Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

197. Nowe Święta 2008 - część III

Dzisiaj już ostatni element szaleńczej układanki. Poznacie całą prawdę o weekendzie spod znaku "Best of best", Dwulitrowej Butelce Coli i o tym, co było po winie. A właściwie, co mi po winie sugerowano.
Enjoy!
______________________________
17 X - Światowy Dzień Litości Nad Mokrymi Dziewczętami
>uno< - "Greg, fanki przyszły!"
>due< - Rolnik sam w dolinie...
>tre< - "What do you want?"
>quattro> - Achechochuchichych... Po trzech latach pełnych wyrzeczeń. Nareszcie mój! Tylko mój, haha!

18 X - XIV Noc Cudów (Powtórzona)
Tuż po siódmym biegu w progach naszych zjawił się J. z rozwianym włosem i marzycielskim spojrzeniem.
- Hurra! - oznajmiłam, rzucając się J. na szyję.
- Cholera, znowu ten Pedersen - skwitował J.
>hymna, ale nie duńska< - Hymn Nocy Cudów. Wszystkich, ale głównie tych najważniejszych.

19 X - XV Noc Cudów (Toruńska)
Apator K.
Apator S.
Apator mistrzem Polski jest!
Haleludża. Cieszmy się i radujmy, bo drugiego takiego sezonu już nie będzie.
>nasze!< (jaki tu spokój)

21 X - Dzień Dobry
"A może by tak rzucić wszystko w diabły i po prostu żyć, bez żadnych ograniczeń, bez niczego, co mogłoby blokować naszą wolność?"
"Jakie to życie jest k... z...!"

3 XI - Dzień Izraelski albo Dzień Taniego Wina
Niv.
Idan.
Bezimienny.
I cała reszta. I tanie wino wraz z "podłymi insynuacjami". I ojciec chrzestny. "Było wino, będzie K."
>klik<

10 XI - Dzień Grzywy>klik<
Bo świat przecież był na TAK. Zdecydowane, głośne TAK.

17 XI - Dzień (z) Serca
>historia jednego serca<
>klik<
Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Czarnego Kota!

29 XI - I Noc Klubowa
Rasta korale. Dżins bransoletka. Słoneczna. I parę innych atrakcji. I możemy zaszaleć.
- Was tu się akurat nie spodziewałem!
- My siebie też nie.
Ja chcę jeszcze raz. Tylko może bez "problemów technicznych". I bez podkradania ludziom taksówki ("ty burżuju!").
zamawiam ostatni taniec - >corrida!<

19 XII - Dzień Dwulitrowej Butelki Coli
>cola!< - wypij - będziesz tak zaje jak my
Pierwsza klasowa wigilia. Pierwsza z wigilii klasowych, kiedy było po prostu najlepiej. Tak jak powinno być od początku.
I "do zobaczenia w Nowym Roku" (coś szybko przyszedł)

28 XII - Czwarte Zakończene
>klik< - Huśtawka na końcu świata
A ja ukończyłam me intensywne prace nad końcem świata. Haleludża.
I tam wcale, WCALE nie ma aluzji.
Gdyby miały być aluzje, to Agacie by coś po oczach świeciło, o.


Lill, ta fioletowa 30/12/2008 22:42:59 [komentarzy 26] Jakieś pytania?

196. Nowe Święta 2008 - część II

W dzisiejszym odcinku dowiecie się:
- kiedy wypada Dzień Współczucia
- dlaczego 6 lipca to nowa Wigilia
- co jest pierwszą relikwią PirszoCeowej Lill
i wiele, wiele innych. Zaprasza się do lektury!

28 VI - Dzień Szweja
>klik<
Przyznać trzeba, że tęsknię za Szwejem niemożebnie. Ale co tam - już w kwietniu wielki comeback! Wierzę, że udany i dla Szwejka, i dla mnie.

5 VII - Dzień Współczucia
- Komuś właśnie ucieka autobus.
- Współczujemy!
Współczujemy wszystkim i wszystkiego. A najbardziej Lill tego, że w Dzień Współczucia została słit sikstin, chociaż naprrrawdę tego nie chciała. Życie nie posłuchało.

