Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

339. Haters gonna die!

Keep your head up high
Don't care about the world
All these jealous guys,
They'd never understand

Tytuł, jak dobrze pamiętam, miał być zupełnie inny, przynajmniej tak obiecywałam Avil. Wszelako nie pamiętam kompletnie, jaki tytuł jej obiecywałam, więc uznajmy, że żadnych obietnic jednak nie było. Nowy tytuł podkradłam z mema, którego Klaudia wstawiła na facebooka, a który straszniście pasuje... tak właściwie to do wszystkiego. A wszystko skupiło się dziś w moim śnie, który był sumą lęków, wspomnień i nadziei.

O Modzie Na Sukces w domu mojem pisać nie będę, nawet na to nie liczcie. Mam dosyć tematu na resztę egzystencji. A jeżeli ktoś jeszcze raz spróbuje skrzywdzić moją Najlepszą Przyjaciółkę, w ruch pójdą siekiery, obiecuję. Tyle w tej kwestii.

Poza tym przyśnił mi się upadek autorytetu. Biorąc pod uwagę, że Justysia /nie bez mojej czarnomagicznej pomocy, przyznaję/ obaliła się dziś w finale, można uznać to za sen proroczy, hehe*. Biorąc pod uwagę, że MŚ w Val di Fiemme komentuje nie Zło Najgorsze Zwane Chrustem, a całkiem nieinwazyjny Igor Błachut /nieinwazyjny zwłaszcza wtedy, gdy w grę wchodzi dyscyplina, w której sędziowie nie przyznają ocen/, takoż**. Ale to są te interpretacje niepoważne, do których jakoś nie zamierzam się przywiązywać. Interpretacje poważne są dwie: albo Neocarska Trylogia chciała o sobie przypomnieć, albo powinnam się poważnie zainteresować tematem, bo dzieją się rzeczy niedobre. Swoją drogą, naprawdę chcę wiedzieć, co ja ćpam przed snem, skoro przyśniło mi się, że mieliśmy zebranie Koła Rosjoznawców... w kościele?!

Poza upadkiem autorytetu przyśniły mi się drzwi. Konkretnie: że dostałam drzwi pod choinkę od jakiegoś księdza /znowu motywy religijne, to też ciekawy trop/. Nawet powiedziałam, że "przydadzą mi się, bo nigdy nie umiałam ich zamykać". Pani Ewa z Mazur pewnie się zgodzi, bo marudziła na mnie, że wchodzę jak do stodoły /fakt faktem, wchodziłam do czegoś, co kiedyś nawet było stodołą.../. Wedle "Sennika chaldejsko-egipskiego" zamknięte drzwi oznaczają niemiłe odwiedziny. Jeżeli wziąć poprawkę na to, że za czasów derwisza czyniącego ten sennik nie istniały smsy, można stwierdzić, że sen proroczy w stopniu podobnym. Odezwał się do mnie Koszmar Minionego Lata /właściwie to Minionej Zimy, bo latem zapanowała cisza w naszych wzajemnych, za przeproszeniem, stosunkach/.

Jak zatem interpretować ostatnią część snu, w której z dwiema Sarami z bałkańskiej brodziłam po jakichś bagnach o północy /przy blsku Polarnej Gwiazdy/, szukając Ani O., czajniczka i zielonej herbaty? Sennik powiada: bagno = niebezpieczeństwo, Polarna Gwiazda = spełnienie nadziei, herbata = wykwintne towarzystwo. Czy to oznacza, że po pomyślnym przejściu niebezpieczeństwa spełnię me nadzieje w wykwintnym towarzystwie? To ja już chyba wolę sen o Mistrzostwach Świata w wersji mangowej. Przy nim się przynajmniej świetnie bawiłam. Opowiedziałabym, ale kto /oprócz zapoznanej z setką okoliczności Avil/ zrozumie humor sytuacyjny typu: "Wyślę ci pocztówkę ze Szwecji"? No właśnie.

