Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

74. Niechaj Wam jedynka szczęśliwą będzie!

I need a hero
I'm holding out for a hero till the end of the night
He's gotta be strong and he's gotta be fast
And he's gotta be fresh from a fight

(Bonnie Tyler, "Holding out for a hero")

*Bilety - 4,20 zł
*płyta Sylvera - 42,99zł
*obiad w "Servusie" - 8 zł
*wizyta u bukmachera - 5 zł
*lody czekoladowe - 12,99zł
*wizyta w Toruniu - BEZCENNA

Dopiero dziś zauważam, że historia zatoczyła koło. Chociaż nie do końca - przecież dwa lata temu w niedzielę o poranku było mi okropnie smutno. Dziś nie ma mowy o smutku, nie znam takiego słowa, ten weekend był przezarąbisty.

Przede wszystkim dziękuję Avilce, bez której z pewnością nie byłoby tak wesoło, a zamiast szlajania się po mieście miałabym rendez-vous z podręcznikiem od chemii (notabene, i tak go przeczytałam) i dzień pełen nerwowości. Chociaż nerwowość była i tak, kiedy niechcący odwiedziłyśmy włoską restaurację. Ach, te "wspaniałe" ceny! Avil, nas chyba nie stać byłoby nawet na zakąski, nie? Na dodatek, miałyśmy dziwe wrażenie, że ta restauracja ma jakieś powiązania z mafią - zwłaszcza ten boss w garniturze był taki... mafijny. Udało się uciec i trafiłyśmy do skrawka Austrii na ziemi toruńskiej. Ja tylko pytam - jak można dawac ludziom takie wielkie porcje, za taką śmieszną cenę w dodatku?! Obsługa też przemiła, więc z czystym sumieniem polecam wszystkim stacjonującym, czy też będącym przelotem, w Toruniu knajpę "Servus" (ale reklamę zrobiłam, nie ma co...)

Abstrahując od kwestii okołojedzeniowych, było wesoło jak zwykle, zwłaszcza przy okazji dyskusji na temat niesprecyzowanej płci pewnego osobnika, wmuszania we mnie frytek (nigdy ci tego nie wybaczę *złowieszczy śmiech*) i wizyty u bukmachera. Do tej ostatniej jeszcze wrócę, bowiem wieczorem kupon od buka odegrał rolę pierwszoplanową. Za to przy okazji samego pobytu w miejscu przyjmowania i zawierania zakładów sportowych - kobitka, która siedziała z nami przy stole, miała rację. ZnaMY się. Av podpowiadała mi uparcie Holtę, a ja na niego nie postawiłam. Zbytnio byłam zajęta wymyślaniem historyjki o tym, jak nagły impuls popchnął mnie do obstawiania i, niestety, zapomniałam wziąć dowodu osobistego. O dowód nikt nie pytał, a niesłuchanie rad Avil odbiło mi się czkawką.

Pod wieczór było jeszcze spotkanie rodzinne, w gronie małym, i bardzo dobrze, bo moje myśli krążyły już wokół Słowenii. W tle leciała świeżo zakupiona płyta Sylvera, jak się później okazało - bardzo adekwatna do atmosfery kolejnych godzin.

Wierzcie mi lub nie - ale ja już naprawdę przestałam zwracać uwagę na cokolwiek, poza liczeniem, ile jeszcze punktów do mistrzostwa. Zresztą, pełna długopisowych gryzmołów strona z "Nowości" najlepiej o tym świadczy. W słuchawkach nadal ryczał Sylver, a kiedy w kluczowym momencie rozległo się "I'm no longer frightened", wybuchłam histerycznym śmiechem.

Oczywiście, nie obyło się bez standardowych okrzyków: "Po wewnętrznej go, po wewnętrznej!", "Co ten baran wyprawia?!", "Matole, po choinę mu robisz miejsce?", co babcia skomentowała w sposób następujący:
- Niech ci żużlowcy się modlą, żeby ktoś cię kiedyś nie wziął do jakiegoś klubu jako trenerkę. Co by wtedy było?
Odparłam: Ja bym po dwóch dniach osiwiała, a oni pięć razy dziennie piliby ziółka.

Po wyścigu dwudziestym łzy mi się zakręciły w oczach, co jest najzupełniej zrozumiałe. Oto kolejny element do listy rzeczy pozytywnych. Podśpiewując "The one" Sylvera, z nieco zmienionymi słowami, i przeplatając to od czasu do czasu nową wersją "Stand up", przedefilowałam przez mieszkanie, po czym uparłam się, że muszę obejrzeć rentransmisję na regionalnej, więcej - nagrać tę rentransmisję!

