Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

319. Imprezjonizm.

- Ludzieee! Kwiatyyy!

Tak Lillchen krzyczała, gdy biegła w sobotę bulwarem w rozwalonych butach /które dopiero co wróciły od szewca, taki pech/. Bo oczywiście wbrew zarzekaniu się, Lillchen nie pamiętała, że jej kwiaty posiada Małyszka, a przypomniała sobie, gdy, rozdysponowawszy torbę z prezentami i tort, poczuła się nadto swobodna. Nie chce Lillchen wiedzieć, co pomyślał sobie pan, który był świadkiem zajścia - na pewno było to coś w stylu tego, co inny pan powiedział do Lillchen dzień wcześniej, gdy w białych sandałkach szła na dworzec po Hiena /a było to słowo powszechnie uznawane za obelżywe, do dziś nie wiadomo bliżej, co miał na myśli i co mu uczynione zostało/.

Hien przybył do Torunia w duszne, piątkowe południe, a ja odbierałam go ze Wschodniego, znalazłszy wreszcie pretekst do posiedzenia na peronie i pogapienia się na pociągi. Oczywiście, łażenie w taką pogodę na długich dystansach w butach, które LEPIĄ SIĘ do nóg nie wychodzi na zdrowie, ale przemilczmy. Na zdrowie nie wychodzą również ciężkie torby, a zwłaszcza połączenie tych dwóch czynników i nieziemskiego upału. Hien ma pecha do Torunia - co przyjedzie, to się robi skwar.

[O Hetalii]
- Biednego Rosji nikt nie lubi! A on taki fajny...
- Ta, fajny. "Załatwiłem wam miejsca w pociągu na Syberię".
- Ja bym pojechała!
- I właśnie dlatego Wszechmocny w dramacie nie może dać sobie z tobą rady!

No fakt. Gorsze od zawziętej opozycji jest indywiduum skrajnie rusofilskie, no ale co tam. Rzecz i tak wyjdzie w praniu, czyli w dramacie, a konkretnie w części trzeciej, nazwanej roboczo "Nie działa albo gdzie Wszechmocny nie może...". Trzeciej części dramatu nie było w planach, ale została dokooptowana z racji nadmiaru w naszych rozmowach zjaw, nekromantów i widm. Oraz konieczności wymyślenia większej ilości sytuacji, w których Hien mógłby rzec z rozczarowaniem "nie działa".

- Michaił Żyw?
- Akurat-nie-żyw.

Humor bardzo hermetyczny, z soboty, śmieszy mnie do dziś. Też wyszedł z jakiegoś przesłychu, ale nie pamiętam, z jakiego. Za to obsługa "Białej Sowy" następnym razem wystawi mnie chyba za drzwi albo zamknie je na sam mój widok, nawet jeśli będę bez Hiena. Siedzą dwie takie jednostki, zmokłe nieco, na podłodze i knigi czytają. Knig w końcu nie kupiły żadnych, za to Hien nabył runy i wahadełka /wahadełek jest dla Lillchen wredny i nie chce należycie odpowiadać na wątpliwości/ , a Lillchen kazała odłożyć ładnego tarota, argumentując, że stary się wytarł. Stary, wytarty tarot broni się wszystkimi tarocimi kończynami przed byciem oddanym - chociaż dostał wybór, czy dostać ma go Hien, czy Małyszka. Tarot zarzucił mi zbytnią hojność i zagroził strajkiem. Ale na mnie to już wrażenia na robi, bo to ja tu jestem obrażona na to, co te karty w weekend wyprawiały. Insynuowały nam autorytaryzm i despotyzm, chciały tworzyć opozycję, Hienu wmawiały alkoholizm /połowa wróżby wyszła - kielichy/, a mnie sugerowały sektę z tajnymi służbami w tle /a dzisiaj dostaję od Mes linka, że powstała sekta czcicielek Wszechmocnego.../

- Te golemy takie niedokochane są!

Hirołsy były nieziemskie, chociaż połowy nie pamiętam. Dziwne, bo to nie ja piłam, ja tylko byłam coraz bardziej śpiąca. Utknęłam gdzieś na etapie fioletowego Ziomala, który wysługiwał się Hienem w celu usunięcia pikinierów strzegących tartaku... yyy... młyna. I na etapie jasnoniebieskiego Ziomala, który zamku strzegł samotnym ożywieńcem. Ożywieńce też są niedokochane.

