Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

349. I może rano obudzę się w innym Wszechświecie...

...a zamiast marzeń pozostanie pustka, bolesne wspomnienie jakiegoś wielkiego szczęścia, którego nie rozumiem, ale teraz, w tej sekundzie nic mnie to nie obchodzi. Jest moc!

This is my dream,
I want to make it really happen
And make my dream come true
This is my dream,
I’ll make it if I just believe it
In a fairytale I’ll live it,
Just like a new born star
(Thea Garrett, My Dream (Eurovision Song Contest 2010, Malta))

Przykleiła się do mnie ta piosenka na amen, na jakąś mentalną kropelkę. Wykopałam z otchłani płyty z różnych Eurowizji, wrzuciłam do odtwarzacza i odkryłam, że to maltańskie cudo, którego w 2010 nie mogłam znieść, przestało dręczyć mi uszy banalnym tekstem. Ten tekst jest banalny, ale ma moc, ma flow, ma to, czego mi trzeba, żeby odzyskać skrzydła. Nie mówię, że coś się przełamuje po tygodniu stagnacji, bo nie chodzi o żadne przełomy, tylko o to, że jest mi po prostu dobrze. Dobrze pomimo upału i pomimo hipokryzji świata.

Z tą hipokryzją też ciekawa sprawa. Śniła mi się hipokryzja. Dotyczyła, o ile dobrze pamiętam, żużla, a naczelnym hipokrytą był niejaki C., człowiek szerszym masom nieznany, ale z tych, którzy lubią o sobie myśleć, co to nie oni. Kiedyś go lubiłam, dobrze się z nim myśli wymieniało, obecnie głównie mnie wnerwia. We śnie wypowiedział zdanie, przez które ja wypowiedziałam mu wojnę. Obudziłam się i hipokryzja wciąż tu była, tylko przybrała inną formę. Już nie chodziło o żużel, a o moją działalność naukową i o kurtuazję, którą się brzydzę. Jeżeli nie jest ci przykro, to nie pisz, że "z przykrością zawiadamiasz", bo to li i jedynie hipokryzja. Wkurzyło mnie to, a jak mnie coś wkurzy, to albo ląduje w felietonie, albo ląduje na fejsbuku. I wyobraźcie sobie, że chociaż słowem nie skomentował /ani nie zlajkował/ publicznie, tenże C. odezwał się do mnie, a poznawszy przyczynę irytacji, jął pocieszać, jak umiał. Sny sprawdzają się na odwrót, taa?

Teraz wydaje mi się, że hipokryzja nigdy nie wyszła poza sen. Skasowałam maila i dalej żyję chwilą, szukam pozytywów, prowadzę moje wakacyjne, niezależne życie. Może po prostu potrzebowałam odpoczynku, żeby znów złapać oddech, żeby poczuć tę radość, która aż łapie za gardło.

/Tu powinien być cytat z "Bezdroży" z adnotacją, że bardzo mocno nic mnie nie obchodzi, że cytowanie własnych utworów jest nieprofesjonalne, bo jam artystka, a nie jakaś tam profesjonalistka. Cytatu wszelako nie będzie, bowiem plik mi się zbuntował. Jeżeli potrzeba Wam cytatu, przeczytajcie sobie fragmentu rozdziału "Sen na Jawie" od wyścigu finałowego do końca. Nie macie pliku? To tego... no, pomińmy./*

Nie wiem, dlaczego jest mi tak dobrze, skoro nie wygrałam miliona w totka i jeszcze nie wydałam powieści /o Noblu nie wspominam/, a i pogoda pozostawia wiele do życzenia /jak napisał Leon M. na twitterze: "Za gorąco w Tarnowie, nie mogę spać", bo biedaczek nie wiedział, że w Toruniu jest JESZCZE gorzej/. Może to głupawy uśmiech Rudosławy rozczulił mnie do reszty, bowiem to psisko wygląda na cudownego debila, jak się je drapie za oboma uszyskami naraz. Może to Niula, która tak po prostu siedzi i czyta książkę, jak kiedyś, jakby wyrwała się wreszcie z tej matni. A może to ja sama zbieram żniwa po zasłużonym odpoczynku: tygodniu w Łebie /nie pytajcie, jak było, bo było tak fajnie, że żadne słowa tego nie opiszą/ i tygodniu w Toruniu, wypełnionym niedogodnościami zdrowotnymi, ale i hirołsomaratonami, oglądaniem głupich paradokumentów i mnóstwem książek, z których najgorszą jest nowatorski fiński kryminał z rozdziałem pisanym z perspektywy płodu, co z niewiadomych przyczyn doprowadziło mnie do mdłości, jakbym to ja była w ciąży zamiast bohaterki. Nagrodą za uporanie się z koszmarkiem będzie Agatha Christie i już nie mogę się doczekać.

