Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

101. Magia.

Dare to live
Until the very last
Dare to live
Forget about the past

(A. Bocelli feat. L. Pausini, Dare to live)

To był najdziwniejszy rok mojego życia. Najwspanialszy. Najniebezpieczniejszy. Najbardziej zmienny. Najpodlejszy. Najbardziej magiczny. Najbardziej szokujący. Albo po prostu: NAJ. I mnie samej już trudno się połapać, jak wiele ról odegrałam przez te dwanaście miesięcy, ile przygód przeżyłam, ile marzeń się ziściło, a ile zaginęło w otchłani Wszechhistorii.

Pisarka.
Kibic.
Dziennikarka.
Obrońca sprawiedliwości (?).
Adwokat potępionych.
Podły wróg pewnych osobistości.
Artystka w depresji.
Szczęściara.
Zakochana.
Marzycielka.
Poetka.
Zniszczona przez własne ambicje.

Za dużo mnie we mnie. Albo przesadzam.

Ciąg dalszy: Bo zasługujecie na jakieś godziwe wyjaśnienie

Chronologia poszła na łączkę. Chronologia dla mnie nie istnieje.

- Tak, radujmy się! - wrzasnął. - Jestem zwycięzcą... - Znów zaczął się śmiać. Po chwili przestał i kątem oka złapał swoje odbicie w lustrze. Momentalnie spoważniał, udając, że poprawia niewidzialny krawat.
- Chłopcze - oświadczył ze śmiertelną powagą w stronę odbicia. - Jesteś beznadziejny...
*

Kwintesencja szaleństwa. Jak w Noc Dziwnych Zdarzeń - śmiech przez łzy i łzy śmiechu. Pamiętacie, jak mówiłam, że "jestem wielkim znakiem zapytania"? Jestem nim nadal. Bo trzeba być mną, żeby w chwili euforii chłodno i analitycznie marzyć o kropli goryczy - zresztą, sama już wiem, że te marzenia są niebezpieczne.
I co z tego? Co straciłam, wywołując lawinę osobliwych przypadków? Nic. A co zyskałam? Siłę. Tę siłę, o którą prosiłam Boga pewnej czerwcowej nocy.

Latała za nim od godziny i nie wynikło z tego nic dobrego. Złego wprawdzie też nie, jednak ten fakt postanowił uparcie ignorować.

Byłam niesprawiedliwa dla panny MMW. Bo w gruncie rzeczy, sporo razem przeszłyśmy i w wielu sytuacjach okazywała się niezastąpiona. Zrozumcie mnie - w tamtej chwili, kiedy świat nagle postanowił się rozpaść, byłam wściekła. Wściekli ludzie lubią mówić słowa, których gorzko potem żałują.
Jesteśmy koleżankami. Tylko koleżankami. Bo przyjaźń zdarza się raz.

- Ale... To ona...
- Nie słyszałeś? Zejdź mi z oczu!
- To ona mnie...
- WON!


I było dokładnie tak jak w "Śnie o Enesdecji". Wielkie marzenia, wielkie plany, przysięga, żeby zawsze i bez względu na konsekwencje głosić prawdę... Cóż, on złamał się pierwszy. To jego pociągnęło złote bóstwo, a ja zostałam sama z moim zakichanymi przekonaniami.
Ale wiecie? Warto walczyć. Bo ta walka nigdy nie jest skazana na niepowodzenie.

- Boże, co ja mówię, teraz powinieneś mi dać w pysk, bo sobie na to zasłużyłem... Nie zdziwię się, jeśli tak zrobisz, ale dla dopełnienia wszelkich formalności... Wybaczysz mi?

To zabrzmi przesadnie, jeśli powiem, że przeszłam szkołę wybaczania. Zwykły banał, który byle idiocie można wsadzić w usta w niskobudżetowym serialu produkcji amerykańskiej.
Niestety, jak wszyscy (a przynajmniej ja przekonywałam się o tym nazbyt często) wiemy, niskobudżetowe seriale amerykańskie wiele mają w sobie z prawdziwego życia.

