Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

278. Po raz ostatni?

Nie mam pojęcia, co robi kserówka z podziałem broni w teczce "Szkoła wyprzedzania". I nie chcę wiedzieć. Obawiam się, że to obaliłoby mój system założeniowy.

O ile, rzecz jasna, miałam kiedyś jakikolwiek.
(Pani Czerwonych Róż)

Towarzyszu Kopernik! Mam ja taki nieśmiały postulat. Czy mógłby towarzysz zgasić to duże żółte za oknem? Przeszkadza mi w poprawnym funkcjonowaniu, znietrzeźwia i przesuwa okres tworzenia na noc ciemną a mroczną. Niefajne to cokolwiek, skoro muszę przeczytać 121 lektur /do lutego/, skończyć z 1500 i jeszcze przygotować kolejny wywiad. Tym razem wywiad w pełnym tego słowa znaczeniu.

Przerzuciłam się na tryb nocny, skoro i tak nie mogę spać. Boję się, że przez sen odpadnie mi reszta ruszającego się zęba /ludzie, czaicie? za tydzień kończę osiemnaście lat, a rusza mi się mleczna piątka!/ i się nią uduszę. Wspominałam kiedyś, że nie umiem żyć bez schiz? Zatem piszę, rysuję /czwarty portret Nataszy wisi na metalowej, bo wciąż nie wiem, co ona ma nie tak z oczami/ , czytam książkę za książką i w ogóle robię wszystko po nocy... Za dnia ograniczam się do obniżania IQ oglądaniem MTV tudzież kibicowania "naszym". Znaczy - Niemcom. Znaczy - matula mówi, że to nasi.Mnie to wsio rawno.

Szukam pomysłu na opowiadanie dla Uniwerku. Wypadałoby go znaleźć do Eskapady Niemieckiej, żeby wiedzieć, na czym stoję i o czym myśleć w pociągu. Mam kilka koncepcji, tylko za Chiny pojęcia, która zda egzamin na konkursie. Absurdalny antykryminał, bezfabularne klimaciarstwo, psychodelirium czy może współczesna baśń? Ostatnio najbliżej mi było do tego trzeciego. Nawet chciałam posłać na Uniwerek "Raskolnikową" - ale kiedy dogłębnie się nad tym zastanowiłam, postanowiłam nie tylko jej nie posyłać, ale nawet jej nie pisać. Co mogliby sobie pomyśleć o mnie ewentualni czytelnicy? Ba, co ja sama o sobie bym pomyślała po CZYMŚ TAKIM! Rządzi tekst: "W razie gdybym kogoś zamordowała, wińcie moje czerwone prześcieradło". To się do jakiejś piosenki nadaje. A na moje zapędy psychopatyczne spuśćmy zasłonę milczenia. 

O miłości do psychopatów - literackich - było zresztą wczoraj. Chociaż wątpię, żeby Avil dla jednego Dołochowa /Fiedeńkaaaaaa *piszczy*/ chciała przeczytać całą "Wojnę i pokój", skoro nawet ja darowałam sobie sporą część scen. Batalistycznych. Fuj, nie lubię wojen.

Połowa bohaterów 1500 jest z góry skazana na klęskę. I nie, Mes, to nie wpływy Zafona ani Bei! Tak mi po prostu wyszło, zrobiło się samo jako te wiry na powierzchni zlewu. Obudziłam się z myślą, że to zakończenie zbyt słodkie będzie i zbyt nieprawdziwe. I że ktoś - albo raczej ktosia - musi się zbuntować. Przy okazji zrobi mi się kopalnia cytatów niczym u Coehlo. "Wolałbym cię dalej w spokoju nienawidzić niż wychodzić stąd z mętlikiem w głowie", "Rosja - jedyna kobieta, która naprawdę mnie kochała" i hitowy monolog o szachach. Karta tarota w skrzynce. Złoty kurz. Lejący się uszami patos i symbole jeden za drugim. Nawet cytat polityczny planuję. A wszystko to na przestrzeni sześciu rozdziałów. Tak, to będzie powieść mojego życia.

