Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

178. Na przydymionej scenie.

Ech, życie... Taką miałam piękną notkę, długą jak moja praca o "Królu Edypie", i oczywiście, musiało mnie wywalić na księżyc. Taka krowia robota. Cóż, nie będzie zatem dramatu w czterech aktach, a jedynie nutka refleksyjna, bo akurat ona jest tu jak najbardziej wskazana.

To były przedziwne cztery dni. Znów pamiętam urywki, tak jak kiedyś, dawno temu - ale wtedy to wszystko było zbyt dziwne i zbyt niepoważne, by mogło istnieć naprawd. I wtedy też łzy mieszały się z bezsensownym śmiechem, którym ratowałam siebie... I innych.

Kr(ól)owa wróciła. Może to nie taki powrót, jaki sobie wymarzyłam, może to nie gloria i blask lamp, ale to wciąż pozostaje w sferze być może osiągalnej. Krzyk był zbyt cichy - ale ci, co mieli usłyszeć, słyszeli. Powinnam paść na kolana i dziękować za maksymę, że marzenia się spełniają, ale nie zawsze tak, jak byśmy tego chcieli. Miałam dosyć stagnacji - przesyt, zmęczenie materiału, zbyt nierealne były te wszystkie cuda... Więć stagnacja na moje własne życzenie ustała, zupełnie jakby Bóg był instystucją działającą na zasadzie "mówisz-masz". I zabolało. Zabolało, gdy świat się sypał dwa lata temu, a ja mogłam tylko na to patrzeć wielkimi ze zdumienia oczami - tak samo bolało i teraz. Ale przecież każda chwila szczęścia warta więcej jest niż lata cierpień, prawda? Szczęście nadeszło. Samo z siebie.

Byłam dziś jako to słoneczko. Permanenta głupawka, albowiem okoliczności sprzyjały, radosny uśmiech rozświetlający pyszczydło i pokój, miłość dla wszystkich. "You'll never walk alone", nie? Nic to, że pani Sz. załamie się po przeczytaniu mojego dzieUa poświęconego przeznaczeniu i takim tam dyrdymałom, nic, że pewnie dostanę niesympatyczną ocenę z technologii, i nic, że mój przebłysk na chemii był zapewne ostatnim podrygiem. Życie i tak nie jest złe.

Pytacie, o co chodzi? Ha, żebym to ja wiedziała. Może to otoczenie, może ten pokój tak na mnie działa. Może program Warsztatów tak mnie rozanielił, bo w końcu nie każdy ma szansę poznać radio i telewizję od kuchni (byle wytrwać). A może po prostu to przełamanie impasu tak zbawczo na mnie podziałało. Chcę zrobić coś szalonego. Zagrać na oboju, kupić bilet do G'kirchen, zatańczyć kankana na środku starówki... Cokolwiek. Chociaż... jedno szaleństwo już właściwie popełniłam.

Yen Li: i co spotkacie sie?
Lill: nie wiem
Yen Li: spotkajcie
Lill: ale sam fakt, że on jest, tak prawdziwie, tak namacalnie - już samo to ogrzewa mi serce
Yen Li: macie tyle do omowienia
Yen Li: no tak
Lill: jedenaście lat

Jedenaście lat... Prawie całe moje życie. Niula powiedziała, że musiałam być niezwykle odważna. Ta sama Niula, która wciąż wymagała ode mnie więcej i więcej, ta sama, która nie była zadowolona, kiedy niemal padłam po trzech tygodniach bezustannej harówy... Ona teraz mi mówi, że jest ze mnie dumna. A przecież to nie było nic niezwykłego. Każdy by tak zrobił na moim miejscu, prawda?

I niech mi ktoś teraz zarzuci, że scena w "Siedmiu", kiedy Halie dowiaduje się, kim jest dla niego Kaja, nie ma w sobie nic życiowego!

Cóż, miałam już w egzystencji mej słodkiej melodramat, miałam film sensacyjny i komedię romantyczną. Widać najwyższy czas na operę mydlaną, tak w myśl piosenki Marylci Rodowicz. Pytanie brzmi - co potem? Avil sugeruje, że horror. Chyba powinnam zacząć się bać.