- Jakaś dedykacja? - zadał standardowe pytanie, nie patrząc na rozmówcę. A zaraz potem zerknął na kartkę. Było na niej nabazgrane jedno słowo.
"Przepraszam".


To samo "przepraszam" ma wiele odcieni. Czasem jest zwykłym kłamstwem, jak gorzko stwierdziłam na długo po rozmowie w "zdecydowanie nieodpowiednich do poważnych dialogów warunkach". A może to mi się tylko przyśniło? Może on wcale nie powiedział "przepraszam"? Może to tylko ja się pomyliłam? Pewnie nigdy się nie dowiem, bo jakoś nie mam odwagi przejrzeć archiwum...

Nie mieli prawa tego rozumieć. On zaś miał nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek.

Kończy się ten dziwny rok, kończy się rok spełnionych marzeń, zgrzytania zębnami, wielkich wzlotów i spektakularnych upadków. Kończy się, bo wszystko musi mieć swój koniec.
Ale ja wierzę, że to, co zaczęłam w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy, kiedyś będzie mieć swój finał. I chciałabym, żeby ten finał był tryumfem. Nie mnie - moich przekonań.

Przekonań, którym oddałam siebie.

______________________
*ten i wszystkie następne cytaty pochodzą z "Nawet gdyby świat"

Lill, ta fioletowa 27/12/2007 18:47:38 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

100. "Dziadek stłukł muchomóra!"

Lill Le'Ah The Purple presents:


fioletowa Krowa feat. The Black Cat, Zespół Bardzo Folk, Góral, Człowiek z Gitarą & Hurek Dźećency*


in the song


Święta (nie) tylko dla V.I.P.-ów


Człowiek z Gitarą: (brzdąka)

Hurek Dźećency: Last Christmas I gave you my heaaaaart...

The Black Cat (miauczy): But the very next day you gave it awayyyyyyyyyy...

Zespół Bardzo Folk: (przygrywa)

HD: This year...

TBC: To save me from tears

ZBF, TBC & HD: I'll give it to someone special

Człowiek z Gitarą (sopranem): Speeeeciaaaal...

CzG i ZBF: (grają)

Na scenę wchodzą Góral i fioletowa Krowa.

CzG i ZBF: (grają)

Woźny Franio przegania Hurek Dźećency i The Black Cat.

CzG i ZBF: (grają uparcie)


Góral (intonuje smętnie): Hej, górol ci jo, górol!

CzG i ZBF zmieniają melodię.

Fioletowa Krowa patrzy złym okiem na Górala.

Góral, zmieszany, łapie rzuconą mu przez Woźnego Frania ciupagę i skocznie intonuje:
Hej!

CzG i ZBF: (przestają grać)

Góral (a'capella): Wesołego karpia, bombek na choince
Gwiazdy betlejemskiej w błyszczącej doniczce
Igiełek zielonych, śniegu po kolana
Górol wam życzy, dana-dana-dana

Zespół Bardzo Folk (przygrywając skocznie): Łoj dana-dana-dana
Śniegu, śniegu po kolana
Zdrowia, szczęścia i słodyczy
Tego Góral Wm życzy

Człowiek z Gitarą (grając): Tego Góral Wm życzy, hej!

fioletowa Krowa: Żeby święta były cudne
Rano, wieczór i w południe
By was brzuchy aż bolały
(Piernik taaaki doskonały!)
Niech nie będzie krzty spokoju
Gwar niech będzie jak w pszczół roju
By wam bombki z choinki nie spadały
I by karp płwał w wannie cały
Idą święta, niech pamięta każdy jutro już od rana
O prezentach, bombkach, świeczkach, trąbkach
Dana-dana-dana

Zespół Bardzo Folk: Łoj dana-dana-dana
Święta idą już od rana
Zdrowia, szczęścia i słodyczy
Fioletowa Wm życzy

Człowiek z Gitarą: Fioletowa Wm** życzy...

