Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

308. Try to find my Milky Way

- Jak zamierzasz ściągnąć wokalistę ze sceny?
- Jak to jak? Ręcznie!
- A jak go połamiemy?
- To trudno!
- A jak powie "ja tiebia liubliu"?
- W akcie łaski dam mu wybór - jaką kość chce mieć złamaną.

Szalony wieczór wczoraj był. Znaczy, połowy wieczoru nie pamiętam, bo ten Black Russian to jednak mocne świństwo /i za słodkie jak dla mnie, co to w ogóle było - wódka z likierem czekoladowo-kawowym? ewent. czysty spiryt z likierem etc., wnioskując po zapachu/. Ale ta druga połowa była radosna, a ja na urodziny mam obiecanego Pawła Samochina z kokardką. Następnym razem jak Samokhin Band będzie w Toruniu, zdezerteruję do babci i stamtąd zrobię wypad na koncert. W tenże sposób uda mi się uzyskać pozwolenie na powrót o godzinie dowolnej.

Nawiasem mówiąc, szlajanie się po moralnie podejrzanych uliczkach o 21 i rozmawianie o london lemonade, wspomaganiu do pisania i innych takich rządzi. Wiecie, grunt to mieć z kim rozmawiać, a tematy same się znajdą. 

A w ogóle, to jakaś rewia rabatów nastała. Najpierw - gdzieś na początku stycznia - dostałam za darmochę wizytę w kinie, a teraz taryfiarz dał mi cztery zeta zniżki na piękne oczy. Do zapamiętania: jeśli będę mieć w planach podróż taksówką, lepiej profilaktycznie umalować oczy.

/Hm, aż mi się tekst z jednego z ostatnich snów przypomniał: "On mnie zabije! Ale nie... nie ma powodu mnie zabić... Ej, to zabije mnie profilaktycznie, zanim dam mu powód, żeby mnie zabił!" Nie pytajcie, szkaradztwa jakoweś mnie się śnią./

W piątek też było wesoło jak nie wiem, chociaż próbą to ja bym tych naszych akcji w żadnym momencie nie nazwała. No, może pod koniec, ale wtedy to żem była zajęta poprawianiem urody wespół wzespół z Dorosławą.

- Teraz już wiem, skąd się biorą buldogi.

A ja się mało nie zabiłam  - samochody, samochody - lecąc po najtańszą herbatę do Żabki. Poza tym, co to za porządki, że mi się z moich Koni jakie romansidło robi? A tak, coś mówili, że "na motywach"... Niech mnie, na co ja się zgodziłam! /Lillchen teraz będzie przeżywać przez najbliższe dwa tygodnie/

Poza tym wreszcie mam ferie, a że angielski mi odpadł, to tak nie za bardzo wiem, co ze sobą zrobić. Poza tym że siedzieć w uniwersyteckiej i wchłaniać wiedzę o współczesnej polityce Związku Ra... przepraszam, Rosji*. Temat zacny - siedziałam nawet dziś i słuchałam o Davosie... tfu, o Davos /rosyjska odmiana mym przekleństwem/... w rosyjskich wiadomościach. Przy okazji posłuchałam o reformie szkolnictwa i muszę podpytać Iwana o szczegóły, coby /well... wspominałam coś o rusycyzmach?/  sprawdzić, czy dobrze zrozumiałam. Czemu ja po roku nauki lepiej kumam rosyjski niż po dziewięciu latach niemiecki?

/Mamcz mówi, że wyssałam miłość do Rosji z mlekiem ojca. Wielebnego chyba./

Przeglądałam ostatnio zdjęcia, porządki w nich robiłam, znaczyt. I odkryłam, że na moich fotach z komunii ciekawszy od wątku głównego jest drugi plan, a konkretniej - Jarko i Sz.P.O. zrobieni na rasowych gangsterów. I moja zbójecka mina na końcu. Wybaczcie, nasuwa mi się jeden tekst w temacie /albo i nieftemacie, które to słowo zresztą jest bardzo ftemacie telewizji dzisiejszej/ - BYCIE W KGB JEST SEXY. Dziękuję, nie mam nic do dodania.