W trakcie szukania na liście kanałów wideo wspaniałego TVP3, co było o tyle trudne, że prawie na wszystkich stacjach leciały reklamy, zdążyłam odnotować, kto wygrał pierwszy półfinał ("czy mu odbiło, czy go nakręcili, że tak zasuwa?"), potem jakoś przeleciał i drugi, a gdy już nastawiłam nagrywanie, rozpoczął się finał. A po nim... Cóż, dostałam głupawki ze szczęścia, bo takie rzeczy to tylko w bajkach, żeby jednego wieczora mój ulubiony żużlowiec zapewniał sobie tytuł IMŚ, dodatkowo jeszcze rundę Grand Prix wygrywał, a drugi ulubieniec też stał na podium. Jak wszyscy wiedzą, drugim ulubieńcem jest Holta, ten sam, na którego nie chciałam stawiać. I to był jedyny element niepozytywny - choć z drugiej strony, dobrze, że nie podarłam kuponu od buka przed ostatnim wirażem, bo jeszcze by się jakieś nieszczęście stało (kolejny żużlowy przesąd by Lill).

Zapowiedziałam, że spać nie pójdę, jednakowoż zmogło mnie o pierwszej w nocy i spałam do dziesiątej. To nienormalne - kiedy jestem szczęśliwa, potrafię spać o wiele dłużej niż kiedy jestem nieszczęśliwa.

W taki oto sposób stała się następna rzecz, która stać się miała. Jeszcze dwie... A właściwie trzy, bowiem muszę jeszcze naciągnąć Sz.P.O. na prezent za, bagatela, dwadzieścia funtów. Oby wszystko się udało, oby.

A zatem... Czas na nowy zew:
Niechaj Wam jedynka szczęśliwą będzie!

(Odzew brzmi, na nieszczęście niektórych: I oby jak najdłużej!)

Niniejszym zaświadczam, że tekst powyższy pisałam, nadużywając Sylvera, zatem w transie, ponadto zaś z głupawką, wobec czego treści zawarte wyżej nie muszą być logiczne ni zgodne z ogólnie przyjętymi zasadami.

Lill, ta fioletowa 23/09/2007 15:40:44 [komentarzy 9] Jakieś pytania?

73. Nothing you confess

Czasem nie potrafię krzyczeć, rzucać wyzwiskami na prawo i lewo, wygarnąć komuś, że jest gnidą. Patrzę tylko w oczy i nieobecnym głosem pytam: Dlaczego? I to 'dlaczego?' ma nieporównywalnie większą moc niż wszystkie pogadanki wychowawcze razem wzięte. Nie szukaj tu logiki, bo jej nie znajdziesz. Człowiek nie jest istotą logiczną.

Jak on mógł mi to zrobić?!

Im wyższy koń, tym bardziej boli upadek. analogicznie, im większy autorytet, tym większy kopniak w tyłek, gdy ten autorytet upada. Przykra historia, bo naprawdę wierzyłam, że to wspaniały człowiek - wyidealizowałam, ot co. Koniec kwestii, adios, pomidory, nie chcę do tego wracać.

Wszystko jest ostatnio takie... niesprecyzowane. Tak, to najwłaściwsze słowo. Poczynając od Orła z Eastie, którego tworzę w każdej wolnej chwili, po to tylko, by pozbyć się z głowy zdradzieckich i niebezpiecznych myśli, a kończąc na spojrzeniu w lustro, prosto na te podkrążone oczy. Syndrom pierwszych tygodni, przywyknę. Pielęgniarka dobrze radziła, żebym sobie dała spokój, bo zdenerwowaniem świata nie zbawię. Lubię pielęgniarki, mam do nich zaufanie - bo nie mogłabym się popłakać w obecności kogoś, do kogo nie mam zaufania. Nieważne. Miała rację z jabłkiem i stresem, potem było znacznie łatwiej. Wrócimy do tej sprawy, jak się okaże, czy moje (i nie tylko) obawy były słuszne.

