Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

214. Kolumna bez d, czyli jak się uszczęśliwić.

- ...został ojcem.
- Wielebnym?


No tak, moje szalone rozważania o różowej kuli, Ducku i konfesjonale (patrz: marzec ubiegłego roku, I think) nabierają w tym świetle nowego znaczenia. Ach, ach, jak ja lubię takie swobodne dygresje.

Postanowiłam, wbrew wszystkiemu, się nie dać. Chociaż bowiem jest powód i to dość znaczący, żeby jednak się dać, trzeba walczyć. No trzeba i już. Podobno najbardziej doceniamy to, co prawie straciliśmy - coś w tej przewrotnej nauce jest, a nawet dużo tego czegoś. A żeby nie być gołosłowną wobec deklaracji o kwestiach niejasnych, nadmienię, że w tym konkretnym wypadku chodzi o mojego dziadka. Kto zna nasze wzajemne stosunki oraz obecną, za przeproszeniem, sytuację, wie, że było nie było mam prawo być nieco roztrzęsiona.

Co, o dziwo, nie przeszkodziło mi dobrze się bawić na konkursie, choć początkowo niebo i ziemia były stanowczo przeciwko mnie. Mówiłam już, że od wczoraj lękam się deszczu? (Aż mi się moje dzisiejsze: "Odczuwam lęk przed sąsiadami" przypomniało. Słuszna refleksja, biorąc pod uwagę Wielce Szanowne Sąsiedztwo) To teraz mówię. A pomijając deszcz, zdarzyły się też inne średnio przyjemne przypadki. To już przeszłość, na szczęście.

Potem było, jak to ma w zwyczaju, wyczepiście. Solidna, choć zbytnio jak na mój gust męska, grupa, radosne rżnięcie, kichanie, okradanie z długopisów i co tam jeszcze szalone umysły potrafią wyimaginować. Nikt mnie, na szczęście, nie pobił, a i konkurs nie był aż tak straszny. W końcu prawie siedemdziesiąt pięć procent/punktów (w tym wypadku to jedno i to samo) miałam. Szkoda oraz nie-szkoda, że dwóch zabrakło. Jakąś fajną nagrodę chętnie bym obczaiła - a z drugiej strony naprawdę nie chciałam się wplątać w tę debatę. No to wyszło na moje. Życie jednak sprzyja szaleńcom!

Tekst dnia? Dużo kandydatów: "A gdzie jest Chełmno?", "Ale my nie lubimy Torunia" itd. itp. i TP wiadomo-jakie. Albo napis "wyjście ewakuacyjne", a poniżej wielkie okno. Mam nadzieję, że wśród konkursowiczów nie było żadnych potencjalnych samobójców.

- Czym się różnią tramwaje bydgoskie od toruńskich?
- Toruńskie są lepsze.
- Dlaczego?
- Bo są toruńskie!

I taaak, kochamy kilometrowe wędrówki na dworzec PKS, który jest "zaraz za tym rondem". Nigdy więcej nie wierzmy nauczycielom! (Biorąc pod uwagę, cośmy wyprawiali na rzeczonym dworcu, zaczynam rozważać kupno koszulki z napisem "never follow the teacher".)I nie wierzmy czerwonym światłom w BDG, bo na czerwonych światłach w BDG stoi wszystko. A zielone świecą się krócej niż w Pradze - a to już wyczyn.

Plus nie należy zapominać o holenderskim automacie do kawy...
( - To jest dobre!
- Zastanówmy się, czemu, skoro to HOLENDERSKI automat...)
...pizzy BEZ SZYNKI...
("Jesteś pewna, że chcesz TO jeść?")
...kolumnie bez d...
("W całej tej kolumnie nie mam ani jednego d. To znaczy, że jak nadarzy się okazja do strzelania, wiem, w co strzelać!")
...oraz wykładzie na temat motywacji
("Czy tylko ja mam wrażenie, że wyglądamy teraz jak banda wariatów?"). Kocham takie wypady. Kocham przez "haaa". Tak, z taką właśnie ilością "a".

