Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

227. Z pamiętnika młodej dziennikarki.

Illusion never fade away like that
This manner of being never been appreciated
You've always seen in him anything but a man
It's time to take sunglasses off and look once again

(Ioannah, "A tribute to P.A.L.")

Żesz choroba! Ledwie zdążyłam się wykurować z tego nie-wiadomo-czego, co mnie złapało w niedzielę i niejako odpocząć od świata (uhu, fajny odpoczynek - siedziałam i umierałam na nerwicę żołądka - bombowo normalnie!), a już cały świat mnie chce. To nie ja tu jestem uzależniona od życia, tylko życie ode mnie najwyraźniej. No ale po kolei.

Pocierpiałam trochę na początku tygodnia, ale żyję i miewam się już całkiem dobrze. Wielka w tym zasługa Persenu (czemu tak pieruńsko śmieszy mnie ta nazwa, to ja NAPRAWDĘ nie wiem), a jeszcze większa nieocenionej PAni Doktor, tylko dlaczego znowu nie mogę się do niej dodzwonić. Ech, takie to życie. Wysłała mnie na gruntowne badania do szpitala dziecięcego, i kit już z tym, że najpierw materiał do badań nie chciał współpracować, potem robiłyśmy z babcią badanie metodą chałupniczą (efektem czego miałam wszystkie palce prawej dłoni masakrycznie pokłute), a w końcu badanie należało powtórzyć, bo krew mało zacnie skrzepła przed dotarciem do analizy. I trzeba było powtórzyć. O szczegóły nie pytajcie, bo by mi bloga zamknęli za opis szczególnie okrutnych scen - grunt, że zalałam krwią pół podłogi, cały zlew i świeże rękawiczki lekarki, a trzy pielęgniarki piszczały, że im mdleję. Gwoli ścisłości - nie mdlałam, bo mdleć nie umiem. Skomentowałam tylko fakt, że przez moją żyłę laboratorium wygląda bez mała jak rzeźnia,

Newermajnd. Potem działy się rzeczy jeszcze ciekawsze. Dostałam fantastyczne, podwójne zlecenie dziennikarskie, szkopuł tylko taki, że rzecz dotyczy tego, na czym kompletnie się nie znam. StarWars. Ha, w tej dziedzinie, przyznaję, byłam dotąd kompletną ignorantką, a tu nagle dwa reportaże się szykują, z czego pierwszy na, uwaga, pierwszego lipca. Zatem stan pełnej gotowości mode on, w tym skwarze, duchocie i ogólnym rozmemłaniu zebrałam się w sobie, przeczytałam co nieco, jutro jadę (jedziemy!) do Grabowca, na ulicę Obi-Wana-Kenobiego, w poniedziałek/wtorek megamaraton z Avil... Uff, po co ja się pcham do dziennikarstwa, no po co?!

Gdzieś na dnie serducha spoczywa jakże niepokojąca świadomość, że mi ten styl życia tak straszliwie, straszliwie odpowiada. Przerażające, nie sądzicie?

I wraca wena, nie wiem, cieszyć się, czy martwić. Raczej cieszyć, chociaż wena oczywiście ani na Cyganerię, ani na Żurawia, tylko Szkołę Wyprzedzania (tragiczny ten tytuł). Uwielbiam Dimę, uwielbiam! I Emilka, i Nataszę, nawet tę mendę Aleksieja uwielbiam. Tylko pojawił się kolejny problem, jak transportować bohaterów na linii Togliatti-Sankt Petersburg. Nawet google earth odmawia pokazywania mi trasy. Muszę radzić sobie z kompem i linijką. Plus z zawieszającym się wiecznie Projektantem Wnętrz 3d, albowiem uparłam się, żeby ogarnąć w formie wirtualnej mieszkanie Dimy i Emila. Nie, dementuję, panowie wcale nie są gejami.
(Chociaż to: "gdybyś był starszy i miał więcej TU, chyba bym się w tobie zakochał" jest nieco znamienne)

Słodki ten koniec czerwca, nie ma to tamto.



