Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

222. Ballada o ciopągu.

A prowadzą je zawsze w szarym bezruchu ci sami maszyniści umarli od trwogi i ciszy...
(K.K. Baczyński "Ballada o pociągu")

- Wiesz, co jest idiotyczne? Że siedzimy tu i teraz, pieprzymy głupoty i to wszystko jest tak bardzo bez sensu.

Czasem się boję. Boję się tego, co potrafię powiedzieć bez własnej wiedzy i zgody. Boję się tej szczerości, która w najmniej spodziewanym momencie może ze mnie wypłynąć. I boję się samego strachu, chociaż wiem, że to bez sensu. Ot, taka jestem pokręcona.

Pani psycholog zażyczyła sobie jakieś moje opowiadanie. Po dłuższym namyśle zdecydowałam, że dam jej Skandal!. Chociaż wiem, że mogę tego żałować, albowiem pP: a) wie o mnie sporo oraz b) ma taki zawód jaki ma, w związku z czym może odkryć przynajmniej część aluzji. Śmiem wątpić, że tę główną, bo to daleko (jak diabli!) idące skojarzenie (nie dla mnie, no ale tu nie o mnie rozmawiamy). I tak piałabym już, gdyby zrozumiała, kim jest Andrzej Szadora (i nie, od razu mówię, odpowiedź, że Kubicą, jest błędna, tu chodzi o drugie dno tej postaci). Reszta niechaj pozostanie milczeniem (niczym dziś na matmie), pażyjom uwidim w okolicach poniedziałku, co ona znajdzie w tej mojej radosnej twórczości. Nie omieszkam poinformować o efektach.

A jeśli ktoś nie wie, o czym mowa, to zapraszam o TUTAJ

Co dalej? Dużo dalej, dużo, wbrew tej pięknej sentencji o byciu bez sensu. Wszystko ma jakiś głębszy sens, nawet bajkobzdurki około czternastej ileś-tam w autobusie linii naście i obietnice kopniaka na dzień dobry (zły?). Nawet dwa mecze w ciągu tygodnia, jeden piłkarski, drugi żużlowy (sama nie wiem, na którym bylo więcej emocji - i szkoda tylko, że jeden opuściłam w połowie). Chciałabym o tym wszystkim opowiedzieć, ale chciałabym opowiedzieć też o czymś zupełnie innym. I do tego mi spieszno.

Pociągi vel ciopągi to ostatnio element nadrzędny. Biorąc pod uwagę, co (kogo!) oznacza pociąg wedle mojego prywatnego, osobistego, intymnego wręcz słownika, trudno się dziwić.Biorąc pod uwagę ciopo-pągi na matmie, takoż. Z tego też zapewne zrodził sie mój ostatni sen, a ze snu szalona koncepcja.

Nie mam pojęcia, co zakrawa na większe szaleństwo - napisać tę historię czy naprawdę ruszyć w podróż sentymentalną, z sudoku i kluczyk-ami ("kluczyki!" "jakie kluczyki?" "toruń kluczyki!") w kieszeni i w towarzystwie... Biorąc pod uwagę mą pokrętną logikę, musiałoby to być towarzystwo trojga psychologów. Chyba się nie da, I think.W każdym razie... korci mnie, korci niesamowicie i nawet się nie boję. Tylko jedna errata względem pierwowzoru - musiałabym wziąć mp3, bo bez niego nie przetrwam.

Niech mi ktoś w zębach na płycie przyniesie konwerter ogg do mp3, bo nie wytrzymam do czwartku bez Patryśka na mpcie. Chrzanić BlueConnect!

Czasem mam nieodpartą chęć skończyć kwestię Ioannah i "Fuck you all" (którą nawet zaczęłam, brawa dla tej pani).

Wracając do linii zasadniczej - ja chcę to już napisać. Pfleger tyle poczekał, to poczeka jeszcze trochę, ja chcę moją "Balladkę", w ramach artystycznego hołdu, ot.

