Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

42.Half way to the moon

Ty i ja - samotni jeźdźcy gwiazd
Bez twarzy marzyciele, wrogowie mas
Przeciwko nam świat, tak było od lat

(JL, "Mistrzu III")

Facet od telewizji satelitarnej wepchnął się do garażu. Jego błąd, w garażu bowiem dziadek schował Andaluzję... Wprawdzie Anda (vel Kunda Żaluzja) groźna nie jest, ale samą swoją postawą oraz grubym głosem nastraszyła solidnie Faceta od tel-sat. Po pięciu minutach telewizja już działała. Nie ma to jak "ugościć" pracownika najętego kaukazem.

Cały ten dzień był wyjątkowo zabawny, zwłaszcza wszelkiej maści akcje z Andą, kręcenie filmików i sesja zdjęciowa "dzieci, psów oraz Joanny". A także akcja z "owcą kaukaską", która okazała się psem, gdy podeszliśmy bliżej. Już myślałam, że ludzie z Konstancina hodują owce...

A teraz znów zawisłam między jawą a snem, rzeczywistością realną a tą fikcyjną, do której tak chętnie ostatnio uciekam. Zabawne, jak bardzo obie te płaszczyzny się przenikają, na jawie zdarzają się rzeczy, które przecież zmyśliłam... Schizofrenia? Nie, przytomność pełna jeszcze się mnie trzyma i umiem oddzielić jakoś obie te krainy. Ale jeśli dalej będę tak uciekać w alternatywe, różnie się może skończyć...

Tylko że trudno jest zerwać z uzależnieniem od marzeń, wizji i tych nierealnych snów. To jest zbyt dobra zabawa, za bardzo uwielbiam być odrealniona, żeby brutalnie zejść na ziemię. Szkoda, że niektórzy - np. Niula - tego nie rozumieją. Uważa, że nie warto śnić snów, które nigdy się nie spełnią. Że o ileż lepiej jest stać twardo na ziemi, pomnażać kapitał i dbać o swój dobrobyt.

Czasem wydaje mi się, że ona swoje niespełnione marzenia chce spełnić moimi rękami. I co teraz?




Lill, ta fioletowa 28/06/2007 11:53:01 [komentarzy 7] Jakieś pytania?

41.Przegrać z Tobą, to jak wygrać z tysiącem innych

– Zmieniłem zdanie, jestem zmienny jak kameleon – zaśmiał się chłodno. – Niczego nie oddam bez walki.
– Ciekawe, czy byłbyś taki hardy bez tej swojej straży przybocznej? – prychnął A. Teraz S. wojowniczo zmrużył oczy, a dopiero wtedy A, zdał sobie sprawę, ze ostro przeholował.
– Powinieneś o tym dobrze wiedzieć. Tak, uderzyłeś w czuły punkt, A. Ale zapomniałeś o jednej, nad wyraz istotnej rzeczy – nawet gdyby świat na pół miał rozpaść się, ja będę walczyć…
Sam zastanawiał się później wielokrotnie, dlaczego te słowa wydały mu się dziwnie znajome

(JL, Nawet gdyby świat)

Pytanie: Jak ma na imię ten Lauda na F?
Odpowiedź (autentyczna!): Mathias.

Pyt. Dlaczego uważasz, że zawsze dostajemy nie to, czego chcemy?
Odp.: Bo prosiłam o siatkę z czereśniami, a ty mi dałaś marchewki.

Pyt.: Czy ty nie masz innych tematów poza żużlem?
Odp. Mam! DTM!

Pyt.: Co trzeba zrobić, żeby dostać dwie oferty pracy (newermajnd, że od instytucji, które ma się głęboko gdzieś)?
Odp.: Trzeba mało robić, dużo gadać i być kontrowersyjnym na dokładkę (atestowane przez Löll fioletową).

Pyt.: Ile się siedzi za złamanie tajemnicy korespondencji?
Odp.: Dziecko, coś ty znowu zrobiła?!

Pyt.: Jak mamy znaleźć właściwy dom, skoro wszystkie tutaj są takie same?
Odp.: Spytajcie o ten, gdzie nocą wrzeszczą: "Aaaaandaaaa!", to wam powiedzą.

I szlus.



Lill, ta fioletowa 25/06/2007 22:51:47 [komentarzy 10] Jakieś pytania?

40.Nieznajomy zawsze dzwoni dwa razy

It's abnormal tell me why I feel weird
Is something gonna happen and I'm prediciting that?


