Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

165. Niewidzialność.

- Czego ty się właściwie boisz?
- Nie wiem. Nie mam pojęcia, czego tak naprawdę się boję. Może tego, że jeśli stracę poparcie ludu, będę spalona Tutaj, a Tam... Nie mam żadnej gwarancji, że ludzie mieszkający Tam będą mnie choćby akceptować.
- Czyli boisz się ryzyka, bo nie chcesz stracić ludzi? Od kiedy zależy ci na ludziach?
- Od zawsze. Nigdy tego nie dostrzegałeś?
- Możliwe, że za krótko cię znam.
Chwila ciszy. Pełen dezaprobaty i goryczy śmiech.
- Zresztą, po co ja to wszystko mówię. Nie masz tego problemu, bo przecież ty nie istniejesz...


Ja nie istnieję. Właściwie coś w tym jest. Jestem widmem, które wślizguje się w wymodelowane własnymi, imaginowanymi rękami skóry i przybiera dowolną tożsamość. Można się aż przestraszyć - bo kto nie boi się zawziętej, gotowej na wszystko dziewczyny-widmo? Ja w każdym razie bym się bała.

Moja widmowość, jak wszystko zresztą, ma swoje zady i walety, że tak to ujmę. Czasem strasznie bym chciała wywrzeszczeć, że te wszystkie osoby, które pałętają się po różnych forach, stronach i gdzie Bóg da, to tak naprawdę jedna i ta sama "człowieka" - czyli ja. Dlaczego? Nie wiem - żeby nie było niedomówień, żeby nie wyjść na oszustkę, żeby mieć więcej znajomych na naszej-klasie. I tak nikt nie wpadnie na prawdziwy powód, a ten siedzi we mnie zbyt głęboko, żeby móc wyleźć. W każdym razie, czasem mi to przeszkadza. Ale tylko czasem. Raz popełniłam ten błąd i ujawniłam się przed kimś, kto bezczelnie to wykorzystał. Mądra Polka po szkodzie.

(Bo Polak przez cały TWS popełniał błędy i niczego go to nie nauczyło, o!)

Ułożyłam wreszcie soundtrack do "Śmierci Człowieka". Zbieranina wszystkiego. Kelly Family, 2pac, The Rasmus, R.E.M. czy Highland. Wszystko, co lubię i co jest w klimacie. Obliczyłam przy okazji, ile zajmuje droga z Pałacu Prezydenckiego na Dworzec Centralny. Sukces. Babcia radziła mi to zostawić, bo przy obecnej sytuacji politycznej itede itepe - ale nie po to wymyślałam całą ideologię Polski totalitarnej, żeby teraz to porzucić. Choć nie ukrywam, wypadałoby wreszcie coś skończyć - Na koń, Śmierć, Pocztówkę, Kwiaty, cokolwiek.

Pomyślimy o tym po Pradze.

Zakładając, że w ogóle dotrzemy do Pragi w jednym kawałku. Jest to wysoce wątpliwe, zważywszy, że Niula wciąż żyje w innym świecie ("pracuję do czwartkowej nocy, to potem pomyślę o wyjeździe" "tylko, że to POTEM wypada właśnie na moment, gdy wyjeżdżamy"), Bezprawny żąda mojej pomocy jako (auto)pilota, a ja sama uczę się chodzić po schodach w butach na obcasie. Dorosłam wreszcie do typowo babskiego obuwia - a że babcia wyciągnęła z szafki swoje przecudne pantofle, porywam je do Czech. To teraz powinni mnie zobaczyć Mili Chłopcy Bis (TM). Skoro wtedy było, że "maniura", to obcasami powinnam spowodować ich zgon. Swoją drogą, ktoś powinien stanowczo i natychmiastowo zafundować im okulary.

A w ogóle, to miałam sen. Absurdalny jak zwykle, zakręcony jak radziecki termos i ogólnie poharatany. O duńskim hotelu, Wektorze w przebraniu i moich popisach znajomości norweskiego. Co dziwne, nawijałam w tym języku całkiem dobrze i, o dziwo, zgodnie z tym, czego się rzeczywiście nauczyłam. Przynajmniej we śnie widać jakieś efekty moich lekcji.

Asia R. (9-07-2008 19:58)
to ty byłaś na lekcji norweskieego?

Lill (9-07-2008 19:58)
można to tak określić

Asia R. (9-07-2008 19:59)
fajnie a gdzie chodzisz?

Lill (9-07-2008 19:59)
yyy... do kuchni moich dziadków?

Wiem nawet, o czym będę śnić dzisiaj. Nie, nie o Księciu Wilkołaków. Ani o Pradze. Ani nawet o graniu w Heroesy. Jestem niemal pewna, że przyśni mi się wizja, która chodzi za mną od rana. Wizja Fronczewskiego w roli barmana z "Singing London". Pasowałby jak ulał. Wystarczy tylko napisać musical, zanim Fronczewski za bardzo się zestarzeje.

To przecież nic trudnego, prawda? To TYLKO musical.