6 VII - Wigilia
- Poproszę Kylkakorpi.
- A co to, dziś Wigilia?
Słowo się rzekło, kobyłka u płota.

19 VII - XI Noc Cudów (Barowa)
- Jak tak dalej pójdzie, to zbiję popielniczkę!
>klik<
"Yes... very race... ye... together"
Dania, biało-czerwoni!

20 VII - Niedziela Popielcowa
- Prześlę ci zdjęcie Holdera. On wygląda jak Kubica!
- Ja nie wiem, jak wygląda Kubica.
- Yyy... To prześlę ci też zdjęcie Kubicy!
Żużel nas lubi. Zwłaszcza ten czarny i brudzący. A my lubimy żużel. Również ten czarny i brudzący.

31 VII - Drugi Dzień Znaków
uno - proszę państwa, oto LWY!
>due< - a to je duńska flaga spotkana na stacji benzynowej w środku POLSKI!
Tre: Dlaczego tamta wieś nazywała się Nowy DUNinów?
Dobrze, przecież znam odpowiedź. Wy też ją znacie (patrzcie: punkt niżej)

2 VIII - XI Noc Cudów (Nieprzespana)
"Gdzie te dziwki?"*
Praha je to krasne mesto. Krasne jak sto pięćdziesiąt, zwłaszcza po żużlu i zwłaszcza ze mną wiszącą na barierce koło sektora duńskiego i śpiewającą "Un sogno di gloria, la nostra vittoria"**
>klik<

11 VIII - Dzień PirszejCe
>nasi tu byli!< - z tą oto kartką wylądowałyśmy z Av pod Horzycą i po tej kartce poznał nas Karim, a potem cała reszta. Pomysł idiotyczny, ale jakże skuteczny!
>klik!<
Gdybym nie była chora, byłoby jeszcze fajniej. Pytanie tylko, zadane z perspektywy czasu: czy może być jeszcze fajniej?

16 VIII - Noc Ruskiej Mafii
I było dokładnie jak w "Strzeż się karetki". Albo nawet goręcej.
"Strzeż się karetki!" - >klik<
"Apokalipsa unplugged, czyli karetka powraca" - >klik!<

1 X - XIII Noc Cudów (Lwia)
>tu miały być Lewki z pucharem, ale Lewki wzięły i zblokowały stronę, więc chwilowo ich nie będzie<
>hymn zwycięzców<
Rozpoczyna się Rok Lwa. Ave.
__________________________
*cytat z jakiejś czeskiej piosenki
**Stadio, "Parole nel vento"

Lill, ta fioletowa 29/12/2008 21:57:59 [komentarzy 2] Jakieś pytania?

195. Nowe Święta 2008 - część I

Bo chciałam raz zrobić zupełnie na odwrót. Zamiast podsumowań rodem z Szopek Noworocznych i innych takich (budzą się w tym momencie moje mroczne skojarzenia ze słowem "szopka", a już tym bardziej ze słowem "noworoczna" - i nie tylko), będzie lista nowych świąt. A raczej - pierwsze dziesięć najważniejszych z owej listy. W dzisiejszym odcinku dowiemy się między innymi:
- kiedy powinien wypadać Sylwester
- kto pił piwo ze Sprite'em
- z czym szanownej Lill skojarzyło się określenie "Pan Wielkie G." (poza tym, że z faktem, iż "nam to tylko wielkość w głowie")
Enjoy!
(Ciąg dalszy jutro)

25 II - Dzień Drogi na Hell vel Trzecie Zakończenie
Że generalnie Wroga żem skończyła.
I że generalnie konkurs polonistyczny żem przewaliła.
Haleludża. A o poranku, jadąc do szkoly, usłyszałam, jak Chris (nie, nie Harris, tylko Rea) śpiewa "this is the road to hell". Optymistycznie, nie ma co.

16 III - Dzień Litrówki
Ziemo:w ogóle te highlightsy są świetne - całe gp mi się przypomniało dzięki temu i nie brakowało ani jednego fajnego momentu
Ziemo: i ten pamiętny moment, gdzie Hans niemal kosi Nickiego
Lill: a o które kuszenie ci chodzi?
Lill: *koszenie
Ziemo: [hahaha]
Lill: mówię - ja jak już walnę litrówkę ...
Lill: *literówkę!