Razem: HEJ!
____________________________-
*Hurek Dźećency (tm) należy do Speedway Zioms (tm). wszelkie prawa zastrzeżone.

**Wm w gwarze fioletowej znaczy "Wam", jednakże w zapisie tego słowa nie występują samogłoski (a dokładnie to jedna samogłoska)












Lill, ta fioletowa 23/12/2007 19:10:36 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

99. Keep your style

Jak odchodzić, to z klasą. Jak uciekać, to z podniesionym czołem. Mój Titanic tonie, a ja nadal gram, bo nic innego mi nie pozostaje. Urocze. Cała ja - nie umiem się opamiętać nawet teraz.

Sukcesy z dnia dzisiejszego są. Przemogłam niechęć do pewnej osoby, której nawet dobrze nie znałam, zakumplowałam się z sympatycznymi ludźmi z komisji ds. Euro 2012, zaliczyłam występ w roli posłanki i udało mi się nawet nie śmiać, kiedy co i rusz ktoś popełniał jakąś gafę. I pokazałam światu "Wroga", ale to mniej istotne.

Kit z tym wszystkim, moje życie to absurd i paranoja, za pół roku zamykam kolejne drzwi - lub jak kto woli: cofam się do poprzednich - mam prawo mieć szampański nastrój. I wmawiam sobie, że wcale nie żałuję tej decyzji. Ani trochę. Nawet ociupinkę. Any bit. Kein bisschen.

Na płocie siedział czarny kot i gapił się na mnie wielkimi, zielonymi ślepiami.
- Wiesz, stary - westchnęłam. - Widujemy się codziennie, a nawet ze mną nie pogadasz. A przecież tyle nas łączy - oboje skazani na wieczną wędrówkę i powroty do domu tylko na chwilę.
Wzdycha tym swoim piskliwym głosikiem, jakby w pełni popierał moje stanowisko.
- Ale wiesz, co jeszcze? - pytam.- To właśnie jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Te powroty.


Wariatka, która gada z kotami wylegującymi się na płocie u zielonoświątkowców. To też cała ja.

Tak zupełnie nie na temat, muszę się podzielić refleksją, bo inaczej się nią udławię. Widzicie, znowu mam szereg podobnych snów. Tym razem motyw przewodni to... tory kolejowe, i to jest najdziwniejsze. Znaczy - mam udać się w podróż? Czy może mam odwiedzić Dworzec, który wszakże wypadałoby w końcu odwiedzić, bo to jedno z miejsc mojego dzieciństwa? Ale, co bardziej szokujące, w tym śnie był też (tak, BYŁ, nie BYŁA) Julka, zwany od święta Dżulią. Absurd! Nie myślałam o nim... No, właściwie to od bardzo dawna. Chciał się przypomnieć? Dobry znalazł sposób - od czasu pamiętnej historii, którą opiszę kiedyś w "Śmierci Człowieka", zwracam na sny dalece większą uwagę niż kiedyś. Nigdy nie wiadomo, w którym z nich zawarte jest istotne przesłanie.

Albo naprawdę zwariowałam.

Lill, ta fioletowa 20/12/2007 19:01:46 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

98. Turn up my happiness.

A nocą, gdy gwiazd tysiące
Roztaczają srebrny krąg nad nami
Nocą, niech się stanie rosą
To, co było łzami
A nocą, kiedy wszyscy śpią,
My nie śpijmy, przytuleni
Siedźmy tak na ławce wciąż,
Skryci w mroku nocy źrenic

(JL, Nocą)

Kit z konkursem, święta idą!

Odkąd wyszłam spod prysznica (czyli od jakichś pięciu minut), nie mogę przestać się śmiać. Śnieżek pada, pierniki posmakowane, choinki nie widziałam, ale wyczułam - wszystko w jak najlepszym porządku. I koncert dla Włochów w szkolnej stołówce też będzie w porządku, a przynajmniej my musimy w to wierzyć.