Pe(Ka)eS nie na temat: Dało o sobie znać moje przywiązanie do najdrobniejszych znaków. Pomimo dwóch wypożyczonych Chmielewskich, których jeszcze nie ruszyłam, do Pragi biorę "Trudnego Trupa". Książkę, którą kupiłam tego dnia, gdy wielki wybuch stworzył mi Nowy Wszechświat. Kocham takie smaczki - powinnam jeszcze wziąć ukradzione z Grand Hotelu mydełko i Mini-Kloca. I książkę o Norwegii. Przeszkadza mi tylko jedno - tamtego dnia nagromadzenie talizmanów bardziej zaszkodziło niż pomogło.

Nieważne zresztą. Grunt, że wciąż wierzę w Znaki. I wierzę, że znów opęta mnie magia sprzed trzech lat - zabraknie tylko "Lemon tree" w wykonaniu Biesiada Band. Ale co tam!

Ahoj, przygodo!



Lill, ta fioletowa 30/07/2008 22:47:39 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

164. Stand up for the Silly One.

[spa(z)m mode on] Dwa komentarze i będzie półtora tysiąca. Normalnie Was kocham (nienormalnie zresztą też) [spa(z)m mode off]

Kurde mol!

Jeśli jeszcze kiedyś powiem, że mi się nudzi, to błagam, zabijcie mnie, byle szybko. Mówienie o nudzie jest z mojej strony szczytem: a) głupoty b) nieodpowiedzialności c) braku wyobraźni. Dzisiaj nieopatrznie mi się wymsknęły takie słowa. Na efekty nie trzeba było długo czekać.

Moja obecna sytuacja wygląda, zaiste, nieciekawie i jest absolutnie nie do pozazdroszczenia. Bo oto siedzę w jednym pokoju z gigantyczną ćmą (o niej zresztą będzie później), kubkiem herbaty z listków mięty, na którą owadzi kram ma straszliwą chętkę, kaszlem a la stary gruźlik oraz zamkniętym oknem, bo przez otwarte robactwo wlatuje. I bez kapci, a ćma wala się po dywanie. To jakieś monstrualne bagno.

W ogóle, dziś jest jakiś Dzień Głupich Refleksji (i Ruska Noc, tak, dziękuję za przypomnienie, jeszcze Ruskich mi tu potrzeba, jak balkon obok mam Niemców). Zaczęło się, jak zwykle od Kaczki, a może na Kaczce się skończyło - nie wiem, przez te wakacje tracę poczucie czasu (znam wyłącznie dzień tygodnia, a i to tylko dzięki temu, która liga obecnie jedzie). Była ona w kościele, acz z tą instytucją niewiele ma wspólnego - jak i z tym, że w owym kościele siedziałam obok sobowtóra naszego prezydenta. Otóż odkryłam z nagła rzecz straszliwą - iźli mój Ojciec, Wujek A., Anda oraz parę innych stworzeń pochodzi od Kaczki. Dlaczego? Ano dlatego, że kaczka to po duńsku "and" - więc automatycznie wszystko, co ma w nazwie tę cząsteczkę, staje się pochodną kaczki. Doprawdy, nie wiem, jak ja żyłam bez tej świadomości. Chociaż po prawdzie to życie ze świadomością wydaje mi się po stokroć gorsze.

A propos Ojca - wróciłam do nałogowego grania w Heroesy. Dzisiaj nawet udało mi się stracić poczucie czasu (oraz zimną krew, gdy komputer zawiesił mi się, kiedy byłam o krok od zwycięstwa), choć nie na tyle, by nie dorwać się do żużla. I Kaspara Hausera przy okazji, którego - NAPRAWDĘ nie wiedząc czemu - zawsze mam ochotę zapisać jako Kaspara Hauzingera. A z nim to jest tak, że nie moja to wina, ale tuż obok TVP Sport mam jakiś "strasznie fajny" kanał historyczny. Onegdaj spędziłam cały dzień na oglądaniu draństwa. Takoż i dziś, czekając na żużel, przełączyłam na to historyczne coś, co tym razem zafascynowało mnie osobą Kaspara H. Kolejne, po masonach, Rasputinie i psychice Hitlera, skrzywiono-historyczne zainteresowanie panny Lill. Ratunku.

Teraz ćma. Ćma właściwie jest ćmem, przynajmniej ja ją za takowego uważam. Ma nawet imię i nazwisko - zresztą, po jednym wspaniałym dziennikarzu, który mimo całej swej wspaniałości nastręcza mi ostatnio problemów swoją szanowną osobą, zresztą, długo by o tym opowiadać. Opowiem Wam po Pradze, może będę mogła wtedy rzec coś więcej. Ponadto ciem uważa moje spodnie za doskonałe łóżko i nie daje sobie po dobroci wyperswadować, że nie lubię, jak mi coś łazi po nogawkach. Wybitnie uparty okaz - pewnie z Bydgoszczy. Nie, nie, żartowałam, nie patrzcie tak na mnie. Naprawdę, NIC nie mam do Bydgoszczy.

A krowy latają.