I ja też jestem niesprecyzowana, tak trochę lunatykuję w rzeczywistości, bo nagle zmuszają mnie, żebym odrzuciła zawieszenie między światem realnym a fikcją i skupiła się na potencjale czynnościowym komórki o ósmej rano, głodna i niewyspana. Ach, i mam szaloną ochotę na lody czekoladowe, tak na wspomnienie wakacji, sprowadzę je sobie z Torunia, ot co, i zostawię trochę na szóstego października. Tak, tak, liczę na powrót nastroju wakacyjnego, więc i lody się przydadzą.

Fajny fragment znalazłam ostatnio w jednym z dawnych pamiętników. Nie zacytuję, ale chodziło o to, że chciałabym, żeby czas cofnął się o kilka miesięcy i żebym mogła przeżyć to wszystko jeszcze raz. A jednocześnie chcę, żeby czas szedł dalej, bo wiem, co może (tak, w dalszym ciągu MOŻE, bo nic na świecie nie jest pewne) się wydarzyć. Nie obchodzi mnie nawet to, że na wysłanie "Siedmiu" do wydawnictwa muszę wygrzebać ostatnie grosze, bo to jakoś przeżyję. Pieniądze szczęścia nie dają, za dużo dobrego mi się ostatnio przytrafiło, żeby jeszcze o pieniądze marudzić.

Wiadomość dnia: Niula na wywiadówce dowiedziała się, że w maju jest wycieczka do Londynu! Nareszcie, bo myślałam, że moje pielgrzymowanie trzeba będzie odłożyć na studia.

Jest też gorsza wiadomość - ponoć konkurencja do IB masakryczna. Będzie ciężko...

Ale daaaamy radę, hej, daaaamy radę, hej!

Lill, ta fioletowa 20/09/2007 21:42:49 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

72. "All the shadows on the wall- they seem as real as Dali's creatures, great and small"*

Nie zasługujecie
By ktoś kochał was naprawdę
Nie, nie, nie!
Dosyć już waszych obłudnych uczuć
Dwulicowe jaszczurki

(JL, "Wasz bohater")

Zdradziłam Avil - wydawało mi się - ostatni sekret, jaki przed nią miałam. Tymczasem chwilę po tym, jak poszła, przeglądając z nudów archiwum, odkryłam, że to nie była ostatnia tajemnica. I natychmiast przypomniałam sobie wczorajszy wieczór (noc?). To wszystko, co opowiadałam osobie, która przecież nie jest dla mnie bliska, ani trochę. A to właśnie jej opowiedziałam w całości historię, do której nie chciałam już wracać, a która sama powraca jak bumerang. To dziwne, powiecie. Coś, co wstydzę się wyznać najlepszej przyjaciółce, żeby nie zostać posądzona o śmieszność, a mówię o tym prawie obcej osobie. Bezimienna miała rację - łatwiej jest czasem wygadać się komuś, o kim nie wiadomo nawet, czy spotka się go jeszcze kiedyś. I kto zapomni o moich wynurzeniach równie szybko, jak ja zacznę ich żałować. Ja zaś nigdy nie będę mieć wyrzutów sumienia, że zawracałam mu głowę, bo dla niego to tylko nic niewarta ciekawostka.

Znalazłam zresztą w tym archiwum wiele ciekawych rozmów. Jeśli kiedyś - tfu, tfu, tfu, odpukać - bedę sławna i postanowię zarobić na autobiografii, to same te rozmowy dostarczą sporo materiału. Bo jakkolwiek tutaj czy w moich pamiętnikach o wydarzeniach bieżących nie mam w zwyczaju pisywać, tak w dialogach międzyludzkich bardzo często przewijają się motywy z cyklu "jak minął dzień", a jeszcze częściej pojawiają się "gorące tematy", vide Warszawa, vide powieść, vide tysiąc pięćset innych rzeczy. Jest tylko jeden problem - gdybym napisała autobiografię, bazując na tych rozmowach i wydarzeniach w nich opisanych, nikt by nie uwierzył, że coś takiego mogło naprawdę mi się przytrafić. Kilka przykładów [na podstawe "Błękitnego szkicownika" autorstwa własnego, notatka z końca lipca]:

1. Mieszkanie w jednym hotelu z mafią. Serio, w Lesznie nocą kręcili się po parkingu podejrzani ludzie, a w sobotę rano przyjechała policja, antyterroryści i chyba chcieli zrobić obławę. Tejże, niestety, nie doczekałam.