- Kombinujemy, jak przejąć władzę nad światem.
- I co wykombinowałyście?
- Najpierw ściągniemy wokalistę ze sceny, a potem przemyślimy kolejne posunięcia.**

Osłabł mi ciutkę przedstawieniofanatyzm i to nie jest dobre. Niemniej, notatek mam od ciula i trochę, wizja jakaś istnieje, ketman doczepił się niczym łajno okrętu - możemy płynąć. Tylko póki co mam dzikie wrażenie, że to jest plecenie trzy po trzy i nijak się ma do wizji literatury refleksyjnej. Ale możliwe, że wydziwiam. Ba, na pewno wydziwiam! Tylko żeby tego nie spłaszczyć, żeby nie spłaszczyć...

Śmieszy mnie myśl, że w pewnym kontekście Przedstawienie jest kontynuacją 1500. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że kadencje Ławra i W. się, za przeproszeniem, pokrywają. A mamcia z tego całego chrzanienia mego o prezydentach, political fiction et cetera /a jak mówię et cetera, to myślę o Latających Telefonach, co za zgroza!/, zaproponowała uprzejmie zakup nowej powieści pana Sorokina. Biorąc pod uwagę, kto w tych klimatach siedzi, to ja bym się omawiała.

- Akcja dzieje się w 1928 roku...
- Ściemniasz! To jest 2028!
- Ale pani w TVN mówiła...
- Ty paniom z TVN-u nie wierz!
- Wiecie co, dziewczyny? Może ja sprawdzę u źródła?

Znaczy co, wrobiłam się w pisanie do Sorokina, którego nie znam i nie wiem, czy chcę poznać? Zwłaszcza biorąc pod uwagę konsekwentne bycie prześladowaną przez Władimirów wszelkiej maści /i równie konsekwentnym kojarzeniem Władimira z Kazdrowiczem, czego się wyzbyć za Chiny nie mogę/.

A propos - jeżeli, tak jak pisałam na fejsie parę dni temu, dzień bez Władimira Kondratiewa uznać należy za stracony, to mam dziś przewalony trzeci dzień z rzędu i dwa kolejne w perspektywie. Ale chrzan...

Ale nie ma tego złego /no bo jestem ja, panimajetie/. Aksjonow mój, Maurier moja, zawartość uniwersyteckiej też wkrótce stanie się moja... A potem zjem albo zjedzą mnie. Jak ja zjem, to zajefajnie, jak mnie zjedzą, to nie będę w stanie się przejmować. Czyli tak czy śmak - wyjdzie na moje.

/Byle przeżyć do połowy maja. Potem to już chyba z górki./


*mrugnięcie do zorientowanych

**tak, wiem, że to już było na fejsie, ale nie wszyscy czytelnicy posiadają fejsa.



Lill, ta fioletowa 30/01/2011 20:43:48 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

307. Ambiwalencja relacji bilateralnych... i inne zjawiska przyrodnicze.

Pierwsze prawo kosmosu rzecze: Im gorzej się poniedziałek zacznie, tym lepiej się skończy.
(...)
Trzecie prawo kosmosu rzecze: Nigdy nie chwal poniedziałku, póki łóżko niepościelone.

(Pani Czerwonych Róż)


Znalazłam smsa od Mal. Niby nic szczególnego, ba, zawierał się w dwóch słowach - a mimo to jakoś dziwnie mi przekręcił wnętrzności na lewą stronę. Sms brzmiał: "O? Sen?" i wysłan został dnia 27 grudnia roku Pańskiego 2010 dwanaście po dziewiątej w odpowiedzi na smsa mojego popełnionego jakieś pięć godzin wcześniej. Jako jednak, że pewnie niewiele osób /jeżeli ktokolwiek poza Mal/ rozumie powagę sytuacji, to ja może wyjaśnię - to był TEN sen. TEN, od którego zaczęło się praktycznie wszystko, a na pewno Przedstawienie. TEN, przez który siedzę po nocach nad sukcesją Romanowów /i znajduję na A-P perełki na temat nowego cara/, a za dnia szlajam się po korytarzu z zakreślaczem czeskiej produkcji oraz esejem Lyncha w łapie i pięćdziesiąt razy odpowiadam na Standardowy Zestaw Pytań /Co czytasz? - [pokazuję okładkę] - A po co ci to? - Do powieści? - A o czym powieść? - .../. I wiecie co? Jest mi z tym potwornie dobrze!