Wariuję, ale skoro do Pragi został niespełna tydzień, to chyba mam prawo czuć sie nieswojo. Pierwsze Dżi-Pi w towarzystwie, i to jakim, pierwsze Dżi-Pi od czasów pamiętnego Wrocka zero-sześć. Będzie się działo, zupełnie jak w reklamie pewnego piwa, co to imię swe dzieli z Panem Prezydentem. Argh, Pan Prezydent to mi się kojarzy z gostkiem ze "Śmierci Człowieka", którą notabene wypadałoby wreszcie napisać. Ktoś stanowczo powinien przedłużyć mi dobą. Wracając zaś do tematu - potrzebuję porady, jak z brzydkiego kacz... yyy... z szesnastoletniej dziewoi z torbą pełną naszywek, przypinek i Bóg wie czego jeszcze zmienić się w profesjonalną dziennikarkę. To byłoby... bardzo pożądane. Definitywnie.

Podobnie jak pożądane by było towarzystwo, z którym mogłabym pójść wieczorem (późnym!) do fontanny (najlepiej jeszcze z Av), by móc przeprowadzić nasz naukowy eksperyment bez obecności dzieci. One tylko rozpraszają, niszczą przygotowania i kradną obiekty doświadczalne. Załamać się można, nawet jak człowiek chce być naukowo przydatny, to mu kłody pod nogi rzucają.

To jakaś tragikomedia. Chaplin miał rację.

Bardzo edit:

Zachciało mi się, kurczę, political fiction. A teraz zamiast pakować się do Prahy, skazana jestem na rozważania dotyczące miejsca akcji. W Toruniu jest więcej godnych uwagi podziemi - tylko jak wynieść do mojej kochanej Wsi Pałac Prezydencki wraz z pobliskim szaletem? Ma ktoś pomysł? Wiecie, fikcja literacka fikcją literacką, ale pewne rzeczy powinny mieć jakieś uzasadnienie.

Dobra, znikam, gadu, żużel, Hirołsy *serduszka prosimy* i "Dom wschodzącego słońca" (już drugi raz) czekają.

Lill, ta fioletowa 28/07/2008 00:16:03 [komentarzy 13] Jakieś pytania?

163. Pomyśl o tym, co się kryje pod słowami.

(wszystko, co było przed finałem)
Po pierwsze:
- Ale ich objechał, jak dzieci!
- Kto?
- Nikita.
- Ale Rosja dziś nie jedzie!

Po drugie:

- Kogo wykluczyli?
(głos dziadka z kuchni) - Karetkę!

Po trzecie:
Canal+ się odkodowuje.
- Widzisz, babciu, to znak, żeby...
Canal+ się zakodowuje.
- Chyba żeby zostawić go samemu sobie...

(finał czyli nigdy nie zadzieraj z Joanną)
Po pierwsze:
- Nie bój się. Kelnerów teraz ma.
- Kogo niby?
- Hampela, nie mogę się doczytać, i Watta.

Po drugie:
(kibice w oddali)
- Sławiczek, Sławiczek Drabiczek!
(ryk mój) - Ale on tu nie jedzie!
- No to co?!

Po trzecie:
- A ja sobie wtedy myślę...
- Te lampy to tu jak w burdelu!
- A ja sobie myślę: po odgłosach ich poznacie...
-... i po kolorach lamp!

Po czwarte:
-... a on był martwy... Tfu, znaczy, się martwił!

(grobowa niedziela)
Po pierwsze:
(na widok szybowca)
- Patrzcie! Papa Gollob leci!
- Ten ptaszek?!

Po drugie:
(strzelają)
- Wojna idzie! Do schronu!
- Trzecia wojna?
- Obrona Częstochowy chyba
(szeptem) - Czestochowa, to się sama umie obronić, jak widać

Po trzecie:
- Prześlę ci zdjęcie Holdera. On wygląda jak Kubica!
- Ja nie wiem, jak wygląda Kubica.
- Yyy... To prześlę ci też zdjęcie Kubicy!

(i wszystko, co było później)

Po pierwsze:
- Czy ten tramwaj jedzie na Teatralny?
- Nie, na Odrodzenia... Ale nocny jedzie na Teatralny, chcesz poczekać?
- Jedzie o 21:38... Ale tylko w Wigilię!

Po drugie:
- Co chcesz na Wielkanoc?
- Pluszowego dzika.
- A jak mam go zrobić?
- Znajdź dzika...
- Kup!
- ...kup albo zastrzel i...
- I wypchaj go!
- Przez okno?

Po trzecie:
- Jutro będzie futro.
- A dziś tylko miś.
- Chcesz futro z misia?
- Nie, z dzika.
(podejrzliwe spojrzenie)
- Ale nie z TEGO dzika!
- Czy jest coś, o czym powinnam wiedzieć?
- Nie!
- Tak! Żadnych futer z żadnych dzików, okej?

A ludzie dziwnie na nas patrzyli... Ciekawe, czemu, nie?

Lill, ta fioletowa 23/07/2008 21:46:58 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

162. No wondering.

Istnieje niepisana zasada, która mówi, że cuda zdarzają się zawsze w momencie, gdy najmniej się ich spodziewasz, a dobra moneta lubi przychodzić wtedy, gdy już tracisz wszelką nadzieję. I tak też się stało, wykorzystując do podsumowania wstępu cytat z pana Pieczatowskiego (tak na marginesie - zaczynam tęsknić za gościem, o ile milej słuchało się jego niż tych dwóch szowinistycznych cymbałów!).