W ramach zajmowania się lekturami na olimpiadę czytałam ostatnio "W poszukiwaniu straconego czasu" Prousta. Wytrzymałam jeden tom, wyjąc wściekle i gryząc moją piękną tapetę na ścianie. Wiem, że klasyka czasem boli, ale bez przesady. Już rozumiem sens tytułu - po lekturze wszystkich siedmiu tomów człowiek zaczyna się zastanawiać, gdzie zaginęło ostatnie dwadzieścia lat życia. Masakra - szczątki fabuły pojawiły się dopiero na dwusetnej stronie. Nie to jest wszelako najgorsze, ino ten lejący się styl, sentymentalistyczne wstawki i hiperrealizm. I Francja, za którą przepadam wyłącznie w dziełach Clarke'a i Dumasa /wiem, że to groteskowo brzmiące zestawienie/. I to, że Swann w końcu ożenił się z Odetą, chociaż ona miała szereg kochanków i do żadnego się nie przyznawała. Czemu ja muszę czytać powieści o idiotach?

Na półeczce tymczasem leży dziewięć kolejnych książek i wypadałoby je pochłonąć w dobrym tempie, typu dwie na dzień. Jak ja mam jednocześnie wyrabiać normę i kończyć powieść? Albo rybki, albo akwarium.

I jeszcze coś. Za tydzień, równy tydzień, stanę się STARA. Dobija mnie to.



Lill, ta fioletowa 28/06/2010 20:40:04 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

277. Przepraszam, czy tu gryzą?

"Dzisiejsze marzenia mogą łatwo stać się jutrzejszą rzeczywistością"
(kapsel od Tymbarka na facebooku)

To musi być błąd czasoprzestrzeni, że ja nadal żyję i to żyję w całkiem niezłym stanie. Po tym, co zdarzyło się w piątek, powinnam już być martwa na śmierć. A jednak czasoprzestrzeń się zagła - może dlatego, że na czas Egzaminu stałam się osobą bez tożsamości.

Ale od początku, od początku.

Wróżyłam sobie w piątek rano, czy Egzamin wyjdzie czy nie wyjdzie. Wróżba była z moreli - jeśli morele się rozsypią w torbie i pogniotą, to nie wyjdzie; jeśli uchowają się w woreczku, to wyjdzie. Zgadnijcie, w jakim stanie morele dotarły do szkoły? Oczywiście, rozgniotła się połowa, ale żadna z woreczka nie wypadła. To samo w sobie wieszczyło problemy.

I problemy były, nie da się ukryć. Chociażby ze zdobyciem VIP-lanserskiego identyfikatora dla przedstawiciela me(n)diów. Pod zastaw, a jakże by inaczej. Na piękne oczy to niczego nie dają. A ile się trzeba było tego człowieka naszukać. No ale odnaleziony, załatwione, jedziemy dalej.

Nie, nie jedziemy. Po drodze była suszara i "koś ścierę, koś ścierę". Jak mi matula dziś zaczęła nawijać coś o ścierkach, spłakałam się ze śmiechu. A parking niczego sobie - i dobrze było go rozeznać z zewnątrz, potem się przynajmniej nie pogubiłam.

Nie pamiętam treningu. Pamiętam tylko spoglądanie na zegarek i narastający stres w stylu: "holender, nie podołam". A skoro już pozawracałam głowy paru osobom, wypadałoby jednak podołać. Rozumiecie, głupio wrócić z identyfikatorem, nowym dyktafonem i pustymi rękami. Co najmniej pięć osób dokonałoby na mnie rytualnego mordu.

Myślałam o nim - znaczy o tym mordzie - przez cały czas. Kiedy w coraz większym napięciu siedziałam gdzieś między Miłą Panią, Darcym i Treneiro. Kiedy nie chcieli mnie wpuścić do parkingu, choć mi się to zwyczajnie należało. Kiedy w końcu dzięki grupie zorganizowanej zostałam wpuszczona. Kiedy krążyłam i czekałam, denerwując się coraz bardziej. Kiedy zamierzałam do Polaka zagadać po angielsku. Kiedy w końcu zagadałam po polsku... I kiedy usłyszałam: "leć, może go złapiesz". Cholerne "może".

Jedyną prawdziwą chwilę zwątpienia miałam, kiedy padło pytanie "Questions about what?". Przez jedną jedyną sekundę pragnęłam czmychnąć stamtąd bez względu na konsekwencje. A potem pomyślałam o tych wszystkich, którzy trzymają za mnie kciuki i o tych wszystkich, którym rozbijałam rytm dnia dla tego jednego wywiadu. O mailach, stresach i trzech godzinach analizy. Zebrałam się w sobie i... zrobiłam to.