Dodatek specjalny:

Claritine + chipsy paprykowe + cola = moje paranoje. Równanie tożsamościowe, chociaż pociesza, że nie tylko ja miałam odpały.

Pomyślał se: 'Nie wygwizdali mnie, to wała - nie jadę!'

A podglądanie żużlowców zoomem z mojego aparatu to już w ogóle rządzi. Takie rzeczy tylko w sektorze H/I strefy zielonej, część dolna. Czułam się tam jak nietoperz. Wyjątkowo zmarznięty nietoperz.

Od jutra kierat. Niech mnie ktoś uchroni...

Lill, ta fioletowa 25/05/2009 19:43:26 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

221. Tylko kobieta. Aż kobieta.

Babcia mówi, że piepsę od zecy

Dorwałam się ostatnio do artykułu (tak, w papierowej, klasycznej gazecie, jakby ktoś smiał wątpić, że ja takowe czytam) o... blogach. O tym, dlaczego ludzie blogują i jaki widzą w tym sens. I, jak to ja, filozofka z bożej łaski, zaczęłam się zastanawiać, po co powstał Świerszcz. Nie dla czytelników - to jasne. Nie dla zapisywania jakichś wiekopomnych refleksji, bo tych tu brakuje. I nie dla poczucia zagospodarowania jakiegoś kawałka przestrzeni.

Czasem myślę, że Świerszcz to forma autoterapii i uporządkowania tego wszystkiego, co mieści się w mojej głowie. Czasem wychodzi chaotycznie, czasem dramatycznie, śmiszno, straszno i w ogóle. Ale ja to w sumie lubię. I lubię Was, którzy czytacie, nie zawsze komentujecie, ale ja i tak wiem, że jest Was więcej niż by się mogło wydawać. Bo ja w ogóle wiem o wielu rzeczach zbyt dużo.

Niestety, jak się okazuje, nie tylko ja. ("Kto mi, przepraszam, w okna zagląda?!") Newermajnd.

Wczoraj przeżyłam najbardziej napięte trzy godziny życia. Bo nie ma to jak wrócić z kościoła, spokojnie włączyć żużel, zerknąć na komórkę... I nagle odkryć, że powinno się być w ZUPEŁNIE innym miejscu, a skoro się nie jest, to zad wołowy i ogólnie, albowiem świat się właśnie wali. Dobrze, przesadzam, aż tak strasznie nie było, ale to głównie dzięki kochanej Em oraz głębokiej wierze, że Tw. zrozumie paranoicznego maila o 19:32. Wciąż wierzę, że zrozumiał. Jakkolwiek, warto było, oj, warto!

Przyszło mi do głowy coś... Zdumiewającego. Jakieś dwa tygodnie temu nie miałabym nawet odwagi o tym pomyśleć, a teraz... Nie tylko nie mówię nie, ale wręcz zapaliłam się do tej koncepcji. Oczywiście, w dużej mierze należy winić osoby (osobę?), które tak namieszały mi w głowie, że już sama nie wiem, czy ta wizja nie jest jedyną słuszną. A kusi - wprawdzie znając mnie i okoliczności, dopiero za jakieś dwa lata, ale...

...W każdym razie, ogłaszam wszem i wobec, że poważnie, naprawdę poważnie rozważam...

...Napisanie kontynuacji "Huśtawki". Tym bardziej, że pomysły przyszły niejako same, może tylko trochę w konsultacji z rozmaitymi idiotyzmami, jakie się przede mną jawią. Na razie pewna jestem wyłącznie tego, że owo dzieło byłoby z perspektywy Flo, bo... Bo to mi daje większe pole do popisu. Zadowólcie się tym wyjaśnieniem.