Zaś totalnie nie na temat, ale muszę to zacytować:
Lill 20:09:18
poważnie się obawiam, czy starczy mi życia na realizację wszystkich
Jaheira 20:10:07
hahaha no widzisz
Jaheira 20:10:11
a ja mam 0.
Lill 20:11:02
oddać ci któreś z moich 80?
Jaheira 20:11:24
O LOL! jak ty je bierzesz?
Lill 20:11:36
w aucie

Lill, ta fioletowa 27/03/2009 20:33:24 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

213. W międzyżużlu.

Słyszysz ten dźwięk? To głos Pana!*

Dawno mnie tu nie było, czego by nie mówić. Tak to jest jak rodzicielka przybywa, świat staje na głowie, a upragniona wiosna zaczyna się od intensywnych opadów krupy śnieżnej ("Patrzcie! Pada!" "Oo, to krupa śnieżna!" "Haha?"). Obecnie też właściwie nie powinno mnie tu być. Powinnam się w trybie natychmiastowym przesunąć nieco w prawo i do przodu, coby wylądować w puchowych pieleszach. Tak, tak, proszę państwa, zachorzałam od tej wiosny. Od wiosny, od zaorania umysłu angielskim oraz od kichającej na prawo i lewo braci. Wczoraj rano miałam jeszcze nadzieję, że mi przejdzie, ale cóż - nadzieja matką głupich. Swoją drogą, siedzenie w poczekalni w szpitalu i wołanie "lekarza!" musiało wyglądać trochę groteskowo.

- Co ci jest?
- No wiesz. Mam sepsę, białaczkę, cukrzycę, anemię, zaawansowaną parodontozę, próchnicę...
-Nie masz. Jedyne, co masz zaawansowane, to hipochondria.

Jak to matula potrafi człowieka storpedować. Ach, i nigdy, NIGDY więcej rezonansu magnetycznego! Przez te dwadzieścia minut całe życie (i wszystkie skonsumowane posiłki przy okazji) przeleciało mi przed oczami. To nie na zdrowie chorego człowieka z bólem mięśni, gardła, pragnieniem nieustającym oraz gorączką w okolicach trzydziestu dziewięciu (i pół!) stopni.

Ale ja w sumie nie o tym chciałam. A o czym? O żużlu! Mam straszną, straszną fazę na chcenie żużla, stadion mi zamknęli, nawet jak by otworzyli, mam zakaz wyłażenia z domu i ogólnie tragedia n-tego stopnia. Jak tak dalej pójdzie, będą mnie zdrapywać z monitora LCD (korzystając z choroby, mam w planach załączenie barażu 2006 - to jedyne, co chwilowo posiadam, nie licząc ośmiu kaset wideo). I jestem bardzo za żużlowym sylwestrem anno Domini 2009. Oraz za tym, żeby w ramach przygotowania do piątku (o ile pojadę) poczytać "Homes of British Speedway".

Właściwie, to na swój przewrotny sposób piękne, kiedy wychodzisz ze szkoły i towarzyszy ci ten ukochany dźwięk. Chociaż Best Of Best już nie powróci, przynajmniej nie w TAKIEJ formie. Nie ma cudów.

Jeszcze jedno, bo mnie nurtuje. Pojawiły się ostatnio wątpliwości odnośnie mojego pisania o rzeczach niejasnych. Otóż, proszę państwa, rzeczy niejasne są to takie, o których ŻADEN z czytających (no dobrze, żaden z komentujących, odnośnie czytających można by polemizować) nie ma pojęcia. A nawet jeśli ma pojęcie, to nie rozumie przekazu. Takie rzeczy pozostawmy GrowlSite'om. O nich zresztą powinnam napisać osobną notkę, albowiem jest to istny temat-rzeka. Zwłaszcza w wersji mówionej - zajął mi wczoraj półtorej godziny. Opowiadanie o GrowlSite'ach z pozycji horyzontalnej rządzi. Przez "żet".