Czuję się jak po praniu mózgu. Fale sprzecznych informacji napływają zewsząd, a ja muszę odnaleźć w tym labiryncie prawdę - jedyną i niezaprzeczalną. "Grunt to ludziom nie wierzyć i w przeszłość nie wnikać..." Odcinam się więc od tego, co było, i próbuję w miarę trzeźwo ocenić każdą z tych absurdalnych sytuacji. I spróbować uwierzyć, że moja intuicja się nie myli.

Wiecie, co śpiewa chór w szkole z tradycjami na zakończenie roku? Pieśń plemienia afrykańskiego! Serio, nie ściemniam. Cała sala świetnie się bawiła, a nastrój śmiertelnej powagi gdzieś uleciał. Potem tysiąc banalnych pożegnań, odbieranie stypendium i całą ta szopka. Jak co roku, nihil novi. Dziwne są końce roku, bo niby to święto, ale takie jak nie święto, atmosfera pożegnań - jednych na dwa miesiące, innych na zawsze. Coś przygnębiającego, przynajmniej dla mnie. Ale też chwila refleksji, że naprawdę "czuję" tę szkołę, mam o czym pogadać z ludźmi. Chcąc, nie chcąc, jestem częścią szkoły B.

Dzisiejsza upiorna sobota też upłynęła w doskonałej atmosferze, okraszonej wodą (nie)gazowaną, obłzawionymi chusteczkami i "zakochiwaniem się w towarzystwie". Rozumiem manię Avil, "Upiór" jest faktycznie porywający i wzruszający. Efektem wspólnego oglądania postanowiłyśmy dać ogłoszenie do "Nowości" (oho, kryptoreklama - ale wolno mi, skoro jestem prywatnie): "Miłe panie przed dwudziestką poznają dwa przystojne upiory". Zresztą, okazało się, że upiory są wśród nas, a najlepszym przykładem jest... [tu wpiszcie imię i nazwisko]

Przy okazji, rozmowa zahaczyła o temat czerwonego porsche (które, nota bene, widziałam po drodze), latających telefonów oraz kwestii odbierania komórki. W tej ostatniej jestem straszliwą konserwatystką od czasu, kiedy odebrałam telefon jedząc obiad, a tymczasem dzwoniła Iwa z rewelacją o martwym gołębiu w szafce. Dziwić się, że postępuję tedy, jak postępuję... A związku czy powiązania to niech się tu chemicy doszukują, nie ja.

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, tradycja kinowa zostanie zachowana i za tydzień, co napawa mnie optymizmem, bo skoro dwa razy sprawy przybrały korzystny obrót po seansie, powinno tak być i za trzecim. Bo cóż ja będę się zamartwiać, że a nuż-widelec wyjdzie nam z tego powtórka sprzed roku i kolejne dwie strony "Hool's life". I tak nic na to nie poradzę, mogę tylko zabić odpowiedzialnych...

Przed Löll kolejna nocka z "Hrabią", notesem i rewelacyjnym pomysłem na trylogię anty-stereotypową. Ot, i znów wiodę mój nudny żywot pannicy, która postanowiła mieć trzy dni zasłużonego urlopu. Wracam na serio w poniedziałek po południu, czekając na efekty ukończonego "Nawet gdyby świat" (a niech się spełnia! Jakem rzekła, niechaj się przydarzy) i próbując ogarnąć czekający mnie nawał pracy.

Niech żyją "wakacje"!


Lill, ta fioletowa 23/06/2007 21:57:43 [komentarzy 10] Jakieś pytania?

39.Życie to film.

Naprawdę sądzi pan, że świat jest czarno-biały, podzielony na dobro i zło? Nie ma tak prosto - każdy ma swoje dobre i złe strony, a wyciąganie tylko tych złych jest nie fair.
(J.L. do dziennikarza X.)

Na klawiaturze: "Dobranoc"
W myślach: "A żeby cię dręczyły koszmary!"

Nawet gdyby świat na pół miał rozpaść się...

Jako idealistka wierzę, że świat nie jest w gruncie rzeczy zły. Wiele rzeczy mogą mi odebrać, ale tej wiary nie. I wierzę, że to, co zdarzyło się wczoraj, może mieć jakikolwiek wpływ na zakichaną rzeczywistość.

Jak można być tak podłym, zapytowywuję się?

Leżałam, spoglądając w sufit, tak jak kiedyś, przy zupełnie innej okazji. W ciągu jednego dnia od euforycznej radości do zaciskania dłoni w pięści - dziwne. A jeszcze dziwniejsze jest to, że czuję się jak bohaterka jakiegoś filmu sensacyjnego. Też wiem za dużo. Tylko, że bohaterki filmów sensacyjnych zazwyczaj mają jakieś pojęcie, co z tą nadprogramową wiedzą zrobić. W moim wypadku zaś każde rozwiązanie graniczy z szaleństwem.