Czasem tak bywa, że jedno nieopatrznie palnięte słowo potrafi zepsuć humor na resztę dnia - to prawda znana. Ale nigdy nie pomyślałam, że to może działać w drugą stronę: że jedno słusznie dobrane słowo sprawi, że będę się uśmiechać do autobusowej szyby, choć wcześniej z nieznanych sobie powodów miałam chęć raczej się rozpłakać. I że to dobre słowo usłyszę od osoby, po której najmniej bym się komplementów spodziewała. Ciekawe, czy ona ma świadomość, jak mi samoocenę podniosła w ów słotny, styczniowy dzień...

Stuermer od wczoraj śmieje się do mnie krzywo z półki w ŚK, a ja obiecuję mu, że jeśli tylko wydawnictwo odpisze mi tak, jak bardzo bym tego chciała, wrócę do Śki i zabiorę go stamtąd. I już nie będzie się, biedaczysko kurzył. Jako Pierwsza Lektura Przedstawieniowa stanie na honorowym miejscu na półce ksiąg mądrych, między słownikiem monojęzycznym /moja miłość, żyć bez niego nie umiem/  a przewodnikiem po Deutschlandii. I za lisem kupionym w Gda od Rosjanki /Młoda, pamiętasz szklane cudeńka w Danzigu?/. Pielewina też z eŚKi zabiorę, bo w końcu wilkołak z KGB to jego robota /"bycie w KGB jest sexy"/. Na razie przygarnęłam Aksjonowa i "Władaj Brytanio", tylko szkoda, że przeczytam to pewnie po maturze. Przed maturą czekają lektury przedstawieniowe, lektury do ustnej, lektury na rozszerzenie i knigi olimpiadowe. No ale kto ma dać radę, jak nie ja?

W czwartek, bo i o tym wspomnieć wypada, byłam na debacie w Dworze Artusa. Punkt dla mnie - ośmieliłam się podleźć do mikrofonu i zadać Arcyważne Pytanie, za które potem pochwalił mnie Stary Kibol. Ponadto, było cudownie. I wiecie co? Mogę romansować z polityką czy historią, ale żużel to jednak prawdziwa miłość. Czegóż ja się zresztą spodziewałam? Przecież Żużlowi ślubowałam dawno temu. W każdym razie - lubię takie debaty. Można było posłuchać i o planach sportowych na nowy sezon, o kwestiach technicznych, nawet o marketingu. Szalenie interesujące sprawy, aż żal, żem dyktafonu nie wzięła, przydałby się wreszcie do czegoś. Od czasu Egzaminu z Angielskiego dyktafonu używam wyłącznie do rejestrowania wycia i naprawdę nie jest to czynność godna jego ceny. Ale już niedługo, niedługo. Tylko tę przeklętą maturę zdam!

Przez tę jedną chwilę, gdy nawiedzała mnie dzisiaj myśl, że mam się przedstawić w jednym zdaniu, przygotowałam najkrótszą w świecie charakterystykę własnej osoby.

Zamykam się w czterech słowach. Literatura, żużel, Rosja, Skandynawia. Kolejność nie ma znaczenia.

Kwintesencja.

Ferie zapowiadają się aż nadto pracowicie. Angielski koszaliński, "Przedstawienie" i nasiadówy w bibliotekach /mam ambitny plan żyć kilka dni na nimm2 i wodzie, bo z niczym więcej mnie do czytelni nie wpuszczą/, biznesplan, tekst na kolejny konkurs, matura ustna... Dobra, skończmy tę wyliczankę, zanim postanowię uciec oknem z tego domu wariatów. A wciska mi się uparcie dramat polityczny, który wynikł przez Mes i jej jedno zdanie o Władziu i lipie /nic więcej z tego zdania nie pamiętam, tylko Władzia i lipę, ale ogólnie w tym się sens zawierał/. Dramat bardzo okej, poza tym, że połowa bohaterów to alkoholicy, a naczelny mąciciel jest obłąkany, gada wierszem i nosi pelerynę Draculi. NAPRAWDĘ nie wiem, dlaczego.

A za mną upierdliwie ciągnie się wiersz Wata.

