Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

334. Diagnoza i ekshibicjonizm.

Pełnia w sposób niestosowny wali mi przez okno, łeb boli, a wieczór został rozbity przez przeciągające się pogawędki na gadu/fejsie. Co najgorsze, ja w tym bajzlu się szczęśliwa czuję. Sama nie ogarniam własnej kobiecości.

Ktoś się może spodziewać notki o Kaliningradzie. Powinna być, ale słowo powinna wykreśliłam ze słownika, godząc się jednocześnie z myślą, że nasz kaliński trip jest cokolwiek nieopisywalny. Osoba postronna nie zrozumie, że można pół godziny stać przy wybiegu z niedźwiedziami albo mieć głupiego zaciesza z fotek z Leninem. Albo że święte miejsce w Kaliningradzie to księgarnia. No, nie do ogarnięcia. Zresztą, tyle tych wyjazdów miałam w tym roku, że gdyby chodziło o sam Kaliningrad, na bank nie zebrałabym się do notki i to jeszcze w porze, którą można spożytkować na kolejny odcinek "Kamieńskiej". Było trochę inaczej...

Tknęło mnie. Przyczyna tknięcia wygląda banalnie. Zobaczyłam na stronie Merlina zapowiedź nowej książki Musierowicz. I nagle wszystko do mnie wróciło, i poczułam, że notkę trzeba napisać - albo ku przestrodze, albo ku pokrzepieniu serc, jak wolicie.

Na tę książkę Musierowicz czekałam jak głupia, ale to było dawno temu. Czekałam na nią w grudniu, a mam wrażenie, że minęły całe wieki. To było w innej rzeczywistości, kiedy kretyńsko walczyłam z tym, z czym należało się pogodzić i leczyć objawowo.

Czytałam kiedyś historię o facecie, u którego zdiagnozowali raka. Nie pamiętam, czego, ale to był rak, co jest ważne dla historii. I to zaawansowany. Facet płakał, krzyczał, protestował... Nie dziwota, mnie by też nie cieszyło, jak bym się dowiedziała, że mi został rok życia. A po miesiącu zadzwonili do niego ze szpitala z przeprosinami. Pomieszali wyniki. Nie ma żadnego raka, jest zdrowy jak ryba. Tymczasem facet, zamiast odetchnąć z ulgą, święcie się oburzył i począł utwierdzać szpital w przekonaniu, że ma raka i kropka.

Nie wiem, czy to historia prawdziwa, ale jestem skłonna w nią uwierzyć. Facet zachował się bardzo logicznie. Zabrali mu to, co go definiowało, to, co pozwoliło mu zmienić życie i takie tam. Jeżeli przełożyć to na język mniej drastycznych obrazów, ja też po diagnozie poczułam się na nowo zdefiniowana. Zaburzenie równowagi biochemicznej mózgu. Brzmi nieciekawie, ale w pewnym momencie okazało się jak zbawienie. Paradoksalnie, ja się przez to poczułam istotą wyższego rzędu. Ot, mam coś, czego Wy nie macie. Potem przeszło, zmieniło się w racjonalne podejście do sytuacji i pogodzenie się z tym, że TO we mnie siedzi i może przebiegać bezobjawowo, ale na wszelki wypadek powinnam zawsze mieć przy łóżku buteleczkę z lekarstwem, bo TO może wrócić.

Myślę o tych wszystkich paradoksach, jakie były z TYM związane. Układało się perfekcyjnie. Studia, które pokochałam od pierwszego wejrzenia. Tutorka marzeń. Chłopak, przyjaciele, rodzina, pies. Powieść mojego życia. Nawet problemy finansowe tak bardzo nie doskwierały. I nagle łup, jak obuchem w głowę. Dwa miesiące wyjęte z życia.

Dla tych, którzy byli ze mną i obok mnie to może zabrzmieć dziwnie, bo to nie były dwa miesiące, tylko dwa tygodnie. Dwa tygodnie, kiedy nie wstawałam z łóżka, patrzyłam w sufit i kiedy nocami jęczałam, że chyba umieram. I kiedy nawet nie wołałam mamy na ratunek, bo przestałam wierzyć, że to pomaga. To był najostrzejszy etap, ale przecież poprzedził go równie trudny czas. Trzymałam się dzielnie, zaciskałam zęby, a przecież byłam w kompletnej rozsypce już wtedy, gdy jechałam do Mes na jedenastego listopada. Potem pozwoliłam sobie opaść w niebyt - wizyta u lekarza, pierwsza diagnoza, woreczek leków... Może gdybym odrzuciła pomysł z przychodnią, przechodziłabym TO. A może wręcz przeciwnie, uderzyłoby mnie trochę później, ale jeszcze mocniej.

