Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

208. Mistress Disaster

Wróciłam z dziczy, a tu apokalipsa, sajgon i ogólnie pojęty koniec świata. Zresztą, ów koniec brzmi całkiem słusznie w kontekście tego, co dzieje się chwilowo na moim prywatnym Końcu Świata. Komentarzowe szaleństwo, nowych czytelników przybywa, żyć nie umierać. Powstał z tego plan, żeby wrzucić na bloga całość owego wiekopomnego dzieła, bowiem czytelnikom świństwa się nie robi, a wydawnictwa jakoś to przeboleją. E tam, jakie znowuż wydawnictwa? "Królewskie" odwiedziło ich bez mała dwanaście, "Siedem" było w jakichś pięciu, "wróg" chyba tylko w jednym, a "Huśtawki" jak na razie nie dawałam nigdzie. Czasem wydaje mi się, że to trąci jakimś rozpaczliwym bezsensem. Ale Niula mówi, że mam być cierpliwa - za parę lat będą się o mnie bić.

Niula ostatnio dziwne rzeczy prawi. Kiedy w sobotę w Siouxie z nudów otworzyłam gramatykę niemiecką, pogoniła mnie na cztery strony świata W dodatku z własnej, nieprzymuszonej woli przyznała, że zrobiłam się pracowita. No tak - jak ktoś co przyjdzie do domu, widzi mnie z "Encyklopedią języka angielskiego" tudzież zadaniami na konkurs z matmy, może sobie wyrobić dziwny pogląd na mój temat. Ale cóż ja, biedna, mam poradzić na to, że żyję tylko wtedy, gdy pracuję?
Z tego wszystkiego palnęłam jej rozbrajający komplement, że zacytuję: "Jesteś najlepszą matką, jaką miałam".

- Czym się różni rak od homara?
- Yyy... Smakiem?

I oto skończył się pierwszy etap warsztatów. A myślałam, że z moim zapałem nie doczekam tej chwili. Na szczęście, doczekałam, z czego jestem a) dumna oraz b) szczęśliwa. Teraz tylko zdycham z niecierpliwości, kiedy wreszcie wchodzimy do radia i kiedy będziemy gadać na tematy, których listę planuję powiesić nad łóżkiem, mam tylko dylemat, w którym domu. Z postanowień: zdecydować się wreszcie na jedno miejsce życia łamane przez tworzenia (oraz oduczyć się konstruowania takich długich zdań jak to poprzednie).

"Nie jesteś tak dobra z niemieckiego jak ja!"

Mówią, że jeśli czujesz to, kim jesteś naprawdę, cały Wszechświata ci sprzyja. Coś w tym jest, i to zdecydowanie. Naprawdę, nie myślałam, że będę tak ciepło przyjęta w miejscu, które kojarzy mi się raczej dość średnio. Oczywiście, pomijając parę osób oraz miejsc, typu mediateka wraz z całym stuffem.

Chociaż uciekanie przed księdzem było, zaiste, szczytem szczeniactwa. Wybaczcie, nie czułam się przygotowana na bliskie spotkania trzeciego stopnia.

Jeśli zaś chodzi o całą resztę mojego wieloczęściowego, zawikłanego a zakręconego niby radziecki termos jestestwa - przeczytałam "Bajki rozebrane" podsunięte mi przez Niulę. Od razu mówię, nakręciło mnie to jeszcze bardziej pod kątem psychologicznym, mogę być w najbliższym czasie nieobliczalna. Inna sprawa, że nie wiem, ile ten najbliższy czas potrwa, biorąc pod uwagę, ile osobistości dybie na moje życie. Od dzisiaj jednej z nich do Tysiąca Powodów By Ukatrupić Lill dojdzie powód tysiąc pierwszy. Bo ja po prostu nie umiem trzymać języka za zębami. Złam, wiem.

Złam i zepsutam. Pani zła i zepsuta ma bogate plany na czas najbliższy. Chrzaniąc chronologię, zabrałam się rzetelnie za "Cyganerię". Co najdziwniejsze, wychodzi właściwie tak, jak zaplanowałam, zwłaszcza Lea i ta jej gawędziarska natura. Tylko muszę wyprysnąć na miasto, coby sprawdzić dokładny adres jednego miejsca. Znowu mam bzika na punkcie zgodności z realiami. Ponadto, wspólnie z resztkami mego szlachetnego umysłu doszłam do wniosku, że skoro kurs duńskiego jest krótszy niż kurs norweskiego, najpierw pochwycę duński, a zamierzam to uczynić tuż po feryach. A żeby jeszcze Was dobić, a sobie poprawić i tak dobry humor, nadmienię, że przybyła przesyłka zza oceanu, co prowokuje mnie do wzmożonego zainteresowania zaniedbanym ostatnio instrumentem. Żyć, nie umierać!