PS: Wczoraj przez około pół godziny byłam marchewkoworuda. Dzisiaj już marchewkowa nie jestem, ale... Ale zobaczycie wkrótce.



*tekst ów nie miał na celu obrażania czyichkolwiek uczuć religijnych. Żeby nie było. Poza tym, to tylko cytat, który bezczelnie sobie wypożyczam, bo mi do kontekstu pasuje.

Lill, ta fioletowa 25/03/2009 09:58:20 [komentarzy 8] Jakieś pytania?

212. NIC trzy razy się nie zdarza, albo wstęp do Wielkiego Bum.

Nowe idzie. A właściwie już przyszło.

Po powrocie z prawie-pieszej pielgrzymki (niestety, nie do Górska, bo pekaes dziesięć po czwartej rano to nie na moje nerwy) doszłam do wniosku, że mam POMYSŁ. W sumie miałam go już wczoraj, ale dopiero dziś wybuchł z całym impetem, torpedując wszelkie wątpliwości. Takie sytuacje to ja lubię.

Przyszedł czas na zmiany. Nie, nie w życiu, tam już zbyt wiele drzwi otworzyłam czy zamknęłam, żeby zajmować się kolejnymi. Na blogu. Postanawiam solennie, że od dzisiaj koniec z motywami niejasnymi tutaj. Niejasności pozostawmy GrowlSite'om, od czegoś w końcu są. Tym bardziej, że pewnych rzeczy nawet przy gigantycznym nakładzie dobrych chęci oraz cierpliwym wysłuchaniu mojego elaboratu o Cudach Nie Do Uwierzenia nie bylibyście w stanie ogarnąć, są zbyt pokrętne. No chyba, że ktoś zrozumiał, co mnie śmieszy w zdaniu "Ta zabawa w kotka i myszkę to gra warta świeczki". Jeśli tak, gratulujemy

Zamknijmy lepiej temat, schodzi na niebezpieczne grunta.

W każdym razie, bez rzeczy niejasnych też jest wcale wesoło. Oto bowiem zebrała się garść refleksji kulturalnych, wszystkie z gatunku tych, którymi muszę się podzielić teraz, zaraz, natychmiast.

Po primo pierwsze i najistotniejsze - wróciłam do Pflegera. Nie, nie tylko ze względu na mojego lenia, który to leń ubóstwia fakt, że tego dzieła mam cały plan oraz 64 strony zapisane. Od wczoraj przybyły dwie kolejne, pomysł sie rozwija, ścieżka muzyczna jest... Po prostu żyć, nie umierać! Tylko trochę gorzej, że naszła mnie ta wena w momencie, gdy opublikowała w Internecie prolog Cyganerii. Trudno, będzie musiała zaczekać. Oby czytelnicy się nie obrazili. Zrozumcie, pyski kosmate, że Wasza Szanowna poczuła wyższą potrzebę tworzenia czegoś w klimacie zbliżonym do Siedmiu, maksymalnie żużlowego i nie aż tak lekkiego jak rzeczona Cyganeria. Ot, po prostu.

Druga sprawa zaczęła się miesiące temu i nie przycichła, pomimo braku tak możliwości, jak i funduszy. Otóż zamarzyły mi się lekcje rysunku. Wiadomo, od czasu do czasu coś tam sobie bazgrzę kompletem ołówków Koh-i-noora, ale chciałabym to jakoś uprofesjonalnić, umieć przelewać na białe kartki wizje, które w mojej głowie siedzą. Z tejże przyczyny wybrałam się nawet wczoraj do Galerii, ale skończyło się na dyskretnym wycofaniu spod drzwi oraz napotkaniu Łukiego i Karola (obecność tych dwóch panów bez związku z poprzednim). Skoro nie mam pieniędzy, to i tak nie warto się dopytywać.