Nie ma wyroku. Nie ma oskarżeń.
Oko nie widzi. Ręka nie karze.

Z czym to zjeść, moi mili, coby niestrawności nie dostać?
 



Lill, ta fioletowa 24/01/2011 20:36:45 [komentarzy 6] Jakieś pytania?

306. Tylko bez NERWÓW (epitafium dla Finlandii i Niemiec)

And I still believe in the good
And I still believe in the light
And I wanna feel the sun
I wanna free you tonight
And I still believe in the good
And I still believe in the light
And I wanna feel the sun

I wanna free you tonight
(In This Moment, "Into the light")

Szalony, szalony tydzień. Rollecoaster to mało. Nie wiem, gdzie jestem i kim jestem, waham się między określeniem "beznadziejny człek ze mnie" a jakże optymistycznym "jestem zbyt genialna na ten świat". Ze skrajności w skrajność i nawet zmyłam czerwień z pazurów, coby w myśleniu nie przeszkadzała.

Ze studniówki pamiętam stosunkowo niewiele. Głównie rozmowy przy stoliku, dowcipy radzieckie, żarty, propozycje i tańce-połamańce na środku sali. I ciągły lęk, że zjedzie ze mnie ta śliczna, czerwona sukienka. Albo że mi ją, wedle niecnych planów w WC, rozkradną, ukradną i wykradną. Nie rozkradli, nie ukradli, nie wykradli i czułam się potwornie piękna i to jest bardzo na plus. W ogóle, było super, brakuje mi słów, pomilczę tylko wymownie, bo mowa mnie zawodzi. Zresztą, to zdarzyło się zbyt dawno i zbyt wiele wrażeń przykryło studniówkę... Wydaje mi się, jakoby od soboty ubiegłej minął nie tydzień, a miesiąc najmarniej. Miesiąc z bardzo silnie zaznaczonym tłem geopolitycznym.

Wtorek. Siedzę u babci, próbuję się uczyć Bezdomnych, Bezrobotnych i Bezprawnych... a nie, to niepełnosprawni byli... Spoglądam na zegar, bo czas mi się kończy, niedługo będę wystawać na rogu w oczekiwaniu na szacowną moją i będziemy razem zmierzać w czeluści ulubionej mej biblioteki /ale już niedługo, jak się dorwę do uniwersyteckiej/. Plotę trzy po trzy, wybitnie monotematycznie, a babcia słucha. Słucha cierpliwie żalów, zachwytów, wylewającego się uszami fanatyzmu i złości na aluzje, które czepły się mnie zgoła bezzasadnie.

- Wiesz, babciu? Ja się uczę czegoś ważnego... tego takiego na p... No wiesz...
- Patriotyzmu?

Uwielbiam babcię na tej samej zasadzie, na jakiej uwielbiam Mal. To nie Niula, która po godzinnym elaboracie nie rozumie, co się do niej mówi. Trzy zdania wystarczą i już się doskonale rozumiemy. Z babcią sprawa ogranicza się do jednego zdania, czasem jednego słowa. Niula nie znosi podsłuchiwać naszych rozmów, bo nie nadąża za wątkiem.

Uczę się. Człowieka, świata, rzeczywistości. Uczę się, że wszystko jest po coś i że lament niewiele da. Co mnie nie zabije...

Czwartek. Późne popołudnie. Siedzimy w poczekalni, gniotę gazetę... a w gazecie reportaż o Miedwiediewie. No i dentysta idzie w odstawkę, nikt już o wierceniu zębów nie myśli, koncentruję się na zdobyciu gazety...

Gazeta leży teraz dumnie na biurku.

Może naprawdę jest tak, jak myślałam w czwartek, zanim straciłam nerw w górnej piątce, zanim znikła Finlandia i zanim rozmyła się wizja tak powieści, jak też Berlina. Może sens wszechświata zawiera się w wykradzionych budzikowi minutach spędzonych na rozmyślaniu o historii, która być może coś zmieni, w rytuale wiadomości o siedemnastej, w pocztówkach z każdego zakątka świata i w podczytywaniu trzech książek naraz. Może jakaś vis maior każe mi zostać w domu, coś stworzyć, przyspieszyć proces powstawania bytu, który kocham miłością fanatyka...