Chyba nawet Avil wkręciłam troszeczkę w te Mistrzostwa, a przynajmniej w wypatrywanie tajemniczego numeru sto dwa, który ma zostać jej narzeczonym. Moje siostry nie mają szczęścia w miłości, to ewidentne /może pomijając Dorę/: "narzeczony Avil" okazał się jakimś wynalazkiem z Mołdawii /a tak liczyłyśmy na Biełowa. Jewgienija Biełowa, żeby było jasne!/, narzeczonego Mestari hejtuję /hejt hejt baby!/, a Rudolfajn... a Rudolfajn jest zdeklarowaną singielką. Usłyszawszy ubogą historię relacji uczuciowych Rudolfajna, Gosia stwierdziła: "Bo ona to tylko z miłości, a nie na pierwszej randce. Suka z zasadami!"

A propos tego wymieniania, nasunął mnie się cytat:

Spośród trzech żużlowców startujących w Grand Prix w barwach Danii dwóch trzymało ze sobą sztamę, a ten trzeci… ten trzeci nazywał się Petter Aksel Lindmann, nienawidził Alexa i tak właściwie był Norwegiem.

Okazuje się, że chociaż tak bardzo się zapierałam, że "Bezdroża publiczne" piszę bez idei i drugich den, dna mnożą się same. Muszę w to jakoś wrzucić polemikę z Janteloven /tak, słowiańska dusza z krowimi rogami a la wikiński hełm postanowiła podważyć święte zasady skandynawskiego świata, w co ja się znowu pakuję!/, kwestie tożsamościowe i parę innych duperelków. Że ja niby obiecywałam KRÓTKĄ powieść? Musiało wam się przesłyszeć, ja takich deklaracji składać nie zwykłam...

Na deser powrócę do tytułu i rąbnę fragmentem "Pani Czerwonych Róż":

Hasło 'Haters gonna hate' to nie Serbia. Nie mogłabym za nie umrzeć.

Wiem, miałam już nie umierać za Serbię... ale to jest silniejsze ode mnie!


*"hehe" jest cytatem, nie przywiązywać się.

**a propos Błachuta: ujęło mnie, że chyba czytamy te same quasi-brukowe serwisy sportowe. O ile mi dobrze wiadomo, cały wywiad z Joenssonem cytowała tylko VG. Chociaż oczywiście Błachut, mistrz taktu, nie wspomniał ani słowem o moim ulubionym fragmencie:

" - Emil, jakie naprawdę są twoje relacje z Petterem Northugiem?
- Pełne miłości, czułości i zrozumienia. Tak bliskie, że bliżej być się już nie da."

Ortodoksyjni Prawdziwi Norwedzy /Adam, Adam, co ty ze mną zrobiłeś?!/ muszą mi wybaczyć, Joensson jest Szwedem, ale to było mistrzowskie. Pobeczałam się ze śmiechu.

 



Lill, ta fioletowa 22/02/2013 00:01:49 [komentarzy 6] Jakieś pytania?

338. Święty Jerzy bez smoka, czyli kamień siedmiomilowy.

- Jaki Jerzy?
- No Jurij w sensie.

Powinnam spisać testament. Właśnie znalazłam u siebie tropikalną wysypkę, a na dodatek boli mnie gardło, aż głos straciłam. I pomyśleć, że ja w tym stanie chodzę na zajęcia... Straszne rzeczy, no.

Do rzeczy jednakże /niekoniecznie strasznych/: mam w sobie tykającą bombę. Od paru dni przeokrutnie mnie nosi, siedzenie na wykładach staje się niewymowną męczarnią, zwłaszcza siedzenie i słuchanie o literaturze, która powoli wypływa mi uszami. Jeszcze tylko trzydzieści lektur, powtarzam sobie, po czym grzecznie wypożyczam kolejną Dubravkę /ją jeszcze da się czytać/ albo Andricia /"Konsulowie ich cesarskich mości" byli całkiem do rzeczy, gorzej z dość obszerną resztą dzieł tego pana/. Trzydzieści lektur z serbsko-chorwackiej, cały Dostojewski plus "Wojna i pokój" na rosyjską, doprawić naukową, a potem można ewentualnie pomyśleć o czytaniu dla przyjemności. Ogółem rzecz ujmując: no, powodzenia życzę acz nie przewiduję.