14 IV - Pierwszy Dzień Znaków
Dla takich poranków warto było mieszkać w stolycy. Panowie w panterzych kurtkach, kosiarka czyli "feel the power" i Bezprawnego piosenka o czarnych krukach.
I kit, że potem nic ze znaków nie wyszło, bo wygrał Pan Wielkie G.
Ale nie TO Wielkie G.!
(Swoją drogą, "Panem Wielkie G." można by nazwać również Mirka Galiszewskiego - ale to nie te realia)

4 V - Dzień Picia Piwa ze Sprite'em
Bezprawny pił piwo ze Sprite'em, Niula obgadywała Hiszpanów, a ja ruszyłam śladami moich własnych bohaterów.
Na Allianz Arenie kiedyś będzie żużel - tako mówię ja, Lill fioletowa. I tako się stanie.

10 V - Sylwester
Avil twierdzi, że nic nie pamięta, ale to ona sama wysunęła przypuszczenie, że mamy ostatni dzień roku. W końcu tortu Sachera miałyśmy sprobować właśnie w Sylwestra.

14 V - Światowy Dzień Żużla
Notatka na komórce: "Widziałam Jagusia na Starówce. Uwaga, mdleję!"
Ironią losu jest to, że do dziś nie mam jego autografu.

24 V - Noc Wariatów
>klik<
Cztery i pół godziny, z czego jakieś trzy ze mną, a dalej już sobie a muzom. Raz, raz, jeden raz* żużel przegrał z Eurowizją.

8 VI - X Noc Cudów (Pisarska)
Real Player zwariował. Puszczał "Do przodu, Polsko" na zmianę ze "Stand up for the champion", prowokując moje ponure spojrzenia. W końcu ze mnie zgermanizowane dziecię.
I tak ciepło było na sercu, bo ktoś docenił to, co tworzę. Jedyna noc cudów, która w pełni tyczy się mojej osoby.
Tylko szkoda, że potrwała aż do drugiej trzydzieści.

20 VI - Goodbye Warsaw
>klik<
Wyjątkowo nie mam nic więcej do dodania. Może tylko tyle, że ani przez chwilę tego nie żałowałam. Jak nigdy w życiu.

26 VI - Dzień Wtopy
>klik<
Jak ja teraz na Lodzie spojrzę Kowalikowi w oczy, to nie mam pojęcia.
_____________________________
*cytat za wokalistą Manchesteru

Lill, ta fioletowa 28/12/2008 20:24:05 [komentarzy 2] Jakieś pytania?

194. Mind the gap - czyli my razy trzy i inne historie.

Tego się nie da opisać. Nie i koniec, ja protestuję. Szurnięte trzy dni, z przerwą pod tytułem czwartek, również zresztą zakręconą, odbijają się znacząco na mojej psychice. I doszłam do wniosku, że najgorsze w tym wigilijnym maratonie jest to, że on się już skończył. Że jeszcze tylko grono rodzinne i szlus. A w rodzinie takich akcji jak poza nią na pewno nie będzie.

- Try-umfy!
- Yeeen!

Czyli Dżi-Ti-Es. Niezapomniane życzenia ("Wszystkiego najlepszego, a w ogóle to Asia jestem"), ciuty xM i konkurs kolędowy. Nie da się opisać, a zdjęć pokazać nie mogę, bo mnie parę osób, z Yenem na czele, zakatrupi. Było zarąbiście, choć fakt, że w ogóle tam dotarłam, należy uznać za cud. W końcu to Yenowej rodzinie samochód był do innych celów potrzebny. Dobrze chociaż, że na koniec mogłam nim podjechać na osiedle.