Lill, ta fioletowa 26/06/2009 20:22:22 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

226. I'm gonna walk 500 miles

W sumie cieszę się, że nie założyłam butów na obcasie. W najlepszym wypadku, znając mnie, wypieprzyłabym się na schodach autobusu i sukienka podwinęłaby mi się jeszcze bardziej, potęgując ową wymowną ciszę. Ja się w ciszy czuję nieswojo, mówiłam to już chyba. Ale oczywiście, kto się tym przejmie.

A poza tym jest mi cholernie, cholernie smutno, jak pomyślę, że to nie jest tylko kolejny weekend do przeżycia. Wrosłam w tę piątkę na amen, a za dwa lata to się pewnie na śmierć zabeczę. Inna sprawa, że zawsze można wcielić w życie losowanie za pomocą komórki, komu dzisiaj marudzimy o spotkanie. Jak mnie naprawdę przyszpili to wykorzystam, byleby z tego jakaś głupota nie wyszła.

Od czwartku dzieje się a dzieje. Najpierw u Niuli na niwie roboczej, a potem... A potem jak poszło, to ja do dziś się nie mogę wygrzebać spod grubej warstwy szoku. Że niby ja i stypendium? Skomentowałabym w mojej ulubionej ostatnio stylistyce, ale różne osoby to czytają, więc lepiej się nie wychylać. Żeby mi jeszcze przyznali, to i do CV sobie mogę wpisać, i stać mnie wreszcie będzie na ten nieszczęsny angielski. W ogóle, na wiele rzeczy będzie mnie stać. A o wszystkim dowiem się, hurra hurra, we wrześniu. Szlag, trzecie wakacje z rzędu, kiedy siedzę na zadnich czterech literach i czekam.

Czekać będę też na innej płaszczyźnie, ale o tym powinno być cicho sza, coby nie zapeszyć. Wiarę mam nieograniczoną, biorąc pod uwagę, w jak spektakularny sposób dowiedzialam się o projekcie, który może odmienić moje życie. Znaleźć TAKĄ ulotkę we własnej torebce to zakrawa na cud stulecia. Plus książka, której najpierw nie mogłam znaleźć w całym (!) Empiku, a która potem spadła z półki, gdy tylko się o tę ostatnią oparłam. Co to za Noc Cudów?

Nomen omen, jakiś master samochodziarski reklamuje się w radiu, że "Noc Cudów powraca" (za tydzień ją chcemy, za tydzień!), a w zeszycie od matmy znalazłam mocarną notatkę "Jedynka już zajęta!" i dopisek "sprawdzone! spełnione!!!". Oj, tak się jeszcze raz poradować...

Kurde, zapędy imperialistyczne mam. To źle o mnie świadczy.

Wakacje, pomimo całego tego jakże radosnego oczekiwania, zapowiadają się bajerancko pracowicie. Podoba mi się zwłaszcza podpunkt "pisanie pracy na olimpiadę", który NA PEWNO [głosy: ehe!] spełnię. Co Wy ludzie, w cuda wierzycie?!

Nieee, w cuda to ja w czwartek wierzyłam, święcie przekonana, że EG Team wygra ten mecz. I wygrał - walkowerem, bo przeciwnicy uciekli. Ale jako samozwańcza treneira stanowczo NIE POPIERAM [eheee] takiego stylu gry łamane przez życia. Nie da się jednakowoż ukryć, że było diablo wesoło, zwłaszcza podczas "wieeeelkieeeej przerwy". Duży palec mnie do teraz boli. Brawa dla tej pani, co gra w półbutach w nogę. Mam teraz zniszczone buty, zniszczoną stopę... I umiem grać w piłkę!

Plusy dodatnie niezaprzeczalnie przebiły plus ujemne, ot co.

Wracam do oficjalnego "Nawet-gdyby-świata", a co mi tam! Wakacje są. How looooovelyyy...

Lill, ta fioletowa 21/06/2009 13:04:03 [komentarzy 8] Jakieś pytania?