Zastanawiam się, czy dzisiejszy wieczór już zasługuje na miano Nocy Cudów. Zastanawiam się tak od południa, tylko że wtedy uzależniałam miano wieczoru od wyniku IME. Wynik IME był o jakieś dwie długości motocykla nie taki, jak trzeba, ale 2/3 podium marzeń to 2/3 podium marzeń, nawet jeżeli w odwrotną stronę. Szarże Dzika po latach są cool, nowy turniej, który oglądałam, jakbym znowu wpadła w powtórki GP na Eurosporcie też jest cool. Lata mijają, Pieczatowski maniery komentatorskiej nie zmienia i głowę daję, że pierwszy dzień reszty mojego życia, dzień, w którym poznałam żużel, dzień, w którym nie miałam co ze sobą zrobić i przypadkiem zobaczyłam finał Eskilstuny**, wydarzył się wczoraj, a nie ponad osiem lat temu. Gdyby przyjąć, że faktycznie minęło osiem lat, musiałabym się czuć starą wyjadaczką i doświadczonym kibicem, a ten powiew nowości musiałabym odłożyć między bajki.

Leon M. miał rację. Jest za gorąco, żeby spać. Poza tym:

wcale nie czuł się senny. Obawiał się, że jeżeli zaśnie, po przebudzeniu nie doświadczy już kojącego uczucia ciepła, jakie teraz wypełniało go od stóp do głów, przyjemnymi mrówkami przebiegało po karku i elektryzowało końce rozsypanych na poduszce włosów.

/Plik się częściowo naprawił, możemy cytować, a ten fragment bardzo pasuje do moich odczuć. Może dlatego, że mam etap wspominania emocji, doznań, marzeń i myśli z pamiętnego roku 2006, a zaczęłam wspominać właśnie na potrzeby "Bezdroży"./

Nie śpię więc. Jeszcze nie. Siedzę, korektuję, czekam, aż temperatura trochę spadnie. Ja mam czas, nie będę się spieszyć. Nie uronię więcej ani jednej kropelki wspaniałości tego czasu.

PS: Może mi ktoś wytłumaczyć, dlaczego z taką lubością wciągam na "bojową" playlistę wszystkie piosenki ze słowami "believe" lub "dream" w tytule? Mam już "My Impossible Dream", "The Impossible Dream", "Believe", "I Believe in You", "Believe in Me", "Believer", "Dreams we conceive", "My Dream", "Tell Me I'm Not Dreaming"...


*Ponieważ plik się naprawił, a tamten nawias tak uroczo wygląda, treść cytatu wklejam poniżej:

Znów fruwał, tym razem naprawdę, i nigdy wcześniej nie wyobrażał sobie, że można być aż tak, aż do bólu brzucha szczęśliwym.


**Czasem zastanawiam się, kim bym była, gdyby te zawody to nie była Eskilstuna i gdyby ten bieg to nie był finałowy bieg. To, że nie byłabym zdeklarowaną nickistką, to pewne, ale spodziewam się, iż czekałyby mnie także inne konsekwencje, typu: nigdy nie powstałaby trylogia wciąż zwana samochodową (mimo iż zmienione tytuły nie brzmią samochodowo: "Moja wersja nikogo nie obchodzi", "Wszyscy mnie znają", "Odrodzę się dziennikarką"), ale czy powstałby "Wróg po fachu", to kwestia sporna. A "Skandal!"? "Skandalu!" by nie było, choć większość ludu i tak sądzi, że to naprawdę jest opowiadanie o F1.



