Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

112. Rachunek sumienia.

Mężczyzna w czarnym płaszczu. Myślałam i te myśli zadawały mi ból. Ten najgorszy, ten, którego nie czuć, a który tkwi gdzieś pod skórą, jak tysiące drobnych igiełek. Ból wyświechtanych metafor?
I gdy już ból stawał się nie do zniesienia, wszystko ustało.
- Co...? Co się...?
- Starczy - oznajmił idealnie obojętnym głosem. - Teraz dwa, trzy dni, a potem...
- A potem umrę? - prychnęłam, próbując podnieść głowę. Roześmiał się cicho.
- Nie - odparł powoli. - Po tym czasie powinnaś odzyskać siły.
- Zlitowałeś się? - nie dowierzałam. - Gdzie jest haczyk?
- Powiedz swoim przyjaciołom, żebyście przestali mnie szukać. - Nagle jego głos zniżył się do złowieszczego szeptu. - Inaczej... Sama sobie dopowiedz!
Zniknął.

(notatki na marginesie, zapis fragmentu snu)

Mam hipertekstualny pamiętnik. Tak, przez piętnaście lat mojego życia marzyłam o tym, by się tego dowiedzieć. Może ja sama jest hipertekstualna, alinearna, może można mnie czytać od początku do końca, od końca do początku, omijając nieparzyste strony...?

Zresztą, co to za różnica. I tak nikt nic nie zrozumie. We fragmentach jestem niczym, ale gdy się mnie pozbiera do kupy, nie tworzę spójnej całości. Istnieję jako wiele oderwanych od siebie Joann, z których każda jest inna i prowadzi własne życie. Rozszczepienie osobowości niczym rozszczepienie światła. I w czasie gdy jedna z Joann marzy tylko o tym, by wreszcie zapaść w upragniony sen, inną roznosi energia, kolejna każe mi doczytać "Nieznośną lekkość bytu", a ta czwarta... A ta czwarta uważa, że powinnam COŚ KOMUŚ powiedzieć. Tylko że mnie - tej prawdziwej mnie, temu centrum dowodzenia dla miliarda kawałków duszy - brakuje odwagi.

Obiecałam sobie tak wiele rzeczy. Nie, żadnych postanowień noworocznych, tylko lista tych kilkunastu zdarzeń, do których muszę doprowadzić przed 5 lipca 2010. Trzymajcie za mnie kciuki.

Lill, ta fioletowa 29/01/2008 19:57:37 [komentarzy 7] Jakieś pytania?

111. Batory - powinni tego zabronić. Część pierwsza bardzo.

To było dawno temu, tak dawno, że najstarsi górale tego nie pamiętają (może dlatego, że górale nie mieszkają z reguły w Toruniu). Poszliśmy z dziadkiem (C)Hemiu do GiG(e)anta na zakupy. Tak to jest, jak hipermarket robi za sklep osiedlowy. W dziale sportowym, w koszu z piłkami, natknęłam się na bardzo fajną piłkę - dużą, twardą (dobrze napompowana!) i zieloną. Chciałam ją kupić, ale wtedy przeczytałam napis na przyklejonej do "piłki" karteczce:
"Geant Polska - arbuz, 2 kg"
Od tamtej pory wystrzegam się działu sportowego w hipermarketach.


Dobrze, już nie zaprzątam Wam głów dykteryjkami. Lill fioletowa zaprasza na:


Pamiętnik Batoraczki z przypadku, odcinek 1


Tej szkoły naprawdę powinni zabronić. Spędziłam w niej zaledwie siedem godzin (z czego dwie w me(n)diatece, płacząc ze śmiechu - ale o tym później), a już czuję się zafiksowana szczególnie. Pomijając tak nieznaczące epizody jak dźganie się z Emką na biologii czy odgadywanie wykonawcy na podstawie fragmentu tekstu piosenki (czyli co Martuś i ja robimy na polskim), muszę o pewnych kwestiach wspomnieć:

Przede wszystkim, prawie umarłam ze śmiechu. A wszystko przez stronę SB* autorstwa Emki. Moja Zdemilanizowana towarzyszka chciała sprawdzić działanie filmików z youtuba na wspomnianej stronie, w związku z czym powrzucała tam mieszankę włoskich piłkarzy i Selby'ego bez kija. Traf chciał, że właśnie wtedy w media pojawił się premier M.**, koniecznie pragnąc zobaczyć efekty działań Emki. Wyglądało to mniej więcej tak, że on oglądał stronę na jednym komputerze, na drugim Emka pospiesznie usuwała ze strony niepożądane elementy, a ja siedziałam przy trzecim i płakałam ze śmiechu. Uroczo, nie?