Świat sprzyja szaleńcom? Oho, szkoda tylko, że ów "świat" nie obejmuje stworzeń tak elementarnych jak najbliższa rodzina.

Czasem warto być na przekór - rzekł pan Z. Miał rację. Warto.

Lill, ta fioletowa 20/06/2007 14:36:52 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

38.Wystarczy uwierzyć.

"Pewnie nawet nie wie, gdzie leży Polska. I lepiej, żeby wciąż tego nie wiedział…"
(JL, "Skandal!")

Marzycielski uśmiech. "Hrabia Monte Christo", tom drugi (wreszcie!) w dłoni. Talerzyk czereśni i to jedno, jedyne marzenie, żeby czas zatrzymał się tu i teraz, a zarazem, żeby popędził do przodu. Dziwna jestem.

Wczoraj z dumą paradowałam po szkole bez zegarka (co jak na mnie jest wysoce niespotykane), tłumacząc każdemu, kto tylko chciał mnie słuchać, że "szczęśliwi czasu nie liczą". Nutka goryczy nadal siedzi, uświadamiając mnie, że wcale nie będę musiała swojego odcierpieć za te parę(naście?) dni zapomnienia i absolutnej beztroski. Euforia, ale euforia z rozsądkiem.

Jedyne, co hamuje absolutne szczęście, to wściekłość. Na kogoś, za coś. Ja mu pokażę, zobaczy, jak prawdziwe są słowa "Nigdy nie zadzieraj z Joanną!". Skończy się samowolka idioty zakichanego, postanawiam urządzić mu małe piekiełko.

Może to nie brzmi groźnie, bo w końcu Joanna z definicji samej lubi sobie powyzywać, porzucać telefonem, a to w gruncie rzeczy zwierz łagodny i muchy by nie skrzywdził. Owszem, much nie krzywdzę - ale pasożyty społeczne z najwyższą przyjemnością.

Btw. rzucanie telefonem skojarzyło mi się z FanClubem LT (i nie chodzi tu wcale o Litwę) - aż mnie natchnęło na obejrzenie raz jeszcze pewnego filmiku

Zostawiając ten przykry temat (w sensie - idiotę, a nie LT), jak też zostawiając pasożyta w moich rękach (zabiję, zamorduję, uduszę, utopię i coś jeszcze mu zrobię), mogę śmiało powiedzieć, że jest miodnie. Tym bardziej, że Krzysiunieczek propozycji matrymonialnej nie ponowił, szydło wyszło z worka, a ja mam nowy powód do świętowania. Wybaczcie, że tak chaotycznie, ale ja prawie zawsze jestem chaotyczna -wyłączając lekcje fizyki.

Znikam w mej pieczarze, obmyślając zemstę na pasożycie (dawno się na nikim nie mściłam - chyba wyszłam już z wprawy) i ciesząc się jednocześnie ze wszystkich sukcesów, których mi menda nie przyćmi. A co ja się będę przejmować jakimś tam "zakompleksionym, sfrustrowanym ludzikiem"?

Trzymajcie się i obyście nie mieli takich problemów jak ja



Lill, ta fioletowa 19/06/2007 10:02:15 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

37."Uuuu-ga" - zwierzenia niekontrolowane

- A czy to nie będzie mezalians? - zapytała Lilu, odgarniając z czoła rudy loczek. Ruud popatrzył na nią, zdezorientowany.
- Jeśli ty wyjdziesz za mnie?
Obcas czerwonego pantofelka momentalnie trafił go w kostkę. Wzrok Lilianny palił żywym ogniem, jakby koniecznie chciała tu i teraz powiedzieć: "Nawet o tym nie myśl!"
- Nie, idioto - syknęła ze złością. - Jeśli ty poslubisz Colleen...

(JL, Spadkobiercy)

Ja to czasem palnę coś inteligentnego inaczej. Nawet częściej niż rzadziej. Dla przykładu - garść moich dzisiejszych tekstów:
*"Wiecie, co to jest LONG? LONG jest to Liga Obrony Napojów Gazowanych [w tym miejscu śmiech szaleńca]. Wiecie, wszystkich Fant, 7upów i... yyy... Sprite'ów [chichot]"
*(na widok wyniku meczu Eastbourne-Peterborough): "Uuuuu-gaaa!"
*"Kakao jestem. Miło mi." na komentarz Bezprawnego do mojej miny ("I co? Zatkało kakao?")
*"Zapisz ten plik w ustronnym miejscu" do samej siebie po otrzymaniu ściśle tajnego maila ze ściśle tajnym załącznikiem

To tylko czub góry lodowej, bo chyba nie wątpicie, że potrafię wymyślić też rzeczy znacznie bardziej absurdalne. Ale tak już jest - ja jestem absurdem, bo i moje życie to absurd. Zderzenie dwóch kultur - bo nie da się nazwać inaczej bywania w wielkim świecie i gawędzenia z menelami. Szkoła z wybitymi oknami, a obok biała limuzyna - ratunku, Miasto Absurdu też jest absurdalne!