Ach, PeeS: Blunt jest świetny. Ale Blunt na żywo jest jeszcze świetniejszy. A "Goodbye my lover" live sprawiło, że po moim starannym raz w życiu makijażu ostała się jeno mokra plama.
I jak tu nie uwielbiać Blunta?


Lill, ta fioletowa 23/02/2009 21:46:58 [komentarzy 40] Jakieś pytania?

207. Beyond the world we know.

Napiszę jeszcze jedną stronę
A potem
poukładam papiery na półce
wytrzeźwieję
spalę fajkę pokoju
pojadę na wojnę do Iraku
Więcej z tego pożytku będzie niźli szkody
Bo łatwiej
szukać stron po numerach
trzeźwieć
kupić tytoń
biegać z karabinem
Niż raz w życiu być człowiekiem

("Na przyszłość")

Hipertekstualność świata mnie przeraża. Zero ciągłości, zero łańcucha przyczynowo-skutkowego, a logika to tylko na matematyce obok stosunków... boków trójkąta. Oczywiście, zawsze mogą pociągnąć dalej teorię o grze, której zasady wszyscy znają, tylko mnie znowu ktoś zapomniał poinformować. Albo wepchnęłam sie do teatru i nie mam świadomości, że to, co się dzieje wokół, to jakieś dziwne przedstawienie... Nie, nie poruszajmy tego tematu. Nasuwa mi się "Auto-Reklama" i moja maksymalnie kiczowata wizja zakończenia, którą wolałabym odgonić, bo nie warto schodzić poniżej pewnego poziomu (w tym momencie, o ironio, mruga mi "Menda jest dostępny" - ale ja naprawdę nie do tego piłam).

Uzależniłam się od pomarańczowych Nimm2. Gdybym w Waszym towarzystwie coś przeżuwała, to wiecie, co. Takie są skutki wracania do domu spóźnioną jedenastką i podróży w melancholijnym deszczu, drżąc jednocześnie o przyszłość. Drżenie już na szczęście się skończyło, Jeff nie zawiódł. Ozłocę go kiedyś, bo naprawdę uratował mi tyłek - nie wiem, co by było, gdybym nie miała na sobotę tego wywiadu. Chociaż nie - wiem, co by było. I wolę o tym nie myśleć.

Ponadto, sypłam sobie koncepcję "Cyganerii" i aktualnie zbieram myśli oraz inspiracje do nowego prologu. Zaczęłabym od Wagnerów, ale nie przekonali mnie do końca do tej wizji. A telefon to motyw przebrzmiały, w ogóle mi nie podchodzi i w ogóle nie ma związku z całością, zatem damn it, zamykamy nasz teatrzyk.

Zangielszczam się.

Swoją drogą, Ściśle Tajny Plik O Którym I Tak Wszyscy Wiedzą wylądował mi dziś w dziwnym folderze. Co jeszcze bardziej zdumiewające, zostawiłam go tam. Czego by nie mówić, pasuje do tego miejsca.

Ponadto:
*ja chcę jakiś rozsądny żużel na dvd/vhs, a na dvd mam poza domem, zaś wideo mi nie działa z przyczyn bliżej nierozgryzionych
**czy branie Huśtawki do Wawy nie zakrawa czasem na bezsens?
***po tygodniu starań, zmarnowanych godzin popołudniowo-wieczornych i obmyślaniu taktyki na matmie/niemieckim wreszcie udało mi się wygrać "Wojenny zamęt". Dumnam z siebie, ot co!
****pragnę długopisów (moich dwóch, o wysokiej wartości sentymentalnej, które czmychnęły w niewyjaśnionych okolicznościach) oraz kolii z Indzi (mieli dostawę i takie śliczności przyjechały, w dodatku promocja goni promocję)... Kto mnie dofinansuje?
*****szykują się trzy dni z rzędu jadania poza domem - przeżyję?

Lill, ta fioletowa 12/02/2009 20:20:14 [komentarzy 7] Jakieś pytania?

206. "Łapaj draba, trzymaj draba!"