Egzamin z Angielskiego zdan został. Nie powiem, że celująco, bo jest parę rzeczy, nad którymi popracować trzeba koniecznie. Chociażby kwestia "last question", z którym wystrzeliłam cokolwiek kretyńsko i jestem o to na siebie wściekła. A taka fajna rozmowa była. Oczywiście, wtedy bardziej niż fajna była stresująca z moją boską mantrą: "gesty-pytania-nie zrobić nic głupiego". Nic głupiego nie było, tylko chyba zostałam rozpoznana, choć nie wiem, jak to możliwe. Newermajnd. Wszystko jest newermajnd, odkąd na dyktafonie pojawił się Plik.

"Spokojnie, ja nie gryzę" to wespół z kilkoma ińszymi perełkami cytat tygodnia. A moim prywatnym cytatem jest: "I've done it, I've done it, oh my God, I've done it". Wybaczcie, ale jak się człowiek przestawi na angielski, to potem niełatwo się odstawić.

Pytanie Niuli dziś o poranku: A po jakiemu ty właściwie z nim gadałaś?
Ja: Po angielsku, a po jakiemu? Duńskiego nie znam.
Niula: Jezu...

Czy ona, przepraszam, myślała, że ja tam poszłam z tłumaczem? Chyba z miłym panem z ochrony. Tak, tym, który jako jedyny zauważył, że nie wchodzę po tych schodkach, tylko frunę kilka centymetrów nad nimi.

To teraz ostatni etap Egzaminu. Ustny zaliczony, pisemny czeka mnie jutro. Zaciskam kciuki, żebym przeżyła - a nawet jak nie, to szkołę życia przeszłam rewelacyjną. Nikt mi nie zabierze tego charakterologicznego przełomu. Nauczyłam się chyba egzystować z ludźmi. Obcymi.*

A głupie skojarzenia to już mi nie przejdą - po panu Tomaszu G. w różowej sukience (na szczęście w końcu nie miałam wtedy okazji parsknąć mu w twarz) przyszedł czas na Nickiego w roli doktora House'a. Co ja poradzę, że przez ten zarost był tak podobny... Albo to z moim mózgiem coś nie halo, też możliwe.

Jak widzita, piątek mi się rozjechał, ale to nie znaczy, że soboty nie było. Była jak najbardziej - Zorro prawie staranowałam, mnie staranował Tłum, Gollob się załamał na widok szalika, działa się historia, a ja historycznie klaskałam Gollobowi. Chrzanić wuwuzele, do teraz mi w uszach dzwoni. Jeszcze pies mi nad uchem nocą chrapał.

I chyba nigdy nie przywyknę, że można z GP wracać tramwajem, choćby ze zgaszonymi światłami. Albo że w drodze z GP można spotkać w autobusie znajomą duszyczkę, która NIE BYŁA na GP. To poza moimi możliwościami pojmowania. 

PS: Pierwszy Filar upadł ostatecznie, do zobaczenia za dwa miesiące. Średnia 5,54 osiągnięta, jestem z siebie dumna. Mogło być wyżej, ale przemilczmy okoliczności.

PPS: Drugi Filar w trakcie tworzenia. W przyszłym tygodniu olewam wsio i piszę.

PPPS: Mam nową muzyczną miłość - Griszę. Na empecie od tygodnia królują Imperator i Ja tiebia nie liubliu. Co ja poradzę, że russkij jazyk oczeń krasiwyj?


*nie tylko chłopcami, droga Avil 

 



Lill, ta fioletowa 20/06/2010 20:48:58 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

276. Bez tarczy.

Akcja "Wisła" polegała na:

a) przesiedleniu ludności łemkowskiej i ukraińskiej na Ziemie Odzyskane
b) wyławianiu z dna Wisły topielców, samobójców i satanistów
c) pacyfikacji feministek
d) ochranianiu Mistrzostw Świata w piłce nożnej

(pytanie na sprawdzianie z historii*)

Życie to okrutna instytucja - ilekroć nastawiam się, że będzie albo bardzo źle, albo bardzo dobrze, musi wypaść centralnie pośrodku. Avil chciała wrócić z tarczą lub na tarczy, a tymczasem tarczę jej zakosili. Ja się czuję podobnie. Balonik szczęścia przybrał kształt gigantycznego pytajnika i nie wiem, co dalej.

