Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

130. I won't forget anything.

And feeling wind, blowing my hair
And touching unique atmosphere

(JL, "Addicted")

Tamte noce nigdy się nie kończyły. To dopiero była magia - gwiazdy ułożone w znak zwycięstwa, różana woń bijąca od stojącej na parapecie świecy, miękkie poduszki i my dwie w progu, objęte, najszczęśliwsze. Światła, światła, światła przejeżdżającego przez ciemność autobusu, od czasu do czasu warkot zabłąkanego samochodu. Gdzieś w tle grało radio, a my byłyśmy wprost pijane ze szczęścia. Tak dawno, ale pamiętam, jakby to było wczoraj. I jakby miało nadejść jutro.

Bo nadejdzie.

Like somehow you just don't belong
And no on understand you

(Simple Plan "Welcome to my life")

Byłam głupia i nie potrafiłam docenić tego, co mam. Dopiero na długo później zrozumiałam, że te wszystkie sny, marzenia, rozmazane wizje, z których budziłam się w środku nocy z twarzą mokrą od łez - że one nie mówiły o jakimś odległym miejscu, którego nie ma na żadnej mapie. Nie było w całej tej poplątanej historii krztyny poetyzmu czy tragicznej nutki. Nie, nie, nie. Tylko twarda, bezlitosna proza - bo tak naprawdę w tym Domu cały czas tkwiłam, co noc zasypiałam z jego widokiem przed oczami, kochałam go całym sercem, tak jak i on kochał mnie. Przeżył tysiące trosk i radości, nieskończone morza słonych łez czy rzucanych w przestrzeń uśmiechów. Był częścią mnie, a ja byłam częścią niego.

To była miłość przeze mnie nieodwzajemniona.

Dlaczego urok rzeczy docenia się dopiero po ich stracie? Nie wiem. Ale wiem, że ja dostałam jeszcze jedną szansę - i tym razem ją wykorzystam. Nigdy nie jest za późno, a przynajmniej tak mówią.

And I am thinking
What am I doing there

(Crazy "In my head")

Wiatr rozwiewał włosy, tak jak za dawnych lat. Padał deszcz, ale to przecież nieistotne [tak, teraz ledwie mówię, a pan L. mnie zabije, ale kogo to obchodzi?]. Tak po prawdzie, to miałam ochotę paść na kolana na tym zimnym betonie, gdy zrozumiałam, jak wiele zyskałam i jak niewiele straciłam.

Chrzanię. Gadam jak stara babcia, która przeżyła pięć wojen, trzy tornada, atak terrorystów, najazd Mongołów i wypuszczenie na rynek pierwszego telewizora. W obliczu świata wraz z całym jego majestatem moje życie i moje wspomnienia to tylko nieznaczne kropki, ziarenka, o których ludzie zapomną szybciej niż zdążycie mrugnąć. Ale co ja poradzę, że dla mnie to kawal egzystencji i - chcąc nie chcąc - najważniejsze motywy życia?

Daję słowo, że to słowa bawią się mną
(Akurat, "Słowa mają mnie")

Zostawiając te okrutnie górnolotne rozważania, przyznam się tak zupełnie prozaicznie i banalnie, że szalenie mi nie odpowiada aktualna moja egzystencja. I już nie chodzi o fakt bycia tu czy tam ani o nieustanne pretensje paru osób. Naprawdę nie o to.

Robię ostatnio za pisarkę na urlopie, bo zawsze tak mam, że kilka miesięcy przerwy między jedną powieścią a drugą musi być. Niby nic, ale pomyślcie o mnie jako o kimś, kto przez bite dwa tygodnie niemal codziennie spędzał długie godziny na pisaniu, a zrozumiecie, jaki mam teraz niezagospodarowany czas.

I ani słowa o uczeniu się! To temat tabu. Ciii...

Z tego niezagospodarowania posprzątałam w pokoju. Wiem, wyprowadzam się niedlugo i takie tam, ale to nie zmienia faktu - muszę mieć jakieś warunki przed egzaminem. I tak oto udało mi się między innymi: umyć szufladę (sukces), umyć kubek na długopisy (sukces do kwadratu), trafić trzema długopisami do kosza na śmieci (który, zaznaczmy, stał za moimi plecami) oraz podzielić własną bieliznę na trzy kategorie (białe, prawie że białe, definitywnie nie białe). Co ta nuda robi z człowiekiem...

Jest tylko jeden problem - z tego wszystkiego nie mam już kompletnie nic do sprzątania, więc w razie kolejnego ataku nudy pozostaje mi tylko wysoce "inteligentna" gierka South Park Mario Bros. 2.

