Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

243. Iwanna i prysznic.

Nie martw się, przecież wiesz
W życiu zdarza się czasem kiepski tekst

(Renata Przemyk, "Ostatni z zielonych")

Miałam wczoraj na wykopie fajną notkę napisaną. Trochę emo i trochę nie w moim stylu, ale fajną. Tylko że dzisiaj notka mi się zdeaktualizowała jako ten artykuł z dawnych lat, co to miał być tylko "delikatnie popoprawiany", a okazało się, że jedzie przeterminowaniem na kilometr. No nic to, widać nie miałam smęcić, takoż mi przykazano.

Mam dobry humor, zrywami wyśmienity, przeplatający się jednakowoż niekiedy z objawami permanentnego pmsa. Objawów doświadczyła wczoraj w godzinach zdecydowanie późnych Moja Szanowna, a skutkowało to pytaniami w rodzaju "Czy Prosiak jest ojcem Prosiaczka?" lub moim wyznaniem, iźli tak naprawdę mam na imię Iwanna. W rozwinięciu: "I wanna, i prysznic, łazienka full wypas". Moja przyszłość to rola babci klozetowej. Albo matki klozetowej, do wyboru.

Chwilkę, matki? Nieee, żadnej Matki, z Matką to ja się wczoraj sprzeczałam, ale nie powiem głośno o co, bo jeszcze mi się Matka oburzy, że zdradzam nasze mrochne y zue sekrety, czyli jak zostałam damskim MacGyverem. No cóż, Matka tego nie wie, mało kto zresztą to wie, ale lekcje wdrażania w życie kretyńskich acz skutecznych pomysłów pobierałam u samego mistrza. Nie, Prezes?

Macie pozdrowienia od Prezesa. Siedzi u mnie na biurku (zabiję!), jara swojego szluga (twierdzi filozoficznie, że skoro meblarzowi pozwoliłam u siebie palić, to jemu tym bardziej powinnam) i rządzi się nieznośnie od wczoraj. Widać też ma permanentnego pmsa odkąd przeczytał (mi przez ramię!), że jest przewidywalny.

Z rzeczy innych (ta, bardzo), Rosja dalej mnie prześladuje. I to perfidnie. Wczoraj zmilczałam piękne "Russia", które zaatakowało mnie po wejściu do sali od angielskiego, zmilczałam transkrypcje, ale "Duńczyka w Rosji" na mojej lekcji DUŃSKIEGO już nie zdzierżyłam. Tak samo jak dziś prawie zwiałam z krzykiem z P&P, słysząc ów dziwny język. Tymczasem bilans ostatnich dni pod względem mercedesów wiadomych: piątek - 9; sobota - 15 (!); niedziela - 5, wczoraj - 2, dzisiaj... 14. Chciałam, żeby było ładnie, trzynaście, to nie, to musiał mi czternasty śmgnąć przed nosem, mało mnie nie zabił i w ogóle.

Ach, żeby nie było tak słodko, to jak już podniosłam się po wczorajszym cięzkim dołku (zarzut o brak głębi psychologicznej u moich bohaterów odchorowuję jak Prezes Petersburg, nie przymierzając), to dzisiaj mi się Nicki ugrzecznił, myslami zwiał z meczu (a ja na tym tle mam jakieś dzikie skojarzenia w kwestii związków fikcji z rzeczywistością) i z tego wyszedł zad wołowy bardzo, bo Lewki przegrywają z Wilkami. A tak mi się złoto marzyło... Ej, no, niechże się chłopak pozbiera i nie robi wsi! Od robienia wsi jestem tu ja, tylko i wyłącznie.

Summa summarum, wychodzi na to, że: Nicki próbuje mnie doprowadzić do czarnej rozpaczy, Prezes i "Szkoła" są przewidywalni (bu!), po psychologii będę nikim, zaś Internet mój gorąco pożąda psychoterapeuty. A, i od piątku prawdopodobnie będę martwa, jak wreszcie zbiorę się nad odwagę, by przyznać, że nie mam czasu na olimpiadę. Czarowna perspektywa, czyż nie?