Nosi mnie w każdym razie jak diabli, aż sama się boję, co z tego wyjdzie, jak ta bomba w końcu wybuchnie. Rozszarpie na kawałeczki albo mnie, albo całą okolicę, a najpewniej jedno i drugie. Coś takiego pęcznieje w brzuchu, gąsienice przemieniają się w motyle i żyję trochę w takim permanentnym nieogarze. Pytają mnie o coś, a ja dla świętego spokoju odpowiadam, że nie wiem, bo może nie wiem faktycznie, a jeżeli nawet wiem, to w tym momencie nie mam szans na dotarcie do rzeczonej wiedzy. Jedyne, co jestem w stanie robić, to oglądać kolejne mistrzostwa świata. I niech to szlag, mam wolne we wtorek, a w ŚRODĘ zaczynają się MŚ w narciarstwie klasycznym. Wyczuwam me... megaskupienie na tych nielicznych wykładach, kiedy da się wyciągnąć komputer pod pozorem czynienia notatek. Nie żeby coś, notatki czynię faktycznie, a to, czym zajmuję się oprócz, nikogo nie powinno nadmiernie obchodzić. I chyba, na szczęście, nie obchodzi.

- Gdzie poszedł Lewandowski w przerwie?
- Do Kloppa.

- Aż mocniej zabiło serce Kloppa!
- Woda się podwójnie spuściła...

- A bramkarz Borussii co?
- A bramkarz Borussii - ciotendojcz.

Nigdy nie myślałam, że wkręcę się w kopaną, ale człowiek nie krowa /nie, Avil, nie pisz tego, co ci się pcha pod palce, bo skopię ci tyłek w hirołsy/ i poglądy zmienia. Głównie z winy Ziema, było mnie nie brać na Camp Nou, było mi nie pożyczać "Ja, Ibra". Myślę, że autobiografia Ibrahimovicia w znaczący sposób przyczyniła się do mojego noszenia i to nie tylko przez to, że była uderzeniem podwójnym: kolejną odsłoną szwedzkiego prześladowania i pogłębieniem jugolskiego kotła, w którym siedzę od dłuższego czasu. Moja obłędna słabość do sportowych bad boyów i kolorowych postaci wkrótce znajdzie ujście w dziele trochę bardziej zwartym niż powieść, ale zobaczymy, czy temat wyczerpie się całkowicie. Acz mam tak piękne zdanie, że najchętniej napisałabym nowe Babskie Oko już, teraz, zaraz. Wstrzymuję się z tym jedynie dlatego, że piątek dopiero jutro i do jutra mogą się jeszcze zdarzyć epizody godne uwzględnienia. Pojawiło się wszak nowe źródło epizodów: forum VG. Potem babcia pyta, z czego tak się ryję i czy mogłabym łaskawie zacytować powód mej radości. A powód nie dość, że jest w obcym języku /i w tłumaczeniu traci połowę uroku/, to jeszcze nie da się zrozumieć bez szerokiego omówienia okoliczności okołosportowych.

"Często bywam w Norwegii. Mieszka tam mój chłopak. Jego mąż jest Norwegiem i dlatego często tam jeżdżę."
(fragment dialogu czynionego na gramatyce)