Ech, tyle istnieje spraw, które chciałabym opisać, które uważam za godne opisania, chociaż nie wiem, na ile wyjdzie mi tak, jak stało się naprawdę... Pocieszam się myślą, że skoro Mendę, Zbiorowisko Dziwnych Spraw i Turniej udało mi się przełożyć na język powieści, może mi się udać także z innymi kwestiami. Chociażby z końcem świata piętnaście kilometrów od Warszawy, z piknikami w wąwozie czy z rzeczą tak prozaiczną jak euforia na widok toalety na stacji benzynowej o wpół do pierwszej w nocy. Nie ma co, posiadam w zanadrzu mnóstwo historyjek, które dałoby się pięknie opisać.

Kwestia tylko, czy JA umiałabym je pięknie opisać?

Lill, ta fioletowa 18/05/2009 19:48:55 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

220. Trzy lata później

Usilnie starając się nie zasnąć na tylnim siedzeniu po zawalonej nocy i blisko czterech godzinach wrzeszczenia, miałam dość czasu, by poukładać sobie wszystko w głowie. Wnioski? Na czoło wybił się ten jeden - że to była podróż sentymentalna. Gdyby nie skład ekipy jadącej i towarzystwo na stadionie, mogłabym pomyśleć, że cofnęłam się w czasie o nieco ponad trzy lata. Że znów był szósty maja 2006. Już nie mówię o tym, że wygrał Crump, że próbowałam się obrazić na bydło i że na stadion wyskoczyliśmy praktycznie z drogi. To są niuanse. Co nie jest niuansem, to to, czego właśnie nałogowo słucham, rycząc bez opamiętania, ale to tylko dlatego, że się wzruszam.

Żeby mnie, przepraszam, propolskie pieśni wzruszały?! Porąbane, nie? Ale co ja poradze, skoro tych "Biało-czerwonych" szukałam od trzech lat, skoro nieszczęsna piosenka była najwyraźniejszym wspomnieniem tamtej wrocławskiej nocy (może poza powrotem w blasku świateł i kultowym "podpalmy coś! wtedy nas podwiozą!"), skoro... No, anyway (tak, wiem, stanowczo nadużywam tego zwrotu ostatnio), wartość sentymentalna olbrzymia. I naprawdę, nie spodziewałam się, że jeszcze kiedyś ten utwór usłyszę. A tu proszę - taka zacna niespodzianka.

"Jeśli usilnie o coś zabiegasz, istnieje 99% szansy, że los pokaże ci szeroko pojęty tyłek*"

Pod względem wyniku nasuwa mi się jedno słowo - tragedia. Działo się dokładnie to, o co prosiłam, żeby się nie działo, a Pan Wielkie G. zajął stanowczo zbyt wysoką pozycję. Z tego wszystkiego przyśniło mi się dzisiaj, że powiesiłam na ścianie nad łóżkiem u babci plakat z Panem Wielkie G. Aaaargh!
Ja już nawet Crumpa przeżyję. Ja go w sumie lubię. Ale to drugie miejsce to jakaś farsa! Plus jedyny pan z finału, któremu NAPRAWDĘ kibicowałam, nie stanął na podium.
Chyba podaruję sobie GP w Polsce, bo to ewidentnie zły pomysł.
A jakby tego wszystkiego było mało, to w ogóle nie mieliśmy się z czego cieszyć, bo Ojczulek, na którego tak liczyliśmy, zrobił coś totalnie nieojczulkowatego. Chyba nauczył się od swego lwiego kolegi.

"Gdzie się podziała pańska pała?!"

Kibiców mieliśmy fajnych w sektorze. Oczywiście, poza Momentem, ale spróbujmy Moment pominąć. Lubimy pierwszy wiraż, chociaż pierwszy wiraż średnio lubi nas. A już najbardziej lubimy Panów w Średnim Wieku (czemu nie puścili "Macareny"? panowie by szalenie pasowali!) oraz Pana z Bębnem, który to właśnie zgubił w tłumie pałę.
I Likorzy-Hampelofanów też lubimy, tylko ich zdjęcie wyszło bardzo mocno średnio.

"Film mi tym żużlem spieprzyli. Juz nie mają kiedy jeździć?!"