Lill, ta fioletowa 27/07/2013 23:40:00 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

348. ...małe, żółte śliwki...

Gdzieś daleko ćwierkały ptaki, z domów dochodził gwar rozmów, a jakaś niewysoka damulka szarpała się ze zbyt energicznym seterem, pragnącym pójść w odwrotnym kierunku niż jego pani. Słońce świeciło oślepiająco, a stopy niemal zapadały się w miękki asfalt. Na chodniku zaś gniły rozrzucone śliwki, małe, żółtawe i pomarszczone.
(Szkoła wyprzedzania)

Burza odeszła. Tylko chmury od czasu do czasu pomrukują w oddali, tylko ciemność wisi nad siedzibą mą rodową, ale burza odeszła, zabierając ze sobą to napięcie, które kotłowało się we mnie od wczoraj. W nocy też była burza, ale pamiętam z niej tylko, jak w półśnie zamykałam okno i warczałam, że deszcze niespokojne /inne niż te targające sad sąsiadów/ zmoczyły leżące na biurku papiery. Wśród papierów nie było nic istotnego dla ludzkości - ot, kilka zapomnianych przez Boga i ludzi biletów, stare pocztówki, pośród których na gwałt szukałam kolibra myśliwskiego, kartki do rysowania... Ale nie lubię, jak coś wdziera się w moją przestrzeń prywatną, nawet jeżeli mówimy o deszczu.

Są filmy, których nie ogląda się drugi raz i książki, których nie czyta się po latach. Są wspomnienia, która pozostaną wspomnieniami i marzenia, które kasuje się z głowy. Nic dwa razy się nie zdarza. Nawet jeżeli okoliczności są te same, jeżeli zgadza się wszystko: pogoda, ilość zapalonych świateł w oknach naprzeciwko, "November Night" w starych głośnikach, zapach tytoniu zmieszany z aromatem burzy, jeżeli zgadza się wszystko oprócz daty, to i tak to nie jest to samo. Chciałabym zatrzymać niektóre chwile, móc przeżyć je po raz drugi, starsza, być może mądrzejsza o nowe doświadczenia... i jak małe dziecko z przerażeniem odkrywam, że się nie da. Wszystko płynie, przeklęci filozofowie! Może gdyby nikt nigdy nie wypowiedział tych strasznych słów, nie urzeczywistniłyby się? Może ja, mały pyłek dwudziestego pierwszego wieku, mogłabym cofnąć się o kilka kroków/godzin/miesięcy/lat i smakować gumę Orbit jak podczas pierwszej prawdziwej dla mnie rundy Grand Prix, gdy siedzieliśmy na zwiniętych bluzach na nienaszych miejscach i gdy ktoś gdzieś powiedział "on zawsze wstaje", a ja potem przywłaszczyłam sobie te słowa i zrobiłam z nich jedną z głównych legend mojego żużlowego świata. Może dałoby się znów odtworzyć stare rozmowy na gadu-gadu, z dzisiejszej perspektywy śmieszne i interesujące jedynie jako ciekawostki przyrodnicze. Może nawet pierwszą powieść napisałabym inaczej*. A może nie. Bo tak naprawdę nie żałuję ani jednego dnia, każdy z nich miał jakiś smak i jakiś odcień. Każdy z nich kształtował mnie, każda rozmowa, każdy spotkany człowiek, ślad po papierosie Duńczyka z Leszna i "mazurskie jeziory" w urodzinowym wierszyku od Tuxa siedem /już siedem!/ lat temu**.

