Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

218. "Kocham życie i jestem z Bydgoszczy"*

- Ktoś nam tu nakruszył, widziałaś? Jemand hat unseren Tisch...
- ... schmutzig gemacht?
- ...genakruszył! Ej, ktoś nam g** nakruszył?

Po trzech niemieckich we wtorek i niemieckim angielskim przy dźwiękach orkiestry nadętej w środę człowiekowi mózg się zaczyna lasować. Znów będę miała odpały i zacznę pisać GrowlSite'y po niemiecku, i znów na empecie włączy mi się siedem niemieckich kawałków pod rząd, i... No i w ogóle. Pojutrze minie rok odkąd byłam w Dojczlandii. Ech, Allianz-Arena, pijacy popołudniową porą + Las zwany Vegas, sami rozumiecie. Trochę mi do tego tęskno, zwłaszcza w tych dziwnych czasach, jakie nam niemiłościwie panują.

- Przepraszam, że cię tak dźgam.
- Nie szkodzi, dźgaj sobie!

Mam manię dźgania ludzi tym, co aktualnie posiadam w łapie. Gorzej, jak tym czymś jest cyrkiel. No ale cóż - doznałam onegdaj krzywd od świata, czas się odpłacić. Ale nie bierzcie tego, knujki, do siebie.

- Ty knujku srebrzysty?
- Że jak proszę?
- Ty knujące zwierzę, co się błyszczy na srebrno!

Zawaliłam w tym tygodniu kolejno - niemiecki, przysposobienie i dwie fizyki. Dzisiaj, o dziwo, nie zawaliłam nic, ale to w dużej mierze zasługa sześciu lekcji. Oraz, dodajmy ciszej, mało wymagających sprawdzianów.

Porzućmy ten temat, wolne jest. Oczywiście, określenie "wolne" jest tu ze wszech miar umowne. Wiemy, czym to pachnie, chociaż mam nadzieję, że uda mi się rzetelnie coś naskrobać, bo głupio by było, żeby jednak nie.

Ach, kolejny akapit, a jeszcze ani słowa o esgepach nie było. Nie myślcie, że sobie motyw odpuściłam, bo to chyba nie w tej rzeczywistości. Anyway, do tej pory mam problem, czy zgrzytać zębami, czy raczej się radować. Co gorsza, skłania mnie w stronę drugiego. Po dwóch latach rosnących zapędów imperatorskich waćpanna uświadomiła sobie, że trzeba dać też wygrać innym. A jeśli ci inni to Emilek S., to w sumie*** nie widzę problemu. Ustąpmy miejsca młodym, zwłaszcza tym młodym, z którymi nasz Darcy (czemu mi się to imię znacząco kojarzy, jak sądzicie?) wygrywał na gruncie bydgoskim.

- Ty burżujko. Bilety na Apatora kupujesz, lody Magnum kupujesz, a potem mówisz, że nie masz kasy!

Nie wiem, czy jeszcze kiedyś dam się namówić na kupienie tego-jednak-magnuma. To się źle kończy. OBecnie bowiem skończyło się na obecności tego czegoś w zamrażalniku i obietnicy, że specjalnie dla niego wstanę jutro bladym świtem (czyli około dziesiątej, znając mnie). No, ale ja nie o tym miałam, tylko o żużlu ciąg dalszy. Bilety są - cudem zdobyte, ale są i to się liczy. Chociaż dziś przyznałam samokrytycznie, że bardziej żem napaliła się na nowy stadion niż na sam mecz. Kwestia wspomnień - z ostatniego spotkania z Lesznem, na jakim byłam, pamiętam głównie "paradę równości" (której, notabene, do dziś nie dostałam) i "Stalina". Zresztą, rajcuje mnie też to, co sześć dni po meczu. Hurra, chociaż jam jest zły, pechowy, czarny kot (kto zna historię wrocławskiej wyprawy, wie, co mam na myśli), to na pewno będzie bosko. Nie tak jak w Pradze, ale miejmy nadzieję, że niewiele gorzej.

"Jaram się świeczką", śnią mi się głupoty w stylu śniegu w maju, przestałam być ruda i słucham "Volo di notte" Florenta. A na dodatek dochodzę do wniosku, że świat pędzi do przodu zdecydowanie zbyt szybko - i to już nie kwestia wspomnień. Coraz mniej mam wspólnego z niektórymi osobami, a z innymi coraz więcej. Fascynuje mnie to i przeraża jednocześnie.

Tylko świeczka koło monitora wciąż pachnie tak samo, przypominając, że warto. Tak po prostu - warto.

EDIT:
Boski, piątkowy wieczór. Rendez-vous ze znacznikami html-a. Znowu po nocy będą mnie ganiać niezamknięte trki i tdki.
Chociaż wolę już takie sny niż nocne dyskusje w złej rzeczywistości o częstotliwości kursowania autobusu wiadomej linii. Cóż - każdemu podług woli.
Wracam do pracy. Wypadałoby to dzisiaj (!!!) skończyć.