Sytuacja ma się... poza tym, że dobrze... następująco: Ten Od Wilka miał zadzwonić w połowie tygodnia. Połowa tygodnia wypadła wczoraj (roboczego) tudzież wypada dzisiaj, a telefon milczy. Zdenerwuję się, to w poniedziałek zadzwonię sama. Albo jutro. Ale z drugiej strony - po co się narzucać? Tylko tak mi jakoś nietakoś z tym faktem.

Pan R. nie zwrócił uwagi na moje uwagi. Generalnie nie zwrócił uwagi na mnie, bowiem milczy takoż. Ja rozumiem, ludzie mają życie poza pracą, ja też mam, szkołę mam na ten przykład (niekoniecznie wyprzedzania), ale lęki wzrastają wprost proporcjonalnie do czasu oczekiwania. Jak to było...? A, butelkowozielona niepewność. Na wzór błękitnej niepewności. Pan z błękitnej cierpiał na ten sam rodzaj fobii.

Ale, ale, wrrrróćmy jeszcze do sprawy Tego od Wilka i kwestii roboczo nazwanej Egzaminem z Angielskiego**. Śmiem wątpić, żebym aż tak źle zrozumiała mojego rozmówcę - wnoszę zatem, że mam działać. No to podziałałam. Tylko u mnie działanie idzie w parze z myśleniem o tyle, że najpierw coś robię, a potem się nad tym zastanawiam. I tu się jakby zaczynają schody. Zdałam sobie sprawę, w co ja się tak właściwie wkopałam. Zdałam sobie sprawę, że Straszne Rzeczy nie skończą się po jutrzejszy egzaminie z BLS-u. Egzamin to w ogóle jest pryszcz przy tym, co będzie za tydzień. Potrzebuję solidnego kopa. I wejścia do parkingu. Anybody cares?

Tymbark na fejsbuku powiedział mi ostatnio, że "dzisiejsze marzenia łatwo mogą stać się jutrzejszą rzeczywistością" czy coś w ten deseń. Czegóż tak się bać jak spełnienia marzeń...

Swoją drogą - z listy rzeczy do zrobienia przed osiemnastką po tej akcji zostanie mi już tylko punkt, którego spełnić się nie da. Nie zdążę. Ale trudno. 9/10 wykonano, choć kiedy w 2006 spisywałam tę szaloną listę, nie wierzyłam w spełnienie ani jednego. Wiara czyni cuda - a niewiara?

Trzy filary pożerają czas skutecznie. Nie pamiętam, kiedy ostatnio raz szkoliłam głos albo po raz n-ty próbowałam narysować Prezesa. Właściwie to się łączy z jednym z filarów - szkicowanie wyłącznie postaci ze Szkoły/1500. Nawet lektura "Anatomii władzy" się łączy, bo wyciągam wnioski z kontekście Ławra oraz... własnym. I mój wniosek zasadniczy brzmi: jeśli chcę, żeby moja powieść się sprzedała, muszę uczynić produktem i ją, i siebie. Zatrudnić specjalistę od image'u?

Co za plastikowe czasy... A potem się dziwić, że społeczeństwo durnieje. Upodobnienie wsteczne, równanie w dół. Nieważne, w jakiej formie informacja, byle szybko. Nieważne, co mówią, byle mówili. Nieważne, co robisz, ważne, czy niesie to historię, którą zrozumie przeciętny zjadacz chleba (czyt. idiota). I rośnie pokolenie MTV, króliczków playboya i dziuń, które po potrąceniu psa (z WŁASNEJ winy)nawet się nie zainteresują jego losem, tylko wysiądą, poprawią zderzak i pojadą dalej. To nie jest świat dla mnie.

No i postęp technologiczny. Do korzystania, ale z umiarem. Apokalipsa w 2012 nie jest złym rozwiązaniem, jeśli świat za pięć lat ma wyglądać następująco:

Ja, niżej podpisany XYZ, będąc w pełni władz umysłowych (...) rozdzielam mój majątek jak następuje: (...) synowi mojemu zapisuję dysk C, żonie dysk D, a bratu kolekcję pendrive'ów z bezcennymi e-bookami.

Jeśli do tego dążymy, to panie Kopernik, przystanek na żądanie, ja opuszczam ten tramwaj. Bawcie się beze mnie.