Trzecie to już moje prywatne, szalone dość refleksje. Gdybyście kiedyś na moim Laście ujrzeli czterech wykonawców pod rząd śpiewających ten sam utwór, to nie muszą być fanaberie Scrobblera. Oto bowiem odkryłam z połowicznym zdumieniem, że w moich zbiorach posiadam Caruso w wykonaniu Il Divo, Josha Grobana oraz Andrei Bocelliego, w planach jest nadto ściągnięcie wersji Florenta Pagny. Z tego tytułu nasuwa mi się taka oto refleksja, że "Caruso" mogą śpiewać wyłącznie faceci. Dorwałam gdzieś wykonanie Lary Fabian oraz bodajże Hayley Westenry i pomimo wielkiej sympatii dla obu pań stwierdzam, że to kaszana. Po prostu nie trzyma klimatu. "Caruso" śpiewają faceci i kropka. Biorąc pod uwagę moją na poły feministyczną naturę, dość zaskakujące to postanowienie, wiem.

A propos postanowień - postu już półmetek, a ja wciąż wytrzymuję w jedynym, jakie mi się uroiło. Dumni ze mnie, co? Bo ja z siebie bardzo - biorąc pod uwagę mój słomiany zapał...

I szlus na dziś, wracam do załamywania się nad formą Mistrza. Nic trzy razy się nie zdarza, proszę państwa. Niestety.

Lill, ta fioletowa 15/03/2009 20:53:19 [komentarzy 7] Jakieś pytania?

211. Niezapominajek zbierania ciąg dalszy.

Jeden krok dasz do przodu, zaraz dwa robisz wstecz
Mogło być lepiej, że nie gorzej się ciesz


Chodzi za mną tenże fragment piosenki Zgrywusa z "Ruldofa Czerwononosego Renifera". Jejku, jak ja dawno nie oglądałam nic animowanego! Nie licząc "Włatców móch" którejś tam soboty, ale to się w sumie w ogóle liczy nie powinno, bo nie zwracałam uwagi na to, co działo się na ekranie. Anyway, mam niebywałą wprost potrzebę czegoś łatwego, kolorowego i niewymagającego zbytniego wysiłku umysłowego. W obecnej sytuacji byłoby to bardzo pożądane.

Właśnie, sytuacja. Nie sposób o sytuacji nie wspomnieć, skoro od kilku dni regularnie zabija mnie i wskrzesza coraz to nowszymi ideami, a każda z nich woła o zaangażowanie umysłu. W pewnym sensie cieszę się, że te trzy drugie etapy wypadają w jednym czasie - to w jakimś stopniu zwalnia mnie z zamartwiania sie dwoma z nich. Oprócz tego dwa pierwsze etapy, jedna praca, morze, morze, ocean nawet klasówek, a pośród tego wszystkiego Sama Kr(ól)owa, czyli że moi. Przy okazji nawinęło się kilka aspektów moralnych, typu kwestia Kontrowersji Per Se - jak roboczo nazwałam projekt, który dwie z trzech zapytanych osób stanowczo odradzają - oraz zagadnienie związane z tym, co dziś ujrzałam w Pewnej Komercyjnej Stacji Telewizyjnej. Jak głupim (bo tu już nie ma innego słowa) trzeba być, żeby informację w POWAŻNEJ TELEWIZJI opierać na newsie takiego szmatławca jak jeden BARDZO ZNANY TABLOID?!Wybaczcie słownictwo, ale mój stosunek do powyższej, za przeproszeniem, gazety, jak też jego przyczyny, jest powszechnie znany. A przynajmniej powinien być. Damn them.

Nasuwa mi sie taki przykry (oraz banalny, i to jak!) wniosek, że na reputację pracuje się latami, a stracić ją można w parę chwil. Przynajmniej w moich oczach. Niech zginie marnie ta wszawa sztuka prasy, gdzie i słowo "sztuka", i "prasa" uważam za bluźniercze.