Życie pisarki na urlopie wcale nie jest usłane różami.

PS: Po przeczytaniu podręcznika od biologii stwierdzam, że chciałabym być mułem. Nie pytajcie, dlaczego.





Lill, ta fioletowa 25/03/2008 20:43:07 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

129. Meet the heat, speed heartbeat

Przypadkiem, naprawdę przypadkiem powtórzyłam historię. Znów był tupot nad brzegiem Wisły, były opadające na płaszcz krople deszczu i ta dziwna wiara, że wystarczy pójść w jedno miejsce, by znów cieszyć się energią, od której wszystko się zaczęło.
I był też sen, może nie taki sam, lecz uderzająco podobny.
Czy naprawdę mam uwierzyć, że powtórzy się tamten scenariusz?

Dość! To nie czas ani miejsce, by się zamartwiać. To nie czas ani miejsce, by powracać myślami do tego, co zdarzyło się tak dawno temu. Przecież dziś jest inaczej, zupełnie inaczej...

A przynajmniej tak sądzę!

Jak co roku (pomijając 2007, ale to złe czasy były), przy stole wielkanocnym królował jeden, określony motyw. Tym razem nie były to jednak rozważania, dlaczego kupiłam kaczkę (tak, wszystkim to się tak samo kojarzy...) albo czy Jarko przypadkiem nie jest w drodze. Tym razem tematem przewodnim okazał się ten nieszczęsny test gimnazjalny tudzież raczej jego bezbrzeżna głupota. Milion punktów dla tego, kto wyjaśni mi, co za debile układają te testy (pamiętny siarczan (V) i OTWARCIE wystawy). Spokojnie, za miesiąc nie będzie już niczego z tej bajki. I całe szczęście, bo chyba bym zeszła na zawał, a to mi nieszczególnie podchodzi.

Czas na wiosenne porządki w szlachetnym wielce Tramwaju, wprawdzie to już tylko trzy miesiące, ale to nie zmienia faktu, że ja muszę mieć warunki do życia, a nie te puste ściany i przejmującą ciszę. To napawa zbyt wielkim lękiem, zbyt wiele myśli tłoczy się w głowie przez tę pustkę... A ja nie chcę myśleć.

Dobra wiadomość jest taka, że już wkrótce maj, a jak powszechnie wiadomo, połowa maja to będzie szeroko pojęta wolność.

Zła brzmi tak: niestety, ten maj przybywa za ponad miesiąc.

Alleluja i do przodu!

PS: Jestem zUa i Okrrropna i postanowiłam wreszcie powrócić do pisania CZEGOŚ. Kwestia brzmi, czego. Ma ktoś pomysł jakowyś?

Ciąg dalszy czyli co te święta robią z ludźmi!

Odezwało się z nagła jakieś tysiąc jeden osób, z życzeniami i pogaduchami. Magia Wielkanocy, czy jak? Oczywiście, to jest bardzo miłe, oczywiście, to jest bardzo szokujące i oczywiście, to jest bardzo... Przydatne. Nie ma to jak zająć się odnawianiem kontaktów i olać te testy dla debili, w których "1=x" znaczy coś zupełnie innego niż "x=1". Niech żyje sławetny "tumiwisizm"!

Nie ma sensu się zamartwiać. To już tylko 88 dni, to już nawet nie Napoleon(ka), to już nawet nie trzy miesiące.

W końcu nie wytrzymam, wlezę na dach i wrzasnę tak, żeby cała stolica mnie usłyszała. I to będzie owo COŚ, co zrobię przed wyjazdem.

Już nigdy windy i dziesiątego piętra. Już nigdy ronda ONZ. Już nigdy zapachu spalin i parku z trzcinami.

"And if I had one more chance
To come back
I'd say: never again, no, never again..."




Lill, ta fioletowa 24/03/2008 19:33:08 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

128. Katedra Babci, czyli jak się nie dać.

Niech sobie świat będzie na nie, ja będę na tak. I kit z tym wszystkim, życie się przecież nie kończy.

Żyrafa w barwach wojennych wciąż straszy na półce, poniżej Łaciatej Ramki, a perfumy na moim nadgarstku pachną od soboty i chyba nie zamierzają przestać. A to przecież tylko początek, bo jak wszyscy wiemy, za 11 lekcji zaczynają się krótkie wprawdzie, acz treściwe ferie wielkanocne.

