Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

347. They All Will Remember Your Name.

Muszę iść, mogę żyć tylko tam
Jest jak jest, wierzę, że coś się zmieni

(Władimir Wysocki, Tam, gdzie mrok)

Ta piosenka jakby była o mnie, ale szkoda miejsca, żeby o tym gadać. Tym bardziej, że w sumie trudno zrozumieć, nawet mnie samej, o co chodzi, i dlaczego nie mogę rzucić tego wszystkiego w diabły. W sensie miejsca w przestrzeni, w którym się znajduję, bo nie mówimy przecież o pisaniu. Pisania nie rzucam, to już zostało ustalone, choć droga długą i krętą była. Na pytanie, co mam zrobić, by osiągnąć sukces w życiu, Menda Player odpowiedział: "Unbreakable", potem jeszcze dodał, że "Believe". Believam więc w to, że jestem unbreakable.

Głos Kari Bremnes uzależnia. Niby to w ogóle nie moja muzyka, nie nadaje się do pośpiewania, co najwyżej na tło do pisania, ale wkręciło mnie potężnie. Chociaż dzisiaj w nocy, umierając na neuralgię, akurat nie Kari Bremnes podśpiewywałam, a jakąś uroczą mieszankę "Like You" Daddy Yankee /o?/, "Believe in me" Bonnie Tyler /ooo?/ i "Can't face losing you" Tone Damli Aaberge. Nie wiem, czy to świadczy o szerokich horyzontach muzycznych, czy o potężnej desperacji. Cztery przespane godziny, da jeszcze z przerwami - czuję się trochę, jakbym miała powtórkę z pechowego Krakowa, tylko tym razem w roli czynnika stresującego wypadła nie odległość od domu, a obecność familii w pokoju obok. Nie ma to jak grzebać w apteczce za paracetamolem po ciemku, żeby ich tylko nie obudzić... po czym zwalić na podłogę zawartość całej apteczki. Paracetamol wygrzebała wstająca o niechrześcijańskiej porze Niula i za nic mając łzy bólu w mych oczach, wygłosiła wykład na temat niestosowności siedzenia przy otwartym oknie. Jakbym nie była żywym dowodem na w/w niestosowność.

Sypiam na dworcach. Na moich własnych intelektualnych dworcach z duchowo-fizycznym bagażem w charakterze pluszaka-pocieszyciela. Sypianie na nożyczkach jest passe i niebezpieczne /chociaż w sumie wsio rawno, bo i tak nie umrę śmiercią naturalną/, teraz sypiam ze starą bagietką /można by jej używać w charakterze broni białej jak Davida Baguetty z Barcelony/, słownikiem oksfordzkim /efekt tłumaczenia "Bezdroży" po nocy/oraz bluzką, którą miałam zawieźć do babci, a która tajemniczym sposobem zawędrowała w rejony barłogu. Jutro trzeba wstać i trzęsie mnie na samą myśl, bo leży się bardzo dobrze. Sypiam sobie zwinięta w kuleczkę. Podpatrzyłam tę sztukę u Rudosławy i po przetestowaniu doszłam do wniosku, że ta pozycja mi służy. Jest cieplutko, bezpiecznie i wystarczy miejsca dla rozmaitych artefaktów, które zaplątały się do łóżka sobie tylko znanym sposobem.

Nic nie umiem na piątek. Uczę się od przedwczoraj, a stan mojej wiedzy pozostaje bez zmian. Mogę liczyć jedynie na obłędne szczęście i to, że dr K. mimo wszystko mnie lubi i chyba nie zadałby mi wrednego pytania na ten przykład o modernizm serbski i chorwacki. Nienawidzę modernistów, było ich dużo i wszyscy byli emo. Do chrzanu z taką robotą... Będę najbardziej pojechanym literaturoznawcą w historii kosmosu, ale ile po drodze trzeba wycierpieć, to głowa mała. Sama się wepchnęłam, już nie marudzę.