- Możecie mnie tu wysadzić. I tak na tym osiedlu nie grasuje nic gorszego ode mnie.

~~~~

- Przepraszam, jest może pisak?
- O to to do p.prof. S.
- A, to my może podziękujemy.

I w długą. Czyli genialny piątek, gdy świat stanął na głowie, a na polskim ciągle wbijał do nas ktoś z trzeciej e. A prof. J., z którą na szczęście nie mam lekcji, nawet nie zauważyła, że stanęłam na środku jej sali i wrzasnęłam ogłoszenie duszpasterskie od prof.S. I "wysiądnięte" gardło na angielskim, czyli skrajne przerażenie, że jak ja ludziom życzenia będę składać. Na szczęście, głos zdązył mi wrócić w odpowiednim momencie.

Nie wspominając o tym, że życzenia odświętnie ubranemu prof. L. składałam potrójne, dopiero za trzecim razem z opłatkiem.

-0 Nie wierzę, Miły znowu nam się wbija do klasy...
- Następnym razem to my sie mu wbijemy!
I miałam rację. Pół godziny później w poszukiwaniu pisaka zawędrowałyśmy aż do IId. Pisaka nie mieli.

W ogóle, następnym razem wygonimy całą klasę na jasełka, a ławki ustawi Serwis Sprzątający. Dziesięcioro to już tłok, w dodatku każdy miał inną koncepcję artystyczną, co zaowocowało wielką kłótnią i tym, że Mister Dżi wypielgrzymował w celu wynajęcia większej sali. Z racji bezskuteczności tych czynów zaproponowałam, żeby zrobić wigilię na korytarzu. Cześć i chwała, że nikt mnie nie posłuchał.

Nie zapominajmy też o hitowej akcji z biurkiem. Rozsądek wita.
- No, gotowe.
- A jak teraz wyjdziesz?
- No, to trochę ch...
Brawa dla tego pana. I dla tej pani, którą tak rozbawiła ona akcja, iźli nie była w stanie przyłączyć się do ogólnego ustawiania sprzętu.

I nasze genialne kolędy, które uciszyły ogół. I Lisek w roli Świętego Em. I poszukiwania chemiczki. I wołanie o ciasto też. Wszystko razem było genialne.

A potem nasze jou ziomalskie życzenia, przytulanie się ze wszystkimi możliwymi osobami i jak z serca spadł mi gigantyczny kamień. Co ci ludzie ze mną robią, to jest niepojęte. Siła pozytywu, nie ma to tamto. Życzenia zachowam w sercu na długo. Szkoda tylko, że koncepcja artystyczna umarła śmiercią naturalną, a ja zapomniałam o "ładnej lampie". Chociaż może to i dobrze, biorąc pod uwagę, że sama żadnych złośliwości się nie doczekałam.

Po czym były prezenty (i tak utrzymuję, że najzajefajniejszy dostał Lisek, z tej opinii mnie nie wytrącicie), żarło i piękne "to polewamy!", kiedy opuściła nas Pani Pedagog. Ekipa niby rozeszła się szybko, ale to tylko pozory. W końcu zanim został jeno Serwis Sprzątający, było już nieziemsko późno. Tu pochwała dla wszystkich, którzy Serwisowi postanowili pomóc ("Ty już idź, naprrrawdę!"). Gorzej tylko, że większości nie chciało się zaczekać na sprzęt i nikt nie brał żarcia, przez co każdy z Serwisu musiał wziąć coś ze sobą. Na mnie wypadła cola ("chcesz colę?" "mam już jedną" "Ale nie taką! Jak się tej napijesz, to będziesz tak zaje jak my!"), soczek (który wczoraj opróżnialiśmy intensywnie), miski Avil (odbierze przy okazji) i obrusy Liska (po które miał dzisiaj wpaść, ale nie wpadł albo mnie nie zastał - co jest możliwe, biorąc pod uwagę, że pół dnia spędziłam poza domem). Inni mieli cokolwiek gorzej.

Ja ich wszystkich normalnie kocham. Nienormalnie zresztą też.

