Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

92. Pytanie za pytaniem.

Powolny rozkład materii. Stop. Gardło niezaleczone od trzech tygodni. Stop. W sobotę, ratujcie mnie ludu, konkurs, a ja nic nie umiem!

Bez odbioru.

Czytam "Tango" Mrożka, właściwie skanuję wzrokiem, bo na czytanie sensu stricte nie mam czasu (ciekawe, czemu). Ależ to trzeba być mną, żeby pochlaniać kolejne lektury przed samym konkursem, licząc złudnie, że coś jeszcze zapamiętam.

A kysz, czas na szczyptę egoizmu i zdmuchnięcie kurzu z zaniedbanej Wszechrzeczy. Posplatane losy wytworów mojej wyobraźni, tajemnice i zawiłości to jest to, co lubię. Chyba, że pomyślę o moim dzisiejszym spotkaniu z obiektem H. (zwanym przez Emkę "homozygotą" [za dużo biologii, definitywnie]). Czy ja wyglądam jakoś wyzywająco, odsłaniając bladą szyję (gdybym chciała, mogłabym robić za gotkę), czy co? Fakt faktem, przyłapałam obiekt H. na bezczelnym gapieniu się na mój, za przeproszeniem, dekolt. Nie wiem, co o tym myśleć. Chyba mea culpa, bo przecież Halie właśnie taki miał być. Ale, na litość, w POWIEŚCI!

Bar, wysoki stołek (jak ten na dzisiejszym chórze), Żółtozęby za ladą, piwko w dłoni (dziesięć lat temu pierwszy i prawdopodobnie ostatni raz w życiu piłam to świństwo, ale to się wytnie), bo wódka czy koniak to za duży szpan, dym papierosów (przeginam, wiem) i Joanna w tym wszystkim, zachrypniętym głosem prosząca o kolejny kieliszek. Czasem dziwne wizje jawią się w mej głowie, wybaczcie.

Ale żeby nie było tak ponuro (przez ten MHROCK zaplątałam się w pajęczynę), wspomnę wczorajszą rozmowę z gatunku tych "yntelydżentnych":

[Wedle sennika kał wróży pieniądze]
Ja (28-11-2007 19:30)

tak, będziesz patrzeć na kał, on spojrzy na ciebie i tak będziecie patrzeć, a pieniążki zaczną padać z nieba

Jaheira (28-11-2007 19:32)

ale ja nie znam języka kałowego

Ja (28-11-2007 19:32)

ale on nic nie powie będzie tylko patrzeć

Jaheira (28-11-2007 19:32)

ale to tak niekulturalnie

Jaheira (28-11-2007 19:32)

nawet dzień dobry grzecznie nie powiedzieć


Jaheira (28-11-2007 19:33)

a ten kał będzie smierdzący?

Jaheira (28-11-2007 19:33)

i do cholery jasnej, kogo to kał w ogóle jest?

Ja (28-11-2007 19:34)

może użyje dezodorantu na spotkanie z tobą

Ja (28-11-2007 19:34)
i przyjdzie z różą w swojej kałowej łapie

Jaheira (28-11-2007 19:34)

a kogo to kał w ogóle?

Jaheira (28-11-2007 19:35)

nie mam zamiaru spotykać się z nieznanym kałem!

Ja (28-11-2007 19:35)

pewnie się przedstawi


Lill, ta fioletowa 29/11/2007 20:26:59 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

91. Co dobrego, to nie my.

It wasn't because I didn't know enough
I just knew too much

(Gnarls Barkley "Crazy")

Szukam szczęścia i pieniędzy.

Nah, szczęścia już nie szukam, Szczęście wedle obliczeń powinno zapukać w okolicach czwartku, piątku. Inna sprawa, że chyba nie dam rady go dopaść przed przyszłą niedzielą, albowiem piątek zapowiada się groźnie z przyczyny zwanej powszechnie kółkiem polonistycznym, które możemy skończyć nawet nocą ciemną. Prawie jak chór. Nocy też zarwać nie mogę, bo w sobotę o dziesiątej muszę być trzeźwa i przytomna. Chociaż nie wiem, po co, to i tak będzie porażka...