- Co miał żołnierz spartański?
- Wielką tarczę!
- Wielką, faktycznie... Pół ręki mu zakryła
Cisza, uśmiechy.
- Co jeszcze miał wielkiego?
Chichot.
- ...A się okaże, że to wcale nie było takie wielkie
Histeryczny śmiech.
- Dzidę! Ma wielką dzidę!
- Wam to tylko wielkość w głowie


Hmmm... Cezarego?

Dobrze, ja nie o tym, mi w głowie obecnie tylko jeden byt. Dla niedomyślnych małe przypomnienie:

Lill: :Q - poszedłem do lekarza
Emuś: dlaczego?
Emuś: bo coś ci wystaje z ust?
Lill: bo lewkarz mi wsadza patyczek do gęby
Lill: yyyyyyyy, LEKARZ
Lill: miałam na myśli LEKARZA

Wszyscy zrozumieli (ż)aluzję, prawda?

Lill, ta fioletowa 30/09/2008 19:48:38 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

177. Na Zachodzie bez zmian.

Pamiętam, jakby to było wczoraj. Ośnieżona a zarazem wciąż szara stolica, wielkie toboły i wtedy beznadziejna (coś jak "antywtedyrządowy dowcip") płyta. A także wszystko, co zdarzyło się potem, czyli chipsy, skaczące biurko oraz my dwie, bawiące się w najlepsze. Bo kogóż więcej potrzeba było podówczas do szczęścia, prócz najwierniejszej i najkochańszej Rudzioły? Niezapomniany Sylwester 2006, my, muzyka na cały regulator i płyta DVD.

Sylwester, który okazał się proroczy.

I może w pewnym sensie historia zatacza koło (możliwe też, że przedwcześnie w to zatoczenie uwierzyłam - acz mam przesłanki!), gdy dzisiaj siedzimy z żarłem, muzyką w głośnikach stereo i kontemplujemy nowy pokój. Ha, któż by pomyślał, co właściwie wyprawiam, gdy naciągałam Bezprawnego na słone paluszki i rurki waflowe? Dziewicza impreza, jestem pewna, że takoż niezapomniana, jak wszystkie poprzednie. W końcu o to chodzi.

Oczywiście, ten stan rzeczy okupiłam potem i krwią, z przewagą tego pierwszego, krew bowiem była wczoraj (ale o tym później). Sześc godzin upychania płyt oraz książek, podłączania kompa czy wymyślania, co by jeszcze wsunąć na najniższą półkę w biurku (ważne, że w końcu wymyśliłam). To zapewne nie jest to, co chciałabym w życiu robić. Chociaż te książki... W pewnym sensie ich ustawianie było urocze. Prawdopodobnie tylko dla mnie, bowiem Ruduś awanturowała się, że na JEJ dywaniku leżą stosy literatury i wydzielają dziwną woń. Z jej perspektywy było to zapewne wkurzające. Z mojej jednak - czysta przyjemność, pomijając tylko skakanie między stosami na jednej nodze, dzierżąc w dłoniach naręcze książek. To mi przypomina jakiś sport ekstremalny - przypuszczalnie jedyny, który byłabym w stanie uprawiać.

A wczoraj... No, tego no, jakby to powiedzieć... (i nie zdradzić, że zaczynam gadać jak bohater Tik-Taków, to on miał takie "inteligentne" monologi)... no, wzruszyłam się! Najzwyczajniej w świecie się wzruszyłam, chociaż miałam odwagę uronić łezkę dopiero koło północy (nie ma to jak godzina duchów). Jest bowiem coś absolutnie niesamowitego i urzekającego w tym, że kilka tysięcy ludzi razem wrzeszczy "Dzię-ku-je-my" i klaszcze aż do bólu rąk. Pomimo tak niesprzyjających warunków jak przejmujący ziąb czy deszcz (a może tylko ja go zauważyłam?). To wszystko tak odlegle i tak bliskie zarazem. A obcy ludzie jak rodzina. Taka moja własna poetyckość prozy życia, bo tylko ignoranci twierdzą niezbicie, że w żużlu na pewno nie ma nic, co nakarmiłoby duszę. Wystarczy tylko dobrze poszukać.

