Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

323. Nasz wielki grecki deficyt... i inne takie paranoje.

Wnioski z oglądania wiadomości na NTW /chyba z wczoraj, ale wczoraj nie było kiedy, gdzie ani jak zapisać/ : Piwo jest alkoholem. Od wczoraj. Bo wcześniej, proszę państwa, nie było, a w każdym razie nie po Tej Lepszej Stronie Świata /ktoś mnie kiedyś za to określenie wypatroszy... ale ja i tak nie umrę śmiercią naturalną, to okoliczności mi wiszą/. Mnie to osobiście nie rusza, albowiem piwa nie lubię... ale pomyślałam o Morawieckim, który w jednym z reportaży tak się dziwił, że na Placu Czerwonym za Putina można pić piwo, a milicja nic z tym nie robi. Tajemnica rozwiązana! /Matko jedyna, omal nie ryknęłam triumfalnie do wyłączonego mikrofonu: "Wopros reszon!", to byłoby przegięcie/.

W ogóle te wiadomości to mądra rzecz, codziennie człowiek się czegoś ciekawego dowiaduje. Nie to, co nasi, którzy tylko się piorą po pyskach. Konflikt Rymkiewicza z Wyborczą /pomyśleć, że jeszcze dwa tygodnie temu miałam to... to coś... jako stronę startową!/ podsumowałam krótko i boleściwie: "Siebie warci, kurde". I wyszłam, chociaż Niula wołała za mną, że to przecież ciekawe. Jak dla kogo, ja tam wolę Bondariewa.

Bondariew wziął się z przypadku. Na pamiętnym kiermaszu, kiedy wielokilowy walec w przebraniu kobiety w średnim wieku przetoczył się po mnie kilkukrotnie, łapałam, co podleci. Podleciał "Gorący śnieg", a że autor ruski i że czerwone gwiazdy na okładce /skojarzenie z Kremlem wiecznie żywe/, no to chwyciłam. Poza tym - Stalingrad. Nienawidzę wojen, nienawidzę bitew /zwłaszcza kiedy dla p. Marysieńki musiałam wykuć całą kserówkę bitew wraz z dowódcami* i datami dziennymi/, nienawidzę broni... ale Stalingrad to taka moja maciupeńka słabość, dla niego właśnie kupiłam dwa tomy "Wielkiej Koalicji".  A tu się okazało, że "Gorący śnieg" jest o Stalingradzie. I znowu się trafił uroczy Wołodia - co za czarcie pomioty z tych Wołodi, co jeden, to bardziej uroczy. Lejtnant /wspominałam, że UWIELBIAM to słowo?/ Drozdowski jest draniem, a literackich drani kocham. No i wpadłam jak śliwka w kompot, pochłonęła mnie książka, gdzie połowa to naparzanie się z dział, czołgów i innego tego typu osprzętowania. A tymczasem "Anna Karenina" i "Książę" leżą nietknięci...

Mam za dużo roboty i stanowczo za mało czasu. Kradnę zegarkowi godziny, późno chodzę spać, wcześnie wstaję, a w międzyczasie śnią mi się jakieś głupoty, jakieś czołgi, kamienice walące się na Avil... Nieswojo mi z tym, ale co zrobić? Próbuję ogarnąć temat Kosmicznej Równowagi, co też nie wychodzi. Doszłam do wniosku, że nie ma prostej zasady - każde zło zaraz zostaje ci wynagrodzone przez równoważne dobro. Przypadki kumulują się na zasadzie punktów na karcie stałego klienta /wnioski z kilometrowej kolejki w hipermarkecie, nie dziwować się/ - idąc tym tropem, uzbierałam ja tych punktów na lamborghini co najmniej. Może uda się wydać powieść.

Ludzie, z którymi mam robić wywiady, stanowczo mnie przerażają. Paolo z PostCrossingu przeprasza, że odpisał tak późno... a pytania dostał WCZORAJ. Ciekawe, jak by się czuł w roli osób, które potrafią nie odpisywać miesiącami? Z kolei Pearsona Non Grata /przydomek się przyjął, melduję/ napisał maila tylko po to, żeby z góry zapowiedzieć, że odpisze za kilka dni. Mało nie dostałam zawału, kiedy w skrzynce zobaczyłam wiadomość od niego. Co miałam odpisać? Odpisałam "no problem".