Nie dajmy się zwariować, muszą być jakieś plusy sytuacji. Katharsis na przykład, świat piękny za trzy siódma i fakt, że mam już (dobra, będę mieć) kasę na norweski, Kopenhagę i może wydawanie "Szkoły". Stypendium przyznane est. Wiem, że się cieszycie wraz ze mną.Ach, i jeszcze robię czystki etniczne na nk, co z niewiadomych przyczyn szalenie poprawia mi humor.

No i nie zapominajmy o potencjalnej księdze cytatów na tablicy metalowej oraz fakcie, iźli nauczyłam się obsługiwać młotek. Jam jest kozak, ave!

Lill, ta fioletowa 29/09/2009 20:49:23 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

242. You've got my guarantee.

- Coś ty taka naburmuszona?
- Bo robili rewolucje beze mnie...

Mina rodzonej bezcenna. Cóż, stylistyka skrótu myślowego rzuca się na mózg - a chodziło tylko o to, że ZM-owcy* śmieli przerabiać rewolucję lutową i październikową w czasie, gdy ja leżałam z gorączką jak tytuł serialu. Nie wybaczę. Mam focha ciężkiego i czarno widzę moją przyszłość w tym miejscu, skoro najfajniejszy temat przeszedł mi koło nosa.

(Chociaż nie. Zaraz będzie nazizm, a nazizm też jest ciekawy. No, ale to nie Ros... Dobra, ja nic nie mówiłam.)

- Ty, co to ma być? Człowiek trzy dni prześpi, budzi się, a tu już po Apokalipsie.

Nie mogę się w tym odnaleźć. Najbliższe dni, poza sobotą (mrah, mrah!) to będzie jakaś mordęga. Sprawdzian na fakultecie, kręcenie "Zmiany, zmiany" (taa, wkrótce w kinach), angielski&duński, nadrabianie, przerabianie, olimpiada z matmy (kocham być zapisywana na coś za moimi plecami)... Ciśnie mi się na usta znaczące pytanie: "I ja w tym momencie chciałam pisać powieść?"

Albo miniaturki, nie czepiajmy się szczegółów. Grunt, że chciałam. I o ile miniaturki jakoś przejdą, o tyle przy obecnej wenie wchłonięcie się w "Półtora tysiąca kilometrów" skutkowałoby przede wszystkim moim zniknięciem z życia szkolnego/publicznego/jak je zwał. Mam nawał genialnych pomysłów, Dziadka Mrozowa, Tatianę, która domaga się uwagi i "Zlot Czarownic", czyli zjazd byłych kobiet pewnego pana. No, ogólnie wesoła będzie ta kontynuacja, tak czuję. Tylko dajcie mi się za nią zabrać może, co?

W ogóle, żyć mi dajcie, ja się nie nadaję do kieratu. Przez ten nawał obowiązków miałam dziś dwa bardzo sugestywne sny. Jeden o tym, że prawie wyleciałam ze studiów (nie pytajcie, z jakich. Naprawdę.), a uratował mnie od tej życiowej porażki jeden, za przeproszeniem, żużlowiec, którego usilnie staram się nie lubić, a im bardziej się staram, tym dalsza jestem od nielubienia go. Drugi zaś o Rasputinie z białą brodą ("Strzeż się człowieka z białą brodą", odsłona kolejna?), który stał za drzwiami i "widział moją krew", a babcia chciała go wpuścić do domu. Obudziłam się z głębokim przeświadczeniem, że on stoi za tymi drzwiami i jak tylko ruszę w tamtą stronę, porwie mnie do czarnego mercedesa (?!). I nie pytajcie, jakiego schiza miałam, kiedy jadąc do Av napotkaliśmy z Bzpr czarnego, sportowego merca.