I zabawy ze zmutowanym kaukazem też są absurdalne.

Jednak najbardziej szokujące, nieprawdopodobne i jak to tam jeszcze nazwiecie jest to, że oto sen o Enesdecji się spełnia, i to spełnia w wersji ekstremalnie optymistycznej. Refren "Europa będzie nasza!" też zaczyna okazywać się prawdą, a ja zastanawiam się, czy to tylko sen, a jeśli to sen, to prosze, niech nikt mnie nie budzi...

A propos snów:
"Wie pani, że za taką opinię ludzie mogą panią znienawidzić?"
"Wiem. Ale oni nie muszą mnie kochać, mogą nienawidzić - ważne tylko, żeby choć próbowali zrozumieć"


W życiu bym nie miała odwagi powiedzieć czegoś takiego. Ech, sny...

Lill, ta fioletowa 16/06/2007 23:06:26 [komentarzy 6] Jakieś pytania?

36."Hey boy!", czyli ave radosna głupawka!

Keep smilin' - every day and night
Keep smilin' - for the rest of your life
And when you feel lonely and sad
Get out of your bed
Come here and sing along

(JL, Keep smilin' z musicalu Singing London)

Dwa dni odpoczynku od komputera dużo mi dały. Jakoś tak radośniej się zrobiło, miałam głupawicę przeokrutną, która mi do dziś nie przeszła, przeczytałam prawie całe "Pola trzcin" Pilipiuka... Żyć, nie umierać. Tylko muzyki trochę brakowało, bo łażenie z discmanem jest szalenie niewygodne, jak by na to nie patrzeć. E tam, newermajnd.

Poznałam imię obiektu H., Obiekt H. nie ma imienia na H, co cieszy mnie i cieszyłoby jego zapewne, gdyby o tym wiedział. To znaczy, o tym, że jest taka jedna, co hoduje w powieściach jego sobowtóra i owemu sobowtórowi zgotowała nie najlepszy los. Cóż, bywa i tak.

Dużo dobrego się ostatnio zdarzyło, uśmiecham się, bo przecież wiem doskonale, że teraz przyszedł czas na "górkę" i dopóki ona trwa, nikt i nic mi tego szczęścia nie zabierze. Uśmiecham się, bo zostało 35 dni, a strach przeszedł bokiem - przecież to wszystko jest nieważne, jakkolwiek będzie, "lepiej żałować czegoś, co się w życiu zrobiło...". Uśmiecham się, bo i w szkole wyszłam na swoje. 5,54 i nic więcej! Osiem szóśtek, cztery piątki i jedna, nieszczęsna czwóra. E tam, nie jest źle.

Pomimo całego tego dobrego humoru, potrafię być poważna. Tak jak wczoraj, kiedy pisałam trzecią część "Raportu". Kiedy się do tego zabierałam, aż mnie odrzucało - przecież o tym piszą wszyscy, ja nie muszę, tylko powielę cudze opinie. Ale udało się napisać coś w miarę zjadliwego i takiego bardzo po mojemu, prosto z serca. Tak jak uważam - zawsze i wszędzie. Wszystko mogą mi zabrać, ale własnego spojrzenia na świat nigdy.

W tle "Parole rumori e giorni" Fabrizio Moro, którego obczaiłam u Martyniuka na iPodzie. Potrzebuję trochę melancholii w tym szczęściu, bo dla mnie radość bez nutki goryczy nie jest prawdziwą radością. Ot, taka jestem dziwaczna.

W ramach radosnego Pe(Ka)eSu:

Na środku klasy stoi krzesło. Wchodzi pani RZ:
Pani RZ: Co to krzesło tu robi?
Ktoś (głosem niewiniątka): Stoi.




Lill, ta fioletowa 14/06/2007 15:20:03 [komentarzy 9] Jakieś pytania?

35.Na koń, na koń, na traktor!

"Załatwię ci uczciwy proces - nawet, gdybym miał przekupić wszystkich sędziów"
("Kochanku, wróć")

Epizod 1: Nadchodzi TEN dzień. Zły dzień.