Źle ze mną po sobotnim wieczorze. Nauka z niego płynie następująca: picie nie znieczula na porażkę ukochanej drużyny. Picie odkształca mózg. Nie mam innego wytłumaczenia na fakt, że po sobocie uczyniłam rzeczy następujące /w materii wiadomej/:

a) zwidziałam sobie pomysł na serię koszulek z napisem... "Polska - tylko dla orłów"

b) uczyniłam bransoletkę w barwach biało-czerwonych i teraz szukam chętnego na ów niewątpliwie przecudnej urody artefakt

c) w jednym z pytań do Non Grata miałam ochotę palnąć: "Kto zostanie IMŚ 2011 i dlaczego będzie to Gollob?"

Jeżeli alkohol tak na mnie działa, to ja już więcej pić nie będę. Stanowczo. No taaak, picie zmienia osobowość, ale może bez przesady? Dotąd odruchy patriotyczne wyzwalał we mnie jedynie Adresat /dla pełnej jasności - Adresat NIE JEST Polakiem i nie ma ŻADNYCH konotacji z krajem nad Wisłą/ iwolałabym, coby tak pozostało.

Poza tym - wracam do starych brzmień. No, pomijając In This Moment, które mi wjechało z winy pewnego Upiornego Pana. Wcześniej słuchałam naprzemiennie Groove Coverage i Kurta Nilsena. Odkryłam z wielkim zdumieniem, że minęło tyle lat, a ja nadal umiem zaśpiewać wszystkie te piosenki. A w każdym razie - znam tekst. Na temat moich umiejętności wokalnych niech się wypowiedzą sąsiedzi. /Nie, Avil, nie CI sąsiedzi/.

Ach, i staję się poliglotką. Docelowo - wraz z tym, do czego mam możliwości i co się kroi na studiach - kroi mi się 12 języków, nie licząc polskiego. Tak, to chyba znaczy, że zostanę prezydentem Rosji /a Ania zostanie prezydentem Polski i tak oto nastąpi przełom w stosunkach bilateralnych, dotąd wypełnionych dwuznacznością...**/

Na dodatek mój światpogląd runął w gruzach. Alosza się zakochał, a ja, zamiast działać coś twórczego, rozkminiam jego stan cywilny oraz ewentualne następstwa tegoż.


*w sumie to się przydało - okazało się, że Żukow przesiadywał u rodziny mojej babci

**tak, tak, to aluzja do "Zegara", jak ktoś czytał

 



Lill, ta fioletowa 21/07/2011 20:24:17 [komentarzy 6] Jakieś pytania?

322. Tajemnica Armii Czerwonej.

Nobody knows
Nobody sees
That this girl doesn't know who she is

(All Ends, Nobody's story)

Od ostatniej notki minęły dwa tygodnie z jednodniowym hakiem /'Ania, nie histeryzuj, nikt cię na haku nie wieszał!'/, a tematów namnożyło się jako tych królików i sama nie wiem, o czym napisać najpierw, o czym później, a o czym lepiej nie pisać w ogóle. Zacznijmy tedy od dnia piątego lipca, coby prościej było i cobym nie musiała wykopywać z pamięci dat wcześniejszych.

1. Zestarzałam się

Mam dziewiętnaście lat. Mam dziewiętnaście lat i nie mam pracy, nie wydałam jeszcze żadnej powieści i nie dokonałam odkrycia, które wstrząsnęłoby światem. Mało tego, nie mam nawet prawa jazdy. Ale spójrzmy z innej strony - mam dziewiętnaście lat, napisałam siedem powieści, byłam stypendystką premiera /zaprawdę, jest się czym chwalić.../, byłam w Paryżu /a potem mi Pan Menel śpiewał stosowną pieśń Wysockiego/, wygrałam konkurs filmowy, zdobyłam wyróżnienia w paru innych, umiem się dogadać w pięciu językach /a jakby się uprzeć, to w sześciu, chociaż nie mam pojęcia, skąd ja znam AŻ TYLE zwrotów po francusku/... Trochę w życiu narobiłam, złego bądź dobrego. Jest nad czym pracować, ale jest chyba i z czego być dumnym.

