Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

123. Everywhere around the world.

Późno już, a ja idiotycznie czekam na wyniki klasówki z biologii, które ukażą się o godzinie duchów. Z kosza wyziera łepetyna Scotta Nichollsa, co nasuwa mi dość jednoznaczne skojarzenia z pewnym snem. No, doprawdy, lepiej już być nie mogło.

Spaaaaać. Dajcie mi spaaaać, bo inaczej będę śpiewaaaaać.

Ronnie sam w dolinie
Ronnie sam w dolinie...


Szłyśmy po Bulwarze i darłyśmy się wniebogłosy, jakby sprawiało nam radość łamanie niepisanych reguł w społeczeństwie. "Baczność!" Świetlickiego, wypisz-wymaluj. A ja nie dorosłam, o! Jestem straszna, zła, okropna i chcę pozostać wiecznym dzieckiem. Zupełnie jak Ktoś Kiedyś.

Narkotyzuję się bezpłatną próbką jakichś perfum na które po przeliczeniu oszczędności stanowczo mnie nie stać, tym bardziej z perspektywą wyjazdów zagranicznych ze szczególnym nakierowaniem na Pragę i Neustadt. Byle do poniedziałku, w poniedziałek wszystkiego się dowiem.

Zastanawiam się nad transportem Łaciatej do Wsi. Na plaster mi ona właściwie w Mieście Absurdu, jeno stoi i się kurzy. A przecież zostały tylko niecałe cztery miesiące, a potem WUJ*

Oczywiście, dziadek uważa, że rekrutować do liceum powinnam się natychmiast, co jest pomysłem o tyle kretyńskim, iż proces rekrutacyjny jeszcze się nie rozpoczął. Zresztą, ja to muszę sobie w łepetynie poukładać, to przecie inne miasto, inne województwo, dobrze, że nie inny kraj. Chociaż właściwie... Obecnie siedzę w (Po)Wolnym Mieście Warszawa, takim w opozycji do Mobilnego Miasta Eastbourne**.

A Eastbourne mi się śniło. Z Mendą wraz. O ile to pierwsze mi odpowiada bardzo, o tyle to drugie niech ktoś zabierze ode mnie, bo zacznę pluć jadem. Zło się szerzy, ot co.

PS: Wiadomość z ostatniej chwili: Wiedzieliście, że jestem dziedzicem The Vanish Inc.? *zUy śmiech*

Ciąg dalszy NASTĄPIŁ!

Oczekiwania ciąg dalszy. W ramach niezasypiania (gruszek w popiele chyba...), puściłam sobie HHB i niezawodne "Come on Eileen". Wprawdzie tęskno mi do "Never give in", ale przy tym kawałku chyba bym od razu zasnęła.

Przełączyłam na Jaegermeistery. HHB wywoływało za dużo skojarzeń z wakacjami, a do wakacji szmat czasu niestety. A wspomnień sporo - wyjazd do Zakopca (i pieśń o patriotach odśpiewywana na środku zakopiańskiej kawiarenki), Darłówko '06 i wszystko, co było potem (a było tego sporo, choćby pamiętny DPŚ czy jeszcze bardziej pamiętne sierpniowe noce) no i warszawskie nocki okraszone Andą, owcami i "hurem" (nie pytajcie, błagam).

I czereśnie.
I WŁASNE łóżko.
I Upiery.
I nocne meneli rozmowy.

O, kurka. Północ nadeszła. Znikam zatem.
________________________________
*WUJ - Wielka Ucieczka Joanny
**Mobilne Miasto Eastbourne wzięło się stąd:
Lill: ja się zastanawiam, gdzie na Wyspach jest takie słońce, że się z Lorda zrobił Murzyński Król
Ziemo: w końcu eastbourne nad morzem chyba leży, nie?
Lill: no, ale chyba nie leży przez okrągły rok, nie?
Ziemo: nie, zimą leży w górach




Lill, ta fioletowa 29/02/2008 23:31:17 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

122. Lill fioletowa ex machina

A było to zasadniczo tak:

Mam ADHD. Albo cokolwiek innego, co nie pozwala mi usiedzieć dziesięciu minut na moim szlachetnym zadku i niczego nie zdemolować. Dziś demolowałam aulę, oczywiście, nie sama i oczywiście, pod nieobecność pana L., który niecnych mych zamiarów nieświadomy porwał nas na wuefie na próbę chóru.