Miłość rośnie wokół nas. Niektórzy /jak Avil oraz Benedykt/ miłują żniwiarki /niekoniecznie w nowiu/, inni miłują poranki z twitterem, jeszcze inni miłują samych siebie. Narcyzm mój kwitnie silny i zdrowy, lecę z korektą "Bezdroży" i stwierdzam, że napisałam coś naprawdę fajnego. Wprawdzie miało być rozrywkowo i bezideowo, a idea jak zwykle nadeszła od tyłu i dziabnęła mnie w plecy, ale widać taki mój los młodocianej artystki. Sesja otwiera mi umysł i pozwala odnaleźć w sobie mnogość rozmaitych talentów, od wizażu poczynając, na doświadczeniach chemicznych skończywszy. Oprócz talentu do uczenia się na ten nieszczęsny egzamin.

Wakacje zapowiadają się pracowite jak zwykle. Artykuł, artykuł, opowiadanie, opowiadanie, powieść, tłumaczenie, tłumaczenie, artykuł... A chciałam sobie posiedzieć na wywróconym agape z radzieckimi żołnierzami, na przekór światu. Chyba nie w tym życiu. 

 



Lill, ta fioletowa 26/06/2013 20:18:58 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

346. Śmierć urzędnikom.

Så møtte de hverandre
I en sliten rød kupe
Og reiste enda lenger enn du kan med NSB
 
A więc spotkali się
W zniszczonym czerwonym przedziale
I jechali dalej niż możesz dotrzeć koleją
(Kari Bremnes, Togsang)

Na jakiś czas mam dosyć pociągów. Krakowa też mam dosyć, bowiem o czwartej rano jest to Kac Kraków, pełno tam dresów i nawet labradory sprawiają wrażenie, jakby przegięły z alkoholem. Smutno tylko, że przyszło mi wrócić szybciej niż zamierzałam - acz ma to swoje plusy. Na przykład zdaną zerówkę z Literatury Rosyjskiej, do której uczyłam się... pół godziny przed? Coś w te klimaty. W ciągu roku /nie semestru!/ byłam na całym jednym wykładzie. Ominęło mnie kilka zajęć typu ćwiczenia. A mimo to zdałam na pięć tę przeklętą zerówkę, której dwa dni wcześniej nie miałam nawet w planach. A dziewczyny mi mówią, że one nie zaliczą...

Całkiem słusznie przypuszczałam, że nic nie może wiecznie trwać /jakież to dwuznaczne w kontekście mojego dzisiejszego snu/. Zapowiadałam nawet w poniedziałek /i napisałabym na świerszczu, gdyby mój Internet nie ogłosił strajku/, że wszelkie limity farta na ten tydzień przekroczone, wobec czego zakopuję się pod kołdrę i nie wychodzę do końca tygodnia. Mialoby to sens, bo odnowiła mi się kontuzja pod tytułem zapalenie nerwu, chodzę owinięta szalikiem jak nie przymierzając pseudokibic jakiś /nigdy nie przekonam się do słowa "kibol", za bardzo kojarzy mi się z "kiblem...kiblem... kiblem... Polaków!"*/ z gorączką i posmarkuję radośnie. Trochę w tym winy Krakowa i biegania z An na deszczu po Cmentarzu Rakowickim /a i tak nie znalazłysmy grobu Szymborskiej/, trochę powrotu do Torunia w mokrych ciuchach /nie moja wina, że nie zdążyły wyschnąć przez noc/, trochę chorej Niuli, chorego Bzpr i kichającej Rusławy. Może lepiej byłoby faktycznie zakopać się w pieleszach, ale to luksus, na który nie mogę sobie pozwolić. Nie teraz.