I nie myśl o tym, że
Nadejdzie taki dzień
W którym serce ci pęknie
Pomyśl lepiej tak,
Że nie raz i nie dwa
Jeszcze będzie przepięknie
(znalezione w kalendarzyku z 2009 roku)

Czasem widuję Dziadka w snach. Sytuacja się zmienia, ale to samo pozostaje uczucie, które towarzyszy takim snom. Nie mam żalu, że mnie zostawił /ten żal minął już dawno/, nie czuję bólu /w większej dawce niż zwykle... przywykłam, że trochę boli i prawdopodobnie będzie trochę boleć do końca życia/, tylko spokój. I przekonanie, że Dziadek wrócił do mnie na chwilę, we śnie, a potem znowu zniknie, i że tak właśnie ma być. Łapię się na tym, że coraz bardziej rozmazuje się jego twarz, że wizyty są coraz krótsze, że w tych snach pada między nami coraz mniej słów. Dorosłam. Nie mogę wiecznie kurczowo trzymać się drogowskazów, czas pójść swoją drogą. Zamiast Dziadka zaczęli więc przychodzić inni. Ludzie, których minęłam, ludzie, z którymi zamieniłam kilka słów... Niektórzy są w snach /jak ostatnio Emil, który nie był jednym Emilem, tylko wszystkimi naraz, i który też miał dla mnie ważną wiadomość od podświadomości.../, innych widuję na jawie /jak pan z autobusu, bowiem nasze drogi ostatnio krzyżują się do tego stopnia, że zaczęliśmy gawędzić o życiu; wiem, w którym roku zmarła jego żona i co lubi na śniadanie, a wciąż nie mam pojęcia, jak mu na imię - i chyba nawet tego nie potrzebuję/. Niektórzy zatrzymali się wpół drogi, jak radzieccy żołnierze na cmentarzu. Ludzie dzielą się na przyjaciół i nauczycieli, czy tak, mistrzowie coachingu?

Dostałam więcej niż na to zasłużyłam. Jestem pisarką. To nieprawda, że nie mogę przeżywać niektórych chwil jeszcze raz. Mogę: gdy przelewam na papier tamte smaki, zapachy, tamte uczucia, które tak ciężko ubrać w słowa. Gdy czytam i to wszystko wraca... Gdy przy każdej korekcie "Szkoły" serce drży mi w tym samym momencie. Cudowny, przedziwny, szalony rok 2006 też przeżywałam na nowo, zapisując nim strony "Bezdroży publicznych". To będzie smaczek dla bliskich z tamtych czasów - może któraś z osób, których twarzy zapomniałam, znajdzie tam siebie. Tylko mundialu wciąż w "Bezdrożach" nie ma, żeby czasem nie zamieniły się w TWS-bis. Mimo całej otoczki, "Bezdroża" nie mają nic wspólnego z błazeńskością TWSa czy nawet "Szkoły".

A "Szkoła"? Lipiec już jest, więc czekam. Serce, głupie, drży i podskakuje jakoś tak nierówno, ale dzieje się za dużo, żeby pamiętać o tym w każdej minucie. Co będzie? Zobaczymy... Jeżeli w 2006 mogłam zapisać 10 rzeczy, które chciałam mieć/osiągnąć przed osiemnastką i jeżeli na tydzień przed osiemnastką spełniła się dziewiąta z dziesięciu, to dlaczego kolejna lista miałaby nie wejść na podobnej zasadzie? I tylko nie mówcie, że wygrywa się jedynie za pierwszym razem, bo to nie bukmacher. Bukmacher... To brzmi kusząco...


*tutaj wszelako powstaje problem, którą powieść tak właściwie uważam za moją pierwszą. Że "Na własne życzenie" nie liczy się od dawna, to wiemy. Że "Siedem lat do Monachium" jest do gruntownej re-redakcji - nikogo nie dziwi. "Wróg"? "Huśtawka"? A może pierwsza powieść, której bym nie przeredagowała, czyli "Szkoła wyprzedzania"?

**mazurskie jeziory były dla zachowania rymu, jakby ktoś pytał. I, uprzedzając kolejne pytania, mail z wierszykiem prawdopodobnie przepadł na wieki, ale nie szkodzi, bo sam wierszyk znam na pamięć i mogę wyrecytować w dowolnej chwili. Co to dla mnie, skoro nadal pamiętam "Figielek", którego nauczyłam się jako dwuletni szczyl, zasłyszawszy raz podczas dobranocki. To był figielek dla rodziny, haha!



Lill, ta fioletowa 4/07/2013 22:35:09 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.