Co zaś się tyczy urodzin - zaczęły się parę dni wcześniej, od prześlicznej kartki z... Moskwy. To dopiero demot dla niektórych moich "znajomych", którym nie chce się nawet na fejsie napisać "Najlepszego!", chociaż rzekomo tak mnie kochają. Laska z Moskwy, którą znam od dwóch miesięcy, szarpnęła się na prześliczną kartkę i dziesięć znaczków /na każdym był inny kwiat/, które musiała kompletować przez jakiś czas zapewne. Druga kartka też przyszła z zagranicy - z Litwy. Niektórzy winni mieć temat do przemyśleń...

/Niebezpiecznie przypomina mi to demota z Dimką: "A tobie się tyłka sprzed kompa nie chce ruszyć"/

2. In the middle is Penchev

Zdziwię się, gdy wyjdzie na jaw, że egzystują jeszcze osoby, które nie kojarzą sztandarowego tekstu pobytu Mestari /dla przyjaciół: Mes/ w Toruniu. Nie wiem dlaczego, ale czepło się nas to na amen. W ogóle te trzy dni to siata, liga ukraińska oraz wielkie zakupy na mieście, z których wynikła moja nauka rumuńskiego. Jeste dupe kolc, powiadam wam /nie pamiętam, jak to się pisze, ale wymowa w tym wypadku ważniejsza/.

Wymiata El ZOMO di Cuba /a jaki macie inny pomysł na nazwę dla kubańskiego ZOMO?/, Jeziorow-Łabędziew /nazywać się Żekow to obraza dla mojego poczucia estetyki/ oraz to, że Mes tak pokochała Runę, iźli oddała jej pół kolacji. A potem dziwiła się, że Runa nadal wygląda na głodną. Rada na przyszłość dla wszystkich, którzy zamierzają mnie nawiedzać: nie ma takiej pory dnia lub nocy, kiedy Runa NIE WYGLĄDAŁABY na głodną.

A CiociaWodza na InterPals ma tak zarąbiaszczy nick, że wszyscy chcą ją za żonę. I czyja to zasługa?

3. Harpie lubią to!

Po poprzedniej wizycie Hiena schudłam trzy kilo. Po ostatniej nie schudłam nic z tej prostej przyczyny, żeśmy się z Hienem obżerali lodami na mieście. Swoją drogą, to cokolwiek specyficzne, latać na Starówkę tylko po to, żeby wydać kolejne trzy zeta na lody u Lenia. Jednakowoż nie mam prawa narzekać - raz, że draństwo było pyszne /a kalorie mam w d..., i to w każdym tego wyrażenia znaczeniu?/, a dwa, okazało się, że jestem sławna. Co najgorsze, ja naprawdę tych ludzi nie kojarzę! tych, co o mnie rozprawiali w kolejce w pobliżu Hiena, a biedny Hien dusił się ze śmiechu.

Z winy Hiena /albo raczej naszych rojeń z maja jeszcze/ zaliczyłam w piątek głupawkę na fotelu dentystycznym, kiedy dentysta badał lodem, czy ząb 'żyw czy martw'. Na moje nieszczęście, był żyw. Bolało.

Wizyta Hiena przeciągała się szczególnie nocami. Nie ma nic piękniejszego niż granie w hirołsy do czwartej z cytrynówką w tle /i tak, zaraz się na mnie gromy posypią, że czego o cytrynówce ględzę, skoro nawet pierwszego drinka nie dopiłam.../, a potem chodzenie spać wraz ze świtem. I wstawanie przez godzinę...

*"Ogry poszły w las!"

*"Mamy jeszcze dwie wieże. Zupełnie jak we "Władcy pierścieni""

(Lillchen, idąc Mal z odsieczą) - Musimy jeszcze zahaczyć o obelisk.
- To już wiadomo, czemu Armia Czerwona zawsze przychodzi na gotowe.

4. Studentka!

Taki tytuł nosił mail, który wysłałam do Sz.P.O. Po prostu musiałam się pochwalić całemu światu, że tak, I've done it, świat leży u mych stóp, albowiem od środy od godziny 11:44 już oficjalnie jestem studentką Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na UMK w Toruniu. A gdyby ktoś był ciekaw, co zamierzam po tym robić, to powiem krótko - otóż zamierzam być bezrobotnym magistrem dwóch filologii.