Na plus należy zaliczyć elementy okołożużlowe, głównie zaś przezarąbiste stoisko ze starymi (lub względnie starymi) programami. Dzięki niemu stałam się szczęśliwą posiadaczką programmen aus SWC z trzech ostatnich lat. Mam nawet w planach je wypełnić, żeby ładniej wyglądały. A do nauki angielskiego/duńskiego to to już w ogóle mistrzostwo. Ot, przyjemne z pożytecznym.
Zdjęć nie zdążyłam jeszcze przejrzeć, ale wiele ich nie ma, bo tu żużel się liczył, a nie zdjęcia. Filmów jest więcej, bowiem wspomnianych Panów filmowałam niemalże nałogowo.
I kocham Człowieka z Popcornem! Ten jeden raz zjawił się wtedy, kiedy mój żołądek stanowczo zażądał soli.

O białym dymie:
Lill: Habemus papam!
Ziemo: Raczej habemus kiełbasa.


Mam trwały uraz do karetki. Po ubiegłorocznym porwaniu Człowieka z Kobry myślałam, że nic już nie pogłębi mojego lęku przed erkami. Tymczasem gdy wracaliśmy ku Biedronce, pod którą stał Bezprawny, ze stojącej nieopodal karetki rozległo się rozdzierające "Jezuuuuuus Maaaaariaaaa, nieeee!". Kiedy z ciekawością zerknęłam w tamtym kierunku, z pojazdu wychynął przedstawiciel zachrannej slużby, z uprzejmym uśmiechem rzecząc "dzień dobry". Chyba popadnę w stany lękowe...

- Łomatulu, jaki fajny kibel! Wiesz, drewnem, czystością pachnie... I mają do mycia rąk piankę o zapachu bananów, czujesz?

O godzinie wpół do pierwszej w nocy w stan euforii może człowieka wprawić już sama obecność toalety na stacji benzynowej. A kiedy toaleta jest na dodatek czysta... Nic więcej do szczęścia nie trzeba. Zadowolona z życia, zwinęłam się w kłębek i usnęłam na dobre, nie przejmując się ani radiem, ani marudzącym Bzpr ani nawet sznurem taksówek ciągnącym się ku kresowi Wszechrzeczy.

Czy było warto?, cytując Marylę Rodowicz. Było, było, było!!!

Za rok robimy desant na Koebenhavn albo Caerdydd, co? Byłoby bosko!


*w oryginale było "troszkę" ostrzej

Lill, ta fioletowa 10/05/2009 14:45:54 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

219. Powietrze pachnie jak malinowa mamba.

Wiecie? Wszechświat kocha ludzi, którzy kochają siebie. Którzy mają na siebie pomysł i robią coś nie dlatego, że wszyscy inni to robią czy że "tak jest lepiej", tylko dlatego, że mają zakodowane głęboko w serduchu to, w co wierzą. Oczywiście, mówię jak poturbowana i rzucam truizmami, ale nosi mnie tak, że ja nie mogę, w związku z czym ciężko coś inteligentnego oraz niewtórnego wycisnąć. Toteż lecę cytatami za "Bajkami rozebranymi" (brak mi ich! niechże ta matula jedyna zakończy lekturę i odda mi wreszcie to, co duchowo, czuję to, przynależy właśnie do mnie!), ot tak, na rozruszanie i na dobry początek.

Trudno określić, skąd właściwie to noszenie. Znikąd, zewsząd, ja tego nie pojmuję. Ot, dryfuję na tym, że wreszcie (a właściwie WRESZCIE!!!) mam dobry humor. Nie, przepraszam, nie dobry - ZARĄBISTY. Aha, i jam jest prorok. Napisałam rano, że dzisiaj mamy Drugi Dzień Dobry (a Dobry, bo zabronili mi pisać, że Zły, a dlaczego zabronili, to już nie temat na teraz) i... No i proszę, proszę, proszę!