I ostatnie, najmniej ważne w obliczu wielkiego szczęścia i równie wielkiej harówy. Może nie powinnam, ale znów czuję się zaintrygowana, muszę wiedzieć, co o tym sądzicie.

Oni są tacy sami jak ty czy ja
Nie mów, że są zbyt wielcy
Bo tak się tylko wydaje z pewnej perspektywy
Nie mów, że są zbyt dumni
Może to ten sam strach, który czujesz
I nie mów, że są zbyt daleko
Bo wystarczy, że uczynisz krok
Zamiast czekać w nieskończoność na ich ruch


To nie jest poezja, nie zrozumcie mnie źle. Taki układ bardziej mi do tego monologu pasował, ale to z pewnością nie była poezja w ustach tego, który w moim śnie wygłaszał powyższe zdania. Miał rację? I cóż znaczyło to, że we śnie to ja odgrywałam rolę mentora, a w realnym świecie role się odwróciły? Ktoś chętny, by rozgryźć tę zagadkę?

Nieśmiało sobie teoretyzuję, że to ma jakiś związek z dwiema mnie. Ale to tylko takie głupie skojarzenie.

PS: Od wczoraj nie będę już mówić, żem żądna krwi. Obiecuję!

Lill, ta fioletowa 20/09/2008 21:13:06 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

176. Won't look the other way.

Jeśli dotychczas sądziłam, że nie ma nic gorszego niż brak miejsca na półkach, najwyższy czas zweryfikować to myślenie. Otóż jest coś gorszego - miejsca nadmiar. Mówię to na podstawie dzisiejszych doświadczeń i z ręką na sercu. Chociaż to dość wygodne rozwiązanie, kiedy jedynym zmartwieniem jest to, jak ja mam na nowo poukładać książki, kiedy Niula uczyniła w nich chaos. Widzicie, cóż za złośliwość losu/Niuli - namęczyłam się wybitnie, żeby zachować jakiś porządek i potem tylko wrzucać książki na półki, nie kłopocząc się kolejnością, a ona przyszła i zrobiła bajzel nieziemski. A teraz się tłumaczy, że to dlatego, że Ruduś miałam rozwolnienie. Ja ich, zaiste, nie rozumiem, tych moich dam.

A dziś w autobusie widziałam Lilu. Autentyczną, wyglądała dokładnie tak, jak wyglądać powinna, nawet miała czarne oficerki (o których we "Wrogu" w końcu nie wspomniałam). Zaraz potem Lilu wpadła na Serafina i tu już się załamałam ostatecznie, bo zaraz popadnę w paranoję, co nie byłoby takie znów zdumiewające, skoro postacie z mojej twórczości bezkarnie latają po tym świecie. Groza.

Za to w sobotę myślałam, że zejdę ze złości, kiedy ta menda się zachowała jak się zachowała. A niektórzy teraz jeszcze kota ogonem odwracają, co mnie zniesmaczyło ostatecznie - ale dobra, nieważne, nie wracajmy do tego istnienia ludzkiego. Pod każdym innym względem sobota była sympatyczna, choćby dlatego, że meblarz-zadymiarz (pierwszy raz od dziesięciu lat pozwoliłam komuś palić w mojej samotni) okazał się fanem żużla i spędziliśmy miłą przerwę w jego pracy (a moim słuchaniu nowego nabytku typu audio), rozmawiając o Bydzi oraz półfinałach. Było to o tyle niezwykłe, że on uwalił się pod oknem, na mojej kanapie, a ja siedziałam w świeżo zmontowanej szafie na ubrania. Swoją drogą, fajny patent - kiedy będę miała wszystkiego dosyć, po prostu schowam się do szafy. Wygodne. Albo wczołgam się w kącik między regałem a biurkiem i otworzę drzwi. A woń sterty TŻ-tów (niech mi ktoś przypomni, żebym jutro kupiła) owionie me nozdrza. I bedzie fajno, a co!