Norweskie motywy wciąż obecne. Wypłynęły, kiedy półprzytomna z emocji opisywałam Grand Prix, jakbym tam była, jakbym to ja osobiście jechałą w ostatnim wyścigu i przywiozła zwycięstwo, wypychając Zmorę Numer Jeden na ostatnie miejsce. Dawno nie miałam takiego haju przy pisaniu, trzymało mnie jeszcze dłużej niż lektura "Ibry". I wtedy też doszłam do wniosku, że ja piszę jakoś dziwnie, nie lepiej czy gorzej, tylko właśnie dziwnie. Niby mam notatki, spisy, przypiski i dopiski, i plany, a jak przychodzi co do czego, to nawet nie wiem, czy napisałam to, co zamierzałam napisać. To nie jest rzemieślnicza robota, praca nad każdym słowem, tylko rodzaj obłędnego transu. Ale maestro Twaróg, mówiąc o dziennikarstwie, powtarzał, że transy są dobre. A skoro tyczy się to dziennikarstwa, to chyba pisania fikcji tym bardziej?

A na koniec wreszcie odniosę się do tytułu: kamieniem milowym, a nawet siedmiomilowym, okazała się informacja zasłyszana przez Niulicza w telewizji śniadaniowej - o modelce, której w Polsce powiedzieli, że się nie nadaje i że co ona sobie wyobraża. W Stanach, niedługo później, zaczepili ją na ulicy, czy by nie poszła do Top Model, bo jest idealna. Może gdyby ją wzięli w Polsce, nigdy by do Stanów nie trafiła... Słabość naszych wrogów to nasza siła czy jakoś tak, już nie pamiętam. I po dłuższym czasie braku smoka i braku jakiegoś skonkretyzowanego zła w moim życiu /anonimowa masa ludzka pozbawiona poglądów niezbyt się w tym charakterze nadaje/ znalazłam moje osobiste zło, któremu postanowiłam pokazać. I co z tego, że zło jest stare, a ja sztucznie podsycam w sobie przekonanie, że "do your best and fuck the rest"? Liczy się efekt, albowiem jeżeli wroga nie ma, najwyższy czas w jakiś sposób go sobie stworzyć.



Lill, ta fioletowa 14/02/2013 22:03:21 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

337. I solskin og modvind*

Hvorfor gaar vi rundt og tror det er saa vigtigt
At lave den million?
Man kan faa masse av success men hva det er vaerd...
(Rasmus Seebach, Millionaer)

Puryści, wybaczcie, nie chce mi się szukać skandynawskich czcionek, a po prostu musiałam /z pamięci/ zacytować Seebacha. Ta piosenka przyczepiła się do mniej gorzej niż rzep do ogona Rudolfajna. Głównie dlatego, że została oficjalnym motywem muzycznym do "Bezdroży publicznych" - pasuje jak ulał, lepiej nawet niż "One Of The Brightest Stars" Blunta, chociaż dobry Blunt nigdy nie jest zły. Em coś o tym wie.

Em wie i o innych rzeczach. Jak dobrze mieć wspólnotę myśli. Nawet nie musiałam dziś... właściwie wczoraj... mówić, z czym kojarzy mi się piosenka "Justysia". Em wiedziała.Chociaż moje skojarzenia mogły być odrobinkę szalone, odkąd próbując przytulić psa, przyrżnęłam głową w komputer. Ale z perspektywy czasu uważam, iż było to bardzo pożyteczne. Głupawka na cały dzień gwarantowana, i to pomimo jojczenia Chrusta. Chrusta żem wyciszyła, aby marudził sam sobie, ale nie mnie /a jak jeszcze raz powie, jaki to Hellner jest fajny, wypalę mu na czole "Go Hell(ner)" przy pomocy rozżarzonego żelaza. Nie żartuję/. Śpiewałam "Justysię", czym zaraziłam całą rodzinę. W sumie lepsze to niż nucenie w toalecie "Ona tańczy dla mnie", a i takie przypadki już się w tym domu zdarzały. Ba, co tu się nie zdarzało! Pamiętam nawet otwieranie drzwi przy pomocy popielniczki...