*cytat za Sarną - niech żyje przedstawianie się na WOKu!
**powstała tu trudność, czy w tym wypadku G wielkie czy małe, ale przypuścmy, że jednak małe
***jak to rzekła Kinga, "sum to taka ryba". Coś w tym jest.

Lill, ta fioletowa 30/04/2009 19:54:01 [komentarzy 8] Jakieś pytania?

217. Odtrutka.

Wszystkie płynie i dryfuje bez większego ładu czy składu. A ja płynę razem z resztą otoczenia, pchając się w mniejsze/większe tarapaty i doznając huśtawki emocjonalnej na poziomie katharsis z roku ubiegłego. W sumie nie ma co się dziwić, skoro jutro jest to co jest. Ale poudawajmy, że tego nie ma, bo zejdę tu na zawał.

Ach, tak nawiasem mówiąc, cofam to co powiedziałam kiedyś-tam w styczniu. Jeśli ktoś w okolicy ma DID, to, niestety, tylko ja. Przykra refleksja, ale cóż zrobić, skoro taka prawda? Odkryłam tenże fakt dzisiaj, uświadamiając sobie parę spraw.

A może po prostu DID jest zaraźliwe?

Wracając do tematu, tak perfidnie chce mi się dzisiaj śmiać. W ogóle i w szczególe, i z powodu Szczególnie Istotnej Rocznicy, jaka nam dzisiaj wypada, a mało kto ma jej świadomość. Tylko nie śpiewajcie mi "sto lat", bo to nie o mnie tu chodzi, tylko o tę osobliwość, która właśnie leży obok i kusi, aj, kusi. Moja Rzecz. Old Thing. Marzy mi się noc spędzona na czytaniu Rzeczy, skoro i tak noc owa krótka będzie + raczej mało treściwa.

Ponadto mamy dzisiaj, oprócz szczególnie ważnego dnia, jakiś Dzień Ciężkich Rozkmin. Rządzi oczywiście motyw Matki Polki, ewentualnie Matki Polaka (ej, ale mnie nie obchodzi matka Polaka!). No tak, wszyscy pochodzimy od jednej matki, a Avil i ja to już w ogóle (wspólny mózg zobowiązuje, chociaż ja wcale nie ukradłam większej części).

Uno:
Ziemo 21:27:01
uciekniesz do bukaresztu?
Lill 21:28:04
a po cholerę do bukaresztu?
Lill 21:28:15
a w ogóle, ja nie chcę siedzieć w celi z buką

Due:
- Ich habe Zaehnschmerzen.
- Yy? Może od razu Zehnschmerzen? Jak to będzie po polsku...? Dziesięcioból!

Tre:
"Jak ktoś jest dla mnie miły, bo czegoś chce, to ja gdzieś mam taką MIŁOŚĆ"
*definicja miłości - stan bycia MIŁYM (nie śmiać się!)

Quattro:
– Aa, czyli i tajemniczy adorator się odnalazł! – wyraził swą radość historyk, odkładając liścik na nieszczęsne „Żużlowe ABC”. – Dobrze, ja rozumiem, w pewnym wieku hormony szaleją i żaden nauczyciel nic na to nie poradzi. Nie ma co się bronić, Michale, przecież nie postawię wam jedynek za pielęgnowanie uczucia w trakcie lekcji…
Pomimo tego, że sytuacja nie przedstawiała się dla mnie zbyt różowo, miałam nieodpartą potrzebę parsknięcia śmiechem. Przemowa Sznurka tylko uświadomiła mi absurdalną pomyłkę, w sumie nie taką znowuż niemożliwą, biorąc pod uwagę treść naszej korespondencji. Chichotałam więc w najlepsze, gdy tymczasem z końca sali rozległ się urażony głos Jarka:
– A ja mam pałę…
W odpowiedzi Malwina mruknęła coś pod nosem. Nie usłyszałam jednak, co powiedziała, bowiem na głos odezwał się w tym momencie Sznurek:
– Domański, Domański – westchnął – ale miłość do kobiety, a miłość do jakichś lewoskrętnych karłów to dwie różne rzeczy.


Nie wiem, co ja jarałam, jak to tworzyłam - ale to chcę! Wyłam przy własnej powieści - to zakrawa na jakiś koniec świata. Muszę to pociągnąć dalej - poproszę te ciasteczka z "Eurotripu"
(do diaska - na słowo "Eurotrip" przypominam sobie akcje mostowe!)

Cóż, żeby jakiś wniosek wysnuć, powiem tak - żyć trzeba dalej. I może dlatego tak notka wygląda tak odmiennie od poprzedniej. Właśnie dlatego, że trzeba się jakoś otrząsnąć, bo pewnych rzeczy nawet lament nie zmieni.