Wspominałam już, że mercedesy są niezaprzeczalnie ZŁE?

*W tym momencie w tle powinno się włączyć "It feels so good to be bad", tak adekwatnie dopełniając wizji*

Właśnie. A propos "It feels..." - czy Wy też uważacie, że ta piosenka pasuje jak ulał jako tło do nauki angielskiego, konkretnie zaś tematu "Osobowość, uczucia, emocje"? MendaPlayer wie, co robi.

Przeżyję do końca września - przetrwam wszystko. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. Podobno.

PS: W Bydzi nastąpi spełnienie snu o Nichollsie z odrąbaną głową. Nie pytajcie.
PS2: Kto mi kupi "Anastazję" na DVD? *patrzy wielkimi, słodkimi ślepkami*


*ZM - zajęcia międzyoddziałowe - moje fakultety z historii

Lill, ta fioletowa 23/09/2009 20:11:52 [komentarzy 6] Jakieś pytania?

241. "Po cóż żyć Werterem, gdy Werter trupem leży?"*

Wiesz, tak jak ja, że czasem wystarczy przewrócić stronę
Na drugiej karcie los, co zabrał, oddaje
Bo nie wszystko stracone, nie wszystko stracone


To się musiało tak skończyć, jak pech, to wszakże pech. Na Klubowy Puchar Europy, ten sam, do którego wzdychałam od paru miesięcy, który kochałam miłością obsesyjną (jak swego czasu DPŚ), ten sam, na którym chciałam zdradzać Apatora z Władywostokiem (Giiizaaaa i Artioooom!), nie dotarłam. Niula wróciła z Reala, rzuciła na mnie okiem, orzekła "masz gorączkę" i nic już nie dało pokazywanie 36,9 na termometrze ani zapewnienia, że ubiorę się ciepło. Temat KPE został brutalnie zamknięty i umarły na jakiś czas moje wschodniożużlowe marzenia. Czyli w sumie - wielkiego pecha ciąg dalszy. Wczoraj było apogeum, przynajmniej tak wtedy sądziłam - o dziesiątej wieczorem brakowało wody, netu, zapałek i pasty do zębów. Warunki jak na wojnie.

W ramach pocieszenia dostałam do opatulenia obolałego gardła gigantyczną chustę z frędzlami a la obrus, a także otrzymam pierścionek z I Am pod kolor chusty. Czyli jednak opłaca się czasem chorować. Ale ten żużel...

Nic to. Na wypadek, gdyby niedyspozycja potrwała dłużej niż planowane dwa dni (licząc z dzisiejszym), ułożyłam sobie na stoliku stos książek, głównie podkradniętych z niulinego regału. I tak, w kolejności:
*"Wojna i pokój", powoli konsumowane od sierpnia, a konkretnie od czasu "Cyrulika syberyjskiego". Pierwsza książka, jaka na moich oczach rozkręca się w okolicach czterechsetnej strony, po ominięciu wszelkich opisów bitew i przy cudownym pojedynku Bezuchowa z Dołochowem o Helenę, której, summa summarum, żaden z nich nie kochał. I po słowach, które chyba zapiszę złotymi wołami i powieszę na tablicy, bo są prześliczne:
"Wiem, uważają mnie za złego człowieka (...) A niech tam! Nie chcę nikogo znać poza tymi, których kocham; ale kogo pokocham, to kocham tak, iż życie oddam za niego"
I chyba nie muszę dodawać, jak bardzo mi się te słowa kojarzą?
*"Szewcy" Witkacego - zawsze chciałam przeczytać, a nigdzie nie mieli. A jeśli czegoś nie ma nigdzie, najpewniej znajdę to u Niuli. Ot, stara zasada.
*"Zbrodnia i kara" - bo lektura. Wprawdzie nie na teraz, ale chcę sobie w spokoju przetrawić te prawie sześćset stron. Zapowiada się fajnie, a fajnych książek nie powinno się łykać na ostatnią chwilę.
*"Ludy i języki świata" - nie wiem, co to, ale ma kuszący tytuł.
*"Katarzyna II" - rozszerzona historia zobowiązuje, nadto zaś Kasieńka to ciekawa persona była. I drugie nadto, że akurat u profesora L. mamy te czasy, będzie dobre uzupełnienie lekcji.
*"Tarot. Karty, które wróżą" - zagłebiam się powoli w systemy wróżbiarskie. Nauczyłam się już Trzech Rzedów Imion i Zegara, na imprezach mogę szpanować. Teraz się biorę za Obóz Cygański. I za wkuwanie interpretacji kart, bo wróżenie z książką wygląda potwornie nieprofesjonalnie.