2. Perypetie z "dobrym duszkiem", na którego natykałam się ustawicznie, co było mi bardzo na rękę, ale nie czyniła ku temu żadnych kroków. Najpierw forum SRz, potem "The Blue Cafe", którego do dziś uwielbiam słuchać, jeszcze później epizod ze speedway.info.pl, a na koniec lądowanie w tej samej redakcji. Świat jest mały, popieram, ale żeby aż tak?

3. Propozycja pracy - czyli jak wywnioskowałam, że "lepiej nie przeglądać skrzynki mailowej podczas jedzenia obiadu". Wprawdzie żadnego artykułu tam nie napisałam, ale sam fakt, że na podstawie jednego (!) maila, w którym tylko wyraziłam swoją opinię, chcieli mnie pozyskać do redakcji, jest miły. Tym bardziej, że była poniżej dolnej granicy wiekowej. Szkoda, że koncepcja pracy dla SI się rozpadła, ale tak w życiu bywa.

4. Historia z Mendą. To jest chyba najdziwniejsze, miałam do tego nie wracać, ale to najwyraźniej jeden z motywów, które samoczynnie pojawiają się znów i znów w moim życiu. Przypadkiem czytałam moje rozmowy z K2 z tamtego feralnego wieczora. Myślałam, że kiedy upłynie trochę czasu, spojrzę na sprawę inaczej i będę żałować, że nie pozwoliłam historii iść własnym biegiem. A ja tymczasem, pomimo tego, że przez kolejny miesiąc byłam kłębkiem nerwów, że wepchnęłam się w nieswoje sprawy i przypłaciłam to załamaniem nerwowym, jestem z siebie dumna.

Tak, tak, Lill, bądź dalej dumna i znowu się naraź. Pozbawiłaś się "Czarnego Kota", narobiłaś sobie wrogów (po fachu), wmieszałaś się w coś, co normalni ludzie uznali za idiotyzm, broniłaś niejednego, który nie ma pojęcia o twoim istnieniu, ale nie, naprawdę masz powody do dumy. Jasne...

Zamknij się! Miało być o dziwnych przypadkach, nie roztrząsaj na nowo tej historii. Ważne, że ON już nie napisał. To się liczy, rozumiesz?

Tak jest, pani prezes. Ale ja już za walerianę płacić nie będę...

Wybaczcie, Pan Stokrotka postanowił wtrącić swoje trzy grosza i zepsuł mi klimat zakończenia. Pal to sześć, tak dziwna końcówka tylko podtrzyma mój wizerunek jako mistrzyni chaosu. Bójcie się, zmieniłam pseudonim, więc nie znacie dnia ani godziny... *złowróżbny chichot*

*cytat pochodzi z piosenki "Confused" Sylvera

Lill, ta fioletowa 15/09/2007 23:42:45 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

71. Who will save my life?

Za oknem ciemna noc, pies śpi na kanapie, która miała się przeistoczyć w łóżko, ale tu cudów nie ma, więc się nie przeistoczyła, a mi nie chce się odchodzić od komputera. Po tygodniu kichania, prychania i kaszlu wreszcie poszłam do szkoły. nie było źle i nawet nie wiem, czy w pewnych okolicznościach nie uśmiecha mi się ta opcja bardziej niż siedzenie w domu. Chociaż, rzecz jasna, siedzenia w domu i oglądania żużla nigdy nie przebije.

Mam zapchany nos na przemian z potwornym katarem, przez co żerowałam dziś bezczelnie na Joasi i Doto, a mimo to naszło mnie takie typowo babskie "chcenie" pod tytułem perfumy od Sephory. Przejeżdżałam dziś autobusem koło Pałacu Kultury, przypomniałam sobie wycieczkę z Niulą do centrum i koniec, szlus, trafiło mnie zupełnie i pożądam perfum od Sephory. Teoretycznie mam na to kasę, ale w praktyce, kasy starczy ledwie ledwie, a poza tym wymienianie obcej waluty, kiedy wyjazd do Niemiec już pewny jest czystą głupotą. I tak oto jestem sam na sam z moim chceniem -jak tak dalej pójdzie, to wskoczę w ten głupi autobus, jeszcze głupsze metro, pojadę do centrum, wypsikam się testerem i może mi przejdzie. Może.

