Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

260. Petter! Aksel! Lindmann?!

Nienawidzę siebie, kiedy tchórzę
(...)
Kiedy uśmiecham się do tych, którym służę,
Choć z całej duszy nienawidzę ich!

(Władimir Wysocki, "Nie lubię")

To powyżej trochę bez związku z moim nastrojem. Było nie było, postawa skulonego jeża i bunt przeciw głupocie ludzkiej mi minęły. Razem z nimi minął niestety rewelacyjny - tak mi sie zdawało dawno temu - pomysł na "Nie zgadzam się na świat". A co to miało być? Ano, spektakl pod kategorię "wywiedzione ze słowa", bowiem Avil namówiła mnie na udział w konkursie recytatorskim. Pomysł był, i to nawet był fajny, ale wykonanie... Pojawiła się rzesza /nie niemiecka/ problemów. Śpiewać czy recytować? Recytować Wołodii się nie godzi, ale śpiewanie mogłoby trwale zaszkodzić publiczności. Wziąć samego Wołodię czy przemieszać z "A ja nie" i Barańczakiem? Dokonać aktu szaleństwa, rozmazać makijaż na scenie i wywrzeszczeć ostatnie słowa "Nie lubię" czy to już przesada? Za dużo tych wątpliwości jak dla mnie. To nie na łeb kogoś, kto ma przed sobą pisma janowe, ostatnie rendez-vous z repetytorium Bęzy /każą mi w sobotę być na dworcu PKS o 7:15! W sobotę, rozumiecie?!/ czy szeroko pojęte zdrowie. Zdrowie jest fajne - w każdym razie o cięzkich chorobach układu pokarmowego oraz nerwowego wiem wszystko. Nie na darmo przeczytałam w wakacje encyklopedię medyczną.

A propos czytania - Avil mi dziś zarzucała /a może to była Dora? Holender, taką miałam zamułę, że już nie pamiętam/, że wszystko, co ostatnio czytam, jest rosyjskie. Otóż dementuję stanowczo! Fakt, tydzień temu spadła mi z półki "Moja żona wiedźma", fakt, odświeżam sobie "Ostatni patrol" /rosyjski humor zabija, panu Łukjanience to ja ołtarzyk chyba postawię/, ale po drodze zapoznałam się dogłębnie z "Dziennikami Sherlocka Holmesa" /pod wpływem filmu... chcę ten film!/ oraz odkopałam niuline "Lasy". Tylko "Lasów" nie jestem w stanie czytać, nie i już. Ilekroć widzę nazwisko Bjoerndal, jakoś tak mi sie smętnie et nieswojo robi.

No tak, wypadałoby powiedzieć o tym. Od półtora tygodnia Igrzyska wyznaczają rytm mojego dnia. Do tego stopnia, że mając w perspektywie warsztaty o 10, zerwałam się o trzeciej na otwarcie. Warto było! Świat o trzeciej jest piękny, a Igrzyska tym bardziej!

Potem było mniej pięknie. Wiecie, jakoś tak głupio się patrzy, jak Król zawodzi na całej linii, maestro Northug kończy bieg w piątej dziesiątce, a latajce... Szkoda gadać. Na szczęście, powody do radości zaczęły się od Bjoergen i chyba nie mają zamiaru się na razie kończyć. A efekty są takie: dzień w dzień łażę jak zombie, przysypiam w środku niemieckiego i trudno mi mówić o czymkolwiek innym niż "Ach, jak on ślicznie zrobił Teichmanna na tym finiszu! Jaką miał stratę - świat i ludzie! A przejechał jak TGV!" tudzież "Piękne było to podium w gigancie...", kiedy i tak mało kto rozumie, o co właściwie chodzi. Chciałam nawet opisem na gadu dać wyraz mego wielkiego uwielbienia dla maestro Northuga oraz wszechmaestro Svindala... Ale dziwnie by wyglądał opis: "Petter! Aksel!", prawda? Zwłaszcza u mnie.

Poza tym ubiegły tydzień był czasem grozy i mrok. Pierwej Bezprawny wysadził komputer w kosmos, po czym kazał mi przez trzy dni żyć w obawie o utratę bezcennych danych. Potem zaś było jeszcze mniej zacnie - Rudolfina wylądowała w szpitalu z rakiem oraz paroma innymi schorzeniami. Ale żyje. I to jak żyje! Sterroryzowała nas i wykorzystuje swą uprzywilejowaną pozycję rekonwalescentki. Co najgorsze, jej niczego nie można odmówić, bo spojrzy tymi swoimi piwnymi oczyskami i koniec. Człowiek jakoś tak odruchowo idzie do lodówki po jeszcze jeden plaster salcesonu.



Lill, ta fioletowa 24/02/2010 20:00:59 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

259. Nikt się nie spodziewa hiszpańskiej inkwizycji...

...ani tego, że sędziowie sportowi będą fair. Nigdy nie są. Ale mają władzę i to w nich lubię (nigdy nie zapomnę poczucia absolutu nad pulpitem w wieżyczce sędziowskiej na motoarenie - ale żeby zostać drugim Grodzkim? Nie-e, no way). To taka refleksja odnośnie oglądanego dziś z nudów łyżwiarstwa sprzed czterech lat. Wprowadzam się w klimat igrzysk, a co.