Jako kod blokady (nie mylić z PIN-em) wbiłam do komórki datę moich urodzin. I dzięki temu wreszcie Bezprawny zapamiętał, kiedy to jest. Kurczę, żeby to łatwiej było zapamiętać kod do komórki niż datę urodzin własnej podopiecznej... Chore czasy.

Dwadzieścia pięć dni do piętnastych urodzin. O cholera. A cholera dlatego, że nic innego mi się na myśl nie nasuwa. Bo urodziny to z dawien dawna był dla mnie pechowy dzień, a poza tym znów mam jedno jedyne marzenie, którego absolutnie nikt nie może spełnić - wystarczy, żeby być sfrustrowaną. Tak prywatnie, od samej siebie, też chciałabym jednego, co może jest wykonalne, ale ryzykowne że aż strach.

(Löll nie lubi ryzykować)

A chciałabym, chciała z całego serca, żeby kiedyś - nie dziś, nie jutro, ale kiedykolwiek - było jak w moim dzisiejszym śnie. Żeby stały dwa menele pod budką z piwem, psioczyły na wszystko i wszystkich, i żeby czytały gazetę. I żeby w tej gazecie trafili na artykuł podpisany wymownie "J.L." (albo i całym nazwiskiem, jak kto woli). I żeby w pewnym momencie któryś z nich zawołał odkrywczo:
"Hej, panowie (towarzyszy/ziomy/ludzie/starzy - niepotrzebne skreślić)! Ta dziewczyna (laska [?]/babka/pani/panna/panienka - niepotrzebne skreślić) ma rację!"

Ot, takie mam prozaiczne marzenie.

Na przekór całemu światu słucham "Fuck them all", tak adekwatnie do mojego nastroju. Hm, mam dziwne wrażenie, że przez tę Warszawę przeklinam znacznie więcej niż kiedyś, taka mi się kolejna paskudna rysa na charakterze zrobiła... Ileż to już wad - impulsywna, jak się wkurzy, to bez kija nie podchodź, bez szacunku dla niektórych, jak walczy o swoje, to do końca i jeszcze klnie jak szewc? Omigod, jakby to powiedziała pewna osoba. Ach, i jeszcze coś - uważa, że nie powinno się szanować Polaków tylko dlatego, że są Polakami.

A co, na szacunek trzeba sobie zasłużyć!

Zresztą wiecie, ze mnie taka Polka jak nie-Polka właściwie. Po mamusi krzyżak, po tatusiu Kozak. Ot i wyjaśnienie, skąd ta impulsywność i rzucanie się z szabelkami na czołgi (metafora, nie posądzajcie mnie, że posądzam Kozaków o podobne czyny ^^).

Epizod 2: Ziarenka są ZŁE. Ziarenka prawdy też.

Przełączyłam na "Tears in heaven". Dziwnie się tego słucha na tych nowych słuchawicach, muszę przywyknąć.

Fragment "Gdzie się podziali...", odnaleziony w Klocu, zmroził mnie doszczętnie. To znaczy, odnalazłam go ze trzy tygodnie temu, i tych trzech tygodni potrzebowałam, żeby zrozumieć analogię między tym tekstem a światem rzeczywistym. Zaczynam się zastanawiać, czy pisanie w oparciu o drobne (naprawdę drobne!) fakty jest tak bezpieczne jak dotąd myślałam? Nie, żeby coś, ale wpychanie w moje ręce kreowania nowej rzeczywistości jest ze wszech miar nieodpowiedzialne. Nie umie poprowadzić stosownie ludzkich losów na kartach powieści, a co dopiero w realnym życiu.

Na szczęście, w "Spadkobiercach", którzy od wczorajszej kąpieli chodzą za mną dniem i nocą, nie ma ni ziarenka prawdy. Może poza szkockim zamczyskiem (bo w okolicy Londynu nie ma zamczysk, jak mnie panna Helen uświadomiła), które istnieje w stu procentach, co może mi wspomniana Helen zaświadczyć. No, ale Wy chyba nie potrzebujecie zaświadczenia, że moje słowa są prawdą? *marszczy nos - miało wyjść groźnie*

W każdym razie, za "Spadkobierców" wypada chyba się zabrać, bo podczas kilku wizyt pod prysznicem z zalążka wybuchła cała fabuła, wątki się skłębiły i zaraz sama zapomnę, kto zamordował Amelie (poza tym, że człowiek z różą - ale nie ten z którejśtam wcześniej notki, ahaha). I muszę sobie kupić portret Żyda. Ten z galerii na rogu - absolutnie, niezaprzeczalnie, koniecznie.