Dobrze, tak de facto nie miałam żadnych zamiarów. Po prostu zafascynowała mnie korba. Musiałam ją sprawdzić no i przekręciłam. Nic się nie stało, ale było toto nie do odkręcenia. Zawołałam Emkę, jednak i ona sobie z korbą nie poradziła. Zostawiłyśmy draństwo, licząc, że nikt nie zauważy.

I nie zauważył. Przez blisko godzinę. Chór rozśpiewał się już na dobre, gdy nagle korba przekręciła się samoczynnie, a z sufitu zjechała dorodna belka w stylu starogreckiego Deus ex machina. Co dziwne, nikogo nie zabiła.

Emka na tę okoliczność przerobiła słowa hymnu Batorego na:
Pochodem idziemy, uczniowska gromada
I wszystko nam spada, wszystko nam spada


Tudzież lata. Później bowiem latały drzwi od autobusu, zamykając się i otwierając na przemian, przez co musiałam przebyć kawał śródmieścia na piechotę, zziębnięta, głodna i zmęczona. A panowie od remontu musieli świeżo wydobytą z szafy wiosenną kurtkę obsypać mi tynkiem.

Szlag by mnie trafił, jednakowoż pocieszam się myślą, że jeszcze tylko trzy tygodnie do kolejnego wypadu w kierunku Wsi.

Lill, ta fioletowa 27/02/2008 19:35:09 [komentarzy 7] Jakieś pytania?

121. Noc przed.

Noc przed jest najgorsza. Zawsze, absolutnie zawsze. Śpię i śnią mi się dziwne sny, dwa tysiące dwieście wariantów tego, co ma się zdarzyć.

Noc przed ma to do siebie, że zazwyczaj po niej następuje szczęście. Tylko raz było inaczej, ale i ten raz przemienił się w końcu (po dwóch latach, ale newermajnd) w łzy radości.

Noc przed zawsze jest okraszona dreszczykiem adrenaliny, który nieco masochistycznie uwielbiam i do którego często tęsknię.

Słucham "Happy ending" Miki, bez optymistycznego tekstu ale z optymistyczną melodią i chwytliwymi słowami. Ewentualnie słucham "Looking for a hero", które zdobyła dla mnie Meravigliosa Creatura, jeszcze ewentualniej "Parole". No problem, no stress...

Tych Nocy Przed było już kilka.
Pierwsza przed dniem od tamtej pory świętowanym jako Rocznica, a świętowanym zawsze niemiecką muzyką i bzowym mydłem.
Druga przed banalnymi wynikami banalnego testu szóstoklasisty, który wtedy wcale nie był banalny. Sny o Żydku, Vanilla Ninja i "ta śluba" zostały do dziś.
Trzecia - przed Zakopcem. Jarre, "dżem, który wyszedł", zakręcone sny o Moń i niewyspanie owocujące tym, że zwinęłyśmy żagle po pierwszej serii.
Czwarta to wrzesień '05, stłuczone szkło, łzy bezsilności i ten dziwny stan, który dopiero na długo później nabrał nowego znaczenia.
Piąta, czyli noc przed Wrockiem '06, takoż była bezsenna. Z tamtej nocy zostały mi tylko notatki w dawnym pamiętniku.
Szósta - sierpień '06. Sny o przebojowych Warzywach, o spadającym ptactwie wodnym i spełnienie banalnego marzenia. Od tamtej pory nigdy nie było Noc Przed, może dlatego, że nie było ku temu okazji.

A jaka będzie ta siódma? Cóż, ciąg dalszy nastąpi. Jutro. Trzymajcie kciuki, błagam, choć to niczego już nie zmieni.


Lill, ta fioletowa 24/02/2008 21:12:05 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

120. I saw the sign and it opened up my eyes

Śpij i nie myśl już o tym
Bo to człowieka nie zmienia
To nie jest warte niczego
Więc nie jest też warte myślenia
(JL, "To")

Słowa, które nigdy nie padły.
Myśli, których nikt nigdy nie zgłębił.
Czyny, których nie było, ale to przecież nieistotne.