Babcia: A ta lampa ci po co?
Lill: Z sentymentu ją trzymam - to historyczna lampa, pod nią spaliłam świerszcza.
Babcia: Boże... Wiesz co, postawię ci ją we Wszystkich Świętych, będziesz przy niej requiem śpiewać.

Łe, ja wolę śpiewać "We are the champions" i nie przy lampie, a przy włączonym komputerem, oglądając jakieś dobre Dżi-Pi. Na przykład przedwczorajszą Bydzię. Albo... Hyhyhy... Prahę! Krasna Praha, plocha draha i te sprawy, pamiętacie, nie?

Babcia: Nie było przypadkiem jakiegoś tramwaju?
Lill: Tramwaj nie ciąża, każdy jest planowany!

Marznięcie na przystanku nie jest miłe, ale cóż. Zimy nie było ostatnio, to teraz przyszła wcześniej. Tyle chociaż dobrego, że mam kurtkę i nie marznę tak absolutnie/ostatecznie. Zawsze mogę włączyć Kanikuły i zacząć tańczyć na przystanku. Ludzie i tak uważają mnie za szurniętą, jeden wyskok mniej czy więcej nie zaszkodzi. Don't try to hide what you've got inside, jak to sama kiedyś nieopatrznie stwierdziłam. Tym bardziej, że chcę być sobą (kwestia tylko, którą sobą, ale to już sobie wyjaśniłam, na całe szczęście). I lubię to swoje chrzanienie o wszystkim i o niczym (nie śmiać się!), bo bajanie fajne jest. Zwłaszcza po ciężkim, liczącym aż cztery lekcje (really) dniu.

Tak z innej beczki - ciekawie się czułam, wracając w sobotę z P&P z siatką pełną sympatycznych istnień typu prażonki. Jeszcze bym wpadła na panów, panowie by pomyśleli, że robię imprezę i skończylibyśmy na środku bałaganu, wraz z meblarzem-zadymiarzem paląc faję wodną. Sam urok i czar, nie uważacie?

Ale, na szczęście, nikogo nie spotkałam, zatem faja jest bezpieczna. Bałagan podobnież. Jutro wielkiego sprzątania ciąg dalszy. Czekajcie na relację.

Lill, ta fioletowa 15/09/2008 21:02:16 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

175. It's hanging in the air.

What is this life
There will be other lives
Soon to arrive
Surely some will survive

(TSO, "Who is this child")

Dzisiaj notka-cytatrium, bowiem dużo, zaiste, jest do zacytowania. Choć chronologia może ciutkę nawalać, ale newermajnd, bo nie o czas i miejsce akcji tu chodzi, ale o sens. Tak, ten sam, którego próżno było szukać we wczorajszym sms-owym wyznaniu o prawdzie i suszarce. I już nie chcę być rasta, możecie odetchnąć z ulgą.

Cytat I:
"Toruń przegrywa, Czewa przegrywa, idę walić [głową o deskę klozetową].
'Rozbierzmy się do goła i pomalujmy w paski
I dalej, panowie, i prędzej, panowie,
Do jaskiń, do jaskiń, do jaaaaskiń'
(Ktoś Tam, "Natura czeka")
I niech te komentatory przestaną kłapać (cytat dzięki Beacie Tyszkiewicz, niech żyje'Taniec z Gwi(a)zdami'). Zresztą fuck them all, zamykamy [nasz teatrzyk] i idziemy precz. Zawsze można wyłączyć fonię i wrzucić na tło Trans Siberian Orchestra. Nic to, że ich łacina (niekoniecznie kuchenna, ta jest moją domeną) brzmi jak niemiecki.
[...]
Monolog mój o Lesznie: 'A ta holenderska flaga to po co? Zalegalizować marihuanę! Zalegalizować związki homoseksualne! Tylko co to ma wspólnego z żużlem? (po chwili) Chociaż te związki...'
A WT z Herbiem i 'Pieśń o małym rycerzu' w tle wydali mi się jak z 'Krzyżaków' wyjęci. Tylko im dodać topory w dłoń i łopoczące na wietrze płaszcze. Muszę się pobawić Photoshopem...
[...]
No to jou! Jou jak diabli!
Ale nie ma tego złego... Jestem tylko ja."