Chociaż... Moment, przecież Lilu miała portret Żyda? I co, ja nie chcę, żeby mnie próbował zamordować pa... Ejdżef, ja już chyba zamknę gębę, bo zaraz zdradzę całą fabułę i z elementu zaskoczenia nici.

Epizod 3: "Jak można się tak wpierniczyć w taśmę?!"

Musiałam być solidnie wkurzona, bo nawet Rudolfina się bała wchodzić do pokoju. Nic dziwnego - nie chciałabym na jej miejscu oberwać komórkę. Swoją drogą, ciekawe, jak długo komórka będzie jeszcze działać, skoro od jakiegoś czasu ciskam nią z częstotliwością pi razy drzwi 20 razy dziennie. Ale to tylko dygresja.

Mimo całego strachu i przeładowań, jakie przeze mnie przechodziły (telewizor aż się schrzanił od mego naelektryzowania), pod koniec byłopięknie. I na tym właściwie mogłabym ten epizod zakończyć, bo po cóż Wam wiedzieć więcej nad to, co sami sobie wywnioskujecie?

Ale ja to muszę powiedzieć, no muszę po prostu, no! Bo się uduszę.

Otóż, "zakompleksione i sfrustrowane Polaczki" musiały sprawić, że cały dobry nastrój szlag trafił, a jakże. Do licha no, czy ja mam wyjątkowego pecha, czy naprawdę ogólnie rzecz ujmując stanowimy głupi naród? (90% idiotów, 9% za granicą + 1% normalnych w Polsce). Wspominałam wyżej coś o tym, że za samo polactwo szacunku u mnie się nie zdobędzie, prawda? Podtrzymuję. Te ich "święte krowy", to ślepe zapatrzenie w swoją drogę, jak konie z klapkami na oczach po prostu. Aż żal. "Tylko wstyd przynosicie sobie i rodakom", rzekłam ja. Podtrzymuję.

Cztery lata przemęczę i emigruję do jakiegoś normalnego kraju, bo tu nie wyrobię. Wam też radzę (no chyba, że czyta to jakiś idiota, tylko się nie przyznaje, bo wśród komentujących jak dotąd idiotów nie zauważyłam [jak ktoś powie, że to wazelina, to zatłukę! Szczerość to, i tyle!]).

Szlag, a miało być o żużlu!

Eliga za trzy i pół godziny, a ja zła jestem jak osa, czymś rzucę w ten komputer zaraz, ot tak, po prostu, bo jestem zła i znerwicowana, a do oglądania żużla trzeba spokoju, bo żużel sam w sobie niesie emocje.

Zakończenie

Ech, idę pisać "Skandal!". Nic tu po mnie.

Aha, tak btw. to zmieniłam sobie kursor na flagę duńską. Ale co to kogo...





Lill, ta fioletowa 10/06/2007 15:23:05 [komentarzy 9] Jakieś pytania?

34.Będę krzyczeć (bełkot o dwunastej nad ranem)

"Szajbus, według miejskiej legendy, był w latach sześćdziesiątych słynnym żużlowcem"
(Marcin Świetlicki, "Kotek", w: "Trupy polskie")

Dwa lata temu przeszłabym obojętnie. Może nawet nie zauważyłabym tego słowa, w końcu moje czytanie polega na odczytywaniu co trzeciego wyrazu i składaniu całości gdzieś podświadomie. Podświadomość zrobiła mi paskudny dowcip i wyłapała stosowne słowo. Taki przypadek, jak dwa lata temu z hakiem.

Pamiętam, że to też był piątek po Bożym Ciele.

"Jesteśmy chorzy nieuleczalnie", rzekł wczoraj, a prawie dzisiaj, Zabójca. Im dłużej nad tym myślę, tym bardziej stwierdzam, że miał rację. Jesteśmy chorzy nieuleczalnie na chorobę nazywaną Żużlem. Bez szans na złagodzenie objawów - przynajmniej w moim wypadku.

Bo widzicie, podstawą do złagodzenia objawów choroby jest nadzieja na przynajmniej częściowe wyzdrowienie i, co ważniejsze, chęć takowego. A ja nie chcę wyzdrowieć, bo mi dobrze z tą nieuleczalną chorobą zwaną Żużlem. Bo my się kochamy - Żużel i ja, ja i Żużel. Chciałam go kiedyś rzucić, ale się nie dało, więc tak zostało. On mi daje znajomości, natchnienie, barwy życia i wszystko inne. Ja Mu oddaję siebie, w całości. Układ jak marzenie, nic więcej nie trzeba. Wszystko płynie, wszystko przemija, ale uczucie na linii Żużel - Löll jest wieczne.