W RealPlayera odmętach miesza mi się dokumentnie wszystko, a kto raz ujrzał mojego LastFM, nigdy już nie patrzył na muzykę tak jak przedtem. Popopera plus techno to zaiste zdumiewające połączenie. Zdumiewające równa się moje. Tożsamość niekoniecznie trygonometryczna i dlaczego budzą mnie w środku matmy do jakichś głupich zadań, jakbym lepszych zajęć nie miała. Chociaż sny chore galopują (złe słowo, ZŁE!!!) niczym stado dzikich rumaków w piosence Sylvera. A z kolei Sylvera piosenek LastFM nie chce, badziew jeden linkować, i tak oto zamykamy nasze (bez)błędne koło.

Strumień świadomości się to nazywa, to to powyżej. Czasem mi się przytrafia.

Od czasu jak się nawdychałam woni podejrzanej na przerwie przed niemcem, mam podejrzanie dobry humor. A nie powinnam, bo w sumie nie jest aż tak radośnie, jak mogłoby być, gdyby tak mi się chciało, jak mi się nie chce. Inna sprawa, że niektóre osoby mnie nie lubią i tego nie przeskoczymy.

Możemy przelecieć. Przepraszam, ja nie o tym chciałam.

Ciąg dalszy:

Ziemo 19:17:48
zgadnij, kto do mnie napisał na gg

Lill 19:18:02
menda? gnida? żłób?

Ktoś jeszcze śmie wątpić, że mamy ciekawych znajomych?

A skoro już mamy tu taką wolną Amerykankę, w sensie w tej notce, to proszę mi rozkminić następujące zdanie, bo nie ogarniam:
"Kwalifikacje skoczków dopiero się rozpoczęły Sikora jedenasty".
Publiczna jednak rządzi. Przez "żet".

PS: Tekst dnia/tygodnia? Zdecydowanie "nie dość że zna słowo dziękuję to jeszcze umie go używać". Dziękuję za tę rozmowę!

PS2: Niezapominajek tudzież niezapominajków nastąpiła kontynuacja. Nawet "Szachy" Borgesa (będziemy je przerabiać, tararam, przerabiać będziemy je!) wydają się teraz elementem wielkiej, szalonej układanki. I coraz trudniej nie wierzyć w rzeczy Nie Do Uwierzenia. Znajdźcie mi klucz do snów, znajdźcie.

PS3: I dostałam Miłe życzenia na Dzień Kobiet. Chyba polubię komunistyczne święta.



Lill, ta fioletowa 12/03/2009 20:11:02 [komentarzy 12] Jakieś pytania?

210. Polowanie na...

Ziemo: znalazłem jedną różnicę pomiędzy tobą a leą
(...)
Lill: myślałam, że chodzi o to, że Lea zna definicję wektora


Jeszcze jedna różnica. Lea jest w stanie zasnąć wszędzie i o każdej dnia porze. Ja wymagam dość specyficznych warunków.

- Po co przyszliście do przodu?
- Bo na tyłach już wszyscy śpią.
- Tu też się śpi... A przynajmniej próbuje!


Potrzeba mi czegoś radosnego. W sumie, nadużywając stanowczo tego określenia, jestem niewyspana, podłamana efektami mojej pseudonauki historii plus przerażona ogromem roboty do wykonania. Miłe (tak, to brzmi zabawnie) skończyło się dzisiaj w godzinach tak późnych, że aż wczesnych na przystanku przy ulicy K. (ale nie moje kochane K., niestety) z torebką foliową w ramach towarzystwa.