Winna Wam jestem jakieś wyjaśnienie. Jedno, drugie, relację ze SzpidłejRennen na lodzie, opowieść o tym, dlaczego wolę ludzi niegrzecznych i miłosiernych od tych grzecznych a bezlitosnych. Generalnie sporo jestem w tej materii winna. Ale to wszystko może zaczekać, zatrzymam tę opowieść na jakąś chwilę w tym tygodniu - a niewątpliwie taka nastąpi, kiedy przyzwyczaję się do tych nowych myśli, nowej wizji świata i kiedy wykrzyczę się za wszystkie czasy. Bo chce mi się krzyczeć, czego by nie mówić. Ze szczęścia.

Gdyby ktoś jeszcze w maju, ba, nawet w czerwcu czy lipcu powiedział mi, że tak się sprawy potoczą, pewnie bym go wyśmiała. Miałam całe życie w garści, wszystko wedle planu, ogólne wytyczne i układ na lata najbliższe. Tylko że serce nie sługa i co rozum powie, tego serca nie zawsze wysłucha, a już na pewno nie spojrzy na koncepcję przychylnie. Skoro Wizja Wrocławska i tak rozpada się poniekąd samoczynnie, po co kurczowo się jej trzymać? No ale od początku, nie wprowadzajmy większego zamętu niż mamy już na tym etapie.

Doszłam do wniosku, że kocham moje osiedle o piętnastej zero zero w poniedziałek. Znaczy, nie zrozumcie mnie źle, kocham je zasadniczo o każdej porze dnia i nocy, tym bardziej odkąd w pokoju straszą nowe meble, w tym szafa zdefiniowana trafnie przez Avil na którymś angielskim. Ale o piętnastej zero zero w poniedziałki, w dodatku przy takiej pogodzie, to już wyjątkowo. Cisza, spokój, ptaszki ćwierkają, jeszcze piękne "łapaj draba, trzymaj draba" i moje zerki to w jedną, to w drugą, czy przypadkiem nie zignoruję niechcący jakichś sąsiadów. Z nimi warto żyć w zgodzie, zwłaszcza w tych jakże pięknych okolicznościach przyrody.

Jutro idę na miasto na zdjęcia, nie ma bata! Muszę sfotografować parę obiektów do "Cyganerii" (jednak wygrało to, co rozbudowało mi się ostatnio do makabrycznych rozmiarów, zwłaszcza wątek Stowarzyszenia Starego Kruka i Wagner Młodszy, który mota coraz bardziej, zły człowiek jeden). No i zrobić zakupy dla dwóch sztuk spośród moich. Wróćmy jednakże do historii.

Jechałam tą załadowaną jedenastką (tak, tak, wpół do czwartej w dzień powszedni to niezbyt fortunna pora na podróże), postukując butem w rytm "Northern Skies" (niech żyją nowe słuchawki) i wtedy właśnie dotarło do mnie coś, co dotrzeć nie chciało przez x czasu wcześniejszego. Zrozumiałam, że ja wcale nie chcę mieć ograniczonego czasu, czuć nad sobą tego fatum dwóch lat z kawałkiem, zaczynać od początku, choćby i w mieście, z którym coś mnie łączy. Nie chcę i już. Wróciłam do domu, podjęłam najlepszą decyzję z możliwych. Teraz nie chcę odliczać dni, przez które jeszcze będę mogła się nią cieszyć. Poza tym, nie ukrywajmy, kuszą mnie studia międzywydziałowe. Takie spełnienie dla mojej niespokojnej natury.

Powstrzymywała mnie dotąd myśl o psychologii, podążaniu za powołaniem i takich tam bzdetach. Ale hola, skoro dziewczątko z opowieści warsztatowej mogło studiować jednocześnie w Poznaniu i na Sorbonie, to ja nie pociągnę na dwóch kierunkach w jednym województwie? Tak, tak, zamierzam się zbratać z niedawnym wrogiem jeszcze bardziej - i wybieram się na psychologię na Uniwerek Kazia W. Wszystko się da.

Oczywiście, do studiów jeszcze kupa czasu (z przewagą tego pierwszego), acz nie zmienia to faktu, że lubię mieć plan. Chociaż

każdy plan można zmienić
Lecz wolę życie bez planu
Jak tylko odkurzę mieszkanie
Zdobędę mury Libanu
*

I tym optymistycznym akcentem zakańczam, bowiem nosi mnie na zrobienie czegoś. Tylko jeszcze nie wiem, czego. Oby nie kolejnej głupoty, bowiem w tych ostatnio przoduję (tak, tu uśmieszek w stronę pewnych osób i sytuacji, które moje blondyństwo poznały aż nadto).


*Czesław Śpiewa, "Efekt uboczny trzeźwości"

Lill, ta fioletowa 9/02/2009 19:58:13 [komentarzy 27] Jakieś pytania?