(wyciąg z mojej "Growlsite", 7.09.08)

To tak w kwestii formalnej odnośnie niedzieli. Nic to, że później miałam chęć kogoś/coś skopać, zło się działo i ogólnie było nieprzyjemnie. Że nie wspomnę o tym, jak mi wczoraj dziadek życie spieprzył, co jednak nie wyszło mi do końca na złe, a przynajmniej utwierdziło w przekonaniu, że ludziom ufać nie należy. A to, że mam na trzy tygodnie "Kochanka Śmierci" i drugi tom "Wielkiego diamentu", to jakby odrębna historia.

Cytat II:
"Bolało.
Srebrzyste wichry na chwilę zasnuły oczy mgiełką.
- Zdejmij ten mikrofon!"


Pytanie brzmi - o co tu chodzi? I nie jest to z pewnością pytanie retoryczne, albowiem sama nie mam pojęcia, co znaczyły te słowa. A tak właściwie: znam sytuację, dwóch przyjaciół, jeden drugiemu zrobił świństwo... Resztę pozostawię dla siebie, bo niestety pasuje mi to wybitnie do pewnych osób, które niektórzy z Was mogą skojarzyć. Tego byśmy sobie nie życzyli, żeby mi potem ktoś nie wypominał, że wyprorokowałam snami pewne zdarzenia. Zaś tekst powyższy we śnie... wyczytałam z gazety. Często mi się śni, że coś czytam, ale to pierwszy raz, kiedy słowa przeczytane udało mi się zapamiętać. I to w gruncie rzeczy wzruszająca historia była, chociaż z dość smutnym zakończeniem. Jakby w opozycji do tej drugiej.


Cytat III:
"W pokoju pachniało kwiatami. To róża, jakby na przekór nocnej porze, rozchyliła czerwone płatki, wdychając chłód zmierzchu. Albowiem i róża umarła tylko pozornie, zatruta czernią kłamstw swej pani. I tak ją, jak i panią, uzdrowić mogła tylko prawda."

Obudziłam się z twarzą mokrą od łez, a jednocześnie z poczuciem ogromnej ulgi. Ileż to bowiem razy snu nie dośniłam do końca, ileż to razy budziła mnie pustka, gdy nie byłam pewna, jak skończyła się ujrzana przeze mnie historia? Zwłaszcza gdy trzeba było wstać o tej nieszczęsnej siódmej. Nie dziś, na szczęście. Cytat III to właśnie samo zakończenie. Wszystko co było wcześniej... cóż, może warto wreszcie odważyć się przełamać bariery (ech, od wczoraj nie lubię tego słowa) i stworzyć coś z pogranicza prozy oraz poezji. Tylko czy uda mi się zawrzeć tak wiele myśli w tak krótkim tekście?

Warto spróbować, nie uważacie?








Lill, ta fioletowa 9/09/2008 20:02:08 [komentarzy 13] Jakieś pytania?

174. Po pierwsze: nie myśleć.

Pierwszy tydzień przeżyty, odfajkowany, zaliczony - jak tam sobie chcecie. I wszyscy jednogłośnie twierdzą, że wyglądam jak nowonarodzona - takoż się też czuję. Zresztą, to temat na osobną opowieść, piosenkę o tym napiszę, twórczo się wyżyję i takie tam. Nie będę Was dręczyć moim prywatnym szczęściem.

Słucham w ramach tła wiadomości na TVN24, mówią o urządzeniu do czytania e-booków. Wtrącę się nieśmiało, że to zwyczajne zabijanie książek. Książka ma okładkę, szeleszczące stronice, specyficzny zapach - i nic nie jest w stanie jej zastąpić. Więc (argh, nie zaczyna się zdania od "więc") niech nawet nie próbuje. Nie znacie tego uczucia, tych pięknych scen? Listopadowy deszcz za oknem, zabytkowe biurko, lampka, Il Divo w tle i książka. A nie żaden chrzaniony e-book! Jedna z zagadek świata, których nigdy nie zrozumiem. Czy naprawdę jestem zwyczajnie zacofana, skoro zależy mi na doznaniach sensorycznych? Może nie powinno... Konwenanse, mroki i uroki nowoczesności. Chrzanić to wszystko! Zdenerwowałam się, a co, nikt nie będzie mi mówił, że małe, elektroniczne coś jest lepsze od drewnianych regałów pełnych książek. Zabili mi klimat.