Dzięki pewnej wspaniałej Osobie (tu podziękowania dla Osoby za dzisiejszą rozmowę o powołaniach i wszystki sprawach około) zrozumiałam, że seria dziwnie powiązanych snów nie była przypadkiem. Przypadki istnieją, ale chyba nie tutaj. Zatem zgodnie z przesłaniem snów mam się stać adwokatem potępionych?

Nie będę mieć togi.
I nikt mnie nie opłaci.
I nie będę wmawiała tłumom, że morderca nie zabił.

Absurdalne. A jeszcze bardziej absurdalne jest to, że dostałam misję, którą chcę wypełnić. Za dużo widziałam, za dużo zrozumiałam, żeby wycofać się z tego, co teraz robię.

"Ale, na miłość boską, nie jako bandytę!"

Wierzę. Wierzę, że każdy - mówię to z pełną świadomością wagi tego słowa - dokładnie każdy ma w sobie jakiś pierwiastek dobra, choćby najszczelniej zakryty. Zatem o to od początku chodziło w tej grze? Żeby pokazać prawdę, owszem, ale dokładnie tę część prawdy, którą inni pomijają milczeniem nie zawsze taktownym. A dzisiejszy sen jeszcze dobitniej niż wszystkie pozostałe udowodnił mi, że właśnie to mam zrobić i tą drogą pójść. Oczywiście, nie udowodniłby mi tego aż tak stanowczo, gdyby nie interpretacja wspomnianej już Osoby. Bo skoro i ja, i ona odniosłyśmy tę wizję do tej samej rzeczy, maleje szansa, że popełniłyśmy błąd.

Dziwne uczucie. Dziwne, ale nie przeczę, że przyjemne. I...

Wiadomość z ostatniej chwili: ZROZUMIAŁAM. Zrozumiałam, dlaczego cuda postanowiły się spełnić i dlaczego drugi akt nie okazał się ostatnim aktem. Chociaż... Czy to możliwe, żeby tak wielkie cuda były nagrodą za tak niewielką cegiełkę dołożoną do walki?

No dobrze, przyznaję, tych cegiełek było kilka. Była pewna opowieść - nawet dwie - były kreślone w pośpiechu słowa, nad których wagą nawet się nie zastanawiałam i były nocne dialogi z pewnym robakiem, owocujące spożywaniem nadmiernych ilości pewnych środków.

Nie zrozumcie mnie źle, ja po prostu szaleję z radości na myśl, że udało mi się wreszcie rozgryźć tę zagadkę. I że dowiedziałam się, iż to co robię jest słuszne. Przynajmniej według Sił Wyższych, a im ufam bez zastrzeżeń.






Lill, ta fioletowa 22/02/2008 23:55:25 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

119. Czarujemy, czarujemy.

Oczywiście, tak to zwykle w moim życiu bywa. Kiedy trzeba mi pomocy, stoję na jakimś beznadziejnym rozdrożu, a ktoś pozamieniał wszystkie tabliczki i nie wiem, którędy dojść do celu, nikt się nie kwapi, żeby mnie poratować. Ale kiedy wszystko jest poukładane najzupełniej perfekcyjnie, cegiełka po cegiełce, kiedy idę właściwą drogą, nagle okazuje się, że wszyscy lepiej ode mnie wiedzą, jak powinnam sobie życie ułożyć. Och, do jasnej ciasnej, czy ja mam na czole napisane "Koncert życzeń", czy jak?

Asertywność, kochanie, asertywność. Tryb: szkoła odmawiania.

A zresztą, ja już sama nie wiem, pogubiłam się chyba, nie mam lewej nogi i prawego płuca, i gdzieś mi się zapodziały duże palce u stóp. Nieważne, przecież ja muszę sobie dać radę, bo społeczeństwo nie przyjmuje do wiadomości innej opcji. Każdy czegoś ode mnie chce, terminarzyk się zapełnia, a ja daję wszystkim prztyczka w nos, mówię: "całujcie klamkę" i znikam w otchłani własnych myśli. Urlop od ludzi potrzebny mi jak sen, wkrótce zrobię sobie powtórkę z czerwca 2007.