Ja do Wery i Emki: Wiecie, kogo mi Qjohn*** przypomina?
One: ?
Ja: Chrisa Harrisa!
One: ???
Ja: No, takiego brytyjskiego żużlowca.
Czytająca w kącie "Winnetou" Aśka: A ten Harris też taki niski jest?


No, nie wspominając już o rewelacyjnym filmiku z nadgarstkiem wspomnianego Harrisa w roli głównej.

Wieje.
Qjohn: O! Halny!


Oczywiście, musieli na angielskim otworzyć te okna. Nikt już nie myśli o biednej Lill świeżo-po-chorobie. Nieważne.

Dyskusja na temat zwierząt.
Joasia: Fishes in aquarium attract people, because they are colourful and...
Ja: ... And they are eating each other...
(...)
Ja: I had some fishes and they were eating each other all the time...
Joasia: ... Until it stayed just one?
Ja: Yeeeeah! And it was that... (pokazuję)... that large, and it was sitting in the house all the time and just at night it was... eeeemmm.... swimming out
(sic!)... It was really frightening fish!

Ale i tak nic nie przebije kółka. Cóż, okoliczności na to się złożyły, że wylądowałyśmy o dziwnej porze w dziwnym miejscu i dziwne rzeczy były tam czynione:
Pani J.: O, i to jest właśnie przykład surrealizmu! Wcinam pizzę i pytam cię o rolę wieszcza w romantyzmie!
Mi to rybka. Jak dla mnie, wszystkie kółka mogłyby się odbywać w pizzerii. Nie wiem tylko, czy obsługa byłaby równie zachwycona.

[koniec zwierzeń, nie liczcie na więcej w ciągu najbliższych... dwóch dni]

Dowiedziałam się, że właściwie w przyszłym tygodniu mogę olać szkołę. Prawo finalistki, z którego nie omieszkam skorzystać. A co! Raz się żyje... a potem już tylko straszy.

I tylko zastanawiam się, dlaczego Rudolfinus, poproszony dziś przeze mnie o podanie łapy, razem z łapą podał mi zęby. Nie moje, na szczęście, sztucznej szczęki jeszcze nie posiadam.

Na razie posiadam jeno szramę na pół policzka. I kto mówił, że goldeny są takie łagodne?
__________________________
*SB - Sejm Batory
**ustawa o ochronie danych osobowych wiecznie żywa!
***kolega z klasy, jakby ktoś nie wiedział



Lill, ta fioletowa 25/01/2008 18:49:02 [komentarzy 10] Jakieś pytania?

110. Odliczam dni.

Szklanka, a w szklance gaz
(Wychylmy szklaneczkę ostatni raz)
Zdrowie! Za szczęście i pomyślny czas!

Szklanka, a w szklance bąbelki
(Jaki ten świat niewielki)
Zdrowie! Do dna, do ostatniej kropelki!

Szklanka, a w szklance wino
(Ogarnij się wreszcie, dziewczyno!)
Moje wino jest tylko aspiryną...


- Ich siłę stanowi nasza słabość - powiedział mi we śnie Dziadek Dwojga Imion, skryty pod maską dziadka (C)Hemiu. I powoli - nie wińcie mnie, mam zakatarzony umysł - zaczynam rozumieć sens tych słów. Co zrobię z interpretacją, to już, niestety, moja własna sprawa.

Są takie chwile jak nanizane na prywatnym sznureczku perełki - takie, które - chcąc nie chcąc - zapamiętam do końca życia. Jakkolwiek banalnie to nie brzmi, nie umiem inaczej ująć tej myśli, która kołacze mi w mojej przeziębionej i ociężałej głowie. Nieważne. Wiecie, co mam na myśli.

Jeszcze tylko pięć miesięcy. Dasz radę, Lill. Dasz radę. A za pięć miesięcy powrócą nocne schadzki komarów na suficie, powróci Lampa, powrócą rozmowy meneli na ławce przed domem. I absolutnie nie przyjmuję do wiadomości, że już nie będzie tak samo. Dobrze, może troszeczkę dojrzałam, może odrobinkę się zmieniłam - i co z tego?