Z nudów weszłam dziś na strony UMK i UniGda. Wiecie, na jakim kierunku otworzył mi się informator tego drugiego? ROSJOZNAWSTWO. Ja wiem - pisuję czasem na lekcjach (zwłaszcza nudnych) cyrylicą, co przychodzę do pokoju, to w TV zaczynają gadać po rusku i, jako się rzekło, planowałam zdradzać Jedynego Apatora z Władywostokiem, ale to naprawdę o niczym nie świadczy!

Dobra, będę szczera. Świadczy. Rusycystyka zmierza ku mnie nieuchronnie albo to ja powoli lgnę do niej niczym ćma do blasku świecy. Skoro "bez znajomości języka rosyjskiego", skoro mam jakieś szanse, skoro mogę w ten sposób przeczekać do otwarcia psychologii... To nie taki głupi pomysł. Tylko nie myślcie, że wszystko przez "Szkołę". Wszystko przecież zaczęło się dużo wcześniej.

W ramach poprawiania sobie nastroju kiepskiego spowodowanego mailem od pana W.G.** (Niula radzi, by odpisać mu cytatem z Kapuścińskiego - "By zrozumieć i zasmakować wysokiej kultury, odbiorca sam winien mieć wysoką kulturę"), warunkami polowymi oraz brakiem żużla, poszłam z Bezprawnym do pani B. oglądać koty. Wyszła z tego sesja zdjęciowa, szrama na łapie od Kichotka oraz przeświadczenie, że duże niezaprzeczalnie jest piękne. Dwa Norwegi i maine coon. Ślicznotki. Po latach od zesłania Magdaleny*** na wieś odzywa się we mnie na nowo kociara.

Jest nieźle?



*cytat z pamięci, za Karolem i piątkową lekcją polskiego
**zbieżność inicjałów z Sędzią od Czerwonych Klocków całkowicie przypadkowa, choć jednego i drugiego prawdopodobnie nigdy w życiu nie polubię
***kotka, którą miałam w wieku sześciu czy siedmiu lat

Lill, ta fioletowa 19/09/2009 20:16:55 [komentarzy 6] Jakieś pytania?

240. Somehow I'll find my way home!

[apel sfrustrowanej autorki] Nooo ludzie, dostaję informacje, z których wynika, że Świerszcza czyta jakieś sześćdziesiat osób. Opinię wyrażają trzy. Jakoś łyso się z tym czuję, wiecie? Opinii mi trzeba, opinii! [/apel et cetera]

Zaniedbuję moje świerszczaste na potęgę. Kajam się i o wybaczenie błagam, ale... No, tak wyszło. Jak koszula ze spodni, wiem. Gania mnie moje życie przecudne z kąta w kąt, w piątek ledwie wyrobiłam z korektą, dziś od rana walczę ze szkołą (przez "s" małe), potem z umową, jutro walka z reportażem... I przy tym udaję, że robię coś w kierunku olimpiady, ale to oczywiście wielka ściema. Nie dam rady, wiem to aż za dobrze. Ba, wie to nawet Ojciec i sam mi prorokował, a ja, głupia, nie słuchałam.