Dlaczego to kocham? Zabawnie, idiotycznie wręcz proste. Bo mogę być sobą - jakkolwiek przewrotnie by to nie brzmiało w obliczu faktu, że prawdziwa ja prowadziła wczoraj wojenkę podjazdową z większością zgromadzonego w pubie towarzystwa. Oni - białe, ja -czarne, oni - dobrze, ja -źle. Grunt to bunt, prawda? Czy ktoś chciał mnie sprać? Nie. To raczej ja byłam temu bliższa. Możliwe, że to właśnie była prawdziwa ja, choć jednak do rozwiązań siłowych nie doszło. Bluzgi szły za to niewyobrażalne, aż sama się dziwiłam, że jestem w stanie powiedzieć coś takiego. Naprawdę się mnie baliście? A przecież, o ironio, to ja się bałam. Do licha najcięższego, ja się po prostu bałam. Zabrzmi wydumanie, ale obawiałam się tego, jak będzie wyglądał świat, jeśli... Zresztą, sami wiecie. Bałam się wybuchu radości, który bolałby część mojej duszy, tę najgłębszą, gorąco pragnącą odwetu. I bałam się zachwianego poczucia sprawiedliwości, które by to za sobą pociągnęło. Ale tak naprawdę bałam się rozczarowania. Głupie, wiem. Strach nie jest racjonalny - a zwłaszcza mój strach.

Był taki błysk, króciuchna refleksja - że Noce Cudów to jednak idiotyczny wymysł. Że przecież cuda fruną dzień w dzień, a ja najczęściej nie potrafię ich docenić. I że w takim razie powinnam świętować też tę miłą acz nic nieznaczącą codzienność. Złudzenie - a może chęć przetłumaczenia na zrozumiały dla siebie język, że świat się wcale nie zawali? To były kłamstwa na użytek własny - bo przecież dobrze wiem, że te Noce Cudów są mi potrzebne jak powietrze, że bez nich egzystencja w dużym stopniu byłaby surfowaniem od jednej krawędzi do drugiej. Że niby przesadzam? Gdziezby! Ja po prostu chcę czuć tę magię, wiedzieć, że gdzieś na końcu tęczy leżą pokłady energii, która nie wyczerpie się nigdy, a która wraz z każdym wspomnieniem zasila moje prywatne akumulatorki. Czekałam na burzę, czyż nie? I burza musiała wreszcie nadejść, żeby przełamać impas. To mrzonka, że da się czymś zastąpić NC - tak jak potrzebuję innych bodźców, tak i ten ma swoje miejsce, na które nie jest w stanie wejść nic innego.

To nie jest koniec. To nawet nie jest początek końca. To dopiero koniec początku

Gdyby nie Dwoje Wspaniałych, pewnie zrobiłabym coś irracjonalnego - na przykład, zgodnie z zapowiedzią, roztrzaskała szklankę o podłogę. Albo uciekła, tak jak tego chciałam. I tak jak to uczyniłam, zmykając do skrytej w ciemnych otchłaniach piwnicy toalety. Niestety, i tam rozgrywał się dramat w pięciu aktach, a ja nie miałam ręki, by zatkać sobie uszy (niech żyją zepsute zasuwki w klozetach). Ale tak naprawdę... Były chwile, gdy strach ulatywał w niepamięć, a zastępowały go salwy śmiechu i toasty za co bardziej absurdalne istnienia. Gdy już uporządkuję bałagan w mojej głowie (biorąc pod uwagę bilans stanowczo dodatni i to, że od wczoraj zachowuję się jak pijana, może być z tym ciężko w najbliższych dniach), poprzytaczam tu co ciekawsze.

Wiem jedno. Nie żałuję ani chwili. Ani narastającego lęku. Ani płaczliwego, przepełnionego poczuciem beznadziei głosu, gdy uświadomiłam sobie, że to chwilowe prowadzenie może być tylko preludium do Mojej Wielkiej Prywatnej Tragedii. Ani nawet zakręconego powrotu z bezimiennego końca świata.

Stało się przecież, co miało stać.

Lill, ta fioletowa 20/07/2008 23:40:49 [komentarzy 7] Jakieś pytania?

161. Gdy wasza miłość nic niewarta...

- Dlaczego?- powiedziała tylko. Jedno, krótkie, niewinne pytanie. Nie ubliżała mu, nie robiła wymówek. Po prostu spytała. (...)
- Dlaczego?- powtórzyła, tym razem z wyraźnym smutkiem. Po raz ostatni ich spojrzenia spotkały się. (...) Wyciągnął do niej rękę, sam nie wiedział, po co. A ona odsunęła się i cicho, niemal niedosłyszalnie, zapytała po raz trzeci:
- Dlaczego jesteś taki sam jak oni?- teraz już nie był w stanie stamtąd odejść. Koniecznie chciał, żeby dokończyła, powiedziała coś, co by go nakierowało na właściwą drogę rozumowania.