Mam plan. Jeśli nie uda mi się dostać do piątki, to pakuję rzeczy w walizkę, rzucam wszystko w diabły i uciekam do Anglii albo w podróż po Europie. Dobra, wiem, ten plan ma luki, i to nawet spore, ale jakoś się muszę pocieszać. A skoro szanse, że nie dostanę się do liceum, są podobno zerowe, to plan zostanie mi na studia. Nie gniewajcie się, Duchowi, ale jeżeli nie wyjdzie psycha i dziennikarstwo we Wrocku, to na rok znikam z mapy.

Wiem, to tylko gadanie bez pokrycia, bo przecież nikt mi na takie praktyki nie pozwoli. Ale to pomaga, naprawdę. So let the world give me the power to survive!

Słucham "Everyday girl" i wszystko się ładnie przejaśnia, tak jak powinno się przejaśnić już wieki temu. Przestań, Joanno, nie jesteś Esther Greenwood, nie histeryzuj... To już dawno mamy za sobą, na całe moje szczęście. Chociaż tego odłamka szkła w dłoni i żelaznej determinacji nigdy nie zapomnę - znów przypadek uratował mnie przed głupotą. Zresztą, takich chwil nie warto wspominać.

Głupia byłam i młoda, ot co. Ale to już tylko zatarte wspomnienie, jak tysiąc innych niezbyt pięknych chwil. Tak naprawdę teraz liczą się wyłącznie te, które zamknęłabym w pojemniku próżniowym i zachowała na zawsze - te same dźwięki, zapachy, obrazy, to wszystko, co stworzyło mnie.

Gdzie moja obrączka? Wkrótce druga rocznica płomiennej przysięgi, złożonej bez świadków i tylko dla siebie - ale to nieważne, grunt, że trzymam się tego jak tonący brzytwy. Albo jak Rudosławska moich nóg, ale to inna bajka...

Zostanie po mnie jakiś ślad
Pamiątka wszystkich dawnych lat


Plan jest jasny. A wykonanie? Cóż, to się samo poukłada. Kurs na szczęście, moi drodzy, startujemy, a prowadzi Kapitan Wielki Kumkwat do spółki z Sister-In-Cow!

Pe(Ka)eS nie na temat:
Emka: Idę do meine Oma...
Lill: Do ihre Omas Dom?
Emka: Tak, do katedry mojej babci!

Czyżby chodziło o babcię od Slava?




Lill, ta fioletowa 17/03/2008 20:26:11 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

127. Opatrzność czuwa.

Klepsydra się odwróciła, a zegar zaczął wybijać godziny upływające do końca "okresu napoleońskiego". Obyło się bez fanfar i fajerwerków, właściwie nawet ja sama zapomniałam, że wczoraj należało świętować wkroczenie na ostatnią prostą pobytu w Mieście Absurdu. Ujdzie mi to jakoś, przecież nie czułam się zbyt wyraźnie, miałam prawo zapomnieć...

Co nie zmienia podstawowego faktu - od wczoraj zegar bije mi sto dni.

W RealPlayerze zagościły rzewne piosenki, oczywiście, nie dlatego, że rzewne, ale dlatego, że niosą wspomnienia, a właśnie wspomnień mi teraz trzeba. I, och, mam jakieś takie dziwne uczucie w żołądku (nie, niczego nieświeżego nie jadłam), sama nie wiem, czy to wróciły Przeczucia, czy co?

A może po prostu Przeczucia postanowiły mi przypomnieć, że mam wobec nich dług do spłacenia?
Cóż, odbija mi się czkawką przeglądanie starych pamiętników. Choć nie przeczę, całkiem przyjemna to czkawka.

Lill 19:04:25
kurde, wzięło mnie na słuchanie rzewnych piosenek
(...)
Lill 19:06:27
dobra, ja tu o rzewnych piosenkach i w tym momencie włącza mi się Frank Head
Emka 19:07:05
rzewne faktycznie
Lill 19:07:29
nie zauważyłaś, z jakim smutkiem on to "para ra" śpiewa?
Emka 19:08:33
poczekaj - muszę posłuchać
Emka 19:08:56
no tak - teraz widzę
Emka 19:09:09
to jest wręcz takie... takie... dramatyczne
Emka 19:09:14
albo to szalalala

I znowu "The show must go on"... Although without me.

Opatrzność wtrynia się w moje życie zawsze, kiedy chcę zrobić coś głupiego, zauważyliście? Gorzej z Jej działalnością, gdy chcę zrobić coś mądrego i w końcu z tego rezygnuję, ale teraz nie o tym chciałam.