W świetle ostatnich wydarzeń - abstrahując od choroby i kieratu codziennego - czuję się dwojako. Bo po jednej stronie mam dwa elementy bardzo pozytywne, choć wymagające wzmożonego wysiłku (ale co się będe tym przejmować). Z drugiej zaś jest ta nieprzyjemna świadomość, że dałam się sprowokować R. i przez to straciłam jedną z wygodnych dla mnie tożsamości. Gwoli ścisłości - R. nie ma imienia na R., ale z tą literą mi się kojarzy, nie pytac, czemu. Muszę się znowu wcielić w inną osobę, co jest o tyle niewygodne, że przywykłam do Czarnej Toruńskiej. Cóż, za głupotę trzeba płacić.

Ach, i oczywiście, żeby nie było tak słodko, wypożyczyli z mediateki wszystkie powieści Raspaila, a mój "Obóz Świętych" wciąż ma we władaniu babcia. Przykra sprawa.

Jednak poza tym wszystko idzie torem dla mnie samej w miarę dobrym. Nawet to, że wreszcie zaczęłam zgrywać piosenki dla "Time to ride" na kasetę i wyszły przyzwoicie, zwłaszcza "Nawet gdyby swiat". W ogóle, muzyka zaczęła dla mnie stanowić tak samo dobrą odskocznię od rzeczywistości jak pisanie. Kiedy coś nie wychodzi, siadam i tworzę - albo tekst, albo melodię, albo jedno i drugie. Tak jak było z "Masz mnie" i "Złym wspomnieniem". I "Je ne crois pas" - chyba przede wszystkim. W życiu nie myślałam, że dojdzie do tego, że muzyką będę koić moje skołatane nerwy. Życie jest dziwniejsze niż przypuszczałam.

Lill, ta fioletowa 14/09/2007 23:12:53 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

70. The Black is back. Tell your friends.

Take me on the nightflight
Nightflight
Nightflight
The others fall asleep
And we fly away

(Novaspace, "Nightflight")

Jak to jest, mili państwo? Jak człowiekowi zależy na akceptacji i poczuciu bezpieczeństwa wśród ludu, to nie ma tego za grosz. Ale jak już człowiek - czyli ja - stara się, żeby go uznali za dziwadło kontrowersjogenne, wykluczyli ze swych kręgów i wyrzucili na margines, to nagle wszyscy człowieka kochają i albo chwalą jego poglądy (sic!), albo dyskutują kulturalnie. Czy w takim razie można tę metodę uznać za "Sposób na Polaka"?

Nieważne. Czarna Toruńska powraca, by siać zamęt wśród kibiców i dalej przeprowadzać swoje antropologiczno-socjologiczne eksperymenty na Bogu ducha winnych istotach. Strzeżcie się, bo nie znacie dnia i godziny, gdy Wy także padniecie ofiarą moich badań [śmiech szaleńca]. Spokojnie, to nie boli, ja nie gryzę - połykam w całości.

Do rzeczy jednak. Skoro z przyczyn zdrowotnych (katar + kaszel + gardło + słabość ogólna) nie jestem w stanie nie tylko chodzić do szkoły, ale nawet pisać artykułów, jakoś muszę działać, a tak mi jest najłatwiej. W taki oto sposób przekleństwo części większości polskich kibiców, a błogosławieństwo mniejszości wróciło do swego domostwa i znów wygłasza śmiałe teorie. Taka moja kocia natura [błyska zielonymi ślepiami].

Pomimo choroby, nie tracę dobrego humoru i przy byle okazji wymyślam jakieś nienormalne kwestie, które potem z lubością wygłaszam. Wczoraj przy okazji grania w speedway3D (właśnie, zostałam IMŚ) wytworzyli mi się "jakobini na pustyni", którzy wyparli słynne "nie lubię Czechów". Bowiem Czechów polubiłam, ale to dłuższa historia.

I tak najbardziej rozbawił mnie SMS od Zabójcy, dotyczący kalendarza ściennego. Tak sobie pomyślałam - czemu mam go nie kupować? Bo zawiera "ołów i inne szkodliwe substancje"? [uśmieszek]

Doto i Joasia dokształciły mnie ostatnio w kwestii chorób psychicznych - podobnoż ludziom chorym nic się nie śni. To ja widać jestem wyjątkiem, bo mam objawy co najmniej pięciu chorób psychicznych (chociaż rodzina obstaje, że to tylko taka moja paranoja - ale paranoja też jest chorobą psychiczną, nie?), a sny miewam. I to całkiem głupie - tak jak dzisiejszy, kiedy jeździłam konno po dzikim Zachodzie, uciekając przed Facetem z Suszarką i Facetem z Dezodorantem. A potem ten drugi wysadził miasto w powietrze, a ja zapiszczałam ze szczęścia, informując cały świat, że w owym mieście zatrzymał się "Gołąb, Gołąb, Gołąbek!"