(JL, "Live my life")

Czasem za trudno jest kochać wszystkich i pamiętać o najważniejszych zasadach. Dyskutować? Do licha, jak mam dyskutować, kiedy naprzeciwko mnie siedzi członek sekty. Bo dla mnie to jest sekta, zwłaszcza po tym, co ostatnio wyprawiali. Mam ochotę tam pojechać i splunąć pod nogi temu guru, który uważa się za lepszego od samego Boga. Oni - katolikami? Gorliwymi? Nie kpijcie, ludzie, nie kpijcie.

Czasem lepiej dyplomatycznie wycofać się do kuchni po chili. Albo chlapnąć kolejny łyczek martini. Dziwić się potem, że wypiłam całe pół kieliszka tego świństwa? Jak do mojego chwilowego domu wpychają się sekciarze, to tak potem, dramatycznie, wychodzi. Jedyną osłodą była wciąż-w-pamięci victoria moich kochanych Dunów, o czym zresztą już wszyscy powinni wiedzieć. Jutro finał, a ja uparcie słucham piosenek sprzed trzech lat, jakbym nie wiedziała, że to może źle wróżyć. Może lepiej byłoby wrzucić do odtwarzacza Il Divo? Chociaż Il Divo przy moim obecnym stanie gwarantuje wyłącznie szybkie zaśnięcie, a tego sobie nie życzymy. W końcu robota, jakkolwiek dramatycznie by to nie brzmiało, czeka.

A ja wciąż spadam z podłogi...

Ach, i mam 64 dzieła do napisania. Słownie: sześćdziesiąt cztery. Zaczynam się obawiać, że nie starczy mi życia. I równocześnie zaczynam brać się do roboty, bo w przeciwnym razie... Będzie źle. A tego, żeby było źle, definitywnie sobie nie życzymy.

I trzymajcie jutro kciuki za Danish Power, chociażby ze względu na to, że Jedyny Słuszny znów straszy w dodatku sportowym, a ja dostaję apopleksji. I chociażby dlatego, że po coś na moim komputerze widnieje dumnie tapeta z duńską kadrą anno Domini 2006.

A potem... Cóż, potem trzymajcie kciuki za mnie. Wciąż czekam na ten jeden telefon - ale mam obawy, że się go nie doczekam. Co wtedy? Karty na stół, kochani - wtedy będę szukać za granicą. Raz się żyje!

Lill, ta fioletowa 18/07/2008 13:47:35 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

160. Śpiewnik Tego Koszmarnego Fioletowego Bydlaka, część IV

Lill niebywale fioletowa oraz Śmierdź zaiste śmierdzący, jak też Duny-A-Skąd-Wiesz
mają zaszczyt zaprezentować

fioletową Duno-Krowę oraz Babcię Od Szybkiej Jazdy

w piosence

Ja nie mogę (The Very (Un)Official SWC 2008 [TM] Song)"

[pomysł: Babcia od Szybkiej Jazdy
inspiracja: Duny ("A skąd wiesz?")
tekst: Lill fioletowa
melodia: ludowa ("Oj, maluśki")]

Chorus:
Ja nie mogę, nie mogę, nie mogę
Ja bardzo nie mogę
Bo za chwilę, za chwilę, za chwilę
Szwedzi ruszą w drogę
Zespół szwedzki, Trzech Koron, Trzech Koron
Coś tam kombinuje
Ja się boję, się boję, się boję
Ja coś złego czuję

Strophe I:
Gdybyś tylko, byś tylko, byś tylko
Szweda mógł objechać
To tam triumf, tam triumf, tam triumf
Z pewnością by czekał
Tyś zbyt słaby, zbyt słaby, zbyt słaby
Na szwedzkiego wroga
Bo ci lata, ci lata, ci lata
W strachu lewa noga

Chorus:
Ja nie mogę, nie mogę, nie mogę
Ja bardzo nie mogę
Bo ruszyli, ruszyli, ruszyli
Szwedzi jużci w drogę
Bo ci Szwedzi, ci Szwedzi, ci Szwedzi
Znowu kombinują
A ten sędzia, ten sędzia, ten sędzia
Okazał się szują

Strophe II:
Coś ten sędzia, ten sędzia, ten sędzia
Szwedów jest pomagier
Może Szwedek jakowyś, jakowyś
To jest jego szwagier?
Zaś Pepicki, Pepicki, Pepicki
Chcą zobaczyć baraż
I o awans, o awans, o awans
Bęędą się starać

Solowa partia instrumentów strunowych, prawie jak u feelowskiej nawiedzonej piosenki

Chorus:

Ja nie mogę, nie mogę, nie mogę
Ja bardzo nie mogę
Bo ruszyli, ruszyli, ruszyli
Szwedzi jużci w drogę
Bo ci Szwedzi, ci Szwedzi, ci Szwedzi
Znowu kombinują
A ten sędzia, ten sędzia, ten sędzia
Okazał się szują

Bridge(r):
Aż tu nagle, tu nagle, tu nagle
Jakby świta, dnieje
Znak ci to jest, ci to jest, ci to jest
Dobrze się podzieje
Wnet victoria, victoria, victoria
Stanie się realną
A ci Szwedzi, ci Szwedzi, ci Szwedzi
Zresztą... licho pal ich!

