskiem i skończył dwunasty/, ale samemu Hirscherowi! Na dodatek prowadzący po pierwszym przejeździe Matt sypnął się i nie to, że nie ukończył drugiego, ale właściwie go nawet nie zaczął. Nie wiem, kto był bardziej zdumiony: ja przed telewizorem, Kristoffersen na dole trasy czy Schwarzenegger na trybunach. Stawiam, że ten ostatni.

Po takich zdarzeniach trudno tak po prostu glebnąć spać i zapomnieć, że jakiś dziewiętnastolatek, w dodatku dziewiętnastolatek, którego jest się dumnym fanem, ogrywa na bezczelnego całą śmietankę z Hirscherem i Neureutherem na czele. Zamarudziłam, bawiąc się w układanie playlisty do odtwarzacza. Odtwarzacz mam w komórce, ale z nieznanych powodów odkryłam, że więcej mi nie trzeba. I mniej sprzętu muszę ze sobą wozić, i jakoś tak... wygodniej. Sms przyjdzie, ktoś zadzwoni - i zaraz słyszę, nie muszę się potem tłumaczyć, że nie słyszałam, bo empetrójka. Chyba przy tym zostanę. Ale że moja karta SD ma tylko jeden giga pojemności, trzeba starannie wyselekcjonować playlistę, co niniejszym uskuteczniam krok po kroku. Tylko jeszcze zgrać "Кто мог знать" Domogarowa /skatowałam tym Hiena... niechcący.../ i "Боже как долго" Lepsa /co mogłoby być hymnem moich potyczek z NFZem, ale to temat nie że na notkę, a na całą powieść/.

Mam ostatnio serię durnych snów o Syberii. Śni mi się otóż, że tę Syberię... odśnieżam. Do spółki z W. I każdy element tego snu rozumiem doskonale, ale co w nim dzisiaj robiła Politkowska, to w głowę zachodzę. Możliwe, ze to efekt uboczny przeczytania "Tańca w ruinach. Przejmującego dziennika młodej Czeczenki". Tak, z premedytacją przytaczam pełny tytuł, bo jako rzekłam bezpośrednio po lekturze - tym tytułem uczyniono książce straszliwą krzywdę. Chyba większość myślących ludzi ma odruch, który każe im podejrzliwie patrzeć na to, co z okładki już mieni się "przejmującym", "wzruszającym", "odważnym" i "prawdziwym". Co w sprawie najsmutniejsze /chociaż z pewnej strony to pozytywny akcent/, "przejmujące" jest dopiero polskie tłumaczenie. Oryginał ma podtytuł "Dziennik Czeczenki". Można? Można. Autorka, skądinąd sprawiająca wrażenie osoby raczej rozgarniętej i sympatycznej, nie miałaby tyle buty i kompletnie niepotrzebnego tupetu, żeby własne wspomnienia z góry klasyfikować do tekstów "przejmujących". Polski wydawca tupet miał i niestety, wpłynęło to na odbiór tej nieźle napisanej książki. Nie szafuję komplementami, bo i mnie nie porwało, ale nie wiem, ile w tym winy tekstu jako takiego, a ile tego nieszczęsnego epitetu, który z góry nastawił mnie w ten sposób, że wyrosły mi kolce jak w reklamie pewnego środka na stres.

Nawiasem mówiąc, dziś zamiast "dyferencjacja informacji" przeczytałam "defekacja informacji"*. Ekipa z rosyjskiej mi świadkiem! To kwintesencja stanu mojego umysłu w ostatnich dniach. I trudno. Nie żałuję. Czytałam ostatnio, że posiadanie mózgu przeszkadza w dzisiejszych czasach w karierze. Też trudno, bo jak śpiewał Kazik, "los się musi odmienić". I się odmieni, o. Ja wierzę**.

Kiedy nie muszę pisać piosenek, jestem najkreatywniejszym człowiekiem pod słońcem. Teraz nie muszę pisać piosenki. Muszę tylko wymyślić tytuł, rozpracować go od strony treści i podać formę. A cierpię nad tym, jakby mnie na kawałki siekli... Ajj, to bardzo niewdzięczne porównanie, bo przypadkiem poczułam, jak to jest być siekanym na kawałki /a dokładniej jak to jest wyobrażać sobie, nader plastycznie, proces bycia siekanym na kawałki/ i do dziś mnie na wspomnienie tej sytuacji nieco pobolewa tu i ówdzie.

A propos:

– Co porabiałeś ostatnio?
– Wiesz, miałem rozmaite interesy tu i ówdzie.
– A gdzie poznałeś Kari? – drążył temat Petter, mrużąc gniewnie oczy. (...) – Tu czy ówdzie?