Nadal uważacie, że jestem normalna?

Lill, ta fioletowa 11/09/2007 14:19:05 [komentarzy 7] Jakieś pytania?

69. Rodaków o "literaturze" rozmowy.

Ja (7-09-2007 18:59)
ale w tej części dopiero będzie się działo - tylko jeszcze nie wiem, jaki koniec spotka Alexa, bo mi Liga Obrony Alexandra Bjaanda protestuje, jak mówię, że go wykończę
Zabójca (7-09-2007 19:00)
ja też protestuję
Ja (7-09-2007 19:00)
ale dlaczego protestujesz? argumenty proszę
Ja (7-09-2007 19:00)
(w końcu wyjdzie na to, że wszyscy kochają Alexa i tylko ja go nie znoszę )
Zabójca (7-09-2007 19:01)
bo jest taki poczciwy
Zabójca (7-09-2007 19:01)
nie możesz go zabić
Ja (7-09-2007 19:02)
o matuniu moja jedyna! Alex poczciwy? No, jeszcze mi powiedz, że krowy latają!
Ja (7-09-2007 19:02)
ale ja muszę - albo go zabiję, albo usadzę na wózku, albo weźmie rozwód
Zabójca (7-09-2007 19:04)
ta, weźmie rozwód, bo żona nie chciała wziąć kredytu na nowy wózek
Ja (7-09-2007 19:04)
nie, weźmie rozwód, bo zdradzi żonę z córką swojego kumpla
Ja (7-09-2007 19:05)
(jestem Okropna, wiem )
Zabójca (7-09-2007 19:05)
pedofil!
Ja (7-09-2007 19:05)
a widzisz! on nie jest wcale taki święty
Zabójca (7-09-2007 19:06)
poczciwy pedofil na wózku, który zdradza żonę
~~*~~*~~
Emka (7-09-2007 20:20)
właśnie ściągam 7cz. harrego p. z rapidshare
Emka (7-09-2007 20:20)
zobaczymy co on tam narozrabiał
Ja (7-09-2007 20:20)
będzie ciekawie
Emka (7-09-2007 20:21)
mamma mia! po czesku!
Emka (7-09-2007 20:21)
a ja chciałam po english
Ja (7-09-2007 20:21)
excuse me?
Emka (7-09-2007 20:22)
harry potter po czesku
Emka (7-09-2007 20:22)
teraz wiem co znaczył napis cz przy pliku
~~*~~*~~
Ja (7-09-2007 20:23)
no, ale chyba coś się da przeczytać
Emka (7-09-2007 20:23)
wyślę ci pierwsze zdanie
Emka (7-09-2007 20:24)
Harry pomalu zvedl svou hlavu a zírala bručivě v důvěrně známém obličeji číselný čtyř, pohon ptačího zobu.
Ja (7-09-2007 20:24)
eeee....?
Emka (7-09-2007 20:24)
Harry pomału... i co dalej
Ja (7-09-2007 20:25)
Harry pomału więdł swojsko schlany spiralną błotnistą dróżką znaną bliżej jako ciężka cztery...
Emka (7-09-2007 20:25)
a tobie co?
Ja (7-09-2007 20:25)
no, tłumaczę
~~*~~*~~

Wniosek: Chyba nie tylko ja tu czasem wykazuję się dziwnymi odchyłami od normy, prawda?


Lill, ta fioletowa 8/09/2007 22:02:17 [komentarzy 9] Jakieś pytania?

68. Can anybody tell me...?

– A może ja po prostu nie chcę, żebyś odchodził? Boję się zmierzyć z tą rzeczywistością, w której ciebie nie będzie obok, kiedy nie dasz mi już żadnej rady? – pytał cicho, z wzrokiem wbitym w podłogę. – To egoistyczne, wiem. Wybacz…
Chuda, blada dłoń wysunęła się spod kołdry i powoli, acz stanowczo opadła na rękaw swetra Pettera.
– Chyba nie uważasz, że beze mnie sobie nie poradzisz? – Śmiech, taki prawie przez łzy, a zarazem szczery. Rozbawione iskry w oczach Halvora. Przyjaciel odwrócił głowę, zmierzył go spojrzeniem, po czym rzucił w przestrzeń:
– Tak. Tak właśnie uważam.