W głębi duszy zawsze będę tą dziewczyną, która w deszczowe popołudnie wyjeżdżała z Torunia.

Lill, ta fioletowa 24/01/2008 15:18:52 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

109. Hellracer, looking for chaos...

Tralali! Tralalo! Tralalaj!

Odwala mi, autentycznie, wiosna idzie, panie sierżancie i inne wojskowe dziady. Nie, nie, dziady nie, dziady to siedziały przy Stole i zajmowały bezcenne krzesła, to właśnie są dziady. Albo raczej Dziady, Dziadom też należny jest wszakże szacunek.

Kocham twórczość Młynarskiego. I Osieckiej. I Borgesa. I Barańczaka. I Herberta. I Sztaudyngera niezapomnianego. Dzisiaj jednakże ze wskazaniem na Baranczaka i jego przecudowne "Hemofilię" oraz "Albę lodówkową". Nawet, jak nie zostanę laureatką, to gniewać się nie będę. Dzięki temu konkursowi odkryłam sporo genialnej prozy i poezji. Dzię-ku-je-my!

Trzy patyki i dwieście, tak mówią na mieście...
Trzy patyki i dwieście, i co chcecie, to bierzcie
Ale powieście się raz-dwa!
*

Co to w ogóle za kretyńska myśl, żeby Morgiego porównywać do Jego Lordowskiej Mordy**? Ja nie widzę, żeby cokolwiek tych panów łączyło (może poza jedną drobnostką, ale tę taktownie przemilczę, nie wszyscy muszą wiedzieć...)

Kop energetyczny made in Zadupie-O-Jeden-Przystanek-Za-Daleko by sok z Zielonych Bananów. The Power*** of Love. 8-3 w bilard, aż wierzyć się nie chce (i nie przyjmuję wytłumaczeń, że coś/ktoś robiło za rozpraszacz). I starszy pan, co miał pragnienie zaciągnąć nas do swej szkółki. Deprymujący był. I z oczami Młynarskiego. Grrroza.

Czy tutaj mieszka panna Agnieszka ze swym karasiem?
A tu pod wanną karp ze swą panną i ze Stasiem
Rybi rybi rybi rybi rybi rybi raj
****

- Pomidor?
- Nie, wodór
I w śmiech.
- Co on mówi?
- Narysował kwas mrówkowy i mówi, że to octowy.
I w śmiech.

Widzę świat na różowo, chociaż grypa mnie bierze przez ten deszcz. Pan L. musi wybaczyć, jeśli się jutro nie zjawię.

Wybaczy... On mnie lubi. Chyba.

PS: Pragi nie będzie. Ale i tak może być wcale wesoło.
___________________________
*JL, Romeo i Julia na Dzikim Zachodzie (fragment)
**znany również jako Wielki Terminator, Sprite, Pan N. albo Łyyyyysyyyy(Napij-Się)
***nie kojarzyć!
****JL Rybi raj (fragment)





Lill, ta fioletowa 21/01/2008 19:10:42 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

108. Jak Łysy grzywą o kant... walca?

"- Ty w ogóle nie chcesz się już o nic zakładać - stwierdził z żałością Franek. - No, normalnie kumpla tracę przez ciebie... Ja nie mogę się kumplować z kimś, kto nie chce się zakładać...
Oczy Morty'ego błysnęły szatańsko.
- A założysz się?"

(JL, Gwiazdozbiór Gracza)

To powyżej ma podobny poziom absurdu co moje życie obecnie. Poczynając od faktu, że dziś praktycznie cały dzień wychodziliśmy klasowo przed przerwą jeszcze (i to za zgodą nauczyciela), idąc przez podśpiewywanie od rana "Dream a little dream of me", a na sprzeczce z Rudolfiną kończąc. Kocham to pokręcone życie.

Ach, i śnił mi się niejaki "ksiądz Apolinary" (zna ktoś może takiego człowieka), który zarobił w głowę cegłą szalówką... Chwilka, a to była cegła szalówka czy deska szalówka? Nie, momencik, cegła była chyba karpiówka... Albo i nie, nieważne, to wszystko wina Bezprawnego, te deski i cegły!