Ale najpierw skończę "Wroga".

Do licha... Znalazłam kalendarz z 2005 roku. Wy wiecie, co to znaczy? Wy wiecie, Wy rozumiecie? Niech piorun strzeli, nie rozumiecie, bo to nie te czasy, nie ta ja, w ogóle wszystko nie te. Jak zostanę prezydentem, to zrobię z 27 maja święto narodowe dla upamiętnienia wielkiej przemiany z dziecko w człowieka pełnowartościowego z pełnowartościowymi zainteresowaniami

Nawiasem mówiąc, biało też może być pełnowartościowe, ale ja się białkiem nie czuję.

Włączyło mi się, tak diablo adekwatnie do pory dnia, nocy, roku, tygodnia, "The magic of Christmas". Wspomnienie lipca, oczywiście, bo jak wszyscy wiemy, lipiec to Christmas pełną gębą. Nie, nie o to chodzi, to taka dawna historia, którą kiedyś będzie się przekazywać z pokolenia na pokolenie, niech ja tylko prezydentem zostanę.

Dobra, nieważne. Es ist egal, alles ist mir egal...

~*~
Refleksja mnie naszła i muszę się podzielić.

Ziemo (5-01-2008 19:37)

przecież ja idę do piekła, wujek adolf czeka

Ziemo (5-01-2008 19:37)

pamiętasz? ten co jest u ciebie na fotce z księdzem

Lill (5-01-2008 19:38)

to może lepiej idź do księdza po rozgrzeszenie? do TEGO księdza

Lill (5-01-2008 19:39)

a to by było niezłe, jak byś przed nim ukląkł i poprosił o rozgrzeszenie

Ziemo (5-01-2008 19:39)

właśnie wyobraziłem go sobie w konfesjonale

Ziemo (5-01-2008 19:39)

a na kolanach nie siebie, tylko ducka

Lill (5-01-2008 19:41)

znasz taką piosenkę Bajmu "Różowa kula"?

Lill (5-01-2008 19:42)

ona się zaczyna od słów "Wybacz mi, ojcze..." i tak mi się z tym konfesjonałem skojarzyło

Refleksja brzmi następująco: W rzeczonej piosence jest wers "RÓŻOWA kula porwała mnie". Vanish? Hej, chwileczkę, ale Jego Lordowska Morda, który na pewnej fotce robił za księdza (i to przed nim Duck miał klękać) też był od Vanisha. Biedny Duck, już mi go żal...

Zwariowałam. Żal mi The Ducka? Nie no, definitywnie późna pora nie działa na mnie dobrze...



Lill, ta fioletowa 20/02/2008 22:40:57 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

118. "Wal śmiało, samochód teściowej"

-Zamówiłam u krawca dwa spodnie!
- Dwa... co?!
- Dwa spodnie.
- No tak, dwa spodnie, dwa wierzchnie...


Dramat w trzech aktach. Logiki niet, bo i po co, sensu niet, bo kogo to obchodzi, a ciąg przyczynowo-skutkowy wsadziłam między bajki. Żyj chwilą i carpe diem, ziąąą.

Akt 1: Na polowanie, panowie i panie!

Zaczęło się w chwili, gdy arystokratyczny (polemizowałabym) pies (suka właściwie) o nienagannych (jakby ktoś miał wątpliwości) manierach wdepnął w buchtowisko. Był, co łatwo przewidzieć, lament, płacz i zgrzytanie psich zębów. Podejrzewam, że księżna Rudolfina już nigdy nie da się zaciągnąć do lasu, normalnie trauma na całe życie. W gruncie rzeczy miałam podobne odczucia co ona, zwłaszcza gdy zorientowałam się, iż w kniejach coś chrumka złowieszczo. Wniosek jest wysoce jednoznaczny - golden retriever psem myśliwskim jak najbardziej jest. Znaczy się: pomyśli, pomyśli, ogon pod siebie i w długą.