Tre zaczęło się wczoraj, a skończyło dzisiaj. Też było cudnie, jak zwykle zresztą. Podróż do Siouxa, czyli spotkania bliskiego stopnia z tymi, którym parę godzin wcześniej mówiłam "do zobaczenia w nowym roku". Sam Sioux, czyli WinnoTu, ZimnoTu, kbksy na ścianie i cenzura, która nie pozwoliła mi dokończyć myśli, jaki jest Łosiek/Flo/Ktoś Inny (już nie pamiętam). Lody zimą i "dlaczego oni śpiewają, że w ŻŁOBIE leży"?". A potem ciąg dalszy, czyli Vojens, co to powinno się je bez fonii oglądać. Chociaż nie, bez fonii przegapilibyśmy "zgaśnięte światła", "tytuł mistrzostwa świata" i absolutnie mistrzowskie "yes...very race...ye...together". Padłam. Gleba. Gleba. Gleba. Error absolutnie krytyczny.

Były też akcje żużlowe, ale przytaczać nie będę, bo cenzura wiecznie żywa.

I dziś miałam jeszcze BDG w wersji okrojonej, czyli jak z Martą prawie rozsadziłyśmy McD. "Spójrz za siebie", rozmowy o napadaniu Emilka i inne tego typu historie. I genialny prezent, który Niula pragnie ode mnie wypożyczyć, gdy jutro wymknę się do babci na pierniki.

Wierzę, że wszystko - ale to absolutnie wszystko - ułoży się tak, jak ułożyć się powinno. Nie podkładam scenariuszy. Ostatnio nie podłożyłam i stalo się to, czego nie wymarzyłabym sobie w najśmielszych snach.

PS: Podobno przegrałam. Ale przecież "czegóż tak się bać jak tego, że wrogowie będą zbyt fair", czyż nie?

PS2: Właśnie zdałam sobie sprawę, że to będą dwa tygodnie bez NICH. Bez zacieszów Karima, twórczych akcji Zuz, rozmów o tanim winie i naszych wieśniackich pseudokłótni. Pierwszy raz chyba żałuję, że wolne jest takie długie...

Edycja specjalna:
Po wczorajszym krótkim spięciu na linii Taryfiarz Zadymiarz - Lill Fioletowa - Ktoś Jeszcze doszłam do wniosku, że ktoś powinien na naszej ulicy postawić znak. O, taki >klik<. A potem mogłabym to sfotografować moim potencjalnym aparatem i dać na WOK.

W takich chwilach chyba tęsknię za Matizzzem i płonącymi śmietnikami.

Edycja druga:
Zastanawiam się, jak ja mam przeżyć miesiąc z Panem Wielkie G. na ścianie mojego pokoju i nie zwariowac. To zadanie mnie stanowczo przerasta.

Lill, ta fioletowa 20/12/2008 23:44:22 [komentarzy 11] Jakieś pytania?

193. Księżyc w pełni.

Nie mów tak do mnie! Najlepiej w ogóle do mnie nie mów. Albo nie, powiedz, co ci leży na wątrobie, a potem umilknij. W miarę możliwości na wieki.
(JL, "Pani Czerwonych Róż")

Pachnę czym tylko pachnieć się da, nie zahaczając o Douglasa/Marionnaud. Bo nie zahaczyłam, mimo kuszących cokolwiek perspektyw. Po hojnym maznięciu się różanym mleczkiem (termin ważności upływa w lutym, trzeba korzystać póki można) i wizycie w mydlarni, dalsze używanie substancji zapachowych byłoby wysoce niewskazane.

Półtorej godziny na zakupach. Bilans: setki spalonych kalorii (ganianie w tę i nazad po mieście rządzi), wyjątkowo chudy portfel (pomimo cudownego rozmnożenia funduszy) i komplet na liście świątecznej. Babcia, Niula, Bezprawny, Dziadek, Av, Ziemo, Dor, Marta, eM... Jeszcze dla Yena by się coś przydało, ale to już nie dzisiaj. Na razie jestem dumna z moich zakupów, które aktualnie spoczywają w Tej Szufladzie Co To Nie Istnieje. Chyba nawet fajnie by było, gdyby istnieć przestała. Miałabym mniej istnień do sprzątania.

Jedenaście dni do świąt. Pięć dni do Wielkiego Wigilijnego Maratonu. Zwariuję.

Niektórzy już zdążyli oszaleć. Nie wiem, czy to wpływy grudnia (podobnie jak [bez]względna cisza na forum), czy inne licho, ale po dzisiejszej akcji nic mnie już nie zdziwi. Jak to mawiają nasi towarzysze z Zachodu: wtf?! I to bardzo, ale to bardzo WTF.