205. Just want to say hello.

Mózg mnie boli. Z przodu, coby nie było.
(Z Notatek w Zielonym II - który, notabene, jest niebieski)

To, co się dzieje... Naprawdę nie istnieje. Przepraszam, musiałam to wtrącić, gdy tylko zdałam sobie sprawę, że zaczęłam jak w piosence z "Kilera". Zresztą, te słowa w obecnej SYTUACJI (tak, doskonale wiem, że nadużywam ostatnio tego określenia) wydają mi się cokolwiek słuszne. Jedyny lęk, jaki chwilowo mną targa (zrywami, kiedy uświadomię sobie, że coś tu jest wysoce nie tak), to taki, że wszystkie zdarzenia dni minionych stanowią tylko sen, zupełnie jak moje dzisiejsze wizje odnośnie (nie)chodzenia do szkoły.

Czego by nie mówić, dobrze, że poszłam. Szkoła nie tylko uczy, ale też leczy. I to dosłownie. Rano byłam przekonana, że nie wyrobię tych pięciu godzin. Z perspektywy czasu sądzę, że chwała Wszystkim Siłom Wyższym, że jednak wyrobiłam, bo było nieziemsko. Jak zwykle zresztą.

Dobrze mieć swój cichy kąt (chyba nie mówię w tym momencie o kąciku komputerowym u dziadków, z ryczącym telekamerami telewizorem tuż za plecami), swoje małe miejsce we Wszechświecie. A jak miejsce rośnie, to i serce roście patrząc na te czasy. Zadekowałam się w ciepełku, tylko kaloryfera czasem braknie, ale to już margines - zresztą, kaloryfer się przydarza w miarę możliwości, ewentualnie grzejemy się ciepłem naszych ciał i trójkątami na matmie. I doświadczeniami chemicznymi, tak też można.

Ale do rzeczy. Coś się wali, coś się wznosi, prawdopodobnie przekombinowałam w paru kwestiach, ale... Co z tego właściwie? Nie można mieć wszystkiego, i nie można bawić się w kółko tymi samymi marionetkami. Nie, nie o tym chciałam, znowu schodzę z tematu.

Numerem uno się pochwalę, jak Słowo stanie się ciałem, czyli - niestety - dopiero za nieco ponad miesiąc. Przy sprzyjających wiatrach. Ale obiecuję, będzie się czym chwalić.

A numero duo jest takie, że o marzenia trzeba walczyć. Sama nie wiem, po co napisałam to, co napisałam. Ale się udało. To znaczy - jeszcze nie wiem. Jak będę pewna, opowiem szczegóły, ale pewna to ja będę w terminie ponad dwóch tygodni, nie mylić z tygodniami trzema. W każdym razie na obecnym etapie jestem nie tylko zadowolona z efektu, ale wręcz wniebowzięta. Wystarczy szczypta odwagi.

I "Mephistopheles' Return" w głośnikach. Żyć, nie umierać.

No, może z tym życiem to przesadziłam, bowiem żyję głównie dzięki pewnemu sprayowi (kryptoreklamy nie będzie) oraz równie pewnym cukierkom na kaszel/bolące gardło. Dodatkowo przewiduję, że za około pół godziny przestanie być tak różowo, ale to już moje prywatne demony, których nie wywleka się na forum publicznym.

A parafernalia wciąż nieruszone. Damn me. Głupia ja, bardzo głupia. Ale wiecie, czasu braku, za dużo wizji w głowie, a dominuje ta, żeby się sprężyć na okazję środy. Na okazję poniedziałku już było, teraz mogę się tylko modlić o pozytywny wynik.

Chociaż to i tak nic już nie da.

Zatem w telegraficznym skrócie:
-szkoła na plus
- towarzysko na plus
- warsztaty na gigantyczny plus
- pisarsko na plus
- społecznie na zero
- zdrowie chwilowo ujemne
- i w Toruniu nie ma Norwegii, co jest na minus.

I szlus.

Dopisane później, w charakterze zagadki (tygo)dnia.
"Bo gdy karty już na stole, gdy gra toczy się o wszystko
Bardzo wiele możesz stracić, jeszcze więcej możesz zyskać"
"Back to a reason" towarzyszy mi na każdym kroku. Zupełnie jakby ten tytuł na obecnym etapie znaczył coś więcej niż tylko mrugnięcie do wtajemniczonego słuchacza.
Kto wie, co znaczy, że zbieram niezapominajki?

Lill, ta fioletowa 2/02/2009 21:01:19 [komentarzy 12] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.