Dobra, po kolei.

Weekend był mega. Nie wiem, jakim cudem, skoro:
a) przez tego... niech go wezmą żywcem do nieba (pieeeeekła!) i niech nam ziemskiego padołu nie zatruwa... imć G. (prawie napisałam, że W., ale w sumie to samo, różnica tylko w nazwisku) nie wszedł mi (drugi raz!) kupon, na którym były prawie cztery stówy
b) musiałam się tułać po jakichś StarForce'ach, które mnie w ogóle nie kręcą. Dobrze, że chociaż z fanami z Wrocka fajnie się gadało, mniej dobrze, że jutro z tej czczej gadaniny muszę wydusić reportaż, bo inaczej zginę z ręki T. Pana T.
c) Nikita P. od początku sezonu konsekwentnie planuje doprowadzić mnie do czarnej rozpaczy. Rwałabym sobie włosy z głowy nad jego postawą, ale i tak linieję, a wyłysieć (to łysienie koło NP brzmi cokolwiek groteskowo, przyznajcie) nie zamierzam
d) przez tych... przemilczmy... oszustów zostałam pozbawiona możliwości przebywania na meczu z Czewą, co jest bardzo in minus
...ale to wszystko nie zmienia faktu, że było mega. Klasyfikacja Smirnoffowa* brzmi zero do zera, były trzy żużle, radzieckie koleiny, podróże małe i duże oraz Rudolfiny lizanie twarzyczki Ojca Numer Trzy na opakowaniu po frytkach. Takoż widzieliśmy babcię, która definitywnie JEST hardkorem, odkryliśmy, że o 22:20 w sobotę istnieją ludzie bardziej powaleni ode mnie oraz nie obejrzeliśmy dekoracji Sajfa z Dinowa**, czego pannie A. nie daruję i co będzie musiała odpokutować, idąc ze mną w sobotę na żużel.

Właśnie. Niula się wreszcie ugięła i nie tylko obiecała puścić mnie na KPE (Ruuuuskieeee... Ukraiiiińceeee... Apaaaaatorrrr...). Ba, mało, że puścić - ona mi ten KPE zafunduje. Opłaca się czasem postarać na klasówkach, bo potem pierwsze piątki miesiąca występują w charakterze karty przetargowej.

Czekania zaś ciąg dalszy. Czekam na wieści o stypendium. Czekam na ROZSĄDNĄ propozycję umowy. Czekam na moment, żeby odwiedzić Queen's School (uczą norweskiego, łorany, łorany, uczą norweskiego!), żeby zapalić Lampkę, żeby kupić SuperSpeedway i żeby wydobyć hasło od Orange'a. Czekam na opinie trojga recenzentów. Ach, i na Cud też czekam.

Ewentualnie pod czekanie można podpiąć też Moment, W Którym Przestanie Mnie Rosja Prześladować. Nie dość, że dostałam maila po rusku od mojego ulubionego gangstera (nie mylić z bytami podobnie brzmiącymi, to nie ta bajka), nie dość, że wszędzie widzę białe mercedesy (jeśli ktoś czytał Szkołę, wie, kto jeździł białym mercedesem), to na dodatek włączyło mi się właśnie "Believe", które tydzień temu osobiście usuwałam z playlisty. Sądzicie, że to normalne?

Bo ja już przestałam się łudzić.


*Smirnoff - jednostka klasyfikacji zakładowej; nie posądzać mnie o pijaństwo
**Sajf z Dinowa jest LEKKĄ modyfikacją tego, co nam się ongiś na szwejkowej balandze ukuło

Lill, ta fioletowa 14/09/2009 19:52:10 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

239. On my mind I still have those glorious times.

Ciekawy los nie każdemu jest pisany
(Jurij Norstein)

W ramach przygotowań do olimpiady czytam Kapuścińskiego. Nie, "czytam" to jednak złe słowo. Pochłaniam. Strona za stroną, myśl za myślą, jedyne odnalezione u Niuli "Lapidarium" kończy się nieubłaganie, choć mój czas na lekturę jest wszakże niemożliwie ograniczony. Wciskam się z tymi urywkami z R.K. między "Wojnę i pokój", "Cierpienia młodego Wertera" (wczoraj zaczęłam, wczoraj skończyłam - to jest właśnie moje tempo) i parę innych pozycji zalegających na stosie na półeczce.