225. WiGWaM i inne cuda, dziwy.

Na tapczanie leży lew
Lew coś gryzie, leci krew
Krew ta pachnie, wabi draba
Drab dał lwu w pysk
Skończyła się zabawa


A to powyżej nie ma najmniejszego (!!!) związku z tym, co za 22 minuty, chociaż właściwie nosi mnie na to Elitserien, pomimo wszystko. Noszenie zaczęło się od wczoraj, odkąd ruszyłam stertę tż-tów - zmuszona faktem, że kolejny nie mieścił się już na gigantycznej półce. Ciekawie się czytało teksty z początku 2006 roku, Jaśka wynurzenia o Holderze (o, kolejny Kasander!), Grzesia "Skandynawski gang", stare teksty Jaźwa i Don Bartola... I zapewnienia, że Polska zdobędzie złoto w DPŚ, bo "nie mamy godnych rywali". I że na pewno wejdziemy do finału prosto z Rybnika. Ciśnie mi się tu na usta jedno jakże znaczące zdanie: Na pewno to, do licha cieżkiego, Kopernik nie żyje!

Do rzeczy jednakże, bo trochę mnie nie było, a nie wszyscy znają kulisy. Otóż spędziłam boski długi weekend w Łorsole, nie mylić z rosołem. W czwartek rano oglądałam pokera w tv (niech ktoś mnie weźmie do kasyna!), a potem już nie oglądałam niczego, bo mnie wygnali do tej nieszczęsnej stolicy. W piątek grasowałyśmy z Muń (pozdrawiamy Muń) po Złotych Tarasach (tudzież Złotym Czymś Innym), w sobotę miałam wesele... Yyy, dobra, przystopujmy. Nie ja miałam, jeno Kasia. Ale myśmy tam byli, wódkę łoili i pół wesela przetańczyli. Teraz mnie łydki zarąbiście bolą, ale to taki jakby maleńki szczególik. Na razie mam dosyć wszelakich wesel.

O niedzieli wspomnę tyle, że była i odczuwam ją do dziś całym swym jestestwem w postaci permanentnego kaca. Ogólnie przerąbane, co tu kryć. Warto było, chociaż psujący się pekaes i moje włosy to już szczyt. No, pomińmy w każdym razie, z racji megakaca, jakiego wtedy miałam, niezbyt zacnie wspominam ową niedzielę. Poza tym było fajnie. Nawet bardzo.

Oke, czuć, że ja nie o tym chciałam, bo faktycznie. Wyjaśniłam pokrótce powody mej radosnej nieobecności, to mogę wyznać, co mnie gryzie. Otóż odkryłam, że wszystko, a przynajmniej LWIA (zabawna jestem, niii?) część tego, co zapisałam w Czerwonym Klocu, sprawdza się słowo w słowo. Już nie mówię tu o "Gdzie się podziali", bo to ekstremum w bardzo złym tego słowa znaczeniu. Ale co powiecie o takim oto fragmencie:
"WiGWaM rządzi, WiGWaM radzi
WiGWaM za pieniądze zdradzi
WiGWaM władza, moc, potęga
Tylko WiGWaMu się lękaj
Kto podskoczy, tego strata
Jest zniszczony już na lata (...)"
Biorąc pod uwagę, że pod hasłem WiGWaM ukryłam osobistości o inicjałach W.G. oraz M.W. i obie te osobistości mnie wyjątkowo wkurzają (ostatnio zwłaszcza W.G.). A tekst, należy dodać, powstał pod koniec 2005 roku. Co ja mam, przepraszam, o tym sądzić?

["Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni" Wyjątkowo głupie skojarzenie]

Wracając zaś do tematu, to ja się boję, co to będzie, jak się "Moje wakacje" zaczną spełniać. Autostop do Dżańska od biedy przeżyję, ale reszta przewidzianych atrakcji, z czerwonym porsche na czele? Dziękuję, postoję.

W ogóle, ostatnio w jakiejś gazecie tv znalazłam opis odcinka jakiegoś serialu o treści następującej: "do Joanny zwraca się mężczyzna, któremu ukradziono porsche". Bo nie ma to jak znany nawet w Czechach TWS!

Dobra, szlus na dziś, wracam do chaty, do mojego bajzlu, tż-tów, "i chwal się tu, człowieku" i ostatnich dni z Moimi (tandetne serduszka pilnie potrzebne!).

PS: Następnym razem jak przyjdę, muszę zmienić mój radosny opis. Naszło mnie, wenę mam na nowy. Będzie fajno, ot.