- Wiecie, co nam się śniło? Że byliśmy w KFC, a głównym gościem był Piłsudski na kasztance.
[Następnego dnia]
- Wiecie, co nam się śniło?
- No?
- Nekromanta na kasztance...

Kasztanka dopominała się uwagi. Piłsudski miał swoje pięć minut, kiedy się okazało, że źle odczytałam smsa od Avil i zamiast pod Koprem, winniśmy z Hienem czekać na Rapackiego. Nie dotarliśmy, przeszkodziły lody. Na szczęście nie patrzyłam w stronę Szwejka, więc nie widziałam zebranego tam towarzystwa. No tak - lepiej uważać, czego sobie człowiek życzy, bo znajdą się takie miłe duszyczki, które wcielą to w życie. A potem nie wiadomo, jak im dziękować, bo słowa za małe.

Impreza była nieziemska, uśmialiśmy się wszyscy setnie, a ja w głowę zachodzę, jak to możliwe, że wróciłam do domu trzeźwa /sąsiedzi pewnie by nie uwierzyli, biorąc pod uwagę, jaki raban robił na schodach duet Lillchen&Hien/.

- Hien idzie po drinka.
- Ale Hien miał pilnować z Małyszką rzeczy Lillchen!
- To Hien popilnuje, jak wróci. Co ma na trzeźwo pilnować?

Nie pamiętam tego tekstu, ale Małyszka go przywołała, więc pewnie był i taki.

- On znowu poszedł się utopić!
- Jak często to robi?
- Topi się? Średnio raz na dwa tygodnie...

Szkoda tylko, że Ziemo poszedł się topić z moim ultra-lanserskim tortem z lejącymi się żużlowcami. To znaczy wtedy już na torcie żużlowców nie było, bo zostali pożarci. Ja zjadłam głowę Emila i tak się spełniło, że Sajf będzie bez głowy, a ja nie będę mogła spojrzeć mu już w oczy. Wszystko się spełnia. Nie ma przypadków. Jest coaching.

(oglądając płyty od Małyszki)
- Ojej, ale tu jest coś nabazgrane. DEDYKACJA?!
- Na Awdiejewie?
- Na Awdiejewie. Gdybym dostała płytę Wysockiego z dedykacją, dziwnie bym się czuła.

I tak motywem wieczoru był prezent od Avil i Sebastiana, który to /prezent w sensie/ "nie był bombą", acz przytknięty do ucha począł wydawać dźwięki bliskie bombie. Prezent okazał się torbo-kosmetyczką. Nie wiem, czym bardziej, więc zamierzam używać w obu przeznaczeniach.

Szkoda, że łychend się skończył i wszyscy wracają do swoich zajęć /Lillchen - do tłumaczenia i matury; Hien - do impresjonizmu vel imprezjonizmu vel imperializmu/. Na pożegnanie był dworzec, inny dworzec, ale nie mniej ukochany przez Lillchen.

- Rany, Hienie! Wy nie będziecie w Wawie przed północą! Ten pociąg nie jedzie, on się toczy.
(sms od Hiena jakiś czas później)
- Nie oceniaj pociągu po lokomotywie.

- Zostawiliście u nas ręcznik.
- Prześlecie nam pocztą?
- Nie. Weźmiemy jako zakładnika i zażądamy okupu.

Dobry plan, nie?

Rozmowa z babcią nieco później:
- Gdzie jesteś?
- Na jakimś zadupiu. Szukałam przystanku jedenastki koło dworca, a nie znalazłszy, poszłam piechotą. Dobra decyzja - wymijam już dziesiąty samochód.

Taaaaaki korek był, o. TAAAAAAKI! Bo korki zawsze są w odpowiednią stronę - w tę, w którą wcale nie trzeba się spieszyć /a Hienie karty mówią, że zbyt gwałtownie chcemy działać, czyżby Lillchen zaczęła wyciągać stosowne wnioski?/

Lill, ta fioletowa 23/05/2011 20:37:10 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

318. (nie)Matura /lecz chęć szczera, et cetera, et cetera/

I'm in love with a photo
That I hung upon my bed


Uff, notki nie było od... wieków. Podejścia do niej miałam już dwa, ale mówią starożytni górale, że do trzech notek sztuka, no to jedziemy z koksem /charcoal brazier - koksownik na węgiel drzewny; strasznie chciałam go gdzieś na maturze wcisnąć!/. Wystaram się o chronologię jakowąś... a przynajmniej spróbuję. Tylko błagam, nie każcie pisać o rzeczach zadawnionych typu Sokrates, hirołso-rżnięcie, bo ja je ledwie pamiętam /znaczy pamiętam głównie głupoty w stylu: "Jak wymiga się od hirołsów, to zrobię z niego trumnę" albo "Nie krew się poleje, a żywica"/.