Doceniam moją egzystencję w trójkąciku. Internet do tworzenia jest cudowny, szybka informacja, chcę konkretu, to dostanę. Ale bez książek? Nie, nie mogłabym. Książki dają obraz całościowy, są nieodzowne przy tworzeniu atmosfery, opracowywaniu wątków niedookreślonych i tworzeniu nowych. My sobie mutualizujemy - Internet, książki i ja. Egzystujemy w trójkąciku, a efekty osądzi historia (byle nie taka jak sprawdzian dzisiejszy, obraza dla mojej inteligencji - próbka powyżej).

Technologia nie jest zła sama w sobie, tylko ludzie są na nią za głupi. Bywa.

PS: Źle ze mną, skoro w moich wyobrażeniach odnośnie 1500 bohaterowie zaczęli już gawarit' pa-ruski. No ale newermajnd.


*treść przybliżona, cytat z pamięci

**nazwa w dużej mierze odnosi się do naleciałości maturalnych, z jakimi przychodzi mi się zmierzyć podczas realizacji planu. Odruch liczenia słów w mailu oficjalnym to zło.



Lill, ta fioletowa 10/06/2010 20:29:43 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

275. Nie lubię, czyli mizantropia jak u Hałsa.

<i>Praca zawsze dba o to, żeby jej nie zabrakło</i>
(przysłowie norweskie)

Pierwsze Prawo Kosmosu rzecze: Im gorzej zacznie się poniedziałek, tym lepiej się skończy.

Mój poniedziałek zaczął się koszmarnie, chorobą i przeciągnięciem niedzielnego stanu "jestem-do-chrzanu-nikt-mi-na-maile-nie-odpisuje-i-w-ogóle". A skończył się... właściwie też chorobą, tylko że sama ją na siebie sprowadziłam. Człowiek przeziębiony nie powinien latać po cmentarzu w za cienkiej bluzce.

- Co pani tu robi?
- Modlę się.
- A za kogo?
- Za dzieci i żołnierzy radzieckich. Wystarczy?

Nie mogłam usiedzieć w domu. Chciałam podzielić się tym szczęściem z całym światem, dobrze, że rozsądek podpowiedział, by trochę przystopować. Dopiero potem, umierając na bolące gardło, zdałam sobie sprawę, że to wielkie szczęście pociąga za sobą jeszcze większą odpowiedzialność. A ja tak bardzo chciałam wziąć się do roboty dopiero po maturze. Tylko wiecie - jak szanse same pukają do drzwi, nie wypada wystawiać ich za próg.

Tak oto wkopałam się w sytuację numer jeden, albowiem gdzie radość, tam i kłody pod nogami lubią się pojawiać /"Każdy ma takie kłody, na jakie go stać"/.

Sytuacja numer jeden: pan P. i okolice

Nie będziemy robić panu P. antyreklamy, więc niech zostanie względnie anonimowy. W każdym razie z nim jest taki problem, że poniewczasie okazał się cokolwiek niekomunikatywny. Na moje pół strony przypadało jego jedno zdanie, czasem jedno słowo. Rozmawiać z kimś takim - to strasznie. A mieć w perspektywie drugą, o wiele poważniejszą rozmowę... Trzymajcie kciuki, żebym przeżyła. Specjalnie zaopatrzyłam się w literaturę fachową, może znajdę tam jakieś rady, jak go ukomunikatywnić.

Swoją drogą - to ja tu powinnam być przerażonym, zahukanym stworzonkiem. To ja jestem po złej stronie lustra!

Sytuacja numer dwa: KKK!

Czyli Kochamy Koleżanki Korektorki. Nawet nie wiem, jak ta kobieta się nazywa. I wolę dalej nie wiedzieć, bo nie chciałabym być dla niej niemiła, jeśli ją kiedyś spotkać. Fakt faktem, podłamałam się. Nie przywykłam do tego, żeby poprawiać własny tekst po korekcie. Inna sprawa, że moje teksty rzadko przechodzą zewnętrzne korekty. Może gdybym się oswoiła...

Nie no, ja Was proszę. Ta kobieta dobrą pisownię dialogów poprawiła mi na złą. Powtryniała przecinki tam, gdzie absolutnie nie powinno ich być. Zmieniła słodki neologizm na jakieś drętwe wyrażenie. A na kogo potem będzie? Na mnie, że to ja źle piszę. Nie lubię tak.