Potem było dzieło sztuki na zdobytej przez dziadka szybie, a w międzyczasie jeszcze wraz z dziewczynami (czytaj: Rudką i Niulą) zastanawiałyśmy się, czy Bezprawny nie jest przypadkiem w ciąży (nikt normalny nie pochłania tylu ogórków kiszonych). Wracając zaś do dzieła - należy zauważyć, że odkryłam nową metodę szybkiego suszenia pędzli. A także uciapałam bluzkę zaschniętą, zieloną farbą, ale to pomińmy taktownym milczeniem.

Takie przypuszczalnie było sobotnie preludium.

Akt 2: Coming home again

Wreszcie mogę być sobą. Mogę się zaszyć w ukochanych, przystosowanych do moich potrzeb czterech ścianach, spędzać wieczory na kontemplowaniu tapety i zastanawiać się, co za debil usunął dziadkom z kablówki Eurosport. Ojciec będzie niepocieszony, jak przyjedzie i się o tym dowie.

Do rzeczy jednakże. Niedziela była, nie ukrywajmy, rewelacyjna. Oczywiście, pomijając nic nieznaczące epizody typu dziwna sąsiadka dziadków, która mówiła do nas "dzieweczki" (urocze, nie?) i stwierdziła, że jestem podobna do rodu Ł. (powinnam była ją zgasić, że ja jestem przecież wnuczką pana Henryka i pani Krystyny Ł., ale żal mi kobitki było). Ach, i Servus znów był zamknięty (Av, nie uważasz, że to podejrzane?), więc wylądowaliśmy w Manekinie, z niechcianą słomką wetkniętą w świecę w charakterze dekoracji. Tymczasem znaki na niebie i ziemi wskazywały nam, gdzie wylądować - a to sąd grodzki, a to napis "skóra" na sklepie, a to aktor (reżyser?) nazwiskiem Marcinkowski. Wiemy, do czego to piło, prawda?

I nawet nieplanowane spotkanie z cyklu "poznaj moją rodzinę" (Andreas przyjechał z Deustchlandii) czy mój przeuroczy lapsus językowy "Wal śmiało, samochód teściowej" (Niula, nie zrozumiawszy aluzji, aż się zapowietrzyła z oburzenia) nie popsuły nam humorów. Niedziela była perfekcyjna. Prawda, Książę?

Akt 3: "Pani do mnie?"

No i żużel. Ten żużel, który wyzwala emocje, na wzmiankę o którym przechodzi mnie przyjemny dreszcz, ten sam, który zamienił moje życie w bajkę. Tym razem żużel od nieco innej strony, takiej bardziej... Zakulisowej, to właściwe słowo. Najpierw nieśmiałe fotki strzelane wmieszanemu w tłum Siopkowi, człowiekowi z Coventry (który potem odezwał się do mnie płynną polszczyzną) czy szpiegowi norweskiego Polaka. A potem się rozhulaliśmy. Wyścig po autograf do Sqry (i kto pamiętał, że podłoże w dużej mierze stanowi lód?), próby ustrzelenia napisu i przyglądanie się zawodom z perspektywy parkingu. Ochronie chyba wybitnie się nie chciało - i nie, żebym miała do nich pretensje.

Pamiątki wymierne są, ale to wyłącznie dzięki zdolności logicznego kojarzenia faktów by Ziemo. Strach pomyśleć, co by było, gdyby jednak nie zdobył tych długopisów. A tak - mamy autografy gdzie tylko się dało. "Chłopcy ci cały program pomazali", jak skomentował ze śmiechem Krzyżu, gdy podeszłam do niego po podpisik. I na własnej skórze doświadczyłam poczucia humoru Sławka D., gdy pognawszy do niego po autograf (i mało nie zabiwszy się na tym lodzie), zostałam przywitana zdumionym spojrzeniem i niewinnym pytaniem: "A pani do mnie?".

Najdziwniejszy żużel w życiu. Ale, jak by na to nie patrzeć, chciałabym, żeby każdy taki był.

