Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

345. Insurmountable.

Wchodzę do biblioteki... a tu kiermasz. Świat bardzo chce mnie odchudzić i zaczął od portfela.
(Pani Czerwonych Róż)

Coraz poważniej zastanawiam się, jakim trzeba być wybrykiem natury, żeby do tego stopnia w siebie nie wierzyć. Dlaczego zawsze upieram się, że nie dam rady, że jestem za słaba, nie umiem, nie uda mi się? Żeby to chociaż miało jakieś logiczne uzasadnienie. Bardzo intensywnie starałam się znaleźć winnego takiego stanu rzeczy... udało mi się nawet rzucić podejrzenie na rodziców. Że ojciec zbyt wymagający, i macierz takoż. Tylko że to słabe wyjaśnienie, skoro ojca widywałam góra raz na miesiąc, a macierz... macierz może i była wymagająca, ale wyłącznie na etapie szkolnym. A przecież to się zaczęło znacznie wcześniej, cały ten pęd, żeby być najlepszą, robić coś doskonale albo nie robić w ogóle...

Pomyślałam o tym wszystkim przy okazji dzisiejszego egzaminu. Egzamin, śpieszę z wyjaśnieniami, nie miał nic wspólnego z moim jedynym kierunkiem studiów ani z moim przyszłym potencjalnym drugim kierunkiem studiów /słowo to wkrótce stanie się ciałem, zobaczymy, jak długo wytrwa/. W ogóle nie miał nic wspólnego z niczym, co można rozkładać na czynniki pierwsze, ale samo podejście wiele wyjaśnia. Musiałam mieć bardzo niemądrą minę, kiedy usłyszałam, że byłam najlepsza, bo wcześniej miałam głębokie przekonanie, że nie tylko nie będę najlepsza, ale nie zaliczę w ogóle.I tak bywało już tylekroć, że sama nie zliczę... Owszem, można zwalić winę na rodzicielkę, która na pewnym etapie regularnie podejrzewała mnie o dwóje/wagary/problemy w szkole, chociaż nigdy nic takiego nie miało miejsca. Można zwalić winę na terrorystyczny system edukacji, przez który potrafiłam nie spać z obawy, że dostanę uwagę, bo nazwałam kolegę głupim i na pewno skończę jako margines społeczny. Ale inni jakoś nigdy nie mieli takich problemów. Znaczy - nie system zawodzi, tylko moja psychika.

Zbyt dużo od siebie wymagam. Nie wiem, dokąd to zaprowadzi, ale wierzę, że na sam szczyt. O ile wcześniej się nie złamię, nie stwierdzę, że skoro tak czy siak doskonałość jest nieosiągalna i nie dam rady zrobić wszystkiego tego, co sobie zaplanowałam, to wracam do łóżka, pośpię jeszcze godzinę, może dwie, ewentualnie tysiąc.

Oni tam są, tuż za drzwiami, ale emocjonalnie jeszcze bardziej odlegli niż kiedykolwiek. Zamknęli drzwi, palą świece, celebrują nowo odnalezione uczucie i ta miłość wystarczy im za cały świat. Może powinnam im zazdrościć. To zupełnie inny wymiar niż ja, wiecznie nienasycona, wiecznie szukająca czegoś więcej i uparcie wierząca, że istnieje jakiś większy byt, któremu warto oddać serce. Moje szczęście całościowo nie istnieje, nie może istnieć, bo szczęście = spełnienie, a moja istota zawiera się w permanentnym niespełnieniu, bo tylko tak mogę osiągnąć sukces.

Szczęście chowa się gdzie indziej: w drobiazgach. Wczorajszy dzień przepełniły takie urocze drobiazgi, jakby to był jakiś Światowy Dzień Życzliwości. Nie wiem, co pomyśleli sobie ludzie na przystanku, gdy wkroczył tam orszak złożony z Lill oraz dwóch dresów dźwigających stos książek, czyli lillowe zdobycze kiermaszowe. Dresów zgarnęłam z biblioteki, bo co się będę sama uginać pod ciężarem białych kruków.

A potem, gdy szłam od babci na szkolenie... To nie było nic niezwykłego. Kanapa, stara, naddarta, wyglądała, jakby ktoś wyrzucił ją przez okno. Nie pamiętam, które skojarzenie przyszło pierwsze. Czy scena z "1500 kilometrów", w której żużlowcy Falubazu /czysta zgroza!/ wypychają przez okno zabytkowy fotel? A może to, jak biegałam wokół zamku w Rydzynie i próbowałam znaleźć kogoś, kto będzie wiedział, przez które okno leciały meble, kiedy do Leszna przyjechała ekipa USA?

Pada deszcz. Słucham jego szumu i jest mi lepiej. Może wcale nie trzeba wciąż zastanawiać się nad "czymś większym"... Przystanę. Zaczekam. Codzienność wzywa.

Prześladuje mnie słowo "insurmountable". Wróciło po blisko sześciu latach na okazję nauki do CAE. Będę rozczarowana, jeżeli nie znajdę możliwości jego zastosowania we writingu.

 

 



Lill, ta fioletowa 12/05/2013 21:58:40 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.