Ale i tak było zaje, czy jakkolwiek się tę linkę pisało! (tu mrugnięcie do osób zaznajomionych z kontekstem)

Zacznę po mojemu, czyli od środka. Czyli od Upiora. Och, ach i uch, mdleję, było prześlicznie, tylko jak zwykle w kluczowym momencie nie mogłam znaleźć chusteczek. A, i sadzanie mnie przy samej barierce na drugim piętrze to zdecydowanie pomysł z trzeciej kategorii (czyt. naprawdę głupi). Dobrze, że szło się zamienić z Pankosiem, bo wątpię w przyjemność oglądania w takim miejscu.
Wrażeń nie opiszę, albowiem zwyczajnie się nie da. Trzeba samemu zobaczyć i usłyszeć, sama nie wiem, które bardziej. I ten żyrandol... *tandetne serduszka prosimy*. W sumie chcę jeszcze raz, tylko koszta ciutkę przerażają, biorąc pod uwagę, że i tak trochę wczoraj kasiwa wydałam.

rasta sznurowadła - dycha
batonik w CoffeeHeaven, zjedzony chwilę później - prawie dycha
obiad w KFC - lepiej nie myśleć
koraliki do Czegoś Wielkiego - ponad dycha
fotki spod latarni - bezcenne

Mimo to utrzymuję, że najlepsze akcje szły w autokarze. Zawód na e? Emo! Roślina na ł? Łodyga! Sławna osoba na G.? G.! Powstała z tego wszystkiego lista zawodów alternatywnych, chwilowo tylko zawodów, do której w wolnej chwili muszę dopisać pod m hasło "menel", co mi właśnie do łba przyszło. Potem gra w skojarzenia i w międzyczasie dyskusja z Pankosiem o żużlu ("Ona ma świra na jego punkcie!" Dzięki, Dor!). A skojarzenia rządzą, zwłaszcza to, które Avson notorycznie powtarzała. ZUA kobieta to była. I jest. I będzie, o.

Miałam jeszcze jakieś, równie nieinteligentne, refleksje. Niestety (a dla Was prawdopodobnie bardzo stety), pisanie po jakimś czasie ma to do siebie, że większość wniosków albo wywietrzeje, albo zostanie uznanych za niegodne uwagi. W moim przypadku to pierwsze, pomysł kupna Bilobilu nie zalicza się do żadnej ze słynnych Trzech Kategorii.

Chwilowo znikam. Na najbliższe dwa tygodnie szykuje się brak czasu na oddychanie. Klasówka za klasówką, konkurs za konkursem, jeszcze praca na warsztaty mnie prześladuje, dobrze, że chociaż temat mam. Dobre i to. Byle do wiosny, a myśl ta jest w tym momencie okrutnie adekwatna.

Dobre wiadomości?
Jedna, bo brak wiadomości nie zawsze stanowi dobrą wiadomość. A brak braku wiadomości może się okazać znakomitą wiadomością.
Druga, bo automat do kawy to sarkofag idealny.
Trzecia, bo w końcu wiedziałam, kto zacz, znaczy się, kto jest żużlowcem z Czech.
Czwarta, bo wcale nie cofam się w rozwoju.
I piąta, bo jak tylko znajdę chwileczkę, pojawi się w sieci moje nowe dzieUo. Nie znacie dnia ani godziny!

Idę precz.

Edit:
O głuchych telefonach to ja słyszałam, ale żeby głuche domofony...?
- Dzieci, nie widziałyście jakiegoś podejrzanie wyglądającego pana?
- A dlaczego pana?
Hm. Bo jedyną podejrzanie wyglądającą panią w okolicy jestem ja?
Anyway, humor mi podskoczył, chociaż wciąż utrzymuję, że niektóre osoby są zaiste zdumiewająco dziwne. To tragiczne. I komiczne jednocześnie.

- Wyszło mi g! (ja)
- Jesteś pewna, że kuchnia to odpowiednie miejsce ku temu? (dziadek)
- "Wyszło"? (babcia)
Nauka duńskiego jest ZŁA.
Czyń ZŁO.

A moje poszło w świat. 106 krajów, wyobrażacie to sobie?

Lill, ta fioletowa 6/03/2009 20:01:39 [komentarzy 20] Jakieś pytania?