Piątek, koniec świata /i szkoły/

Zacznijmy może od tej części mniej przyjemnej, a to, co ładne, zostawimy na deser. Otóż poczułam się jak się poczułam i zrobiło mi się zwyczajnie, po ludzku przykro. Przez trzy lata reprezentowałam szkołę na konkursach w całej Polsce, zdobywałam nagrody, tytuły, rzutniki... Sama z tego miałam stertę bezużytecznych dyplomów i książkę kupioną w Taniej za dwa złote. I po tym wszystkim nawet mi nie podziękowali. Jakbym nie miała żadnych osiągnięć poza najwyższą średnią - bo tak to de facto wyglądało. Tylko że oni chyba nie wiedzą, iźli ten kij ma dwa końce. Jestem jak ci opisani w jednym z rozdziałów "Anatomii władzy" - doskonale pamiętam, kto mi pomógł, a kto skrzywdził. I jeżeli pojawi się okazja zemsty na tym drugim, nie omieszkam skorzystać. Po trzech latach miłości do Piątki przez ostatnie dwa tygodnie niektóre persony wyraźnie robiły wiele, żebym z Piątką rozstała się w nieprzyjaźni. Niech jednakże persony pamiętają, że niezbadane są wyroki i kto wie, czyje będzie na wierzchu za parę lat.

W świetle powyższego nie ma co się dziwić, że ze zdwojoną siłą odbierałam każdą oznakę akceptacji i uznania. Wobec czego tym bardziej nie może dziwić, że po owacji, jaką zgotowała mi moja klasa, kiedy wychodziłam na środek, miałam łzy w oczach. Dla tych ludzi było warto - to jest moja Piątka, a nie tacy, którzy uważają, że finał konkursu dziennikarskiego "nie jest żadnym szczególnym osiągnięciem".

Dobre poszło dalej wieczorem, na grillu, z którego pamiętam połowę, a dokładnie do momentu, jak stwierdziłam, że chce mi się spać. Potem nie jestem pewna, co mi się przyśniło, a co było naprawdę - i czy faktycznie wracaliśmy piechotą z Rockym plączącym się pod nogami. Tak czy inaczej, następnym razem obiecuję asertywność - nie dam się wrobić w żadne pokazy picia kubka /profanacja!/ wódki na raz, bo potem mi się klawisze na domofonie mylą. I notatka na przyszłość: piwo nie jest dobrą popitką. Ani chipsy o smaku chili dobrą zagrychą.

Sobota - początek /drogi do gwiazd?/

Szalony dzień pełen wyrzeczeń - zdarzyła się i niedojedzona porcja w Sethi /ja nie mam żołądka z gumy!/, i wizyta w toi-toiu, i nawet brak jednostek sanitarnych ewentualnie aspiryny w tychże. Ale powiem wam w tajemnicy, że dla takich wrażeń jestem gotowa choćby drugi raz przeżyć ten koszmarny ból głowy, co mnie nawiedził.

- Migrenę to ma królowa angielska, ciebie po prostu łeb nap... napadowo boli.

Znalezienie na GP trzeźwego rosyjskiego kibica zakrawa na sukces. Nam się nie udało. Ale śmiszni byli Ruscy, którzy pod kiblem debatowali /przekonani, że nikt ich nie rozumie/ nad polską obyczajowością. Chodziło o to, że ludzi w potrzebie /tak pijanych, że samoczynnie powracają do pozycji horyzontalnej/ winno się wpuszczać poza kolejką.

- Mam pomysł. Zabiorę tym Ruskim wódkę i zdezynfekuję nią ręce! Dobry plan?
- Zabiliby cię na miejscu...