Petter / - Który? - Każdy! - Brzydal!***/ doprasza się uwagi. Rzuciłam ostatnio realia "Pod czarną gwiazdą" na rzecz trzech równoprawnych projektów, a bohaterowie cierpią. Ja też cierpię, bo się trochę miotam, tym bardziej, odkąd Mirek z "Lodowatego" wyrósł mi na barwną postać /wcześniej był postacią po prostu potwornie irytującą/, "Perfumy" chcą się pisać /ludu mój! kiedy?!/, a na to wszystko nakłada się pączkująca wena na "Żyje we mnie". Muszę jakoś uporządkować myśli, jest ciężko, ale dam radę. Pewnie skończę z "Żyje we mnie" i ręką w nocniku, bo technologia opracowana, a przyszłość Unii Europejskiej wciąż w lesie /matko, jakie to prorocze! zapiszcie w kajecikach, to się kiedyś spełni!****/. Mam za to perfekcyjne wątki osobiste i patriotyczne. A potem walnę podtytuł "Najodważniejsza, przejmująca powieść o prawdziwej Rosji". Albo wydawca mi walnie...

Hej, a to aby nie będzie jedno i to samo?


*Nie jestem pewna, czy dokładnie o informację tam chodziło, a na myśl o powrocie do tego artykułu jest mi słabo. W każdym razie sens został w pełni zachowany.

**A to z kolei śpiewał Lapis Trubieckoj i na pewno zrobił to lepiej niż ja bym zrobiła.

***Z dedykacją dla Avil /bo nikt inny nie zrozumie/.

****Ta cierpka ironia z kolei jest dedykowana tym, którzy "w zachwycie dławią się własnymi ekskrementami", choć wątpię, by takowi tu zaglądali, a tym bardziej, by doczytali notkę aż do tego etapu.



Lill, ta fioletowa 28/01/2014 23:50:52 [komentarzy 1] Jakieś pytania?

351. Namaluję ci piosenkę /notka urodzinowa/.

Cisza
Cisza, że aż w uszach dzwoni
A pod powiekami niebo pełne gwiazd
Które już nie rozbłysną


Tak dawno nie pisałam. Nigdy nie zapomniałam o Świerszczu, ale jaki jest sens w pisaniu, skoro wszystkim można się podzielić na Facebooku? Szybciej, pewniej. Więcej osób zobaczy. Zlajkują. Skomentują. Po co w ogóle jeszcze pisać bloga?

Dobra, po coś tego świerszcza mam. Kiedyś do niego wrócę, obiecuję sobie, bo ja ostatnio dużo obiecuję, a robię... co Bóg da. Co muszę i czasem to, co chcę. Życie się trochę wywraca, trochę przecieka przez palce, a ja łapię niteczki i wierzę naiwnie, że coś z tego jeszcze poskładam. Może najpierw powinnam doprowadzić zdrowie do stanu używalności, a potem myśleć, jak żyć, żeby wyżyć i przeżyć coś pięknego po raz kolejny?

Nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze moja noga tu postanie. Jeżeli postać ma, to postanie, jeżeli nie... będzie mi smutno, ale życie musi się toczyć dalej. Przywykłam, że z tym, co sama kreuję, nie ma sensu żegnać się na zawsze.

Sieć zapamięta, jak ostatnio komuś napisałam. Sieć pamięta i to, i komentarz Avil pod TYM. Napisała, że On wróci i to w najmniej oczekiwanym momencie. O, jaśnie oświecona, jak bardzo miałaś rację! Walczę z "Perfumami przodków" (w świetle pracy, do jakiej rwie się Koni, ten tytuł ma aż za dużo sensu), próbuję się zabrać za "Lodowatego" (i kit, że poznałam realnego Mirka i jakoś mi z tym dziko), tymczasem znienacka, zza filaru, wyskoczyła na mnie... owiana bardzo złą sławą trzecia część. Razem z Saszką (ten schował się za filarem tak, że dopiero co go zobaczyłam), z duchem Bardzo Minionych Świąt i z Czeczenią, o której nic nie ma w bibliotece (nie liczę Kurczab-Redlich, pewnych rzeczy nie czytuję).

Tak, u mnie się dzieje. A co jeszcze się stało? Ano:
a) przeszło mi przez ręce trochę dobrych książek i trochę gównianych
b) spotkałam pierwszą w historii wszechświata osobę, której szczerze i z całego mojego zbzikowanego serducha życzę powolnej, bolesnej śmierci za to, co zrobiła mi i pewnie nie tylko mi;
c) przestałam narzekać na wieczny brak kasy (szczegóły dostępne wtajemniczonym
d) wzięłam się za zdecydowanie zbyt dużo rzeczy
e) ostrzę siekierę na debili
f) uczę się tolerancji wobec ludzi, których motywacja jest mi równie obca co fizyka kwantowa;
g) postanowiłam, że w tym roku BĘDĘ SZCZĘSLIWA.

I będę. Choćby moje szczęście kosztowało głowę pewnej tępej suki!*

Najlepszego z okazji siódmych urodzin, Świerszczu! Żeby cię w szkole za bardzo nie męczyli :)


*Parafrazując: Jestem gotowa poświęcić dla szczęścia życie. Zwłaszcza jej.



Lill, ta fioletowa 10/01/2014 20:55:25 [komentarzy 2] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.