(JL, Siedem lat do Monachium)

Powyższy fragment dedykowany pewnej osobie. Tak, maj dir, już Ty dobrze wiesz, że to o Ciebie chodzi.

O co tu chodzi? Co ja takiego zrobiłam? Za co, po co, na co, dlaczego? I czy ja nie interpretuję błędnie wszystkich tych sytuacji przypadkiem?
Ech, za dużo pytam ostatnio.

Jak ja mogę skupić się na szkole, kiedy tyle się dzieje, kiedy wszystko płynie, a ja nie wiem, czy jutro nie będę już kimś zupełnie innym, w innej (lepszej?) rzeczywistości? Włączyłam Verbę - wciąż nie wiem, od kogo dostałam tę płytę, ale teraz to myśl tak odległa, jak wszystko inne. Niewiele spraw wciąż się liczy.

Nie myślałam, że będę się tak czułam, chciałam Wam zaserwować dowcipny przegląd tych czterech dni, a zamiast tego... zamiast tego jest papka zrozumiała tylko dla nielicznych. Przepraszam. Nie mogę inaczej.

Wracam do starej metody - wyczytywania przyszłości z dostępnych informacji, czekajcie na kolejne ciągi niepowiązanych słów, cztery opcje do wyboru i cała reszta, przez którą już raz przechodziłam. Ale chyba warto, bo efekty były powalające.

I nie wiem, komu za to podziękować. I komu Wy macie podziękować za to mistrzostwo chaosu, które dziś prezentuję. Pardon, wiem - ale nie powiem. Bo byscie się śmiali, bo to akurat dziwna historia.

Lill, ta fioletowa 7/09/2007 22:25:45 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

67. Zawsze to jakieś wyjaśnienie...

Są takie rzeczy, które wolałabym odwlec w nieskończoność. Zaliczają się do nich między innymi:
- wizyta u kosmetyczki (bo nie każdy musi lubić masakrowanie swojej twarzy przy użyciu dziwacznych narzędzi)
- pisanie artykułów na przykre dla mnie tematy (nie ma w tym chyba nic dziwnego)
- nauka historii (gdybyście znali pana M., wiedzielibyście, dlaczego)
- rozpoczęcie roku szkolnego.

Nie zrozumcie mnie źle, ja nawet lubię szkołę - oczywiście, w granicach normy, bo o wiele chętniej pisałabym powieść niż spędzała bite osiem godzin pięć razy w tygodniu w ławce, gdy ponadto wymaga się ode mnie wytężania umysłu w porze nieprzyzwoitej, typu 9:00. Ale jest coś, czego w szkole nienawidzę - wczesne wstawanie. Dla kogoś, kto zwykł zasypiać nie wcześniej niż o północy, siódma rano jako godzina pobudki jest zabójcza. A kwadrans po szóstej - co czeka mnie od jutra w dal - tym bardziej.

W każdym razie koło ósmej zameldowałyśmy się, Niula i ja, na przystanku. Byłam głodna i zmarznięta. Jakieś dziesięć autobusów później byłam jeszcze bardziej głodna, zmarznięta i sfrustrowana. A kolejne dziesięć autobusów później stwierdziłam, że nogi mi zaraz odpadną. I wtedy nadjechało to przeklęte 155.

Potem było tłuczenie się do szkoły, krążenie po szatni w poszukiwaniu znajomych i wreszcie podróż do auli, gdzie natychmiast zostałam złapana przez Bartka i wkręcona w dystrybucję gazetki. Oczywiście, co nie jest żadnym dziwowiskiem, nie udało się sprzedać ani egzemplarza. A później już klasyka - przemówienia opatrzone moimi i Emki komentarzami, wędrówka ludów i głoszenie haseł typu "Batory - zabija powoli".

Czy tak powoli, to ja nie wiem - jutro dowalili nam osiem godzin, w tym chemię i geografię. Zastanawiam się, czy użyć już drewnianego noża, czy może zaczekać z tym do pierwszej klasówki...

Zupełnie przy okazji, pałętając się wczoraj nocą po domu (spać nie mogłam, a co), wykopałam Czerwonego i znalazłam w nim różne ciekawe teksty, które po przeróbce mogłyby być całkiem zjadliwe. Chociaż, niestety, wciąż nie mogę sobie przypomnieć, w którym notesie zapisałam słowa "Waszego bohatera". Ach, i oczywiście mam nastrój na jedną z tych książek, których NIE zabrałam z Torunia. Takie moje szczęście. Chociaż właściwie... może czytanie "Obozu świętych" w takim momencie nie byłoby dobre dla mojej psychiki?