A tak na serio... zamarzyła mi się dziś fucha konsjerża. Znaczy, zaraz zamarzyła - marzeniem jest własne wydawnictwo i trzepanie kasy na czytaniu książek /oraz na ich pisaniu/, do tego dziennikarskie podróże i komentowanie SGP w duecie z Pewnym Upiorem. Ale konsjerż w jakimś pięciogwiazdkowym hotelu podoba mi się jako wyjście awaryjne. No ale... na razie zajmijmy się układaniem planu, coby ów plan miał ręce i nogi i cobym nie umarła w przydrożnym rowie po pierwszej sesji. Byłaby to niewątpliwie duża strata dla społeczeństwa.

5. ...i po wszystkim

A o tym napiszę od siebie bardzo króciutko. 27 XII 2010 - 13 VII 2011. Stało się, klamka zapadła, a ja czuję... pustkę.


Lill (27-12-2010 20:11)
rany, właśnie kumpeli na drugiej linii wyrzuciłam całą fabułę i od razu mi lepiej
Ziemo (27-12-2010 20:13)
łeee, to nie będzie miała niespodzianki
Lill (27-12-2010 20:13)
nie chciała mieć
Lill (27-12-2010 20:13)
a komuś musiałam opowiedzieć, żeby mi kubeł zimnej wody na łeb wylał, że to wcale nie jest takie genialne
Ziemo (27-12-2010 20:14)
a dlaczego ona twierdzi, że nie jest?
Lill (27-12-2010 20:14)
właśnie w tym problem - ona też twierdzi, że jest
Lill (27-12-2010 20:15)
a ja bez kubła nie zasnę
Ziemo (27-12-2010 20:15)
to ja ci wyleję
Ziemo (27-12-2010 20:15)
według mnie na razie genialne nie jest

Czy twoja opinia, kochanie, uległa jakiejś zmianie? :))

6. No i dorosłam /chyba/.


Byłam dziś na ostatnim Harrym. Wprawdzie miałam nie być, bo z kasą krucho po wizytach, urodzinach i innych diabolstwach, ale dostałam taki cudny prezent od Młodej, która stwierdziła, że beze mnie "Harry jest bez sensu". Miała chyba rację, bo kto jeszcze ryłby jak głupi z tekstu "To różdżka matki" albo w momencie jakże patetycznej przemowy rzucał "A teraz, Harry... Gryffindor traci 100 punktów!"

Dziwnie mi. Harry towarzyszył mi od wieków, odkąd w drugiej /albo trzeciej/ klasie podstawówki Sz.P.O. sprezentował mi na urodziny dwa pierwsze tomy, bo na punkcie tej książki szalały wszystkie dzieciaki w Anglii, a on właśnie stamtąd wrócił. I dziwnie było już po przeczytaniu ostatniego tomu... ale dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie będzie już na co czekać. Że czas zamknąć jakiś etap życia,

Ale możliwe, że ogólnie mnie takie myśli nachodzą jako świeżo upieczoną studentkę. Zaczęłam dziś nierówną walkę z bałaganem w moim pokoju... i znalazłam drewniany teatrzyk z królikami. Dostałam go od Niuli z Niemiec przed całymi wiekami. Pamiętam to jak przez mgłę i... i smutno mi się zrobiło. Tyle rzeczy zdarzyło się od tamtej pory, a ja jakąś cząstką siebie wciąż chciałabym być małą dziewczynką, bo branie odpowiedzialności za własne wybory trochę mnie przerasta. Kogoś samej sobie w tym przypominam...

I żal, żal straszny, bo ktoś powinien tu jeszcze być, komuś jeszcze powinnam to wszystko opowiedzieć. A on pewnie suszyłby mi głowę, że dlaczego nie Anglia... Ech, poplątało się. A co z tego wyjdzie i czyje będzie na wierzchu - tego nie dowiecie się w następnym odcinku, a być może nigdy.

Możliwe, że i ja nigdy się tego nie dowiem. Jedyne więc, co mogę uczynić, to iść naprzód i wierzyć, że może tam, za marmurową płytą jest raj*.


*cytat z piosenki, która nigdy nie powstała



Lill, ta fioletowa 15/07/2011 21:18:29 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.