Chorus:
Ja już mogę, już mogę, już mogę
Ku lepszemu idzie
Przelatuje nieboskłon, nieboskłon
Wiedźma na swej dzidzie

Za oknem przelatuje wiedźma (wcale nie z Ipswich) uderzająco podobna do Lill fioletowej. Wiedźma wybucha wiedźmim rechotem.

Kurtyna, jak to ma w zwyczaju, opada.

~~*~~*~~*~~
PS nie na temat: Zdolność niektórych ludzi do przekłamywania rzeczywistości jest, zaiste, odrażająca. Niedługo, na szczęście *śmiech szaleńca z bombą atomową*

Lill, ta fioletowa 15/07/2008 11:40:37 [komentarzy 11] Jakieś pytania?

159. I was born to try.

Insane in vain
Who do you think you are?

(Vanilla Ninja, "Insane in vain")

- Ej!
- Powdychaj se klej!

Bo nie ma to jak dialog na poziomie na dobry początek dnia. I nie ma to jak zwlec się (dosłownie) z łóżka o jedenastej nad ranem. Niech żyje tłuczenie ciem (-ciem? -kapciem!) do drugiej w nocy. Chyba rodzi mi się nowa fobia, nie ma to tamto...

Potem przyszła babcia i przyniosła gazetę, żebym sobie do śniadania poczytała. Chyba powinnam spisać testament, khy, khy. Mało się nie zakrztusiłam bułką, jak dostałam do rąk ten regionalny odłam prasy. Powiem tyle: przynoszenie mi gazety otwartej na stronie z TAKIM zdjęciem kiedy jem jest stanowczo niemoralne, nieetyczne i niedemokratyczne. Nie wiem, czemu niedemokratyczne, dostosowuję się tylko do poziomu kraju, w którym ludzie często używają "wielkich" słów w złym kontekście, uprzedzając Wasze pytania. Wracając zaś do historii właściwej - jak mi ktoś wyjeżdża z fotą Jedynego Słusznego w takim momencie, to mam ochotę zejść. Na śniadanie, rzecz jasna. No, ale to było od dawna wiadome, że szanowna moja familia wyczucia chwili nie ma za grosz.

Nie przejmujcie się mną, gadam trochę chaotycznie, bo jeszcze śpię. Zabiić wszystkie ćmy tego świata, a zwłaszcza te duże bydlaki, które uaktywniają się nocą i przenikają przez firanki. I zabiić Staszka B., który przyszedł wczoraj w najmniej odpowiednim momencie, przynosząc ze sobą plik deszcz.kap oraz towarzysza Wiatra. Widać ktoś tam u Góry źle odczytał mój opis - to, że czekam na burzę wcale nie oznacza, że tęskno mi do piorunów! Zwłaszcza takich, które trwały dłużej niż ja byłam w pełni świadoma.

Wczoraj wreszcie udało mi się hurtem (nie mylić z "hurem") odpisać na maile, których uzbierało się nie tak znowuż mało. Napisałam nawet do Fredka. Chyba gałeńki oczne mu na klawiaturę wypadną, jak zobaczy tę wiadomość, bo tak długiego maila to jeszcze nigdy ode mnie nie dostał. Cóż, niby lwia jego część to opowieść o żużlu (ciekawe, czy udało mi się przekazać po angielsku sens tego sportu osobie, która o żużlu ma wiedzę w okolicach zera - jeśli tak, to nie jest ze mną źle), ale i reszty było sporo. Działo się dużo, to i napisałam dużo. Inna sprawa, że potem Ojcu ściemniałam, że nie mam o czym pisać. I z tego "niemania" spytałam, ile Marek ma lat - bo możliwe, że to dziewczyna mojego brata oglądała mój profil na naszej-klasie. To dopiero byłyby jaja.

No, i niech mi ktoś jeszcze spróbuje powiedzieć, ze taka sytuacja, że ktoś dowiaduje się o istnieniu rodzeństwa po wielu latach, to wymysł telenowel. To by znaczyło, że moja egzystencja jest telenowelą.

A z tej strony ekranu wątki plącze ktoś dziwnie
Kto mi pisze dialogi, czemu gram tak naiwnie?
Czemu moja historia gorzej jest oświetlona,
Gorzej jest napisana i tak źle obsadzona?*


Jakby się głębiej zastanowić, to może faktycznie coś w tym jest?

Nawet dużo tego czegoś, jakby powiedziała obecnie hasająca po Italii Em (pozdrawiamy Em).

A dziś? A dziś, a dziś, a dziś? A dziś, miśki Wy moje puszyste i pyski kudłate, idymy do Szweja kibicować Ostrelii. W końcu tylko wygnanie Polaków z tego cyrku daje gwarancję powstania drugiej części Czorrnej Ballady. Wzięło mnie na Balladę, oj, wzięło. Będzie się działo!