Kiedy pomyślę, że gdyby nie pewna paskudna choroba... Och, co ja mówię, czas powiedzieć prawdę - to nie była angina, ja nigdy w życiu nie miałam anginy. Po prostu nie chciałam jechać na tamten obóz, dostałam nagrodę, którą miałam głęboko gdzieś... A zatem, gdyby nie ta nagroda - czyli, idąc tym tropem, gdyby nie dobry wynik w konkursie matematycznym - nigdy nie byłoby piątku o dziesiątej rano, nigdy nie byłoby nudy, marchewki i włączonego Eurosportu. I nie byłoby Żużla.

Przypadki rządzą światem.

Na zakończenie, kolejny cytat z wczorajszej rozmowy: "Grunt to mieć w życiu jakąś miłość - moja ma dwa koła i warczy"
("I skręca ciągle w lewo w tym ultraprawicowym kraju", dodał Zabójca)



Lill, ta fioletowa 8/06/2007 12:09:39 [komentarzy 8] Jakieś pytania?

33.W domu o niebieskich ścianach

Różowe okulary pomazane czarnym flamastrem
Biało-czerwony dres i przyciasne adidasy
Gardło zachrypnięte od milczenia
Na wargach zaschnięty od lat patriotyzm
Żeby nikt nigdy i nigdzie nie powiedział
Że nie byłam Polką

(JL, "Ja tu tylko mieszkam")

Jestem stereotypem. Paskudnym stereotypem. To dziwne uczucie - odnajdywać siebie w opisie w imienniku, w byle enneagramie... Tylko numerologia się mnie nie trzyma, ale to szczegół. Głupia fioletowa myslała, że jest jedyna i wyjątkowa, a tu guzik. Śmiać się czy płakać? Jedno i drugie, a najlepiej jeszcze jakieś trzecie. Bo wariactwa nikt mi nigdy nie odbierze.

Pan Z. stwierdził, że dobrze być kontrowersyjnym. Wierzę mu na słowo, chociaż i tak mam sporo do stracenia. Ale to jest zabawne, wiecie? Wyrażać na głos swoje zdanie, nie licząc się z konsekwencjami. Nie nadawałabym się do PRL-u. I tylko ta - jak długo jeszcze prawdziwa - wolność słowa przekonuje mnie, że mogłam trafić gorzej. Mogłam się urodzić w Korei albo na Kubie, i dopiero wtedy byłaby chryja.

Może to i lepiej, że urodziłam się Polką? Nauczę się walczyć z ludźmi, odkryję, że nie wszyscy są dobrzy i z bojowym nastawieniem ruszę na podbój świata. Nie, chyba nie żałuję niczego, co się zdarzyło - ale wiem, że jeszcze cztery lata i zacznę nowe życie. Bo tak chcę, bo tak czuję, bo uwielbiam wędrować.

Z enneagramu wyczytałam, że jestem czwórką ze skrzydłem piątki - "włóczęgą". Opis pasuje mi do kota-wędrowca, o którym opowiadałam kiedyś Yenowi. I fakt faktem, to ja jestem tym kotem. tym z "Apokalipsy", z "Pana Stokrotki" i kilku innych nienapisanych opowieści. Muszę kiedyś opowiedzieć światu tę historię. Tylko czy świat będzie miał ochotę mnie wysłuchać?

Bredzę. Za późno wczoraj (dzisiaj!) poszłam spać. Cóż, nie moja wina - miałam do roboty rzeczy ciekawsze i zabawniejsze niż sen (niektórzy wiedzą, co *śmieje się*)



Lill, ta fioletowa 7/06/2007 16:15:11 [komentarzy 14] Jakieś pytania?

32. Halie-okularnik i co znaczy "Np"

Kropla na chodniku. Łza? Nie, to tylko deszcz. Gdzieś w oddali zagrzmiało, błysnął piorun. A on szedł ze spuszczoną głową, nie czując deszczu, nie czując już niczego, tylko tę olbrzymią pustkę.
(JL, "Tik-Taki")

Ciekawe rzeczy człowiek może odkryć, jak weźmie się za przerzucanie utworów z płyt do komputera celem późniejszego zgrania ich na odtwarzacz mp3. Na przykład, do dzisiaj nie pomyślałabym, że jestem w posiadaniu singla Britney Spears (sic!). I to singla imporotwanego z Holandii. Nie wnikam, jak go zdobyłam i kiedy, całkiem znośny jest - i tylko ten fakt się liczy.

Misa czereśni obok, komputer na pełnych obrotach - żyć, nie umierać. A świadomość czterech dni wolności - po prostu ach, ech, och i uch. Tylko zbyt wysoko rozwinięte poczucie sprawiedliwości mi nieco bruździ, ale to margines.