Chwilowo najbardziej odczuwalnym działaniem Opatrzności jest fakt, że wciąż posiadam mieszkanie w Toruniu, a wierzajcie mi, że to tylko dzięki cudom made by bank. Cuda się zdarzają, bo aniołki nad nami czuwają, jak mawia Av.

Właśnie. Za kilka miesięcy znów będziemy z Av w jednym miejscu. To zbyt piękne, by mogło być prawdziwe!

A jeszcze mniej prawdziwa wydaje mi się opcja, że w tym samym mieście będzie ktoś jeszcze...

Lill, ta fioletowa 13/03/2008 19:30:39 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

126. No brakes, no gear, big crash - czyli jak się NIE jeździ.

Hermes House Band na cały regulator, badylek pod tytułem żonkil wypuścił już pięć kwiatów (od piątku), a odświeżające się tabelki ruszyły z kopyta. Wiosna, wiosna, wiosna, żużel, żużel, żużel, jeszcze tylko trzy miesiące... Moja własna mantra.

Z zasady nie lubię pisać o czymś, czego opisać się nie da. Bo piątku i soboty opisać się definitywnie nie da - oczywiście, pomijając akcję z "żużlem w Warszawie" (i totemem w charakterze wieżyczki sedziowskiej) oraz kurczaki w KFC, które podróżowały wraz z nami przez pół Warszawy. Niech żyje szukanie knajpy w stolicy!

Wkrótce na youtubie ukaże się pierwszy odcinek nowego show autorstwa Speedway Zioms - "You can't ride - no brakes, no gear, big crash". Show, dodajmy, zawierającego treści niemoralne typu... ekhm... kopulacja dwóch motocykli (nie pytajcie). Innymi słowy, nawet tak niewinna gra jak żużel (żużel i niewinny? Hmmmm...) może być demoralizująca, jeśli tylko grają w nią Speedway Zioms. Bo kto jeszcze jeździ pod prąd i robi blokady (rolnicze)? (I nie, nie mówcie, że Endrju Lepiej)

Ale fakt faktem, dzisiaj od rana działy się rzeczy jeszcze ciekawsze. Niula wymyśliła sobie, że zacznie szukać pracy... we Wrocku. Już widzę radość Ojca z tej okazji, normalnie wyszczerz na pół oblicza. Bo ja osobiście jestem za - raz, że za trzy lata i tak tam trafię, a dwa, że do tego czasu będę mieć na własność całe toruńskie mieszkanie. Wyobrażacie to sobie? Moje własne pięćdziesiąt metrów kwadratowych, obiady u dziadków, wolność i klucze w moich łapkach. Podoba mi się ta opcja, nie ma co.

I Frederick mi odpisał. Wyobraźcie sobie, on, tak, właśnie on się kajał, że długo do mnie nie pisał. Tak, nie pisał od Gwiazdki, niby długo, ale... Ale ja do niego nie pisałam od lipca. Można rzec, że byłam zajęta, ale nie zapominajmy, kto tu ma trzydzieści lat i pracę w urzędzie miasta. Na pewno nie ja w każdym razie.

Odpisał też Jeff i miło mi się zrobiło, że jeszcze mnie pamięta. O dziwo, gadaliśmy o moich "ukochanych" mendiach i wszystkim, co się tego tematu tyczy. A myslałam, że w Anglii "mendiów" nie ma... O, ja naiwna!

I nie stresujcie mnie żużlem, ludzie. Bo żużel przed egzaminami = zerowe przygotowanie do owych egzaminów. Takie równanko tożsamościowe, jak widzicie.


Lill, ta fioletowa 9/03/2008 16:45:14 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