Zauważyliście, że kolejny dzień z rzędu chrzanię o niczym (nie mylić z Niczym)? To podejrzane - osobiście uważam, że sprawcą jest mój dziwnie dobry nastrój i przeświadczenie, że odwaliłam kawał dobrej roboty. A nawet jeśli nie ja, to w każdym razie ktoś odwalił za mnie i teraz spijam śmietankę. Nie lubię takich przeświadczeń, zbytnio mnie rozleniwiają. Ale sami przyznajcie, jak myśleć inaczej, skoro:
a) trzeci etap nadchodzi, a ja jestem na najwyższych obrotach (wydajność: 2 książki dziennie)
b) w ferie zaczynam mój objazdowy cyrk pod tytułem "Lill wydaje powieść"
c) się zakochałam, w dodatku szczęśliwie
d) zostało mi pięć miesięcy tutaj
e) wkrótce wybywam do Niemiec
f) a później do Londynu
g) a jeszcze później do Pragi!

Notatka: Sprawdzić te okropne bilety, bo to aż niemożliwe, żeby jeszcze ich nie sprzedawali.

Notatka druga: Ściągnąć sobie "Dream a little...", żeby wreszcie przestać zamęczać rodzinę swoim wyciem.

Notatka trzecia: Posprzątać pokój!!! [Pilne!]

Lill, ta fioletowa 17/01/2008 19:59:05 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

107. Trying to catch the glimpse.

- Dlaczego ty ją tak potraktowałeś?
- Kogo? - spytał niewinnie. Przewróciła oczami.
- Joey, a kogo innego?
Do licha, nie! Ona też? Czy świat sprzysiągł się, żeby wciąż zadawać to samo idiotyczne pytanie?
- Nie wiem, co masz na myśli - westchnął, starając się zachować spokój. - Po prostu wyłożyłem kawę na ławę. Prawda jest taka, że przejrzałem Joey. Wiem, że ona na tej swojej pseudodobroci chce zwyczajnie zbudować karierę. Zobaczysz, stanie się kimś i już porzuci szlachetne idee.
- Jak możesz tak mówić? Nawet nie zadałeś sobie trudu, żeby ją poznać!
- Ale znam ludzi. Wszyscy są tacy sami, a ona, nawet jeśli jeszcze jest wyjątkiem, to niedługo przestanie nim być.
- A co, jeśli się pomyliłeś? Co, jeśli odtrąciłeś tę właściwą osobę, tę, która naprawdę chciała pomóc i nie oczekiwała niczego w zamian?

(notatki na marginesie - dzisiejszy sen)

Nie pytajcie, kto i co, i dlaczego. Bo ja nie wiem. Rozumiem tylko, że "joey" to ja, ale reszty ni w ząb. Może nawet nie muszę...

I pomyśleć, że w tym samym śnie "zbierałam zapach tej chwili w szklaną buteleczkę". Wariuję na stare lata. Uwierzcie mi, stara Lill ześwirowała na dobre.

Spaaaaać!

I żeby już był piątek! Kocham piątki!

A potem sobota (ojć, i wstawanie w środku nocy)!

A kalendarzyk zapełnia się zdecydowanie za szybko, powiadam Wam... To zły znak.

Zwiastun Wielkich Przemian*, buahaha.
___________________
*motyw z mojego dawnego snu (miałam wtedy pięć lat)


Lill, ta fioletowa 15/01/2008 21:24:03 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

106. W tę i nazad pod fikcyjnym parkanem.

Życie w oderwaniu od świata rzeczywistego ma jedną poważną wadę: z czasem człowiek budzi się z transu i stwierdza, że normalna egzystencja polega na działaniu jak podczas delirium. I nie, nie bierzcie mnie teraz za jakąś pijaczkę czy kogoś w tym stylu, bo jedyny alkohol, jaki w życiu spożyłam, to kieliszek wódki na weselu Jarka. Mimo to, mam uczucie ciągłego i permanentnego delirium.

Możliwe, że za dużo absurdalnej literatury ostatnio czytam. I możliwe, że za dużo sobie na głowę wzięłam.

Bo wiecie, wygląda to mniej więcej tak: rano, zanim jeszcze obudzę, żyję moją własną fikcją. Na lekcjach rysuję maszkarony z mojej części "Zgromadzenia Wysp Północy" i w taki oto sposób na marginesie zeszytu od matmy powstała już cała galeria stworzeń typu Sępiszpon i Ping (pierwszy wygląda jak krzyżówka papugi i sępa, drugi jak szkielet nietoperza). A jeśli nawet nie rysuję, to piszę "Gwiazdozbiór Gracza", tworzę petycję w sprawie poważnej albo dyskutuję z panem B. (nie mylić z panem B. z "Hellracera") o tym, co to jest właściwie "robin" - rudzik czy drozd. Wyszedł z tego kos, tak nawiasem mówiąc.