Powinnam jakoś ogarnąć mój pokój. Wiecie, tu święta, tu Nowy Rok, tu znowu poczucie absolutu - wypadałoby to wszystko powitać w czymś odmiennym od standardowej aparycji mej pieczary. Albo zwyczajnie się czepiam (Niula zresztą też). W końcu zawsze mogło być gorzej.

Notatka: Nigdy więcej nie dać się wrobić w coś tak podłego jak przygotowywanie ozdób świątecznych do sali. Ze szczególnym akcentem na witraże z bibuły. Nie dość, że się wykosztowałam, to mam gigantycznego bąbla na palcu. Nożyczki dla praworęcznych są niewątpliwie ZŁE!

Za to u sąsiadów święta trwają w najlepsze i bezboleśnie. Wzięli wywiesili jakoweś dzikie węże i się cieszą, a Ruduś patrzy na tę konstrukcję z autentycznym politowaniem. Weźcie, wstańcie i idźcie, jak mawiał pewien osobnik.

I spotkałam S. Drugi raz w tym tygodniu. Nie znoszę spotykać S., to chyba jedyna osoba w Toruniu, którą demonstracyjnie olewam.

Poza Toruniem zresztą też.

Zmykam. Kurz na regale wzywa. Spokojnie, mam całą noc. W czasie pełni i tak nie zasnę.

Bo zapomniałam:
Zbyt wiele znaków na niebie i ziemi. W głowie pustka, w gardle nieznośna suchość. I lęk, że znów wplotłam czarny atrament w koleje czyjegoś losu.

A tak bardzo bym tego nie chciała.

Znacznie później. Nieskończenie później właściwie:
Strategicznie masakra. Zero pomyślunku i taktyka na minusie.
Emocjonalnie gigantyczny wyszczerz. Łańcuszek szczęścia poszybował w moją stronę. Aż nie wypada nie podać go dalej. Uwaga, rzucam!

Lill, ta fioletowa 13/12/2008 20:21:48 [komentarzy 13] Jakieś pytania?

192. Koniec świata wraz z przyległościami.

Przyszedł grudzień i namieszał ludziom w głowach
Liście z kubłów powyrzucał i odwrócił drogi rzek
Powywracał pięć śmietników, psom kagańce pozdejmował
A na koniec siadł w fotelu, obserwując nowy rzeczy bieg


Podejrzany ten grudzień. Wysoce podejrzany. Panoszy się na ulicach, a ja latam w rozpiętej kurtce (tudzież bez kurtki), wzbudzając ogólne zgorszenie i jęk, że przecież tyle sprawdzianów przed nami. Jakbym tego nie czuła. Zaprząta mnie moja własna grudniowość, "ogarnianie pokoju" i poszukiwania dzikich węży, bezowocne niestety.

Natchnęło mnie na Giannę Nannini i od trzech dni słucham w kółko "Suicidio d'amore" na zmianę z "Grazie". Zamęczyłam przy okazji prawą słuchawkę, a dopiero co zdążyłam słuchawice pochwalić, że tyle czasu pociągnęły. Ewentualnie, dla odmienienia klimatu, włączam Simple Plan, najlepiej na cały regulator. A sąsiadom uszy puchną. Na szczęście, ludziom w szkole nic nie puchnie, bo ktoś wskrzesił radiowęzeł. Jak miło.

"Miły uczniu..."*

Na Kaziu było miło. Przynajmniej pod względem atmosfery, bo pod względem wyniku może być niekoniecznie sympatycznie. Ale wierzę, że ktoś od nas przejdzie, ba, mam nawet swojego cichego faworyta. No, ale nie uprzedzajmy faktów.

W domu szpital na peryferiach. Chorzy wszyściuchni, z psem włącznie. Poza domem w bliskich kręgach też szpitalnie, mam tylko nadzieję, że jeszcze ja się nie rozłożę na dokładkę, bo to byłby dramat w trzech aktach. W końcu za osiem dni zaczynam wigilijny maraton, muszę być w pełni sił.

Osiem dni. O-siem. Łosiem.

[Kurde, jakim znowu Łosiem? To znaczy - Łośkiem czy Łosiątkiem? Wolałabym jednak Łosiątkiem, jeśli to ode mnie zależy... Przepraszam, no, musiałam to powiedzieć.]