Mam ochotę krzyczeć, widząc Słownik Terminów Literackich, może to przez to, że spałam z nim pod poduszką (Rudka nadziała się nosem na jego kant). Mam ochotę krzyczeć, kiedy słyszę o Lemie. A na słowo "groteska" dostaję palpitacji serca i zaczynam w sposób niekontrolowany machać krzyżykiem z granatami. Kto mi odda za walerianę?

Nie mam gumki i źle mi z tym. Gumki do mazania, znaczy się, bo recepturek mi pod dostatkiem. A na jutro muszę wymazać ślady znęcania się ołówkiem z egzemplarza "Siedmiu". Trudna sprawa...

Ach, i jestem oburzona, oburzona, oburzona po tysiąckroć. I z tego oburzenia zaraz popełnię głupotę i napiszę do pewnej osoby celem wydobycia od niej kontaktu do innej osoby. Trzymajcie mnie, nie pozwólcie na ten czyn, bo to się źle skończy.

~*~

Ja (24-11-2007 20:35)

właśnie wróciłam ze spaceru z moim głupim acz kochanym psem

*** (24-11-2007 20:36)

a ja właśnie usiłuję wydostać się z pokoju, ale coś mi nie wychodzi^^'

Gdyby nie to, że *** grał(a) w grę i raczył(a) mnie o tym powiadomić, ucieszyłabym się, że nie tylko ja mam takie problemy. Zaznaczam, moim jedynym kontaktem z alkoholem od dwóch lat są lekcje chemii.





Lill, ta fioletowa 25/11/2007 16:23:35 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

90. The woman with the piano

Il mondo
My heart belongs to you so take it
And promise me you'll never break it

(Patrizio Buanne, Il Mondo)

Pan L.: Jesteś z Torunia, tak?
Lill: No tak.
Pan L.: To co ty tutaj właściwie robisz?

Dobre pytanie, też się nad tym zastanawiam. Ale powiedzmy, że jestem tu w ramach... hmmm...zbierania doświadczeń życiowych - nigdy nie wiadomo, co się przyda. Albo, jeśli to niezadowalające wyjaśnienie, przyjechałam tu na wakacje... od prawdziwego życia. Takie dwuletnie, co w tym dziwnego? Drogi panie L., ach, gdybyż to była moja decyzja, to pewnie nigdy bym tu nie przyjeżdżała. I popełniłabym kolosalny błąd, tak nawiasem mówiąc, lecz te słowa dodajmy już tylko szeptem.

Lill (do Bezprawnego przez telefon): Słuchaj, rozejrzyj się, czy gdzieś koło ciebie nie kręci się facet z metrowym prętem i w towarzystwie dwóch dam w białych bluzkach.

Bezprawny płakał ze śmiechu, ale przestał, kiedy mu powiedziałam, że to pan L. i jeśli on dalej mocuje się z tymi drzwiami od samochodu, to do północy nie wydostanę się z próby. Cóż, takie sztuki to potrafią wyczyniać tylko ludzie z stylu pana L. albo Sz.P.O., żeby kluczyki od samochodu zatrzasnąć w samochodzie. Wstyd i hanba, i placki ziemniaczane.

Chociaż, prawdę powiedziawszy, czas, kiedy go nie było, na coś się przydał. Chociażby na to, by odkurzyć miłość do pianina, jaka zakorzeniła się we mnie dawno temu. Przecież to, co stworzyłam, o niebo lepiej brzmi na pianinie (choć wciąż jest tylko karykaturą muzyki)! Zreszta, pianino samo w sobie jest cudem natury, kocham walić w te klawisze bez obawy, że odlecą. Im dłużej gram na keyboardzie, tym bardziej marzę o jakimś instrumencie przez wielkie I. Ale to tylko dopisek na marginesie, nie przejmujcie się mną, po dziesięciu godzinach w szkole jestem nieobliczalna.