I w takim towarzystwie *znaczący uśmiech*

Lill, ta fioletowa 13/02/2008 14:27:00 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

117. Lill się pakuje, czyli jak nadeszła Apokalipsa.

Pakowanie mode on, energia życiowa mode zdecydowanie off, chyba nadejdzie cud na zanieczyszczoną do granic przyzwoitości Wisłą i w pierwszy dzień moich ferii (!!!) wyląduję w łóżku o przyzwoitej porze i z bólem głowy. Kocham przeprowadzki.

Jakby tego było mało, nie mogę się dogadać z programem PowerDVD, który uparcie twierdzi, że w moim komputerze żadne DVD nie siedzi. To jakiś głupek, wnioskuję. Idę po Cini-Minis, zezłościłam się i muszę zagryźć złość. Niech mnie siły wyższe mają w opiece, jeśli natknę się po drodze na Niulę. Wykład o odpowiedniej porze na jedzenie murowany.

I o tym, że znowu nie tknęłam bułki.

I o tym, że psu nie dałam nic z obiadu. No, przepraszam, ale ja nie chcę mieć psa na sumieniu - wystarczy, że mi chili wypaliło otwór gębowy. Swoją drogą, to trzeba być debilem, żeby curry pomylić z chili.

Debilem albo Bezprawnym.

I stanowczo wnioskuję o powiększenie paczki z Cini-Minis. Dziś kupione i teraz ostatnią miskę wykańczam. Skandal. Wstyd i hańba, i placki ziemniaczane. I gdzie ja, do licha najcięższego, zapodziałam mój szalenie ważny artefakt, znaczy się... yyy... kostkę?

Okej, okej, nie dajmy się zwariować. Podliczmy na spokojnie plusy i minusy obecnej sytuacji.

Plusy:
+ jutro będę spakowana
+ paczka z Cini-Minis nie zmarnuje się w czasie, gdy ja będę w Toruniu
+ Dziadek-Cudotwórca załatwił mi szkło
+ nie będę miała problemów ze wstaniem jutro o tej piekielnej ósmej
+ a nawet gdybym miała, mogę dospać w samochodzie

Minusy:
- Niula się wpiekli, że tyle do zabrania
- w samochodzie nie dośpię, bo będę musiała pilnować szkła
- jutro będę na mocnym kacu
- wolę nie myśleć, co sądzi mój organizm o swej nowej diecie
- nie obejrzę sobie żużelka
- do poniedziałku nie trafię pod skrzydła dziadków, co oznacza dalsze żywienie się resztkami i znoszenie przestawiania lodówki o 22:30.

Tak, tak, kochani. Całe życie o tym marzyłam...

Chrzanić stolicę.


Lill, ta fioletowa 8/02/2008 23:01:26 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

116. Zdrada?

Pomyśl, że to sen
Że to wcale nie działo się
Tak będzie lepiej
Śpij

(Trzeci Wymiar, "Zapomnij o tym")

Taka zwyczajna zwyczajność. Takie zwykłe, przedpołudniowe rendez-vous z komputerem, wolne przedpołudnie, zatem i tworzenie wchodzi w grę. A że do tego ostatniego klimat jest potrzebny, włączam "Zapomnij o tym" Trzeciego Wymiaru. Nie żebym pisała o rzeczach, o których owa piosenka traktuje. Właściwie treść zwrotek pozostaje dla mnie tylko jakimś bliżej nieokreślonym obrazem czegoś, o czym słyszałam wiele razy, ale z czym się nie zetknęłam. I cale moje szczęście. Ale refren... Ech, to długa historia - czasem wydaje mi się, że aż zbyt długa.
'
Kołyszę się w rytm. Lewo-prawo, przód-tył, wszystko bezwiednie i raczej nie intencjonalnie. Zwrotka, ja piszę, tekst płynie, melodia płynie, wszystko płynie. I deszcz pada. A zaraz potem wszystko dzieje się jednocześnie, dzieje się za szybko, aż nie mam okazji złapać oddechu - promień słońca zagląda w okno, głos w refrenie, te słowa, ta jedna myśl... Serce pika żałośnie. Taka refleksja, że tamten wrzesień to podły miesiąc był.

Jakkolwiek.