Znalazłam na szczycie Wielkiej Szafy bombki. I to nie byle jakie, tak jak te, co w ubiegłym roku obciążyły naszą minichoinkę. Tylko prawdziwe. Moje total-lans-awangardowe srebrne i różowe bombki. Wy wiecie, co to znaczy? Czas na powrót totalnie zakręconej choiny made in Dziwny Rok 2005. To już trzy lata, wyobrażacie sobie?

Bo ja nie.

A jeśli kiedyś, kiedykolwiek, będziecie przypadkiem przemierzać ulicę K. porą późnowieczorną tudzież wczesnonocną i usłyszycie drącą się na cały regulator Erę, to znaczy, że trafiliście w me włości. Chociaż właściwie powinnam się stąd ewakuować w trybie natychmiastowym. W końcu "my wiemy, gdzie ona mieszka", czyż nie?

- Czy ja mogłabym przyjść za godzinę poprawić ten sprawdzian?
- Mam wtedy klasę, która w całości pisze. Ale wpadnij, może będzie jedno wolne miejsce.
- Normalnie jak w Wigilię.

Zaś robienie z Requiem podkładu do pisania "Huśtawki" stanowczo podpada pod zaburzenia psychiczne. Moja patologiczna osobowość daje o sobie znać.

O-siem dni!
Dzie-więc dni!
Dzie-sięć dni!
I 12.01 na dokładkę!
_______________________
*z konkursu o Kaziu Wielkim

Lill, ta fioletowa 10/12/2008 20:42:10 [komentarzy 2] Jakieś pytania?

191. Vorhang auf!

Skrobiąc kolejne notatki do "Nim wstanie świt" (bo samej miniaturki nie mam odwagi napisać przed stworzeniem Wielkiej Wielkiej Komedii Numero Uno) doszłam do jakże racjonalnego wniosku, że nie zmarnowałam sobie dzieciństwa. Ba, czasem chętnie bym je powtórzyła. Nawet częściej niż czasem.

Dla niezorientowanych - czyli dla wszystkich właściwie, bo Wy tu znacie głównię Panią Fioletową, która to Pani niewiele ma z tamtym szurniętym dzieckiem wspólnego (poza nieuleczalnym defektem mózgu): jeśli ktoś myśli, że ja tak od małego, tylko książki, komp i takie tam (czyli na warszawską modłę), to jest... hmmm... dość daleki od prawdy.

Tak, Lill też miała kiedyś te pięć lat, spędzała całe dnie na drzewach głową w dół, bawiła się samochodzikami i biła koleżanki z podwórka. Matuniu, to były czasy! Przed Złotą Erą wprawdzie, ale to nie wpływa ujemnie na ich wartość. I przypomina mi się teraz to wszystko, kiedy próbuję nie myśleć o tym, ile mam do zrobienia i po prostu oddać całe serce krótkiej historii o... Możecie stawiać, o kim. Oczywiście, jak wiadomo z mojej ostatnio przybyłej weny, coś w związku z Huśtawką. Ostatnio wszystko ma związek z Huśtawką.

Nawet piosenka, której właśnie słucham [Simple Plan - "Save you"]. Powinnam to włączyć do Huśtawkowego soundtracku. Tego oficjalnego. Nieoficjalnego zresztą też, tylko zrzuta nie działa. Zuo. [In rege...]

- Skąd pochodzili Arabowie?
- Z Arabii.
- A gdzie leży Arabia?
- Yyy... Tam, gdzie mieszkają Arabowie?

Kocham lekcje historii. Poprawka - kocham lekcje historii z Dziwnym Podręcznikiem, prof. L. i moją pierwszą ce. Zaiste, pomieszał mi ten grudzień w głowie. Dopiero co przyszedł, a już wszystko pokręcił.

I tak mi ciepło na serduchu, powody zresztą większość ekipy zna, bo w końcu to żadna tajemnica. Jeśli Tamta Era była ze złota, to teraz przez palce przepływa mi chyba najszczersza platyna. Nie traćmy ani chwili, proszę. Odeszło widmo "Opery mydlanej", odeszły deliryczne wizje życia poza życiem. Bo trzeba żyć, a nie tylko egzystować.