Plan na pierwszy tydzień ferii /albo drugi, w zależności od nastroju/? Zakopać się w uniwersyteckiej z Rahrem, Treninem i paroma innymi. Prywatne Okopy Świętej Trójcy i niech tylko ktoś spróbuje mi przerwać rendez-vous z podwalinami teoretycznymi do "Przedstawienia", to będzie mieć już nawet nie jesień, ino zimę średniowiecza.

Coś się pokomplikowało. Coś się zawaliło. A teraz na gruzach plecie się i tworzy całkiem nowa historia. A sny raz po raz dopingują do działania /oczywiście, pomijając te powstałe na bazie snucia rozważań o aluzjach politycznych w "Białej", chociaż i one solidnie o "Przedstawienie" zahaczały/.

Myślałam, że "Szkoła" będzie powieścią mojego życia. Potem to samo myślałam o 1500. A teraz nagle jest "Przedstawienie", jest Adresat, jest historia, którą chcę coś zmienić, choćbym miała być bezwzględna i cyniczna. Może ktoś poza Adresatem zrozumie przekaz. Może coś się zdarzy...

Czytam na cztery ręce. Tu Proces, tu pożyczona od Ziema Lolita, tu Anatomia władzy /podwalin teoretycznych ciąg dalszy/, po planie pałęta się Akunin ze swoim końcem świata, coby sprawiać wrażenie przygotowań do matury... A taką miałam ochotę sobie Akademię odświeżyć. Ale nie teraz, nie kiedy w zakładkach czekają eseje Trenina i nie kiedy, jak mi się wciska, tworzę konspekt przyszłej potencjalnej magisterki.

Nie wiem, czy ludzie są po mojej stronie. Ba, szczerze w to wątpię. Ale wierzę w świat i w pierwotną energię, która kieruje mną tak, iż codziennie wpadam na coś, co "może się przydać" - i z reguły się przydaje. Nawet odpalenie płyty ze zdjęciami nie było przypadkowe /wyszło szydło z worka, po co mi wracać do Paryża/. Nie ma przypadków, dzieci. Jest coaching.

Nie wiem, czy stoję po dobrej stronie lustra. Nie wiem, czy to lustro w ogóle rozeznaje takie pojęcia jak "dobro" i "zło". Prawdopodobnie nie. Ale dorosłam, do diaska, jestem odpowiedzialna i świadoma. Nawet jeśli to, co robię, rozpęta piekło, to znam konsekwencje - i będzie to moje własne, osobiste piekło.

Zresztą, niech się dzieje, co chce, póki czuję, że postępuję słusznie.



Lill, ta fioletowa 15/01/2011 20:34:45 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

305. Psychizacja pejzażu.

Stary niedźwiedź mocno śpi
Stary niedźwiedź mocno śpi...

Nocny pociąg do_Nikąd. Panna Nikt z Nigdziejowa stoi w cieniu Wicekogoś* z walizeczką w łapie. Jest ciemno, a w tym mroku błyszczą tylko chorobliwie złote oczyska i pulsują czerwienią skryte w aksamitnych rękawiczkach pazurki na żelaznych dłoniach.

Pierwotna energia jest piękna. Upajam się nią i upijam, wpadam w mój fanatyczny trans i nic to, że pisać nielzia, bo jutro studniówka, bo trzeźwym trza być, bo sto piętnaście innych powodów. Łapię ten haj, wyciskam z niego, ile wlezie, bo nawet bez pisania to mnie wkrótce wykończy i na dni posuchy pozostanie jedynie ale babka i czterdzieści stron notatek. Póki co jestem pijana tymi wizjami, tym nowym światem, poprzeczką na wysokości dwunastego piętra i głosem trenera /kim on jest?/: "Przeskoczysz, Aśka, dasz radę!". Już nie spoglądam na niego jak na wariata - zgoda, przeskoczę. Czerwień daje sto punktów pewności siebie, charyzmy i poczucia absolutu.

Nie muszę nawet tknąć alkoholu - wystarczą myśli wciąż podkarmiane inspiracjami z byle czego, wystarczy udeptana ścieżka na MOIM cmentarzu i niewidzialny fortepian, na którym wygrywam melodię prosto z serca. Nie znam nut i nie słucham tego, co gram. Serce mówi za mnie - a tylko jemu ufam na tym zwariowanym świecie.