OT!!!

Lill, ta fioletowa 16/06/2009 19:15:21 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

224. Pieprzona femme fatale

How can we just turn around
We might never get another chance
How can we just let it go and never know it

(Kevin Gillis, "Ain't no planes")

Dzięki Bogu, już piątek. Albo dopiero piątek. Za tydzień o tej porze... No, powiedzmy, że będę w zupełnie innym miejscu niż chciałabym być. Przykre, przykre. Zresztą, zamęczam tą kwestią wszystkie osoby, Was pewnie też, więc zapewne macie już dosyć. Okej, milkę.

- On jak on, ale jego dziewczyna... On ma w ogóle dziewczynę?
- Jak ma, to za jakieś pięć godzin przestanie mieć.

W sumie, jeśli ma/miał, to dla mnie lepiej, jak wkrótce będę daleko stąd. Ale to taka dygresja na marginesie.

Generalnie jest fajnie. Nosi mnie ociupinkę, mam 1500 pomysłów na minutę, właśnie porzuciłam żużel na rzecz notki, już mnie nosi na Speedway Grand Prix (nie wiem, jak to możliwe, ale od września nie rozegrałam tych ostatnich dwóch turniejów), ewentualnie poszłabym do lasu pobiegać, ja, która nienawidzę biegać. Po trzech tygodniach dramatycznej stagnacji wstrząsnęło mną solidnie. Ale to dobrze - przynajmniej skończyły się godziny patrzenia w ścianę bez ładu i składu. Teraz jest "Wodnikowe wzgórze", intensywne zastanawianie się, co pisać teraz i ogół wszechświata...

W ogóle orzeźwiło mnie, kiedy się dowiedziałam, że G. odsunęli. Może za bardzo się tym jaram, ale ja go od początku nie lubiłam, w sumie w pewnym sensie o nim jest "Cardiff"... Ej, chwila, ale "Cardiff" dział się w 2009 roku! Kolejna samospełniająca się przepowiednia? Ratunku!

- Pieprzona femme fatale...
- Po matce i po ojcu!

Zarówno "matka", jak i "ojciec" w obecnym kontekście brzmi groźnie. Czy można być femme fatale po dwóch facetach? Czy można mieć dwie matki? Czy można być równie szurniętymi istnieniami co my, my przez wielką eM? (Emuś, nie bierz tego do siebie)

I kolejne w ogóle, że strasznie mi się podoba TEN tekst:
"Jeśli masz mnie po swojej stronie, to zacieszaj ile sił, bom wierna do końca.
Ale jeśli masz we mnie wroga, to masz też problem. Gigantyczny problem.
Gdybyś miał kiedyś do wyboru mnie i ruską mafię, wybierz, skarbie, to drugie. Oni przynajmniej załatwią cię szybko i względnie bezboleśnie."
Musiałam go zacytować. Jest taki... życiowy.

Pierwszy wolny weekend od wieczności uderza do głowy całym swym istnieniem. Obawiam się tylko, że w okolicach jutrzejszego popołudnia już będę mieć go dosyć. Ale oby nie. Tym bardziej, że trza się kopsnąć po kieckę na wesele, po bajerancki długopis sponsorowany przez meine Mutter (nie patrzcie tak na mnie, to jest pięć godzin niemca w tygodniu) i wypadałoby zrobić afrykański projekt dla pani profesor, która aktualnie wygrzewa się na Kanarach. W sumie nie miałabym nic przeciwko, żeby porzuciła edukowanie młodzieży na rzecz permanentnego urlopu w ciepłych krajach.

A mnie od środy wita Mutter 24 na dobę, a od piątku - Wielka Wyprawa Bez Snu i Innych Tego Typu Udogodnień. Trzymać kciuki, żebym przetrwała.

I żebym pamiętała o gazecie dla Matki, nie mylić z meine Mutter.