Hmmm... A w MeNdia Playerze Gnarls Barkley śpiewa, że przypuszczalnie jesteśmy szaleni. My, czyli niby kto? Bo że ja jestem, to nie mam wątpliwości.

I nie mogę patrzeć na nieistniejącą polonistkę oraz chemiczkę, która jakby zapomniała, że za... ups, za cztery i pół miesiąca mamy egzamin! Albo po prostu świruję, bo przecież ci, którzy mają to za sobą, mówią, że wcale nie jest tak ciężko. Niech się już skończy to gimnazjum, albo niech zostanę laureatką z polskiego, albo cokolwiek. Ja chcę już do Wsi! Tamtejszy absurd był bardziej do przełknięcia, szczerze mówiąc.

I miałam tam żużel.

Lill 18:54:14 działam jak w permanentnym delirium

*** 18:54:32
że o czym ty do mnie?

Lill 18:54:35 widzę własne życie oczami pijaka, chociaż od prawie trzech lat alkoholu do ust nie brałam

*** 18:54:47
my dir, proszę, nie zapominaj, że mój słownik jest ograniczony

Lill 18:55:16
staram się nie zapominać, ale z kolei mój ograniczył się do słów dziwnych

*** 18:55:37
to się dogadamy, nie ma co

Bo powiedzcie sami, czy normalny człowiek zamiast "inny" mówi "zgoła odmienny"?

[Pytanie BYŁO retoryczne. Uprasza się o opuszczenie rąk.]

Idę kłamać Dziadkowi w żywe oczy, że Platforma to zło, a Kaczyński jest ziąąą. Hipokryzja straszna, ale w przeciwnym razie mogę się pożegnać z bezpłatnym douczaniem w zakresie chemii.







Lill, ta fioletowa 14/01/2008 19:10:58 [komentarzy 10] Jakieś pytania?

105. Line Forty-Nine.

Absurd jest definitywnie nieodzowny, a fakt, że ja Was moim absurdem zadręczam już od ponad roku, uznajmy za nieistotny.

Ale żebyście się nie czuli smutni i odrzuceni, że nie napisałam nic na jubileusz, to mam dla Was pioseneczkę, co to powstała z oglądania żużla (?!), porą późną, i przy słuchaniu Leony Lewis (czy tylko ja mam przy czytaniu tego nazwiska skojarzenia z Lew Mostowiakiem?):

Lill the Purple presents:

Lill the Purple

in the song


NOCĄ [ver. 1.2]


Dnia minionego gaśnie blask
Błękit kryje się za horyzontem
Tam, gdzie chmury nocą chodzą spać
By o poranku wstać wraz ze słońcem

Zimno już, mrok opada na miasto
W czarnym płaszczu tweedowym na grzbiecie
Wychodzę z domu, cztery ściany za ciasne
Szukam ukojenia gdzieś we Wszechświecie

Zielona trawa niknie w ciemności
Słońce, ziewając, poszło już spać
A gwiazdy mrugają do mnie radośnie
Rychłej victorii wskazują mi znak

Ciemnym niebem jak pierzyną chcę otulić moje serce
Rozgrzać się pod kołdrą gwiezdną, gdy księżyc szepce tę piosenkę...

A nocą, kiedy gwiazd tysiące
Roztaczają srebrny krąg nad nami
Nocą, niech się stanie rosą
To, co niegdyś było łzami
A nocą, gdy już wszyscy śpią
My nie śpijmy, przytuleni
Siedźmy tu na trawie wciąż,
Skryci w mroku nocy źrenic

Wtargnąłeś w progi serca mojego
Nie pukając ani nie dzwoniąc do drzwi
Gdy tchem kojona powietrza nocnego
Wymyśliłam ciebie jak inne me sny

Gdy czarne chmury na czarnym niebie
Lśnią, a księżyc rzuca poświatę
Zieloną na mnie, żółtą na ciebie
Te cuda zdarzają się tylko latem

Twym oddechem jak pierzyną otuliłam moje serce
Słucham kołysanki nocy, którą księżyc do ucha mi szepce...