Wspomnienie przyłazi samo, przypełza właściwie, siada na mojej klawiaturze i szczerzy odrażające zębiska. A ja, jak zwykle, nie umiem go strącić, powiedzieć mu, żeby spływało. Zaczyna gadać, a ja słucham jak zaczarowana. Czy to już masochizm?

Słucham historii, którą znam już na pamięć i którą wielokrotnie chciałam już opisać, lecz nigdy nie znalazłam właściwych słów. Słucham o tej nocy, gdy spałam płytkim, urywanym snem, wisiałam gdzieś między jawą a brakiem świadomości. Słucham o tym poranku, gdy wraz z pierwszymi promieniami słońca wyślizgnęłam się cicho z pokoju i na palcach pognałam tam, gdzie czekało na mnie nieuniknione. Wreszcie słucham o tym, jak szczęście zamieniło się w bolesne rozczarowanie, jak bezwiednie zwinęłam się na dywanie w zapłakany kłębek. I jak ktoś, kto przyszedł, żeby zagonić mnie do łóżka, otrzymał odpowiedź: "Spadaj. Jak mogę spać, gdy świat się zawalił?"

Słucham o tym wszystkim i nagle ze zdumieniem odkrywam, że to wspomnienie nie boli. Ani trochę. Że to tylko taka ciekawostka z mojego życiorysu, opowieść o tym, co stać się musiało. Opowieść o cierpieniu, ale cierpieniu niezbędnym. Może dorosłam, może się zmieniłam, może to świat się zmienił... Już nie boli.

To dziwne, ale czuję się, jakbym zdradziła własne wspomnienia.

Chociaż właściwie... Nie mogę się w nieskończoność katować czymś, co było, minęło, co jest już tylko mglistym wspomnieniem. Po tamtym wrześniu został mi tylko Sylver i miłość do sudoku. Zbyt niewiele, by się przejmować, zbyt wiele, by zapomnieć.

Może przywykłam do myśli, że gdyby tamte chwile pobiegły innym torem, i moje życie wyglądałoby inaczej. W końcu czyż nie jest prawdą, że Lill najbardziej kocha rozbite w pył gwiazdy?

Lill, ta fioletowa 6/02/2008 13:17:48 [komentarzy 14] Jakieś pytania?

115. At the end of everything.

Koniec.
Finito.
The End.
Ende (nie mylić z Ente).

Podsumowując:
- Pragi nie będzie
- Niemcy podobno będą w czerwcu (czyli szykujmy się, że nie będzie)
- upiornej premiery nie będzie
- nie będzie też spełnienia szaleńczej wizji, która zrodziła się w mej głowie wczoraj pod prysznicem, a tyczyła się złożenia pisarstwa i żużla w jedną wyjazdową całość

Podsumowując jeszcze bardziej:
- właśnie rozpadają mi się plany na rok, który miał być rokiem mojego życia

Ale wiecie co? Mam to - jakże buntowniczo - gdzieś, głęboko gdzieś! Jutro jest Rocznica, jutro jest mój dzień, moje święto i mam zakichane krowie prawo, żeby być szczęśliwa. I będę szczęśliwa.

Marzenia się spełniają, tylko nie zawsze tak, jak byśmy tego chcieli, wiecie?

Ale... Ale przecież to, czego tak bardzo pragnęłam, spełniło się. A zagraniczne wyjazdy, eleganckie wyprawy i inne takie atrakcje? To tylko dodatek, uwierzcie mi. Trzeba umieć sobie radzić bez kasy na dalekie wyprawy.

Wydam powieść.
Będę mieć spotkania autorskie.
Zaszaleję w Bydzi.
Spędzę wczasy życia z Ekipą nad morzem.
Będziemy z Martuś imprezować w londyńskim domu.

Ha-ha-ha, i co, i co, i co?

I będę pracować w księgarni. Albo mydlarni.
I zarobię kasę.
I obowiązkowo muszę dotrzymać danej Mendelejewowi* obietnicy.

A co? Mam prawo być szczęśliwa. Czas wrócić do standardu, cieszenia się "byle czem", tak jak wtedy, kiedy po tygodniach łez szalała we mnie euforia podczas spaceru z psem czy jedzenia czereśni na kanapie we WŁASNYM (!) pokoju.