Pod kopułą kłębi się za dużo słów i za dużo myśli. Moim życiem rządzą klamry kompozycyjne. Od "Śmierci urzędnika" zaczęła się moja edukacyjna przygoda z Czechowem i "Śmierć urzędnika" była ostatnim utworem, o którym rozmawiałam z mgrem Romkiem. Ale to taka głupotka. Pierwsza myśl o "Bezdrożach publicznych" rodziła się w dokładnie określonych warunkach i z określonymi snami w tle. Skrawki tych snów zapisywałam w pierwszym notesie, który zabazgrałam w całości /a ileż ich było później.../, tak jak ten o dartej gazecie i wyrzucaniu skrawków z balkonu, który spełnił się po latach, chociaż nie dla mnie i nie na tym balkonie. Teraz, gdy przede mną już tylko jeden, ostatni i najważniejszy rozdział "Bezdroży" /sentyment do tego tytułu pozostanie na zawsze/, wróciła sytuacja i wróciły sny. Po dzisiejszym serdecznie mi się odechciało dziennikarstwa czynnie i biernie. Niby wiem, że wszystkie dziennikarki to suki i tak dalej**, ale po raz kolejny się o tym przekonywać, nawet we śnie... Jestem siedem lat starsza i nie będę robić rebelii, bo to bez sensu. Ale swoje wiem. I tak już za dużo piszę o wrednych dziennikarzach, a w kąciku popiskuje Lea B. i domaga się uwagi. Czy tylko ja uważam, że tytuł "Moja wersja nikogo nie obchodzi" brzmi przeuroczo?

Skończyły się dni regularnych zajęć i teraz tylko przetrwać: (a) CAE oraz (b) egzamin u doktora K. O literaturze byłej Jugosławii wiem tyle, że jest o seksie lub o wojnie, a najczęściej o seksie i o wojnie. Wolę literaturę, która chwilowo spoczywa na stosiku i kusi, aj, kusi. Mam plan na wakacje: odświeżyć sobie kilka klasycznych historii z dzieciństwa /Harry Potter, Narnia, cała Astrid Lindgren/, o ile oczywiście starczy czasu między wyjazdami /oddawać mój hajs z Komunii, nie mam za co jechać!/ i ściganiem się z deadline'ami natury rozmaitej. Wypadałoby też wysprzątać pokój.

Wczoraj miałam nader absurdalny dzień. Wracając z P&P /albowiem zapomniano, że obiecano zrobić zakupy i musiałam gwałtem biec po resztki bułek/ spotkałam najpierw bus Jonassona parkujący pod blokiem, potem prezesa S. /nie mylić z Prezesem, błagam!/ idącego pod rękę z proboszczem z Bunkrowki /Avil słusznie zauważyła, że w tym kontekście "proboszcz" brzmi jak ksywa szefa mafii/, a na koniec olbrzymie, czarne kocisko opalające się na środku ścieżki rowerowej i tamże*** domagające się drapania po brzuszku. Olbrzymie, spasione kocisko okazało się tym głodnym bidulkiem, którego z Niulą dokarmiałyśmy zimą. Dzisiaj absurd miał ciąg dalszy. Pani na przystanku autobusowym przyczepiła się do mojej torby, znanej szerzej jako Generał. I nie, wcale nie chodziło o niemoralny sierp i młot, o rosyjską flagę ani o przypinkę z podobizną Nickiego /tej ostatniej już nie mam, tak właściwie/. Chodzilo o to, że przypinki są... kolorowe i jej dziecku się podobają, i właściwie powinnam je oddać dziecku, bo to dziecko.

Świat zwariował.

A poza tym jest mi smutno, że skończyły się zajęcia. I nie, nie czuję się psychiczna, a i gorączki też już nie mam.


*cytat z mojego snu, bez bulwersów proszę.

**wiem. też jestem dziennikarką. nigdy nie twierdziłam, że NIE JESTEM suką.

***ibidem. Przepraszam, musiałam, za dużo zajęć z dr M.



Lill, ta fioletowa 7/06/2013 21:03:19 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.