A nocą, kiedy gwiazd tysiące
Roztaczają srebrny krąg nad nami
Nocą, niech się stanie rosą
To, co niegdyś było łzami
A nocą, gdy już wszyscy śpią
My nie śpijmy, przytuleni
Siedźmy tu na trawie wciąż,
Skryci w mroku nocy źrenic

Gdy śpimy na trawie, dłonie splecone
A wieże kościoła nikną w ciemności
Boże, proszę, zachowaj ten moment
Zachowaj dla mnie tę chwilę w wieczności

A nocą, kiedy gwiazd tysiące
Roztaczają srebrny krąg nad nami
Nocą, niech się stanie rosą
To, co niegdyś było łzami
A nocą, gdy już wszyscy śpią
My nie śpijmy, przytuleni
Siedźmy tu na trawie wciąż,
Skryci w mroku nocy źrenic

A nocą, kiedy księżyc wschodzi
Zaś uliczne lampy gasną
Mgła w zielonym świetle brodzi
Mrok zalewa czernią miasto
A nocą, kiedy wszyscy zasną
My nie śpijmy, chociaż raz
Niech nam księżyc świeci jasno
Niech miliardy świecą gwiazd


Dedykacja oczywista. Nie muszę mówić, prawda?

Lill, ta fioletowa 11/01/2008 23:57:09 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

104. Waiting lifetime for a moment like this.

I widząc Twe oczy roześmiane...

Zastanawiam się i dojść nie mogę, dlaczego. Dlaczego spotyka to wszystko mnie, a nie kogoś innego? Dlaczego nagle uwierzyłam, że mogę spełnić marzenia, a marzenia stały się realne, takie wprost na wyciągnięcie ręki?

Wydam "Siedem".
Dostanę się do Piątki.
Być może "Zgromadzenie Wysp Północy" pojawi się kiedyś w telewizji.

A Leona Lewis (moje najnowsze bóstwo muzyczne) właśnie śpiewa, że some people are waiting lifetime for a moment like this.

Rok temu wyśmiałabym każdego, kto by powiedział, że życie pójdzie właśnie takim torem. Oczywiście, nie chodzi tylko o "karierę", ba, czasem sądzę, że ona ma tu najmniej do rzeczy. Kobieta zakochana - kobieta rozćwierkana. Kobieta szczęśliwie zakochana - rozćwierkanie do kwadratu. A kobieta pierwszy raz szczęśliwie zakochana - lepiej nie myśleć.

Generalnie jest tak, jak chciałam, żeby było. I wciąż nie mogę się pozbyć dziwnego wrażenia, że to wszystko dlatego, że pewnej nocy postanowiłam zburzyć zasady. Zresztą, burzenie zasad muszę dokończyć w wakacje. Wyjdę na kretynkę czy nie (a znając mnie, wyjdę na pewno), chcę doprowadzić do finału tej sprawy. I niektórym znów będzie łyso.

I jeszcze piątka z historii. No po prostu cuda, cuda się zdarzają. Zna ktoś racjonalne wyjaśnienie na to wszystko?



Lill, ta fioletowa 7/01/2008 19:26:44 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

103. Czterech łysych się zebrało...

"Halvor rozkoszował się tym widokiem, nucąc piosenkę, która przyplątała się do niego jakiś czas temu. Starał się przy tym nie myśleć o spoczywających w skrytce citroena trzech kopertach, które równie dobrze mogły być zbawieniem, co i wyrokiem śmierci. Nie, teraz był tym dawnym Halvorem, który nie przejmował się niczym, z niezmąconą pogodą ducha szedł przez życie, a jego najbardziej charakterystyczną cechą i zarazem największą ekstrawagancją było czarne pasemko, odcinające się wśród włosów słomianej barwy. Trzeba przyznać, że zawsze miał sentyment do tego dzieciaka."
(Siedem lat do Monachium)

Mam złą wiadomość. To znaczy, dla Was złą, dla mnie ona jest wyborowa... znaczy się, tfu tfu, wyborna. Z bliżej nieokreślonych przyczyn doszłam do wniosku, że dobrze mi z samą sobą i nie chce mi się zmieniać. Innymi słowy: zaakceptowałam zmorę, jaką jestem, z całym wachlarzem swych wad typu miłość do czekolady, przerost ambicji, wybujała wyobraźnia i co tam jeszcze chcecie do listy dopisać.

I, rzecz jasna, zamęczanie otoczenia szczegółowymi opisami swych snów tudzież wizji twórczych.