125. Duma w kieszeni, a uprzedzenia na wierzchu.

- Ha! Wiedziałam!
Wielki Kumkwat oparł pomarańczowe łapy na skraju biurka, ziewając rozdzierająco.
- Coś ty takiego wiedziała, szefowo, że nie może to zaczekać aż się wyśpię?
- A czy ja do ciebie mówię?
- Możesz mówić też sama do siebie, ale wtedy umówię cię na konsultacje z psychiatrą. Wiesz, może to jakaś schizofrenia albo...
Przewróciłam oczami.
- Ja już jestem psychiczna, nie zapominaj. Ale nieważne, nie o to chodzi. Słuchaj, Kumkwaciku mój jedyny, ja od samego początku wiedziałam, że coś się kroi, że to jakaś podła intryga ze strony Mistrza Ogona*.
- I co...? - Ledwie powstrzymał ziewnięcie, wpatrując się w wyświetloną na monitorze stronę internetową. Wskazałam ją palcem.
- Moje przypuszczenia się potwierdziły! Sama przeczytaj!
Poprawił okulary, po czym z właściwą sobie, angielską niemal flegmą odczytał podkreślone zdanie.
- Ja tu nic nie widzę - oznajmił sceptycznie. - Powiedział tylko, że odmawia odpowiedzi na pytanie, to chyba nic niezwykłego.
- Zauważ, na jakie pytanie!
- Przesadzasz. Tak wiem, nie możesz całej tej sytuacji przeboleć, ale to nie powód, żeby tworzyć spiskowe teorie dziejów! Poczytaj więcej, zobacz, jaki to sympatyczny człowiek, z poczuciem humoru, przecież lubisz takich. Dlaczego masz do niego pretensje o coś, co nie jest jego winą?
- Akurat nie jest. Nie wierzę, widziałam i słyszałam za dużo, żeby udawać, że pojawienie się Mistrza Ogona a Seria Tajemniczych Wypadków** to dwie różne sprawy. Ach, i pamiętaj, Harold Wight też był czarujący i miał świetne poczucie humoru.
- Z całym szacunkiem, szefowo, ale chyba oszalałaś! Zamierzasz porównywać swoją własną fikcję z rzeczywistością? Schowaj te idiotyczne uprzedzenia do szafy i po prostu obserwuj. Sama się przekonasz, że nie ma powodu do obaw.
- Mów, co chcesz. Jestem więcej jak pewna, że o Mistrzu Ogonie jeszcze nieraz usłyszymy, i to w niekoniecznie przyjemnym dla nas kontekście.


Najkrócej rzecz ujmując - albo zwariowałam, albo jestem prorokiem. Sama nie wiem, która opcja gorsza. A Harold Wight niech skiśnie, to inna bajka niż Mistrz Ogon. Sądzę, że jedyne, co mogłoby ich łączyć, to szeroko zakrojona hipokryzja i obłudny uśmiech.

Nic więcej.
____________________
*Mistrz Ogon - człeczyna, na którego Lill z sobie tylko znanych powodów się uwzięła
**Seria Tajemniczych Wypadków - wolelibyście nie wiedzieć, o co tam chodziło...

Lill, ta fioletowa 6/03/2008 13:58:15 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

124. Miętowo.

Wszystko się miesza, kolory, smaki, zapachy, czegoś chcę, ale nie wiem, czego, te dźwięki, ta piosenka, ona coś przecież znaczyła... Chociaż w tej rzeczywistości znaczy dokładnie tyle co nic.

Za tydzień stanę się Napoleonem (a może Napoleonką?). Pozostanie równe sto dni, żeby pożegnać się godnie z tym miastem, które głównie przysporzyło mi niekoniecznie przyjemnych przygód. Ale w zasadzie... Niczego nie żałuję. Trochę jak Edith Piaf. Tylko trochę.

Zresztą, lepiej żałować coś, co się w życiu zrobiło, niż potem żałować, że się tego nie zrobiło. Tak jak wtedy, kiedy chciałam przykleić kartkę na miętową gumę. Wyżutą, oczywiście. Do dziś sobie o to w brodę pluję. Może wtedy potoczyłoby się wszystko inaczej?

Joanno, do diaska! Ogarnij się i nie proś już o nic więcej! Najlepiej zamknij swój durny pysk na kłódkę, bo wygadujesz herezje. Mało ci było szczęścia? Mało pięknych wspomnień jak zdjęć w albumie. Mało?!

Faktycznie. Nie mam prawa narzekać I nie narzekam, tak sobie tylko gdybam, zresztą, może wtedy nie musiałabym myśleć o całej tej szopce, jaką odstawię już wkrótce w celach "zapoznawczych" (to pretekst - tak naprawdę chodzi o spełnienie jednego z siedmiu punktów).

Jakich siedmiu punktów, nie? O czym ta Lill znowu chrzani? Otóż, moi drodzy bardzo, mówię ja o liście rzeczy, które muszę zrobić przed osiemnastymi urodzinami. Sama ją stworzyłam, ale to było wieki temu i dla żartu. Odkopawszy ją niedawno, stwierdziłam jednakowoż, że warto by pospełniać. I tak oto muszę:
- pojechać do Cardiff
- zacząć się uczyć norweskiego
- napisać artykuł do "TŻ"-ta
- zwiedzić Norwegię
- wydać powieść
- dorobić się płyty HHB
- i coś jeszcze, ale to jest top secret

A co najciekawsze, muszę to wszystko zrobić przed piątym lipca 2010r. Ktoś chętny do pomocy?




Lill, ta fioletowa 3/03/2008 20:42:23 [komentarzy 6] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.