PS: I nie dawajcie wiary, że to, co tworzę, się nie spełnia. Spełnia się i to na potęgę. Zaczynam się obawiać samej siebie.
________________________________
*Maryla Rodowicz, "Opera Mydlana"

Lill, ta fioletowa 12/07/2008 13:22:33 [komentarzy 16] Jakieś pytania?

158. Turn off the moonless sky

Pogranicze magii. Miejsce, gdzie czas zatrzymał się na zakurzonych grzbietach, a z kart wychylają się błękitne zjawy, wielkimi, pustymi oczami obserwując wchodzących. Tu nie trzeba mieć grubego portfela - wystarczy duże serce, dostatecznie wielkie, by móc oddać magicznej przestrzeni jego kawałek. Stare zegary tykające gdzieś poza obszarem świadomości, staromodny dźwięk telefonu... Czysta magia.

Mnie opętało już w progu.

Przez długi czas wodziłam palcami po przypadkowych okładkach, głaszcząc je, przenikając dotykiem przez stare grzbiety, jak niewidomy, "czytający" dłońmi. I wąchałam pożółkłe stronice, nie zwracając uwagi na to, co o mnie pomyślą inni klienci. Taka mała chwila zapomnienia. Nikt nie zwracał uwagi, możliwe, że czynili tak samo. A ja... Przecież od wieków nie dotykałam rozpadających się ksiąg, jak dawno nie miałam kontaktu z przeczytaną do granic przyzwoitości książką, zza stronic której wyzierają cienie przeszłości. I to jedno jedyne tomiszcze, spoglądające na mnie wyczekująco, jakby wiedziało, że szukałam go przez całe wieki...

Nawet gdyby to były moje ostatnie pieniądze, nie wahałabym się ani chwili. Już moment później tuliłam książkę jak najcenniejszy skarb. Wszystko wróciło. I wszystko nareszcie miało być tak jak dawniej.

Jakbym poznawała nowych znajomych. Ylja, Johan i jego węgorz, zdeterminowana Annie z córką, sześcioletnią Mią... W kilka chwil wszyscy stali się mi tak bliscy jak wieloletni przyjaciel. Już dawno tak nie było. Zniknął tramwaj, zniknął przystanek na końcu świata - liczyła się już tylko Czarna Woda, jej okolice, szwedzkie wioski, przez które podróżowałam, a błocko chlupotało mi w butach. Jak zwykle, byłam bliska przejechania mojego przystanku.

Teraz wiem. To właśnie był ostatni element sekretnej układanki. Pojęłam to, siedząc na kanapie, pochłonięta przez śledztwo Ake i Birgera, podczas gdy z głośników płynęły dźwięki pierwszej płyty Il Divo. Wprawdzie zabrakło listopadowego deszczu (może dlatego, że mamy lipiec), ale i tak miałam wrażenie, że cofnęłam się do tamtych czasów. Magija. Dwa lata temu. Czyżby to był znak, że historia zamierza się powtórzyć?

Nie miałabym nic przeciwko. Właściwie to byłoby całkiem pożądane... No, może poza Dalszym Ciągiem i Końcem Wszechświata. Ale, ha, póki mam Książkę, to pierwsze mi niestraszne. A widmo tego drugiego odeszło właściwie dawno temu.


Lill, ta fioletowa 10/07/2008 20:41:34 [komentarzy 7] Jakieś pytania?

157. Zestarzałam się.

Raz:
Z dachu ogródka w Servusie zwisają spodnie.
Ktoś: Co to ma być?
Dziadek: Ktoś na dzika polował.
Po Słusznej Stronie Stołu* trzysobowa grupa wymienia znaczące spojrzenia.
Lill: Dzika?

Dwa:
Lill (machając kieliszkiem): Kto chce dopić mojego szampana?
Niula spogląda na kieliszek łakomym wzrokiem.
Lill (chowając szampana): Ale ty już nie pij!

Trzy:
Lill bierze do ręki pilota. Oczywiście, na wspomnianą natychmiast rzucają się Ziemo i Avil celem pozbawienia jej pilota.
Avil: Masz urodziny! Nie możesz się przemęczać!

Cztery:
Szukanie miejsca budowy nowego stadionu i wracanie stamtąd na piechotę jest zUe.
Lill: Patrz! Przystanek tramwajowy! Coś z niego odjeżdża!
Docieramy do przystanku.
Ziemo: Skoro odjechało, to tak szybko znowu nie przyjedzie.
Lill czyta rozkład: Poniedziałek-piątek... To nas nie interesuje... Trójka w niedzielę nie jeździ, jest jeszcze jeden-n... Yyy... Ale on odjeżdża o 23:50!

Pięć:
W kręgielni wszystkie ekrany pokazują F1.
Lill: Patrz! Kubica jecha!
Po chwili.
Lill: no tak, rolnik ora, to Kubica jecha...

Sześć:
Komentator: Jonas Kylka...
Ziemo: Jonas Kylkamorpi?**
Lill: nie, Jonas Kylkakorpi. Wiesz, to pewnie gwara, "kylka korpi poproszę"...
Ziemo: A co to, Wigilia?

Siedem:
O transmitowanym przez Polsat meczu w Gdańsku.
Komentator: Dostali wiatr w żagle...
Lill: To pewnie znad Bałtyku powiało!