209. Miłość kwitnie w sali numer 14

Istnieją takie chwile, których nie uchwycisz żadnym aparatem i nie nagrasz żadnym dyktafonem. W szklaną buteleczkę też ich nie złapiesz.
(...)
Chwila to płochy zwierz. Jeśli będziesz całe życie czatować z siatką na motyle w dłoni, to ona nie tylko nie przyjdzie, ale spieprzy od ciebie na drugi kraniec świata. Pij kawę, szalej, kochaj, nienawidź i baw się w najlepsze, to przylezie niczym ćma do obłudnego światła samochodowych reflektorów.

(JL*, "Droga powrotna")

Z tytułem to przekłamanie albo drobna przepowiednia. Miłość póki co nie kwitnie w sali numer czternaście - tam za to rozkwita czternaście (dziś parszywo-szczęśliwe trzynaście) zgermanizowanych umysłów. Jednakowoż w dniu jutrzejszym różne rzeczy mogą się tam dziać, skoro pod kluczem i z zawartością w postaci dwojga osób płci przeciwnych. No, ale nie uprzedzajmy faktów.

- Była już u mnie jedna klasa, żebym im sprawdzian przełożył. Im nie przełożyłem, to wam też nie mogę, chociaż was lubię.

Wiosna idzie. Wzmożony wysiłek, wytężona praca, nic tylko skakać... z mostu lub pod pociąg. Nie, w sumie żartuję. Stęskniłam się za życiem w tym pseudokieracie, od którego wolność jest nieopisanie bardziej męcząca. Chociaż nie za tym, żeby w ciągu pierwszego dnia zapowiadali nam na przyszły tydzień pięć sprawdzianów, twierdząc niewinnie, że to "przecież nic takiego, drobna praca, nie trzeba się przygotowywać". Znam ja ich jak zły szeląg. Ktoś wreszcie powinien zacząć pilnować praw uczniów.

Nie... Nie poruszajmy tematu praw uczniów, wyjątkowo dziwnie mi się kojarzy. Nie dobrze, nie źle, tylko dziwnie. Chociażby ze Śmiercią (Śmierdziem?!) na Drabinie i tym, jak P. od P. chciał mnie dzisiaj niechcący uśmiercić. Rozumiem, że mogę uchodzić za niebezpieczną dla otoczenia, lecz tak bezpardonowe kończenie z moją skromną osobą uważam za spory nietakt. Tym bardziej biorąc pod uwagę moje zawikłane relacje (żeby nie powiedzieć "stosunki") z P. od P.

- Wie hast du den Winterferien verbracht?
- Ich habe Deutsch gelernen


Ja się wprawdzie niemieckiego nie uczyłam (a powinnam, jutro przecież konkurs!), ale od dłuższego czasu na mojej playliście królują utwory w szlachetnym języku naszych zachodnich sąsiadow. Aktualnie jestem na etapie lirycznych ballad Rosenstolz, chociaż co jakiś czas przeskakuje mi na rockowych Lekarzy. Swoją drogą, ci Niemcy to naród akurat dla mnie. Polskie gwiazdeczki - tragedia, ciągle ta niespełniona miłość, temat im się wytarł lata temu, a ci dalej swoje. A Niemcy? Silbermond zachęca mnie z głośników, żebym "zrobiła to sama", Hoehner dopowiada, że "jeśli nie teraz to kiedy", a Lekarze dalej swoje - "to nie twoja wina, że świat jest jaki jest; byłoby twoją winą, gdyby taki pozostał". Jak tu ich nie kochać?

Ponadto na playliście internacjonały pełną gębą. Norwegia (Nicolai Kielstrup), Holandia (HHB), Czechy (Vondrackowa, Mladek i reszta), Polska (Czesław Śpiewa), Francja (Mikelangelo Loconte), Włochy (Laura Pausini), Chorwacja (Nika Turković)... Żyć, nie umierać.

Nawet duński ruszyłam! Ktoś coś mówił o pracoholizmie?


*to się nazywa sentyment - nie mogę sie odzwyczaić od używania tych inicjałów

Lill, ta fioletowa 2/03/2009 20:46:11 [komentarzy 6] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.