Siedzimy we trójkę - Wera, Joasia i ja - w mediatece przy stole. Przechodzi Francuz.
Francuz: Hej, dziewczyny! Co robicie?
Wera: Ja porównuję dwa państwa śródziemnomorskie na kółko geograficzne. Wiesz, przygotowanie do drugiego etapu konkursu i w ogóle...
Joasia: Ja uczę się do kartkówki z biologii. Mamy definicje z genetyki i muszę je wchłonąć.
Ja: A ja... gram na komórce w karty!

I jak tu się nie śmiać? Ach, to trzeba być mną, trzeba być mną...

Dobrze, znikam we Wszechrzeczy, albowiem uczepił się mnie pomysł na miniaturkę grafomańską i muszę go spisac, nim ucieknie.



Lill, ta fioletowa 22/11/2007 20:09:15 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

89. W tak zwanym Międzyczasie, vol. II

Lill Le'Ah the Purple & The Vanish Inc. Riders presents:

Lill Le'ah feat. Zespół Bardzo Folk & Chórek Dziecięcy*


in the song

Jeden dzień z kalendarza


Chórek Dziecięcy: Paranoicznie i nienormalnie, zaczyna się ten dzień.
Dzień jak co dzień, dzień po dniu...

Głos zza kulis: Kurde, nie ta piosenka! Panie Franiu, proszę ich wygonić!

Pan Franio przegania Chórek Dziecięcy.

Lill Le'Ah:
A ja dziś od rana jakaś nienaśmiana
Śmieszy mnie wszystko, jak leci
Śmieszą buraki i śmieszy kotlecik
(Chociaż bez obiadu chodzę od rana)
Śmieszy mnie Jaheiry pieróg w herbacie
Śmieszności sobie tej nie wyobrażacie-e-e...

ZBF:
Śmieszy ją Jaheiry pieróg w herbacie
Śmieszy ją pewnie i kropka przy dacie
Oj dana-dana-dana
Lill Le'Ah dziś cała jest roześmiana

Lill Le'Ah:
A ja dziś w południe śmieję się tak cudnie
Śmieszy mnie tor żużlowy we Wrocku
śmieszy mnie kopalnia czegoś-tam na Śląsku
(Śmieszy nawet to, że sąsiad dziwnie dudni)
Śmieszą mnie znaki na ziemi i niebie
śmieszy mnie szczotka i śmieszy mnie grzebie-e-eń

ZBF:
Śmieszą ją znaki na ziemi i niebie
Śmieszy ją pewnie i sęk, co jest w drzewie
Oj dana-dana-dana
Lill Le'Ah dziś cała jest roześmiana

Lill Le'Ah:
A ja dziś z wieczora śmieję się do wora
Śmieszy mnie ksiądz do spółki z Hitlerem
Śmieszy pan Minister, nazywany zerem
(Ja dziś ze śmiechu normalnie jestem chora)
Śmieszy mnie imię Le'Ah - co znaczy "krowa"
Śmieszy mnie stojąca w kuchni wyborowa-a-a-a

ZBF:
Śmieszy ją imię Le'Ah - co znaczy "krowa"
Już ją ze smiechu rozbolała głowa
Oj dana-dana-dana
Lill Le'Ah dziś cała jest roześmiana

Lill Le'Ah:
Lecz moim gadaniem się nie przejmujcie
I w spokojności dalej pracujcie
Ja już tak mam, że czasami
Zarzucę głupimi dowcipami
Zwłaszcza jak jestem uchachana
Oj-dana-dana-dana

Razem:
Oj-dana-oj-dana
Oj-dana-dana-dana!

____________
ZBF w składzie:
Rolneeck - gra na burakach, wokal
Duck - dmuchanie w pory, wokal
Rudolfina von Cz. - wycie do rurki po papierze toaletowym
duet Ksiądz & mr. H. - walenie w garnki
Raphaello M. - strzelanie z gumki od majtek
Endrju Lepiej (Nie mówić)
- wokal
Chórek Dziecięcy w składzie: WT (nie mylić z WC), The Saint, Timka i Jaraca Groźni

Lill, ta fioletowa 20/11/2007 20:38:51 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

88. Gdzie niebo z ziemią styka się

Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Czarnego Kota, Lill!