Na szczęście, zawsze człowieka ratuje Orkiestra Transsyberyjska i genialny rockowy Canon. Sam urok i czar. Odkrycie wczorajsze z 22:30, przez które położyłam się spać o wpół do pierwszej. Nie żałuję, tym bardziej, że dzisiaj słuchania ciąg dalszy, doszłam do utworów z Beethoven's Last Night, a zachwyt nie osłabł.Pozytywnie. Tylko Trans Siberian Orchestra, o!

A tymczasem w głowie jawią się iście kosmiczne koncepty, wśród których przeważa chęć sfanfikowania Sienkiewicza. Wszystko to inspirowane przez policję i elanowców (grupy chodzące w pakiecie), na których wpadłam wczoraj, wracając z Bydgoszczy. Właśnie, Bydzia. Siedem godzin bez jedzenia i wygodnego krzesła dało mi się we znaki, ale liczę, że coś z tego będzie - Ewelina mówiła, że rok temu odrzucili raptem pięć osób, a w tym jeszcze mniej się zgłosiło. Cóż, wszystkiego dowiem się pod koniec miesiąca - ale i tak mię to rybka, liczy się przygoda. A ta była niewątpliwie. Tylko czapka Emila, van pezetmotu i plakat z GP... Argh, za rok tam pojadę, zobaczycie! I do Australii też!

Dziadek: Idziemy na spacer?
Lill: Zaraz, tylko skończę czytać TŻ.
Chwilę później.
Lill: Za rok GP w Australii, jedziemy tam!
Dziadek zza gazety: Czym niby?
Lill: Nie wiem, zobaczy się.
Chwilę później.
Lill: To idziemy?
Dziadek: Do Australii?!

A dziś dorwałam gazetę, tam zaś artykuł "autostopem do Australii". Niech żyje absurd tego świata!

Nie wspominając o moich głupich skojarzeniach podczas gry w Hirołsy - no ale nie da się ich uniknąć, jak wyskakuje mi "rozpoczyna się tydzień LWA" (chciałabym) albo "IMPY. Wiele". Dramat na kółkach, drodzy państwo. Potem się ludzie dziwią, że na wrzucie "taniec goblinów" rozszyfrowałam jako "Taniec Gollobów". Za dużo żużla (dziś speedway razy dwa), za dużo pepsi. Zdradziłam Sprite'a, jestem zUem. I rudzieje mi w oczach, definitywnie. Wszystko i wszystkich widzę na rudo - nawet siebie. O ile dobrze pamiętam, farbowałam się na blond.

A w ogóle, to chcę:
a) moich Krzyżaków
b) mój keyboard
c) nowe meble (też moje)
d) bilet do Bydzi!
e) płytę TSO

Ze szczególnym akcentem na dwa ostatnie podpunkty. Acz d) jest, niestety, nierealny. Dziękuje się Niuli. ZUo wcielone z niej. Co nie zmienia faktu, że obawiam się, iźli ona mi w tej stolicy zmarnieje. Ale cóż... Ponoć takie jest życie.

Idę obmyślać "Krzyżaków - 600 lat później", nic tu po mnie. Niech Beethoven będzie z Wami! I moc Lwa też, zwłaszcza dziś. Wybaczcie, Byki, odwracam się do Was tyłem w tę piękną noc. Życie jest brutalne.

Lill, ta fioletowa 7/09/2008 13:54:48 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

173. Gonię za cieniem, łapię marzenia, potykam się.

Dochodziła trzecia, kiedy przemknęło mi przez myśl, że to, co robię, to czysty masochizm. I że pcham się jak Żyd między wozy, cytując Bezprawnego. W czarnej spódnicy, białej bluzce i pasku z tandetnymi krowami kiwałam się w rytm mknącego ulicą autobusu. Dwa rozpoczęcia jednego dnia - po co to komu?