I jak ja to powiem, że nie zdążyłam własnej baśni na trzeźwo przeczytać? A zresztą... Moja wina, że nie umiem niczego kończyć o przyzwoitej porze? (To było pytanie retoryczne.) Sami spójrzcie: Królewskie - 22:52 (obudziłam Avil); Skandal! - 22:56 (bo wcześniej warunków nie było); Nawet Gdyby Świat - 23:49 (zasiadłam do pisania po ciężkich przeżyciach pt. MENDA), że nie wspomnę o Białym, Błękitnej Niepewności i Czeskim Filmie. Tylko ostatnią powieść skończyłam po południu. Jestem Okropna, wiem. I tworzę nocą.

Ach, trzymajcie za mnie kciuki, nadchodzi morderczy tydzień, będziem gonić w piętkę i ogólnie będzie kocioł. Idę się wyspać, w Toruniu nie miałam okazji (bo leżałam i gapiłam się na wzorek na tapecie...), gdzieś muszę odespać. Ale od piątku - koniec z życiem na autopilocie!

Trzymam siebie za słowo.

Lill, ta fioletowa 16/12/2007 21:33:44 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

97. Nie igra się z losem.

Miałam sen. Obudziłam się i odkryłam, że to nie był sen. (...)
~*~
- To moja wina... - stwierdzam w przestrzeń, uparcie unikając jego wzroku. Siedzimy naprzeciwko siebie, a jednak udajemy, że każde z nas jest samo. I tylko te komentarze, przecinające gęstą ciszę, tylko one uświadamiają nam, że wcale tak nie jest. - Przecież to ja napisałam tę historię, robiąc z ciebie zapatrzonego w kasę drania - dodaję, wybuchając nerwowym chichotem. Spogląda w górę, jakby nawet mnie nie usłyszał. Dopiero po chwili z jego ust pada:
- Nie jestem draniem. Ja po prostu myślę logicznie.
Spoglądam na niego uważnie. Chyba oszalał! Mijają kolejne sekundy, a on tymczasem spokojnym głosem kontynuuje:
- Enesdecja była snem, utopią, do której oboje dążyliśmy. I dotrzemy do niej! - Z jego głosu nagle bije niespodziewana siła. - Ale nie obejdzie się bez ofiar.
Słucham z rosnącym zainteresowaniem. Kogo mamy poświęcić na ołtarzu nowej rzeczywistości?
- Jeszcze nie rozumiesz? - pyta z politowaniem. - A może nie chcesz zrozumieć? Dobrze, wytłumaczę. Zrobiłem to, co zrobiłem, wiem, jestem podły. Ale w tym szaleństwie jest metoda - jeszcze kilka takich sytuacji i... Nieważne. Wtedy ty wkroczysz do akcji, napiszesz faublaryzowaną historyjkę o smutnym losie uczciwego człowieka, który, nie mogąc unieść na swych barkach ciężaru zła tego świata, postanowił się z nim pożegnać. Liczę, że ujmiesz to bardziej poetycko niż ja - kończy z uśmiechem (!) na ustach. Nie wierzę własnym uszom.
- Słucham?! - Niemal krzyczę, wstając gwałtownie i przewracając drewniane krzesło. - Zwariowałeś, mój drogi! Przecież... Przecież... - Opadam bezsilnie na perski dywan, kryjąc twarz w dłoniach.
- Dorośnij, Joanno! - słyszę ciche, wciąż lodowato spokojne słowa. Jak on tak może?! - Chcesz zbawiać świat, rozumiem. Uda ci się, ale musisz poświęcić to jedno życie dla realizacji planu obejmującego miliony...
- Nie - szepczę, czując jak łzy bezsilności spływają mi po twarzy. - Nigdy się na to nie zgodzę.
- Sama powiedziałaś, że ta historia nie może mieć szczęśliwego zakończenia - komentuje z kamienną twarzą. Mam dość, dość tego stoickiego spokoju, z jakim mówi o... morderstwie?! Tak. Nie umiem tego inaczej nazwać. - Zresztą, co ci zależy na jednym człowieku, który traktuje cię jak powietrze. Myślisz, że nie widziałem, jak mijacie się na ulicy i on nawet nie patrzy w twoją stronę?
"Co ci zależy...", "co ci zależy..." Jego głos dźwięczy mi w uszach. Powoli wstaję i lodowatym głosem oznajmiam:
- Skoro wiesz tak wiele, powinieneś też wiedzieć, że mi zależy. I uwierz mi - ta historia będzie mieć szczęśliwe zakończenie. Z tobą czy bez ciebie.