Lill, ta fioletowa 5/06/2009 21:10:39 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

223. Panie G., idź pan w d...

Myśleliśmy, że nas wszystkich szlag trafi. Dwie godziny później zdaliśmy sobie sprawę, że to był maleńki szladżek w porównaniu z tym, co dopiero nadeszło.
(Pani Czerwonych Róż)

Słucham Corridy i próbuję się pozbyć czegoś, co w pewnych kręgach nosi nazwę maksymalnego wkur...zenia. Wtajemniczeni znają szczegóły sobotnie, ba, nawet byli przy nich obecni. Mam takie wrażenie, że mało brakowało, a ten nieszczęsny facet z piwem w Szweju kupiłby jeszcze jedno piwo... dla mnie. Dobrze mu z oczu patrzyło i chyba się przejął, zresztą, każdy normalny, posiadający serce nie tylko w sensie organu* osobnik poczułby się nieswojo, widząc mnie z żądzą mordu w oczach i słysząc głęboką traumę w głosie.

Prosiłam o burzę, to mam. I to podwójną - prawdziwą i metaforyczną. Pewnie wyszłoby z tego i (nie)szczęście jakoweś, ale wczoraj byłam sprana po czterech godzinach snu i wizycie w TV (opłaciło się jednakowoż), a dzisiaj jest zorana et mokra, więc nie ma szans na coś grubszego. Nie wspominając już o tym, że z racji ogólnego zachwiania równowagi psychicznej od jakiegoś miesiąca nie popełniam absolutnie nic, o felietonach nawet nie marząc. Zresztą, nawet, gdybym chciała, to ktoś już zadbał o to, żebym nie miała nic więcej do powiedzenia.

Ziemo 18:43:14
(...) efektem jest to, że zostałem adwokatem diabła
Ziemo 18:43:25
kwestia tylko, czy to puszczą
Lill 18:43:31
zajebicho. jesteś moim bogiem, wiesz?
Lill 18:43:47
ale nie, moment, fuck, nie lubię cię - odbierasz mi moją fuchę

W sumie to ja tu byłam adwokatem diabła. Dobra, chwilowo jestem adwokatem na urlopie, więc ma to jakiś sens, jakąś pokrętną logikę.

Bądźmy solidarni w nieszczęściu. Zwłaszcza dzisiaj, w ten jakże ponury Dzień Dziecka, kiedy wracam do domu mokra, zła i rozgoryczona. Od soboty wciąż na nowo przekonuję się, że nie ma sprawiedliwości. A jednocześnie - od soboty wciąż dostaję dowody na to, że istnieją ludzie, którzy mnie wesprą w walce z tą niesprawiedliwością. Łezka się kręci na wspomnienie tego, co dzisiaj usłyszałam. Ktoś chyba chciał sobie naprawić opinię u Szefowej.

Było nie było, udało mu się. No i poczułam się jakoś pewniej, wreszcie, wreszcie. Może nawet jutro popełnię z tego wszystkiego felieton, bo dzisiaj mnie ta pogoda zabija. Nawet balkon otworzyłam, żeby nie zaginąć pośród zaduchu. Porno i duszno, i pada. Aż chce się skakać...**

Ale żebyście nie myśleli, że jest dobitnie et absolutnie tragicznie, zarzucę paroma kawałkami z sobotniej nasiadówy u Szweja:

1. - Tomasz Gollob, Tomasz!
- To się mówi "a masz"!
- A masz Gollob, a masz... w kamasz!

2. - Co ta policja tak jeździ? Nie mogą cię zlokalizować?
- Wykryć...
- Pewnie wykrywacz metali mają i po ciebie jadą.
- Ale ja jestem półmetalem!
- Toteż dlatego nie mogą wykryć!***

3. - Emil jest z Bydgoszczy.
- Co?! Emil jest zbyt gorzki?!

4. - I w tym momencie cały Szwejk wstaje i krzyczy "aaaargh!"
Głos za oknem: Aaargh!

5. "To on mnie drapnął tobą"

6. "Była oskarżona o ojcostwo"


*autocytat za Wrogiem Po Fachu
**kto oglądał "7 krasnoludków. Historia jeszcze prawdziwsza" wie, do czego piję.
***nie pamiętam, czy ten tekst dokładnie tak szedł. Zapis na programie jest zbyt poplątany, coby dawać go w dosłownej formie.

Lill, ta fioletowa 1/06/2009 18:44:18 [komentarzy 16] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.