Traz już wiem, że ja po prostu naprawdę chciałam przestać wierzyć, że Halvor to ja sama. A tylko tak mogłam to osiągnąć - zrywając niewidzialne nitki połączenia, udowadniając samej sobie, że potrafię zdmuchnąć kurz z legendy i stanąć twarzą w twarz z mitem, który sama stworzyłam. To trudne, wiecie? Wyjść zza zasłony, przestać żyć złudzeniami i wreszcie zrozumieć - czy naprawdę wciąż jestem jedną z nich. Co to ma do Halvora? W wielkim skrócie (niestety, wyjaśnienie wyłącznie dla tych, którzy Haliego znają z "Siedmiu" czy z moich opowieści) - on też stanął przed wyborem. Dostał szansę powrotu do czynnego uprawiania sportu (szczegóły nieważne), ale bał się skorzystać... I Petter miał rację - Halie bał się tego, że zniszczy własną legendę, jakkolwiek wydumanie by to nie brzmiało. Ja też się bałam, tylko że u mnie legenda istniała tylko w moich oczach. Zresztą, nieważne. Grunt, że po godzinie błądzenia, tracenia nadziei i desperackiej modlitwy na środku zakurzonej szosy pojęłam wreszcie, że nie zmieniło się nic. Albo nawet jeśli się zmieniło, to ja tego nie czuję. Jakby nikt nic i nigdy. Tak po prostu. Uwaliliśmy się z colą, lodami i żelkami Yena na ganku przed szkołą i wspominaliśmy stare czasy, licytując się, kto teraz ma najgorzej. Swoją drogą, ciekawe, jak u Yena, który miał osiem lekcji w szkole z marzeń Kononowicza (nie ma dzwonków, dzienników, wychowawców - niczego!) i z dyrektorem, który według Wektora przebierał się za księdza. Groza.

- Mnie lubię tylko pijacy, dzieci i zwierzęta
- A ja do których się zaliczam?

I powrót, kiedy tak jęczałam dziewczynom, że odprowadziły mnie na przystanek - z którego bezczelnie odjechałam taksówką.

- Czego pani uczy?
- Na razie się.

Chociaż dzień dzisiejszy z nauką niewiele miał wspólnego. Chyba tylko to, że siedziałam w ławce i teoretycznie wchłaniałam słowa kolejnych nauczycieli - ale praktyka szła swoją drogą. Bo jak mogłam się skupić na lekcji, kiedy tyle pięknych tekstów szło, jak choćby ten o dojeżdżaniu, słuchaniu owad i o tym, jak się zwracać do historyka.

Historyk: ...właściwie wasz semestr kończy się za trzy miesiące.
Głosy z pierwszej ławki: Matko!
Historyk: Prędzej "ojcze"...

Znowu wierzę, że będzie cudnie. Przemiła kadra pedagogiczna, szurnięta ekipa i przejeżdżające za oknem autobusy. I "Sto lat" w wykonaniu Dory, byle nie na historii, skoro profesor P. czyta z ruchu warg. Idziemy na żywioł - czysta karta przecież, nei mamy nic do stracenia. A progi i tak nie są gorsze niż w gimnazjum. Skoro przeżyłam Batorego, przeżyję i piątkę. Kto wie, czy nie z lepszym efektem.

A gwoli ścisłości muszę wspomnieć o tym, że zakończenie wakacji miałam wyczepiste absolutnie. I nie dawajcie wiary, że to ja się źle zachowuję na żużlu - bo nie ja skakałam, wrzeszcząc "Bierz go, Kostek, bierz go!" Poza tym, spełniły się moje przeczucia, poczułam zew niegwiżdża i klaskałam Gollobowi. Groza w czystym wydaniu (nie, to nie o mnie, ja dopiero idę do kąpieli!)

"Gollobowi klaskać będziesz!" - cóż za piękne złorzeczenie. Nie omieszkam wykorzystać.

Lill, ta fioletowa 2/09/2008 20:49:28 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.