Dwa miesiące wyjęte z życia. Zaburzenie równowagi biochemicznej mózgu. Z całego tamtego czasu pamiętam tylko pochłanianie powieści Musierowicz, bo w pewnym momencie tylko one dawały oderwanie. Przestały pomagać bzdurne gry, sporty zimowe, uczelnia już nic nie mogła zrobić. Kiedy patrzę na to z perspektywy roku, sama sobie się dziwię, jak mogłam się doprowadzić do stanu bycia wrakiem człowieka. Podskakiwałam na każdy dźwięk, a kiedy po tygodniu leżenia spróbowałam pójść pod prysznic, prawie zasłabłam, zanim weszłam do kabiny. No, potem niektórzy się zachwycali moją linią, pytali, co ja zrobiłam, że tak schudłam...

Chorowałam. Nie ja schudłam - TO mnie schudło.

Błędem było właśnie to, że chciałam "przechodzić" TO. Że udawałam, że TO nie istnieje, chociaż istniało, odkąd skończyłam dwanaście lat, a może jeszcze wcześniej. Zaburzenie równowagi biochemicznej mózgu. Brzmi tak uczenie, że aż nie mam ochoty używać drugiej, bardziej popularnej nazwy. Ona się zresztą wytarła.

Czytałam wywiad z Marią Peszek i na początku chciałam ją wyśmiać tak samo jak inni komentujący. Ojej, bóle kręgosłupa pod prysznicem w Bangkoku. Do licha - może po prostu nikt jej nie powiedział, że to jest to straszne zaburzenie równowagi et cetera?

Potem ktoś mnie pytał, jak z tego wyszłam. Dobre pytanie, bo sama nie do końca ogarniam. Leżałam plackiem, chciałam umrzeć, nie miałam siły się nawet wykąpać, wszystko było bez sensu... Chyba w pewnym momencie zrozumiałam, że nie umrę, bo na TO się nie umiera. Więc mam do wyboru męczyć się tak dalej, wegetować, marnować talenta rozliczne i tak dalej... Albo zacisnąć zęby po raz kolejny, uwierzyć, że leki w końcu zadziałają i wrócić do tego, co kocham.

Wraca. Jasne, że wraca. Pocieszam się myślą, że to nie rak ani AIDS i że mogę z TYM żyć nawet do setki. Tylko trzeba diety psychicznej. A swoją drogą - szukajmy pozytywów. Kolejne do bagażu doświadczeń. Jeżeli nie dało się go uniknąć, wyciągnijmy z niego chociaż jakąś naukę.

Napisane ku przestrodze. Żeby nikomu nie przychodziło do głowy "przechodzić" zaburzenia równowagi et cetera tylko dlatego, że od tego się nie umiera.

A oprócz tego napisane dla samej siebie. Wena żąda, żebym przeszła przez to trzeci raz. Jeszcze nie wiem, po co, ale przy "Srebrnych różach" też nie wiedziałam, po co wena każe mi wracać do choroby. A potem się przydało.



Lill, ta fioletowa 29/09/2012 23:25:45 [komentarzy 1] Jakieś pytania?

333. Noc ma się ku końcowi...

O, trzeci dzień pełni! Mam dodatkowe godziny na pracę!
(Lill myśli pozytywnie)

 

Wypada coś napisać, wytłumaczyć się, bo "tak się ludzi nie zostawia" /ile razy przywieje jeszcze do mnie te słowa?!/. Tylko co ja mam napisać? Że czterdziestoośmiogodzinna doba mojego alter ego to wciąż za mało? Że robota pali się w rękach, a złota myśl opublikowana na facebooku szybciej dotrze do większego grona odbiorców niż ta sama myśl owinięta w długie, niepotrzebne akapity? Że czas blogów się kończy? To wszystko głupie i bezbarwne.

Nie, nie odchodzę. Nie zamierzam. Świerszcz to wielka część mojego życia i nie mogę się go tak po prostu wyprzeć, bo przestałam się mieścić w ramach czasoprzestrzeni. Od czasu do czasu pojawia się coś, co trzeba zapisać - tutaj. Właśnie tutaj, a nie na fejsie, twitterze czy w artykule dla "Konturów".Możliwe, że zwyczajnie nie wyrabiam z pisaniem, mając na głowie rzeczone Kontury, powieści, opowiadania i prace naukowe.

Jeżeli coś stworzę - pierwsi się dowiecie. Jeżeli nie - nie miejcie mi tego za złe. Jakoś nie widzę siebie w pisaniu na siłę, a tym by się zapewne skończyło.

I tak Was kocham i dobrze o tym wiecie!



Lill, ta fioletowa 1/09/2012 21:07:24 [komentarzy 2] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.