Osiem:
O Wnuku.
- Gdzie jest ojciec?***
- Na meczu.
- Jest kibicem?
- Nie, żużlowcem.
- A matka?
- A matka w Częst... ups!

Dziewięć:
Oglądamy Scooby-Doo.
Jakaś postać: ... sir Ian...
Avil: Co?! Sir i Yen?!

Bonusy:
Pierwszy raz zdmuchnęłam wszystkie świeczki za jednym zamachem. To wszystko przez ten chór.
Pierwszy raz w życiu miałam zarąbiste urodziny. Cud.
Kubica jecha, ja szukam człowieka z odstającymi uszyma, a Ziemo dostał robotę wachlarza.

Pe(Ka)eS: O co, u licha, chodzi z tą Anglią? Wie ktoś może?!

Pe(Ka)eS2: Jak się budzi rodzinę Wattów?
Odp: W(h)atts up!
____________________________
*znaczy lewej - gdzie siedzieli Sister-in-Wolfwere, Brother-in-Ghost i Sister-in-Cow (tylko Sister-in-Watt zabrakło)
**Jonas Kylmakoerpi, jakby ktoś się interesował
***albowiem "ojcem" Wnuka został ogłoszony Jedyny Słuszny

Lill, ta fioletowa 7/07/2008 12:50:25 [komentarzy 32] Jakieś pytania?

156. You gotta push the Button.

A ja się nie zamierzam przejmować, o! Za trzy dni urodziny, potem tygodniowe wygnanie, ale uznajmy to za element konieczny - zwłaszcza w obliczu dzisiejszej duchowej rozmowy, z której wynikło głównie jedno zdanie:

"Świętości nie mierzy się ilością poniesionego cierpienia, lecz ilością uczynionego dobra".

Co nie zmienia faktu, że czasem i pocierpieć trzeba. Na przykład na wygnaniu, które jednak może być na swój sposób fascynujące. Tygodniowe rendez-vous z telewizorem (tylko żebym nie zapomniała o jakiejś dobrej kasecie wideo), keyboardem (i nut "We are the champions" albo "Vivo per lei") i... hmmm... czyżby "Tik-Takami"? Dlaczego? Ano, mam taki ambitny plan, żeby wreszcie napisać to draństwo od początku do końca. Nie pierwszy, drugi i piąty odcinek - tylko całość. Ze szczególnym uwzględnieniem oryginalnych tekstów, które przetransponowałam potem do innych tworów. Będzie byczo, ole!

No i ten szalony, krawiecki projekt... Właściwie dlaczego nie? Niby krawcowa ze mnie marna, ale wierzę, że uda mi się uszyć zaplanowane pluszaki - tym bardziej przy pomocy mądrej księgi na temat robienia pluszowych zabawek. Byk, dzik, dwa wilki - zakoduj to sobie, Joanno. Jak szaleć, to szaleć, a co!

Lista życzeń się powiększa. Do sprzętu typu mp3/mp4 oraz forsy na Cardiff doszedł chociażby Beton na Śniadanie. No, nie patrzcie tak na mnie, to tytuł najnowszej książki Jeffa. Niech mi ją ktoś kupi, ślicznie proszę! O, i przy okazji możecie mi też kupić Grand Prix 2007 na DVD w wersji made in Sky Sports. I torbę! Pomarańczową! Zakochałam się w niej dzisiaj - a mój szaruch już stary, rozpada się, wartałoby kupić nowy tobół do nowej szkoły. Oczywiście, familia jest na nie, bo torba za bardzo się rzuca w oczy, bo za duża jest i zbyt nieforemna. Ale przy okazji jest absolutnie zabójcza, optymistyczna i znalazłoby się na niej miejsce na wszystkie przypinki. A to niewątpliwe zalety, o!

A przy okazji mi się pyszczydło śmieje od dzisiejszego anglojęzycznego odkrycia, bo ja kocham humor rodem z Wysp i te ich sformułowania. I to, że nie węszyli w tym spisku.

I w ogóle ich kocham miłością braterską. Ja tam w ogóle kocham cały świat, nawet Tego Który Okazał Się Drugim Wcieleniem Badyla. Nawet Andersena, których chrapał w moim śnie. Wreszcie - nawet brać bydlęcą dziś kocham. Co se będę żałować?

W końcu trzeba do przodu i keep smiling! I gwizdać z wiatrem, jak twierdził Facet od Świętej Tabliczki.

Tak czy śmak, trzymajcie za mnie kciuki. I niech żyje wakacyjne szaleństwo!

[Stan szaleństw na dzień 2.07.08:
*oglądanie odmazanego GP w Szwejku
*powrót przez park po nocy
*żużel i śpiewy chóralne
*koncert Manchesteru
*pisana na biletach powieść
*radosny i lajtowy komentarz]

Zamykamy notowanie na dzień dzisiejszy. Liczę, że przed wygnaniem jeszcze coś wyskrobię, choćby własną krwią.

Edit:

NIE JADĘ!!! Miłosierdzie jednak istnieje.

Lill, ta fioletowa 2/07/2008 21:51:58 [komentarzy 20] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.