Właśnie. Własny pokój. Jeszcze tylko 4 miesiące i 15 dni.
_____________________________
*Mendelejew - zwany także MENDĄ






Lill, ta fioletowa 5/02/2008 19:57:55 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

114. Przypadki pewnej wariatki.

Sprzątanie szuflady późnym wieczorem rządzi. Nie dość, że wreszcie odgrzebałam zaginiony portfel (wraz z zawartością, która do Niemiec definitywnie się przyda), to odnalazłam też bez mała tysiąć pięćset innych drobiazgów, które można uznać za pożyteczne. Bo kto by pomyślał, że Lill ma w szufladzie koryto do robienia kostek lodu, wypelnione w dodatku koralikami?

Toż to nawet Lill we własnej osobie by nie pomyślała.

Bezprawnemu wcisnęłam w ramach prezentu kolekcję spinaczy (nieużywanych) oraz monstrualny, czerwony dziurkacz (takoż nieużywany), ponieważ spinacze wolę kolorowe (a i tak na plastr mi one), a dziurkacz mam w Domu własny, elegancki i biały. Drugiego mi nie trzeba.

I, oczywiście, jako osoba z talentem do pakowania się w niecodzienne sytuacje, przykleiłam mysz od komputera do gobelinu przy pomocy kleju, który wygląda niewinnie, ale jak przyklei... No, innymi słowy - miałam małą katastrofę, a Rudolfina siedziała na kanapie i z zażenowaniem obserwowała moje zmagania z substancją klejącą.

To trzeba być mną.

Czuję się, jakby mnie z Mrożka wyjęli i wkleili w ramy zwyczajnej, nieabsurdalnej (!) rzeczywistości. Wywożę własny pokój do oddalonego o 200 kilometrów miasta, nocami krążę po globalnej sieci i zbieram z niej moje zdjęcia, a nade wszystko uczę się biologii i jednocześnie rozmasowuję psu obolały łeb (nie wnikajcie, proszę).

I znowu mi szampon zaginął!

Spokojnie, Joanno, wdech-wydech, jeszcze tylko 4 miesiące i 17 dni.

Ufff!

PS: Leigh, do diaska!* Gdzie ja posiałam moje tabletki!
______________________________
*zrozumieją tylko ci, którzy mieli okazję przeczytać i obejrzeć "Love is in the air" tudzież "Gang Olsena 40 lat później"

Lill, ta fioletowa 3/02/2008 13:53:22 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

113. Pioruny na słonecznym niebie.

Przydałaby się burza. Jestem Okrrropna, wiem doskonale, ale ja naprawdę tęsknię za porządną burzą, żebyśmy z Rudusiem siedziały pod kocem, wtulone w siebie, piły herbatkę i czytały książki. Ale to tylko takie moje małe, prozaiczne marzenie.

Wczoraj w ramach ogólnego buntu przeciw Niuli, Bezprawnemu i całej reszcie załogi, położyłam się odwrotnie niż zazwyczaj. Ciekawe jest badanie reakcji na ten stan rzeczy.

Niula rano weszła do pokoju i od razu warknęła na mnie: "A co to znowu za fanaberie?! Nawet spać nie możesz normalnie?!"

Bezprawny jeszcze wczoraj przyszedł, a zobaczywszy moją głowę tuż przy drzwiach, skomentował: "Rozumiem, że coś ci się we łbie poprzestawiało".

Babcia, dowiedziawszy się co jest na rzeczy, stwierdziła: "To wszystko dlatego, że to dziecko [czyli ja] dostaje za mało magnezu. Potem jest roztrzęsiona i popełnia głupstwa".

Dziadek zareagował podobnie do Bezprawnego: "To wszystko przeze ten wiek, ona jest nieodpowiedzialna i brakuje jej odpowiedniego wychowania".

Jedynie Rudka wyrozumiale nie powiedziała ani słowa, tylko jak zwykle położyła się wzdłuż mnie, jakkolwiek owo wzdłuż wyglądało inaczej niż zazwyczaj.

Ludzie lubią sobie komplikować życie, czyż nie?



Lill, ta fioletowa 2/02/2008 14:29:07 [komentarzy 6] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.