ATB hipnotyzuje z głośników - przy takiej muzyce można popaść w trans. A w transie, jak wiedzą wszyscy, którzy takowego doświadczyli, można zobaczyć i wyczuć różne rzeczy, których by się wyczuwać nie wolało. Co tam, jak haj to haj, niech żyje odrealnienie i wszelkie stany "odlotu"! (Widzicie, ot i dlaczego Lill nigdy w życiu nie zamierza potrzebować narkotyków - muzyka jej narkotykiem. I żużel)

Podczas wyjątkowo paranoicznego dnia szkolnego, który ropoczął się odpytywaniem z angielskiego (nie mnie, na szczęście!) oraz dyskusjami na temat liceum (wyszło na to, żem jedyna artystka przynajmniej wśród połowy klasy - wszyscy na mat-fiz, biol-chem, ja na IB), a zakończył nieprzyzwoicie wcześnie, okraszonego śmieszącymi przeokropecznie oznaczeniami zwojów pierwotnych (oznaczenia owe brzmiały ni mniej, ni więcej, tylko "Np"), udało mi się poukładać w głowie paskudną historię paskudnej Yllonnah. "Kombajnatorzy" stają się jednym z głównych absurdów w mej głowie, a tu "Czwarty do brydża", "Sposób na Szczupaka" i "Nawet gdyby świat" skrzeczy. No problem. Napiszem wszystko, wszyściuchno, przecież wiecie...

Btw. Wiadomo coś komuś, żeby Halvor nosił okulary? Bo jak babcie w kapcie, a słoneczko na niebie, widuję go od dwóch tygodni w szkłach. To NIE JEST normalne. Cóż, biorąc pod uwagę, że samo to, iźli widuję Haliego, nie jest normalne, to chyba nie dziwota.

Lill, ta fioletowa 6/06/2007 15:26:46 [komentarzy 8] Jakieś pytania?

31.Nie lubię poniedziałku! (Aczkolwiek)

Musiała łazić za nim krok w krok, jak wyjątkowo natrętny pies. To dlatego nigdy nie miał psa, nie mógł mieć psa, nie chciał mieć psa! Wszyscy wokół chcieli, a on uparcie nie i nie, bo nie, bo czemu miałby mieć psa, skoro nie potrzebował nikogo – kapewu, NIKOGO – kto dotrzymywałby mu towarzystwa? „Wierny jak pies” – a on akurat nie chciał wierności. Nie potrzebował jej, ot co. Chciał być sam, chociaż przez chwilę sam, bez Bezimiennej, bez psa, bez kogokolwiek!
(JL, Nawet gdyby świat)

Questa notte w głośnikach, uśmiech na twarzy. Ktoś rozumie, ktoś docenia, ktoś po prostu jest. Wystarczy, dla mnie prywatnie już tak.

Chyba zrozumiałam, że nie ma co się wściekać, że tak naprawdę najważniejsze jest postępowanie w zgodzie z własnym sumieniem, a co inni o tym powiedzą - to już nieistotne. I jeszcze jedna nauka z dnia dzisiejszego - żeby krytykować nie osoby, a zachowania. Kto to powiedział, kto to powiedział? Zapomniałam, nieważne. Ale i tak go za to uwielbiam.

Chyba nie chcę pisać o weekendzie, chociaż z pewnością nie umknął niepostrzeżenie. Nie zamierzam tamtych kwestii rozstrząsać publicznie, niech to wszystko pozostanie między Pewną Panią a mną (tak, tak, Ty od Vanisha - o Ciebie chodzi). Cieszę się, że mogę na niej polegać - po prostu. Ta świadomość jest dla mnie zbyt cenna, by móc ją zamienić na słowa, które zawsze będą brzmieć banalnie.

Pan Z. się zdziwił. Widziałam to w jego oczach. Ale przecież i ja byłam zszokowana, że cała rzeczywistość obróciła się do góry nogami i zamiast stać się falą krytyki, była swoistym katharsis ich wszystkich, a w każdym razie większości. Szabelka przeciw czołgom skuteczna? "Człowieku, ty góry możesz przenosić"? Hm, tak było w charakterystyce mojego imienia. A ponoć nie wierzę w takie rzeczy...

Lill się zmienia, życie się zmienia - tylko Sprite wciąż jest taki sam (ha, i kto mi powie, co miałam na myśli?)

PS: Apeluję o niedawanie mi piłki od siatkówki do rąk z uwagi na szkody, jakie potrafię nią wyrządzić

Lill, ta fioletowa 4/06/2007 17:48:36 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.