Zielony długopis z gumką to jeden z najlepszych wynalazków ludzkości. Przeciwstawiam go niulinym notatkom ołówkiem pisanym i zaznaczonym tymże fragmentom. Mój zieleniec odcina się wyraźnie i dzięki temu mogę odnaleźć fragmenty w stylu notatki z 11 września 2001:

Ważny jest każdy dzień, każda godzina. Czuję, jak popędza mnie czas, czuję jego presję. Niepokój we mnie. Ciągłe wyrzuty sumienia z powodu straconych chwil. Niechęć do wszystkiego, co nie jest pisaniem, obmyślaniem nowego tekstu, książką.

Rany, jakbym czytała o sobie... Choć u mnie to raczej niechęć do wszystkiego, co nie jest tworzeniem lub pogłębianiem wiedzy. Wpadłam w jakiś całkowity szał - szkoła, szkoła, korekta lub książka w autobusie, choć podróż przecież niedługa, szybki obiad, korekta lub książka, coś mądrego w telewizji, Guitar Pro w tle rozmów wieczorową porą... Nawet po kąpieli, gdy wyleguję się już w łóżku, wieża stereo szumi jakąś kojącą melodią, a ja w dłoniach trzymam COŚ.

Coś niedobrego się ze mną dzieje. Coraz częściej literaturę lekką, łatwą i przyjemną wypycha Tołstoj (Lew, nie Andriej*), Kapuściński albo teksty historyczne. Chłonę świat tych wyższych wartości, wyższą kulturę zamiast niższej. Jon i Vangelis rozbrzmieli zamiast Sary Connor, w zacinającym się odtwarzaczu królują Geppertowa i... Chopin. I mam ochotę na Czajkowskiego. Ale powstrzymuję się, to przecież czeka mnie przy okazji "Deine Eltern..."

Strona za stroną. Dziś miniaturka pojedynkowa (ze zdumiewającym klimatem, za dużo cmentarza, Mielnikowa i pani od zniczów ostatnimi czasy), jutro scenariusz na konkurs, obiecałam go Pewnej Pani (w życiu nie widziałam jej tak sympatycznej jak dziś, co te wakacje robią z ludźmi), pojutrze... Chciałam miniaturkę, ale nie ma opcji, bo lecę na osiemnastkę Krystiana. Z małpką wódki, jak to z babcią ustaliłyśmy. Z babcinego domu ciotka mnie chyba nie wyrzuci, co nie?

Zaoglądałam się znowu, tym razem w przecudowniastym dokumencie na TVP Kultura - "Magia Russica". O radzieckich kreskówkach. Spłakałam się przy fragmencie "Był sobie pies", a "Żuraw i czapla"... Rany, załatwcie mi tę bajkę. Niesamowite. Norstein miał prześliczną kreskę.

Kaseta VHS z Wilkiem i Zającem wciąż kusi.

Ciągle gdzieś biegam, latałam dziś po szkole głodna, bo nie było kiedy się pożywić. Ale to nic. Wreszcie, wreszcie w pełni czuję, że żyję. Jeszcze tylko wyjaśnić dwie kwestie i będę mogła spać już całkiem spokojnie. Pomimo fizyki, pomimo fakultetów z historii, pomimo wszystko...

Lubię wrzesień, wiecie? Muszę to napisać Ojcu.

Lill, ta fioletowa 4/09/2009 19:46:27 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.