Okej, wykrzyczałam się. Teraz spróbuję stworzyć coś logicznego i jakoś wyjaśnić ów niezwykły rzeczy stan. To trudne, skoro w głośniku znów (sześćdziesiąty raz w tym tygodniu, jak usłużnie podpowiada last.fm) ryczy Florent Pagny z przeboskim "Volo di notte". To też można potraktować jako część przyczyny. Jednakowoż ja tam jestem za uznaniem innych czynników, takich jak:

*fizyka! Tak, nie pomyliliście się, nie macie omamów ani nic w ten ton. Ta sama fizyka, na którą umierałam od wczoraj, dziś okazała się poniekąd zbawieniem. Nie taki diabeł straszny... Jak się pięć dostaje i czwórkę do kompletu. Jestem kozak, aaaaawr! I nawet nie próbujcie mi wmówić, że nie.

*szkoła, która leczy. Gdyby wszystkie szkoły były takie, pewnie mogliby pozamykać szpitale dziecięce. Szłam do tej Instytucyji chora, a wychodziłam niesiona na skrzydłach cholera jedna wie czego, ale z pewnością czegoś ultrapozytywnego. Nie ma to jak Kasandry matematyczne (właściwie Kasandra i Kasander), władcy, których "na pewno lepiej znamy" czy zbiorowe deja vu na angolu. Nie ma to jak Wielkie V. Czyżby moc Vanisha?

*TO. Podbija mi, podbija jak nie wiem, tym bardziej, że przeżywałam ostatnio okres solidnego zwątpienia w twórczość mą radosną. A tu proszę - takie miłe zaskoczenie. Aż chyba pójdę pisać Pflegera z tej radości nieustającej.

*deszczowy przystanek z shakiem waniliowym i "Sunshine reggae" w głośnikach.
- Pani ten deszcz nie przeszkadza?
- Yyy... Jaki deszcz?

*surrealistyczna konwersacja prowadzona w zdecydowanie nieodpowiednim po temu czasie i równie nieodpowiednich warunkach. Do teraz w głowę zachodzę, czy to aby na pewno zdarzyło się naprawdę, albowiem pobrzmiewa to taką dozą absurdu, że ja dziękuję. Głównie ze względu na temat. Zresztą, co ja sie będę produkować - zasnęłam w środku dnia i tyle. (A przez drogę to mnie chyba krasnoludki przeniosły, ale nie psujmy koncepcji).

*eksperymentu wyniki, a dokładniej ich brak. Nikt jeszcze nie zaczął mnie traktować jak niespełna rozumu, nikt nie przestał się do mnie odzywać (powiedziałabym nawet, że wręcz przeciwnie)... Ciągnę kwestię dalej. Zobaczymy, co z tego wyniknie (chociaż prawdę mówiąc nie jestem pewna, jakich efektów sie spodziewam. Najpewniej żadnych).

Chyba tyle.

Aha, jeszcze coś. Już się nie dziwię, czemu los raczej skąpi mi Okazji. Istnieje bowiem 99,9% szansy, że pchającą się nachalnie i ze wszelkim dobrodziejstwem inwentarza Okazję zignoruję. Takam dzisiaj niekomunikatywna. A teraz cierp ciało, jakeś chciało - nie ma bata, będę musiała się wybrać do tego nieszczęsnego Ogrodu sama, mimo deszczu, wiatru, śniegu... Dobra, zagalopowałam się, mimo deszczu i wiatru.
Z drugiej strony może to i lepiej - bo jak byście Wy zareagowali na informację: "Mam biznes. Zasponsoruję ci bilet do zoo". Powinnam jeszcze w tej mojej o minutę za późnej imaginacji dodać, że w jedną stronę.

No, zobaczymy.

Przepraszam, po prostu nie mogłam się powstrzymać przed użyciem tego złowa. Jest takie... adekwatne! O, to dobre słowo.

PS: Zdałam sobie sprawę, że chwilę temu napisałam "złowa". Że jaki dzisiaj, mówiłam, jest dzień...?

PS2: Spokojnie, nic nie piłam. I nie paliłam!

PS3: I nie wąchałam!

Lill, ta fioletowa 6/05/2009 16:58:55 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.