Potem miałam przedni ubaw, jak odkryłam w nazwie pliku po korekcie tajemnicze "150ml". Razem z Niulą doszłyśmy do wniosku, że i tak jest nieźle - ja po 150ml piszę "hurem". To cytat.

Sytuacja numer trzy: ja. kupuję. w Media Markt. Jasne?

Jestem mizantropką, taaak. Wyjątkowo nie lubię pewnych ludzkich zachowań. Na czele listy znajduje się traktowanie mnie jak pierwszej wody idiotki, która nie ma pojęcia o tym, co robi. Jestem przewrażliwiona i może wyjątkowo się czepiam, ale gdybym mogła, zmyłabym temu człowiekowi łeb. Albo walnęła w widocznym miejscu napis JA WIEM, CO ROBIĘ. Nie czynię tego wyłącznie po to, by nie prowokować jemu podobnych indywiduów.

Przypomina mi się ocena Princesy/Vocainy. Jak to było? "Nie wiem, jak wygląda pogrzeb prawosławny, ale ten twój nie przypomina prawosławnego. Może piszesz dobrze, ale mam wątpliwości. Nie rozwieję ich teraz, o pogrzebach prawosławnych doczytam później". Halo, dzieci! To nie widać, do jasnej Anielci, że piszę z głową? Aż taki brak zaufania do autora? Gdzie domniemanie niewinności? Żądam poszanowania należnych mi praw!

A tak po ludzku: wnerwiłam się. Poczułam, jakby cała praca, którą włożyłam w poustawianie tego świata, poszła na marne. Pan z Dozy i Pierre zgodnie radzili mi: "nie rób z czytelników idiotów, nie tłumacz im łopatologicznie". No to macie, co chcieliście. Kończę z łopatologią i NATYCHMIAST ozywają się tacy, którym się wydaje, że wiedzą lepiej. Kur...de.

Wnioski:

Może przesadzam. Mroczna Krewna /i nie mam tu na myśli Matki/ mnie nawiedziła, mózg dalej zasmarkany, a w perspektywie najbardziej zawalony tydzień wszechświata. Wcześniej mówiłam - przeżyję maj, przeżyję wszystko. To po tym tygodniu przybędzie mi chyba +10 do nieśmiertelności. I będę takim Kościejem Nieśmiertelnym, którego nie mogę znaleźć w "Mojej żonie wiedźmie", a przecież tam był. Szlag by to. Nawet nie wiecie, jak ciężko rozkminia się cyrylicę o północy.

Bonusy:

*jest nadzieja, że wrzucanie Szkoły zakończy się prezentem w postaci Mordy. Morda w obróbce, tylko gęba jej się skrzywiła i wolę tego światu póki co nie pokazywać.

*im szybciej czytam, tym szybciej rośnie stos książek do przeczytania - czy to aby nie jest wbrew prawom fizyki?

*Drugie Prawo Kosmosu: istnieją dwa byty które oddalają się wprost proporcjonalnie do twojej potrzeby ich odnalezienia - człowiek z popcornem oraz śmietnik. Kocham moje osiedle.

*szykuje się pokój z orientacją Północ-Wschód. Czyli prawidłowo.

*dlaczego o mrocznych faktach z życia moich bohaterów zawsze dowiaduję się na końcu? I to w dodatku ze snów? Brrr, straszne to było, te niechciane ciąże, poważne rozmowy i morderstwo dziennikarzyny. Mam ochotę to opisać.

*Z wczorajszego spaceru z Solenizantką:
Lill gapi się w trawę.
Bzpr: Czego szukasz?
Lill: Koniczyny czterolistnej. Kiedyś znalazłam.
Cisza.
Lill: No, naprawdę znalazłam!
Cisza.
Lill: I byłam wtedy trzeźwa!

oraz

Lill: Patrz, ile zniczów na grobach żołnierzy radzieckich... Zniczów czy zniczy?
Bzpr: To pewnie ruska wycieczka. Tylko flaszek nie ma, a oni przecież na grobach piją.
Dwie minuty później natykamy się na stertę pustych flaszek.
Bzpr (ucieszony): Mówiłem, że wycieczka!



Lill, ta fioletowa 4/06/2010 20:40:27 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.