PS: A "Alexander" Myslovitz mógłby być, dochodzę do wniosku, swoistym listem Alexa do Edgara. Niech żyją księgowe zawirowania!






Lill, ta fioletowa 24/04/2009 21:57:24 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

216. Never again.

Zabierałam się do tej notki i zabierałam. Głównie z tej zasadniczej przyczyny, że chciałabym napisać wszystko, nie wyjaśniając nic. I chciałabym opisać to, co się stało, ale bez zbędnego patosu, żeby kiedyś tam nie płakać nad komórką, kiedy z bezsenności będę czytać stare notki.

Gdyby całej sprawie przyjrzeć się chłodno og analitycznie, to bilans zysków i strat wychodzi na zero. Strasznie przedmiotowe stwierdzenie. Tym bardziej, że zyski chwilowe, zaś straty głębokie a niepowetowane. Tudzież jedna strata, bo w pozostałych sferach, jak na złość, jest dobrze.

Patrzę na akapit powyżej i dochodzę do wniosków, że treści tam zapisane brzmią koszmarnie. Jakbym pisała o stracie na giełdzie albo czymś równie niedorzecznym. Tylko że co poradzić, kiedy to taki mój sposób na walkę z okrutną prawdą. Nie dopuszczam do siebie myśli, że stało się coś, czego już żadną siłą nie odwrócę. Ani ja, ani nikt inny. Oswajam rzeczywistość, oswajam własne lęki i naiwnie obiecuję sobie, że zdejmę różowe, zniekształcające okulary, kiedy wreszcie poczuję się na to gotowa. A tymczasem z każdym dniem coraz bardziej czuję, że taki dzień po prostu nie nadejdzie. Że jeśli serce nie pękło mi jak dotąd na miliard kawałków, to pęknie z pewnością w tym dniu, kiedy pójdę TAM (tak, do naszego własnego TAM) i wykrzyczę mętnej wodzie cały mój ból.

Znowu przychodzą Cienie, a ja ironicznie trwam, śmieję się, może trochę nerwowo, trochę histerycznie... Bujam się na krawędzi i uparcie odsuwam od siebie świadomość, że jeden fałszywy krok wystarczy, by znaleźć się w otchłani szaleństwa. I nie chcę pomocy. Pomoc w tym wypadku nie ma sensu, trafnie Sz.P.O. mi powiedział, że w takiej chwili każdy jest sam.

Jednakowoż powoli, naprawdę pomalutku, tak kroczek po kroczku staram się wracać do normalności. Wprawdzie wiele mi jeszcze brakuje, by wygonić całe otoczenie, włączyć Worda i rzucić się w wir tworzenia, ale poza tą - jakże drobną, biorąc pod uwagę ogół - niedogodnością nie dzieje się nic niezwykłego. Tylko czasem, kiedy wydaje mi się, że odtąd ból będzie z każdym dniem malał, zjawia się kolejne "już nigdy".
Już nigdy nie będę się opierać łażeniu po lesie przed GP, twierdząc, że to przynosi pecha.
Już nigdy nie pójdziemy TAM i nie będę sprawdzać, czy moje buty naprawdę są nieprzemakalne.
Już nigdy nie będzie mnie zasypywał pytaniami, gdy tylko wyjdę z kolejnego konkursu.
Już nigdy nie usłyszę "o jedenastej się kładziesz i koniec!"
Już nigdy, już nigdy...
Tylu rzeczy nie zdążyliśmy zrobić, tylu rzeczy ja sama nie zdążyłam powiedzieć. Mogę jedynie wierzyć i mieć nadzieję.

Najpiękniejsze pół roku w całej egzystencji odeszło bezpowrotnie. Pozostaje otrzeć łzy i walczyć o to, by kiedyś nadeszło kolejne - jeszcze lepsze. Wiem, że będzie trudno.

Got to get back to a reason I once knew...

Lill, ta fioletowa 21/04/2009 16:09:35 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

215. Najkrótsza notka w długiej a zacnej historii Spalonego Świerszcza

I nie myśl o tym, że
Nadejdzie taki dzień, w którym serce ci pęknie
Pomyśl lepiej tak,
Że nie raz i nie dwa jeszcze będzie przepięknie


Pusto tu. I cicho. Za cicho i za pusto.
Ja NICZEGO nie porzuciłam i nie porzucam. Ot, muszę parę spraw ogarnąć zanim wrócę.

Liczę, że wrócę z dobrą wiadomością w ramach przeciwwagi dla Tamtych Złych Wiadomości.

Mam w domu trującą pustkę.
Trzeba się jej pozbyć. Oddziale do zadań specjalnych, przybywaj!

Lill, ta fioletowa 15/04/2009 19:22:05 [komentarzy 2] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.