A podróże krajoznawcze nocą są w ogóle cudowne - zwłaszca, kiedy człek usilnie próbuje mimo wszystko nie zasnąć /a tak by się chciało, skoro aspiryna zaczęła działać, żołądek napełniony, pęcherz opróżniony.../

- O patrz, wiocha Gaj.
- To pewnie wiocha dla gejów.
- Ale "gay" się pisze przez "y".
- Ale to jest POLSKA TRANSKRYPCJA.

/tekst na miarę hektolitrów sześciennych/

- Czemu głowa mnie boli?
- Masz opóźnionego kaca po wczorajszym
(sama do siebie) - No tak, refleks angielskiego szachisty...

I w końcu nie mam zdjęcia z Kosowem. Trudno, zrobimy przy okazji podróży do Gniezna... Ej, to ja wiem, kto wtedy powinien mieć zdjęcie z Kosowem /uśmiech do wtajemniczonych/.

Ups, omal nie zapomniałam o najważniejszym. O tym, że to było równie niespodziewane co Krsko 2006 i równie piękne co Praha 2008. Że ja naprawdę nie miałam TEGO na myśli, mówiąc przed półfinałem, że i z czwartego miejsca się ucieszę. Nie prowokowałam losu. Los sprowokował się sam i dał mi podium marzeń, bardzo dobry znak przed maturą. I dobry znak przed dżi-ti-borgiem, nie da się ukryć. Czegokolwiek by bydło nie myślało, no ale w końcu "tylko szmaty gwiżdżą na hymnie". Duńskim.

Czyżby wracały Noce Cudów? Jedna już wróciła.

Poniedziałek - czekoladowy

- Idziemy na koncert Chóru Armii Aleksandra Pustuwałowa!
- Ale to chór jest tego Aleksandra czy armia?

My nie jesteśmy normalne, na szczęście nikt tego od nas nie wymaga. Wracałam zadowolona z życia, rozmów i twórczości, obżarta słodkim oraz z głupawką rusko-wojskową /omen wyjątkowo dobry/. Nikt nikogo nie obgadywał, wbrew temu, co się twierdzi. Było po prostu tak fajnie, że szkoda mi miejsca na marne próby uchwycenia tego nastroju. Jak coś zbyt pozytywnie ładuje, lepiej nie opisywać, bo się można na własnym rzekomym talencie przejechać.

Fakt faktem, najlepsze rzeczy działy się jeszcze w Mount Blanc. Kelnerka miała bezcenną zaiste minę, gdy ją Ida poprosiła o mleko do herbaty. A mną być trzeba, żeby zamiast "czekolada mleczna z karmelem" przeczytać "czekolada mleczna z KREMLEM".

Środa, czwartek, piątek - Trzy Nie Tak Wielkie Dni

Trochę jakby nie ogarniam. Nie ogarniam tego, że to nie kolejna próba, tylko matura całkiem serio i że od tego, co spłodziłam w ciągu ostatnich trzech dni zależy moja przyszłość. Może lepiej nie zdawać sobie z tego sprawy, póki nie dostanę wyników? Klucz kluczami, ale większość punktów i tak zależy od dobrego humoru sprawdzającego.

Przedwczoraj i wczoraj wracałam ze łzami w oczach.Nie znoszę robić kretyńskich błędów na matmie i nie znoszę, kiedy na polskim dostaję do interpretacji fragment ukochanego dramatu, piszę maczkiem wypracowanie na pięć stron i nawet nie potrafię powiedzieć, czy przekroczę 70 procent. Na szczęście odbiłam sobie dzisiaj pijacką radością po angolu, tańcem na przystanku i poczuciem, że świat jest mój, bo czyj inny! Niech tylko dadzą mi 18 punktów z wypracowania...No bo głupio, żeby normalna matura poszła gorzej od próbnej, co nie? A tak nie za bardzo mamy co przebijać względem próbnej.

Przy tym jestem dziko szczęśliwa z matmy podstawowej. Chcę setę, setę, setę. Bo jak nie, to będzie inna seta *straszy*

A co jest najpiękniejsze? Że teraz do środy fajrant - i najgorsze już za mną, czas na elementy przyjemniejsze, typu pitu-pitu po angielsku/niemiecku, nawijanie o kryminałach i ściganie się na setę /o setę/ z Młodą na podstawie z niemca. Potem zaś - witaj, słodka wolności!

Lill, ta fioletowa 6/05/2011 21:21:57 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.