(JL, Sen o Enesdecji)

Ale pamiętajcie - to jedna wielka metafora. Nic nie jest tym, czym się wydaje... Niestety.


Lill, ta fioletowa 12/12/2007 15:46:13 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

96. Parafernalia.

Mam grypę. Mam grypę i Josha. Mam grypę, Josha i korektę na ukończeniu. Mam grypę, Josha, korektę na ukończeniu i za krótką dobę! Definitywnie.

Oczywiście, trzeba być mną, żeby przy tej za krótkiej dobie, z bolącym gardłem i brakiem mineralnej, grać sobie beztrosko w żużel, wcielając się w niejakiego Mortena R. No, nie patrzcie tak na mnie, stwierdziłam, że podszywanie się pod Jego Lordowską Mordę* podpada pod profanację. Chociaż możliwe, że tylko ja mam takie odczucia.

I trzeba być mną, żeby układać listę utworów do zamieszczenia w prywatnej antologii, nie wydawszy nawet jednej marnej powieści. Chociaż to ostatnie zmieni się już wkrótce *groźny uśmiech*.

Przy okazji, odnalazłam nieśmiertelne i wciąż aktualne "Wakacje polityka", pierwszą i ostatnią satyrę, jaką popełniłam. To kiedyś będzie warte miliony.

Albo i nie.

Ach, i muszę Was przestrzec. Ludzie w warszawskich autobusach są bardzo nietolerancyjni - kiedy wczoraj podśpiewywałam "Mafiję", co bardziej moherowi odsuwali się ode mnie na długość pojazdu. Ich sprawa, nie żeby coś, lubię mieć wolną przestrzeń, ale to trochę przesada. Prawda?



Lill, ta fioletowa 11/12/2007 20:56:14 [komentarzy 2] Jakieś pytania?

95. Kaj twoja familia, czyli nazwisko zobowiązuje.

Tragedia po prostu. Nie mogę zgiąć środkowego palca u lewej ręki, albowiem rozchrzaniłam go sobie przy okazji gry w bilard. Uroczo, nie sądzicie? Ale to tylko drobnostka w obliczu całego Wszechświata wraz z przyległościami, który zaowocował snem o duńskiej mafii i zaginionej koszuli.

Nie wymagajcie chronologii, chyba ktoś mi wczoraj dosypał czegoś do mineralnej, kiedy nie patrzyłam, zajęta obmyślaniem kąta uderzenia bili. W związku z powyższym zachowuję się dziś nieracjonalnie, z tej nieracjonalności udało mi się nawet wrócić ze Złotych drogą podziemną. O czym to ja...? A, tak, bilard. Bilard to sport urazowy, ale przy tym bardzo sympatyczny - zwłaszcza metoda gry "na (rozedrganą) dzidę". To trzeba powtórzyć, koniecznie, definitywnie. Tylko może już nie trzy godziny gry, bo to jednakowoż kosztowna zabawa.

I astmy albo raka się nabawię przez ten dym w klubie.

Oczywiście, mogliśmy mieć więcej czasu, gdybym znalazła receptę na te upiorne okulary, bo chyba komuś by się przydało wspomóc wzrok - nie żebym coś sugerowała, ale z 65 zrobić 68 to nawet ja nie potrafię.

Ach, a granie w żużel jest zUe. Bardzo zUe.