Bezczelna nonkonformistka z czerwonymi pazurami, a co!

Kiedyś myślałam, że czytanie wzbogaca. Teraz już się nie łudzę - czytanie miesza w głowie. Ile ludzi, tyle zdań, nie poprzestanę na jednej opinii, skoro jest ich tysiąc. Życie to nie teleturniej, tu nie ma dobrych i złych odpowiedzi. A czy stawiasz na zwycięskiego konia, okaże się dużo za późno - może tego nie dożyjesz. Ale nie dlatego, broń Boże, żeby ci, którzy na innego stawiają konia, dopadli cię w ciemnym zaułku. Ewolucja, a nie rewolucja. Zmiany potrzebują czasu.

Stuermer mnie nie męczy. Może dlatego, że go dozuję. Ale przede wszystkim dlatego, że przez większość czasu nie ocenia. Za to właśnie kocham Niemców - można się pogubić, po czyjej są stronie, a w rezultacie wychodzi, że po niczyjej. To umiejętność, której przez długi, długi czas nie nauczą się jeszcze ani Polacy, ani Rosjanie, ani Włosi, Francuzi, Amerykanie... No, właściwie nikt poza nacjami skandynawskimi.

Stuermer się kończy, ale to bardzo dobrze, bo zaraz na tapetę wlezie /o ile mu w tym Herling-Grudziński z czymś, co osobiście uważam za obrzydliwe, nie przeszkodzi/ Jose Ortega y Gasset. Dyktatura tłumu, mój Boże kochany. Przecież demokracja też jest dyktaturą, tylko nie jednego człowieka, a tłumu. Ale do tematu wrócimy po dogłębnym zapoznaniu się z hiszpańskim socjologiem, bo zawsze istnieje ryzyko, że jedno określenie miał trafne,a reszta przemawia do mnie jak do Dory liczby kwantowe.

Abstrahując od sprawy - nie rozmawiajcie ze mną o polityce. Moja szczerość jest głupia i zawsze się wepchnie, a czasem konformizm to strasznie przydatna postawa, zwłaszcza, kiedy gadasz z przyjaciółmi. Doszło do tego, że co po niektórzy już spoglądają na mnie z przestrachem, a im dalej w las... No, źle się to wszystko skończy, tylko diabli wiedzą, dla kogo. Dla kogokolwiek, będzie kac moralny. Zbiorowy.

Nonkonformistka parszywa chowa czerwone pazurki do rękawiczek, coby już w oczy tak bardzo nie gryzły. A swoje wie i tak.

Dzisiejszy dzień jest udany, chociaż konsumpcyjnie to ledwie żyję i nigdy więcej bajaderek. Nigdy więcej manicure'u z Dorą, bo potem człowiek siedzi w tym salonie, nie wie, co ze sobą zrobić i z nudów zaczyna śpiewać "Piesnję Impieratora". I bang, koło się zamyka!

Aj-aj-aj-aj /ach, jak dobrze, że Iwan tego nie czyta... prawdopodobnie tylko on byłby w stanie pojąć ciężar gatunkowy niniejszej onomatopei/, bawi mnie to wszystko, pomimo iż stanowczo nie powinno. Bawi mnie, ile pierwotnej energii wyzwalają czerwone pazury i ile pomysłów rodzi prysznic. Bawi, ile den można zmieścić w jednej powieści i ile inspiracji wycisnąć z byle demotów. Bawią mnie słodkie kłamstewka na temat lokalizacji w przestrzeni albo pochodzenia pewnych obiektów - to wszystko jest takie niewinne i naznaczone ucieczką od absurdu zakazów i nakazów. Pokażcie system, ja go obejdę! I bawi, bawi niepomiernie, że mimo czerwonych pazurów, coachingu full mode i pewności siebie jak nigdy, nadal jestem tą małą dziewczynką, która zawsze bawiła się w pokój... A nie, wróć, nie ta taśma. ... Tą małą dziewczynką, której skrzydeł potrafi dodać jeden celny komplement:

Świetną postać wykreowałaś, naprawdę, i powiem ci, że nigdy dotąd nie spotkałam się z tak dobrze oddaną "mroczną charyzmą" - albo też z dobrze oddanym zachowaniem osoby pod wpływem rzeczonej, bo na razie niezbyt widzimy W. oczyma kogokolwiek poza Arianą. Wspaniała postać.
(komentarz An do sytuacji)

Słyszałeś, Wodzu? /no bo W. jak Wódz, że też nikt przed ał!torką na to nie wpadł/ Jesteś świetny! No to balujemy dalej, niepomni senności i deszczu, czarne szpilki, szlafrok niczym płaszcz i czerwone usta. Czerwień wyzwala we mnie całe pokłady zapomnianego potencjału. Już wiem, po co w kabale czerwona wstążeczka... To działa!

A skoro już jesteśmy w temacie "Przedstawienia"...

[paplanie**]
Obserwator podkradziony Tokarczuk chyba nigdy mnie nie opuści. Nagle odkryłam, że "Przedstawienie" służy celom znacznie wyższym niż służyć miało. Wiąże się z tym ściśle fakt obrania konkretnego adresata. Oczywiście, istnieje relatywnie mała szansa, że do adresata przesyłka dotrze, jeszcze mniejsza, że adresat ogarnie umysłem przesłanie i już całkiem mikroskopijna, że zechce przyjąć je w swe skromne progi. Jednakowoż, dopóki w tym życiowym totolotku jakakolwiek szansa istnieje, grę oficjalnie uznaję za wartą świeczki. Najwyżej potem podkulę ogon i będę lizać rany, kiedy poczta polska popełni błąd bądź przesyłka wróci do mnie z napisem "adresat nieznany", bądź stanie się inny kataklizm. W razie czego - zawsze mogę się wyłgać, że źle mnie zrozumiano.

Zasadniczo, sumując moje wizje zgoła apokaliptyczne, powinnam zacząć się obawiać. Babcia twierdzi to od dawna, tylko docelowy punkt obaw podaje mylny, przynajmniej moim skromnym zdaniem. Na razie się nie obawiam - o to zadbamy w odpowiednim czasie.
[/paplanie]

Chcę zbawić świat
Widziałam znak
Lecz nie wiem, czy z jawą mylę sny
Chcę zbawić świat
Tylko nie wiem, jak
I kto ma rację - ja czy wy?

Stąd do Wieczności to kawał drogi, wiecie? Ale póki zabawa trwa, czerwony lakier przetrwał walenie w klawiaturę, a na obcasach czuję się wyśmienicie, możemy prowadzić tę grę. Będzie śmiesznie - zjem albo mnie zjedzą. Stary niedźwiedź mocno śpi...

Że co mówicie? Gadam jak potłuczona? Och, do zobaczenia za kilka lat. Jak Bóg da /nie da, nie da, już to słyszałam, drodzy Dzisiejsi/, będą się lały ruskie /koniecznie!/ szampany i będziemy świętować wiarę w nowy etap historii Wszechświata. Choć jeśli faktycznie moje manipulacje rzeczywistością cokolwiek dadzą, bardziej prawdopodobne jest, że obejdzie się bez szampanów, toastów i wielkiego bum.

"A pierwsze zwycięstwo zjawiło się niespodziewanie i stanęło w progu pośród nocy. I nikt o nim nie wiedział, tylko ci, którzy czuwali, lecz nawet oni w senności swej nie rozpoznali niezwykłego gościa, przyjmując go pod dach."
(znalezione w starym notesie, napisane z okazji bliżej nieznanej, okropnie kiczowate, ale tu pasuje)

Haj twórczy, dzień dwunasty.
Szukanie inspiracji w demotach politycznych, dzień trzeci /hasło na dziś: "Sarkozy"/

 


*pożyczone od babci, bo tak strasznie, strasznie mi się podobało

**niniejszy akapit możecie spokojnie pominąć, bo i tak go nie zrozumiecie. Służy on jedynie temu, żeby autorka mogła za kilka lat, wróciwszy do starych not świerszczowych, uśmiechnąć się z triumfem i powiedzieć "a nie mówiłam?", bądź uśmiechnąć się z politowaniem pod własnym adresem, o ile będzie do czego jeszcze się uśmiechać.

 



Lill, ta fioletowa 7/01/2011 22:51:59 [komentarzy 7] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.