A teraz powtarzam sobie, że trzeba wytrzymać jeszcze ze trzy godzinki. Najgorzej jest, kiedy nie ma do kogo ust otworzyć, bo nawet pisanie przestaje iść. Mes mnie zostawiła, ona planuje spać i wstać jak człowiek. Koło piątej zacznie się ruch za drzwiami i będzie można z kimś pogadać, choćby i z psem. A póki co doskwiera mi jedynie głód, ale przełykam ślinę i udaję, że to jedzenie. Albo oszukuję żołądek wodą. Wypadałoby nie wyjeść do rana zawartości lodówki.

Nie śpię. Czuwam. Przegapiłam godzinę, o której można było się położyć bez wyrzutów sumienia. Jeżeli mam wstać o ósmej, a muszę wstać o ósmej, bo takie jest życie, lepiej zrobię, jeżeli w ogóle się nie położę. Co najciekawsze, w ogóle nie jestem zmęczona. To jest ten etap, kiedy spokojnie mogę sobie odpuścić jedną nockę, bo jestem wyspana dwa miesiące do przodu. A biorąc pod uwagę mój plan, będę wyspana jeszcze bardziej!

Plan to jeden z powodów, dla których tu siedzę. Skończyłam pisać o wpół do pierwszej /nie moja wina, że miałam scenę obmyśloną, a prąd wrócił dopiero w okolicach jedenastej, jak nie później/, poszłam wrzucić coś mądrego na fejsa... a tu info od Maszy, że PLAN JEST. Plan miał być do końca stycznia, ale już nie marudzę, bo wreszcie jest. I nawet nie wygląda tak strasznie, o ile da się dogadać z profesorem od historii Bałkanów /a skoro egzamin pod koniec semestru, to wykład raczej nie jest obowiązkowy/ i z mgr KSK, że "ja będę tylko na połowie ortografii, bo opisówkę mam". Najważniejsze - nie pokrywa mi się praktyczna z praktyczną! Po drugie - tylko raz w tygodniu mam na ósmą! Po trzecie: najpóźniej kończę o 16:30. Studiuj dwa kierunki, miej luz. Takie rzeczy tylko na MISHu.

Summa summarum, jestem zadowolona. I chyba pójdę do mojego literackiego enfant terrible, które jest terrible, bo po pierwsze miało być epizodyczne, a po drugie, jak już mu rola urosła, miało zostać skandalistą. Sinplus właśnie mi śpiewa o podążaniu za najdzikszymi marzeniami i tak sobie myślę, że to też dobra nuta do "Bezdroży". Wszystko jest ostatnio dobrą nutą do "Bezdroży", bo wkręciłam się w tę historię jak głupia. Ostatni raz miałam taki ciąg przy "Przedstawieniu".

Jeżeli ktoś myślał, że wyrosłam z jarania się pisaniem, niechaj przyjmie moje najszczersze przeprosiny.

A z okazji jutrzejszych biegów /tfu, dzisiejszych/, które mam szczerą nadzieję obejrzeć, pozwolę sobie wkleić fragment tekstu dramatycznego pt. "Justysia" /ale czytacie na własną odpowiedzialność/:

Hellner**
(wpatrzony w gwiazdy; głosem romantyka)
La la li - la la la
A wieczór taki upojny
Northug
(poprawiając włosy)
La la li - la la la  
Najważniejsze że
Jestem przystojny
Kreczmer na drzewie
(ćwierka)


*(duń.) "Na dobre i na złe".

**odpowiedź na pytanie, dlaczego zrobiłam z Hellnera wpatrzonego w gwiazdy romantyka, jest następujące: potrzebny mi był wpatrzony w gwiazdy romantyk, który by stał koło Northuga, a Hellner na zasadzie kontrastu pasuje idealnie. Chociaż z tym kontrastem to też jakaś taka mętna historia, Krowie... przepraszam, Babskie... oko widzi rzeczy niepowołane tudzież niepowołowane /jakże to słowo pasuje do Krowiego oka/. A rzeczy niepowołane zaprzeczają istnieniu kontrastu /tak, powiem to w szpitalu, jeżeli, tfu tfu odpukać, kiedyś będą chcieli podać mi kontrast/.



Lill, ta fioletowa 2/02/2013 02:51:56 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.