Ziemo: Ale walnąłem w bandę... Gdzie jest karetka?
Ja (cicho): Chyba karawan...
Ziemo: Normalnie dmuchawca przebiłem.
Ja: Dmuchawiec? W Vojens?

Na szczęście, jedynym, który potrzebował karawanu, był podziobany przez ptaki Saint w naszym nowym komiksie. Swoją drogą, z tymi ptakami to było chyba trochę zbyt okrutne. Ale nie żebym się czepiała.

A teraz słucham "Mówi Mówi" i zastanawiam się, dlaczego mam wrażenie, że ta niedziela jest piękniejsza od innych...


Lill, ta fioletowa 9/12/2007 16:07:16 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

94. Zbiór rzeczy dziwnych.

- Przepraszam, czy pan gryzie?

- Nie, ja nie mówię po francusku.

- Proszę pana, niech pan ze mnie nie żartuje, ja tu tworzę, ja artystka jestem, widzi pan? Włos rozwiany, kurtka rozpięta...

- Widzę. Pani się przeziębi.

- Ja już się przeziębiłam, proszę pana. Gorzej nie będzie, gwarantuję. Ale ach, ach, ja tu z inną sprawą. Bo wie pan, ja artystka jestem...

- To już słyszałem.

- ... i powieść wydaję. Chciałby pan może kupić? Proszę pana, niech pan nie będzie mątwa, ja tu stworzyłam wiekopomne dzieło, o, widzi pan, dam panu nawet autograf, własną krwią podpiszę...

~*~

Pan L. do spółki z panem A.potrafią człowieka rozbroić. Śmiechem ryknęłam, kiedy zaproponowali nam stworzenie "Klubu Nocnej Pracy". Chór to jednak perwersja sama w sobie.

~*~

- Proszę pana, podpisze pan petycję?

- Nie mam czasu.

- Ależ niech pan nie będzie mątwa, ja tu w imię sprawiedliwości walczę, wie pan, z tymi mendami, i z podłością, i z zawistnymi szujami, i jeszcze... Niech pan zaczeka, proszę pana, z politykami też walczę! Ja tak ze wszystkimi...

~*~

Refleksje po powierzchownym przejrzeniu Szczęścia?
- Trzech wariatów i pochodne węglowodorów to mieszanka wybuchowa, ja nie polecam...
- Pan komentator O. ma jednak niesprecyzowane preferencje... niekoniecznie polityczne.
- Zdanie: "W Holandii najpopularniejsza jest trawa" ma wiele znaczeń.
- Oglądanie żużla o północy jest zUe!

Lill, ta fioletowa 4/12/2007 19:23:42 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

93. Wszechwieczność.

Podróż na koniec świata. Znowu coś kręcą. Nieważne, przywykłam.

Metro. Głośno. Szybko. Duszno. Nie lubię Warszawy. I brzydka szkoła. I konkurs dziwnie poszedł. I nie wiem, co to będzie.

Szczęście dotarło, a ja nawet nie mam kiedy się nim nacieszyć. Paranoja.

Orła we śnie widzieć - cóż to znaczy? O żulach we śnie rozmawiać - a to?

Zwariowałam stop niech mnie ktoś ratuje stop telegram dokądkolwiek stop jeszcze tylko pół roku stop kocham stop stop stop

Za dużo roboty jak na mnie. Za mało czasu, za mało radości. Za dużo pracy, za mało miłości. I Sztaudyngera fraszki na wyświetlaczu Nokii ileś-tam.

Bałagan w głowie i bałagan w domu. Tym najprawdziwszym. Mam pół roku na sprzątanie.

Gdy cisza głucha, napięta, wybucha z nagła niczym dynamit...

I poszarpane strzępki marzeń do zagrania na nieistniejącym pianinie. Kaduckie metafory.

O nic nie pytaj. Czas wracać, Joanno. Czas wracać.

Lill, ta fioletowa 1/12/2007 15:19:10 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.