A z wizjami sprawa jest skomplikowana, bo od czasu, kiedy przeczytałam "Paragraf 22", mam wrażenie, że otaczają mnie wariaci. Bezprawny utwierdził mnie w tym wrażeniu, wlatując do mojego królestwa w trakcie rozmowy z babcią i krzycząc mi do wolnego ucha: "Nie kłam!" Ergh, świat sprzyja szaleńcom. A przynajmniej ja tak kiedyś nieopatrznie stwierdziłam.

Zaczęłam się witać jak pan Rafałek, co jest szalenie niepokojące samo w sobie, bo a nuż (widelec?) stanę się jego wierną kopią, pomijając oczywiście fakt, że nie jestem i nie zamierzam być mężczyzną. No, ale skoro zachodzi podejrzenie, że pan Maź nie był w pełni mężczyzną (a na takowego wyglądał), to może i pan Rafałek jest z tego gatunku... Ale nie przejmujcie się mną, ja lubię sobie tak podywagować bez ładu i składu. Bo czemużby nie? W końcu, chcąc nie chcąc, to mój prywatny kawałek rzeczywistości.

A wieczorem będę pić... soczek... za setną stronę "Wroga". Kocham tę robotę.

Lill, ta fioletowa 5/01/2008 18:21:37 [komentarzy 80] Jakieś pytania?

102. Łbem kiwanie o północy.

Opisywanie tego wszystkiego, co teraz we mnie gra, byłoby co najmniej bezcelowe. Dość powiedzieć, że mam wiecznie ochotę się śmiać - Babcia twierdzi, że to zasługa czekolady z rodzynkami. Kto wie...

Jednakowoż ja bym uznała, że w dużej mierze mój szampański humor spowodowany jest przybyłą z otchłani kuratorium wieścią o wynikach drugiego etapu. A wyniki są takie, że drugiego lutego muszę znowu jechać na koniec świata. I jak tu się nie cieszyć?

Na przekór światu słucham Baby Basha, którego kiedyś nienawidziłam, ale kiedyś to złe słowo, ono było dawno i nieprawda. I w ogóle, wszystko było zbyt dawno, żeby się tym przejmować.

A Sylwester był cudny acz upierny, o! Knajpa-widmo, Chlib (nie mylić z Hlibem, bo to zupełnie inna bajka), italiańska muzyka i wywrzaskiwanie "We are the champions" o wpół do pierwszej na przekrzywionym balkonie. Za rok proszę o powtórkę.

- Nie doceniasz mnie, złotko! - roześmiała się dźwięcznie, opierając się o stojące obok drzewo. Zrobiło mi się głupio, ale zaraz pomyślałam, że akurat na mnie nie ma prawa naskakiwać. To nie ja pisałam o niej w stylu Janka: "Pięć lat w cyrku, a trzy następne w agencji towarzyskiej. Faktycznie, ma o czym pisać. Chyba o swoim pokręconym mężusiu! Dwoje wariatów - dobrze się dobrali". Mimo wszystko, dziwnie się czułam, patrząc teraz na nią i myśląc o tym, że ja się przecież w duchu z tymi komentarzami zgadzałam.
- Aśka! - rozległ się nagle okrzyk. Ratujcie mnie ludzie, Janek! - Z kim roz...? - zaczął, wychylając się zza krzaków. Tylko jego tu brakowało...
- Janek! - syknęłam rozpaczliwie.
- Gadasz z tą idiotką od pseudopsychologicznej, fabularyzowanej biografii własnego męża? - ryknął na całe gardło. Porażka. - Z tą, która napisała pół tysiąca stron o niczym?!
- Janie Aleksandrze G.! - nie wytrzymałam. - Czy mógłbyś być tak łaskawy i zamknąć na chwilę swój szlachetny otwór gębowy?!


Nie dziwić się, nie pytać kim jest ona, kim jest Janek Aleksander G. i o co tu chodzi. Nie pytać, a jedynie zauważyć, że moje sny (bowiem jest to zapis snu) bywają aż nadto realistyczne.

A ja nadal zachodzę w głowę - czyją ta pani mogła być żoną?

(Zupełnie jakby była to kwestia równie poważna jak przygotowania do trzeciego etapu, gonienie Niuli zy nauka przeklętego przedmiotu na h.)

Lill, ta fioletowa 3/01/2008 20:14:06 [komentarzy 8] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.