Swoją droga, zaplanowali tę ceremonię otwarcia bajerancko. Jutro, korzystając z okazji, prześpię się w ciągu dnia, to może wstanę o tej trzeciej. A potem na Studium będę chrapać z nosem w poplamionym zeszycie. Tak, ja to mam pomysły na weekend.

Nie pisałam dawno, ale broń Boże nie dlatego, żeby nie było o czym. Wręcz przeciwnie, było - i właśnie z tej przyczyny nie miałam czasu pisać. Ogólnie dzieje się dużo, chociaż ja to dzianie się od wtorku obserwuję z perspektywy osoby uziemionej. Siedzę w moim punkcie obserwacyjnym na trzecim piętrze, z hiacyntem (kwitnącym! w lutym!) na parapecie i chłonę doniesienia z wielkiego świata. Jutro mam trzy niemieckie, na których - co za pech - nie będę z tej prostej przyczyny, że mnie rodzona zatrzymuje w domu. "Jeszcze mi się doprawisz", mówi i wiem już, że nie ma co pertraktować. Zresztą - po co iść na jeden dzień, prawda? We wszystkim dostrzegajmy jasne strony. Napiszę coś. I przeczytam cholerne artykuły na cholerny turniej. W głowie mi się miesza od tych konkursów. Jednak choroba dyplomatyczna to dobre rozwiązanie.

/Rany kota, prawie dodałam tę notkę na obecnym etapie. Gratulacje dla tej pani. Przyciski też mi się mylą. O, gorączkę mam. Znaczy - jestem chora. O. Taki fakt./

Produkuję dwie historie jednocześnie. Za dnia tworzę zawzięcie (no, dzisiaj już nie tworzę, ale to z przyczyn technicznych) Tysiąc Pięćset, pilnując, żeby własnych bohaterów nie spłaszczyć. Prawdopodobnie na resztę życia będę mieć uraz do kontynuacji przez to. Na razie jedyny, kto mi wychodzi jak trzeba, to Ławr. Chociaż ciągle robię literówki w jego nazwisku, a Wszechwiedzący Pan Word usłużnie mnie poprawia. Po nocach zaś piszę - pierwszy raz od lat trzech, a z szansą na ukończenie w takiej formie pierwszy raz od sześciu - w notesie. Wielkie łał, nie? Też nie wiem, jak się z tego potem rozczytam, ale to chwilowo nieistotne. Ważne, że dobrze mi się tworzy, aż wczoraj tak się utożsamiłam z narratorką, że ryłam jak dzik w poszukiwaniu jednej ksiązki, przekonana, że jak znajdę ją za późno, to koniec. Tylko jedno jest problematyczne - w 1500 narracja trzecioosobowa w czasie przeszłym, a w miniaturce notesowej pierwszo/drugoosobowa w teraźniejszym. Bądź tu człowieku mądry i się nie pomyl teraz. Ha, oto jest wyzwanie!

A propos ludzi - nie rozumiem niektórych. Chyba zapragnę dekodera na najbliższą okazję. Mam dość niedopowiedzeń. Niedopowiedzenia są fajne w literaturze, ale w życiu...? A fuj! /Powiedziała ta, co próbowała być anonimowa jeszcze rok temu/

Lill (10-02-2010 20:14)
wiesz, jak ktoś ma chwile zwątpienia co pięc sekund, to możesz napisać 6 stron peanów pochwalnych, a potem dodać "i znalazłam dwie literówki", a ja i tak się załamię, że tworzę chłam xDD

To tak a propos twórczej strony mojej duszy /to jest jakaś inna w ogóle?/. Doskonale mnie określa, a co najgorsze - uważam, że taki stan rzeczy jest najzupełniej w porządku. No bo kto zwraca uwagę na tysiąc kroków, które przejdzie bez potknięcia? A jak się potknie, to od razu zaczyna biadolić, jaka to z niego ciamajda. Ludzie wolą wyciągać te złe rzeczy. A ze mnie jest koszmarna perfekcjonistka i tyle.

I ja, gdyby ktoś któregokolwiek z moich bohaterów porównał do Edwarda C., zrobiłabym karczemną awanturę. To tak na marginesie, mrugnięcie do tej, którą wypada pocieszyć w tej materii.

Tyle. Dalej będzie, jak wydostanę się ze szponów kieratu. Nieprędko czyli.

edit pospieszny:
O ludzie, rano jeszcze miałam taki genialny pomysł na tę notkę. A może to było wczoraj rano? Nie pamiętam. Pomysł się rozmazał i zostałam z tak samo chaotycznym zapisem myśli jak zwykle. I mogę sobie tylko zaśpiewać na pocieszenie How I adore the chaos in me...*, chociaż na przekór wszystkiemu w MendaPlayerze dźwięczy Orkiestra. Adekwatnie do śniegu za oknem.
/Hiacynt na tle tego śniegu wygląda prześlicznie. Jak tylko naładuję baterię w aparacie, zrobię mu zdjęcie. Takie prawie profesjonalne, o./
/Yhy, profesjonalne. Prędzej pretensjonalne. Ale co tam./


*z "Chaos" Archive'a

Lill, ta fioletowa 11/02/2010 19:47:05 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.