A "Save you" coraz bardziej sobie zyskuje w moich oczach, tak by the way. Niemal idealnie pasuje do Huśtawki - tekstem, melodią, wszystkim... Zdumiewające.

I chciałabym Wam zarzucić garstką wieści z frontu, tylko... czy aby na pewno jeszcze istnieje jakiś front? Czy istniał kiedykolwiek? Wojna to czy gra? Do licha, pewne instytucje ludzkie mogłyby się jednakowoż określić, bo inaczej dostanę pomieszania zmysłów.

O ile już nie dostałam.

PS: W przyszłym tygodniu koszmar w pięciu odsłonach. Juz się boję.








Lill, ta fioletowa 5/12/2008 21:15:24 [komentarzy 6] Jakieś pytania?

190. Policzyć gwiazdy

Ten grudzień mnie ewidentnie nie lubi. Pierwsze jego dni przeleżałam w stanowczo za wygodnym łóżku ze stanowczo za dużą pustką w głowie. Z tej nudy przejrzałam archiwalia, które miały mi pomóc w rozwiązaniu Zagadki. Nie pomogły. Zresztą, przy tym już chyba nic nie pomoże.

Chwileczkę... Nic? *błyska ślepiami*

W ogóle, mój Wspaniały System Wróżący to zua istota, dwa razy na to samo pytanie odpowiedział mi, absolutnie nietaktownie, "Żłób". Na pytanie o swoją tożsamość też odpowiedział "Żłób". Dzisiaj zreztą powtórzył to zdradzieckie słowo, doprowadzając mnie do nerwicy niemalże, bo w końcu obiecałam sobie, że nie będę używać tego wyrazu w kontekście wiadomym. Od niedzieli wymsknęło mi się zaledwie dwa razy, więc jest nieźle. Nawet bardzo nieźle.

A światło milczy cokolwiek fałszywie. Człowieka przez weekend w domu nie ma i już apokalipsa nastaje. Sprzątałam dziś zresztą przez pół godziny po naszych piątkowych andrzejkach. Zwłaszcza wosk z chopinowej podkładki, coby się Niula nie załamała, jak przyjedzie. Drugie pół poświęciłam na wydobywanie z kosza naszych bezcennych wróżb, bo naszło mnie na przypomnienie sobie, co tam nam wyszło. Dobiłam się - to raz. Doznałam irracjonalnego przypływu nadziei - to dwa. A dodając dwa do dwóch, wyszło mi dwadzieścia cztery. Standardowo.

W sobotę było zarąbiście, pomimo pewnych utrudnień natury technicznej. Troje nas na dwuosobowej kanapie, to już tłok, jakby na to nie patrzeć. Dziwić się potem, że wyszło "burzowe" zdjęcie. Właściwie szkoda, że nikt nie uwiecznił mojej słonecznej szyi i moich genialnie przeładowanych nadgarstków (etno-rasta-punkowo-nie powiem jakich [nasuwa mi się tu jedno określenie stylu, ale ono kojarzy mi się z pewną osobą, a to nie jest dobre skojarzenie]), na których zabrakło już tylko ultra-etnicznych dupereli i chińskiej bransoletki. Nie lubię chińszczyzny.

A w ogóle to mam jakiś zastój umysłowy. Pewnie z tego upału. Mam w pokoju istną szklarnię, bo oczywiście, pewne istnienia ludzkie wiedzą lepiej ode mnie, czy jest mi zimno, czy ciepło. Przykręcanie kaloryfera pięć razy w ciągu kwadransa nie jest miłe. Tak, nawiązanie celowe. Miły mignął mi w sobotę na mieście. To już jakaś schiz(m)a. Zachodnia.

Najchętniej spędziłabym cały tydzień na siedzeniu i pisaniu Huśtawki - ale że to niemożliwe, ruszam w stronę ksiąg i książeczek. Uwaga, jutro strzelam - lepiej nie wychodźcie wtenczas (właśnie, w jaki? nawet nie wiem, o której!) z domu.

I tylko Hayley Westenra w duecie z Bocellim poprawiają mi ten nijaki nastrój. Nijakość jest be, wiecie?

Trzymać kciuki, żeby jutrzejsze rasta korale odczarowały ponury nastrój. W końcu mamy GRUDZIEŃ!



Lill, ta fioletowa 2/12/2008 19:43:15 [komentarzy 13] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.