Jeszcze jedno - jestem zła. Znowu okazało się, że niektórzy niewiele w sobie mają z porządnego człowieka.

Lill, ta fioletowa 3/09/2007 14:02:39 [komentarzy 6] Jakieś pytania?

66. W tak zwanym Międzyczasie

Lill the Purple presents

Speedway Zioms feat. NOM (aka Subtelny Damski Wokal) & Chórek Dziecięcy

in the song


FUCK THE DUCK!


chórek dziecięcy: Fuck the Duck
Fuck the Duck
Fuck him by the way
Oh, much fun is to fuck
The Duck in the sleigh

Lill: Ja powiem tak - niech tego ducka weźmie fuck
I niechaj trafi go szlag, chciałabym tak,
Bo inaczej to jak, wygra znowu spółka i Duck?
Ja nie chcę tak!

Ziemo: Yo! Ale czasem jest tak, ze wygrywa Duck
Nicki nie jest nie zniszczalny, ani niezatapialny

Lill: A ja wtedy mówię - "fuck, znowu ten nieznośny Duck?"
Niechaj Ducka trafi szlag

Subtelny Damski Wokal:
Fuck the Duck
Fuck the Duck
Niechaj Ducka trafi szlag
Niech go zeżre ospa czarna
Niechaj przyszłość jego marna
Będzie tak
Fuck the Duck
Fuck the Duck
Niechaj Ducka trafi szlag
Bo wygrana Ducka,
Obojętnie jaka
Szalenie mi nie w smak

Ziemo: Yo! Peterborough kontra Eastie
Taka wojna nigdy ci się nie przyśni

Lill: Ja nie chcę by był niepokonany, ale Eastie w Arlington pany
I niech ktoś to uszanuje, bo ja inaczej smętnie się czuję

Ziemo: Taki rywalizacji smak
Że czasem wygrywa ten Duck

Lill: Ja tam z kraju Orłów pochodzę,
Za Orzełkami oczami wodzę,
Zatem niech Orły z Eastie wygrają,
Niech 'borough wreszcie wnet pokonają

Subtelny Damski Wokal: Fuck the Duck...

Ziemo: Yo! raz Duck, raz Nicki - to są żużlowe wyscigi
Wazny jest sport, a nie glupie wyniki

Lill: I niech Duck mi się nie naraża,
bo Jej Okropność problemy stwarza,
Gdy ktoś w paradę raz wejdzie jej,
Ma przechlapane po życia kres
Ale czasem sportu nie widać,
Więc dobry wynik może się przydać

Ziemo: Wystarczy obrócic tabele - twój klub w koncu będzie na czele

Lill: Milutki jesteś jak nie-wiem-co,
Sprawiasz, że we mnie budzi się ZUO
I zaraz nie tylko Ducka upoluję,
Lecz jeszcze ciebie czymś groźnym poszczuję

Subtelny Damski Wokal: Fuck the Duck...

Ziemo: Tak mi sie tylko zrymowalo,
Chamsko zabrzmiec nie mialo
A ja sie nie boje - zawsze robie swoje

Lill: weź pan nie kopiuj cudzej piosenki,
bo to by znaczyło, że jesteś pan Wstrętny
yo!

Ziemo: ziom! nie mów mi tu o kopiowaniu,
gdy jestesmy na polowaniu

Lill: na polowaniu na kaczki być może?
ja chętnie kaczkę na skrzydła rozłożę

Ziemo: leci kaczka leci, do piekarnika zaraz wleci
a jak bedzie przypieczona,
to sie zrobi czarna niczym wrona
yo!

Subtelny Damski Wokal: Fuck the Duck...

Lill: i w piekarniku dojdzie wreszcie
i z Duckiem kłopotów nie będzie na mieście
a wrony, jak wiemy, nisko latają,
bo wrony, ziomy, polotu nie mają
i z kaczki zrobi się wrona pieczona,
a ja pozbawię ją jeszcze ogona

Razem: yo!

Ziemo & Lill, 1.09.'07 21:07:57
*Duck nie jest aluzją polityczną, lecz żużlową. I szlus.

Lill, ta fioletowa 1/09/2007 22:09:17 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.