Piłabym do lustra, gdyby nie to, że pić mi nie wolno. Zobaczycie, skończę z tabletkami, to upiję się do nieprzytomności, jeden jedyny raz w życiu, na pohybel całemu światu. I zrobiłabym sobie dwuosobową imprezę, ale jakoś nie mam nastroju, słuchałabym tylko Enyi i Josha Grobana, ewentualnie nieśmiertelnego "Come mai" i "Parole...". Piszę. Piszę zawzięcie i mam kaca moralnego, że zrobiłam to, co zrobiłam, i uczyniłam ze Zwierza marionetkę w rękach prezesa. Sam się o to prosił.

Pisarstwo jest ostatnią odskocznią od rzeczywistości. Patrzę na listę projektów i wiem, że mam w życiu jakiś cel - choćby napisać to wszystko i pokazać, że ja też potrafię. Inna sprawa, że chciałabym w końcu coś wydać, zupełnie nierealnie śnię o bestsellerach, ale to tylko takie tam fantazje - bo wystarczyłoby mi, żeby ktoś, ktokolwiek uwierzył we mnie i mój potencjał twórczy. Bo ja naprawdę chciałabym opowiedzieć światu historię Wielkiego Rubinu, historię Zgromadzenia i Olafa B., historię spadkobierców Amelie Duval czy choćby tę najnowszą historię o francuskim trabancie, jego właścicielce i dziadku dwojga imion. W gruncie rzeczy pisanie to dla mnie terapia, kłęby potarganych myśli zbieram w jakieś logiczne całości, nawet nieźle to wychodzi.

I chciałabym wydać dręczonego aktualnie "Wroga po fachu" ze specjalną dedykacją dla "najukochańszego" i "najwspanialszego" pana Rafałka. Wtedy byłoby mu jeszcze bardziej łyso.

Ech, w gruncie rzeczy wszystko egal. Na razie myślę głównie o tym, że wreszcie mam pieniądze na Szczęście i rozpiskę przedmiotów liczących się do wymarzonego liceum. Za siedem miesięcy opuszczam Miasto Absurdu - definitywnie.

Za siedem miesięcy wracam do domu. Tego prawdziwego. A

Lill, ta fioletowa 17/11/2007 22:35:37 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

87. Wszystko przez Polaka (znaczy się, przez Emkę)

Uno

Porządki o 21:30 rządzą.
Niula z dużego pokoju: Aaaaaśkaaaa! Idźże już spać!
Ja: Sorry kaczory, ale nie pójdę spać, jak mam pół pokoju na podłodze.
Niula: ZABIJĘ!!!
Ja: Tak, mamo, też cię kocham...

Due

Mycie zębów późną nocą jest zUe.
Ja: Wnoszę postulat o to, żeby ktoś zaopiekował się kubkiem od szczoteczek do zębów i maszynek do golenia.
Niula (sennie): A to z jakiej paki?
Ja: Bowiem kubek ów zdążył już rozwinąć własny ekosystem.
Niula: To znaczy?
Ja: Powąchaj jutro rano koniec swojej szczoteczki, to zrozumiesz.

Tre

Potrzeba rozmowy o dziesiątej wieczór podpada pod zaburzenia psychiczne.
Ja: Dobranoc, prosiaczki!
Niula (jeszcze senniej): Dobranoooc...
Bezprawny: Chrrr-rrr...
Rudka: Ouuu!
Ja: Mało rozmowni dziś jesteście.

Quattro

My z babcią nie mamy o czym dyskutować.
Ja (O dwóch żużlowcach): Ja ich sobie jako pary nie wyobrażam!
Babcia: No wiesz... Czy to dlatego, że X. jest wyższy od Y.?
Ja: a co to ma do rzeczy?
Babcia: Bo ten niższy musiałby być kobietą, wiesz, szpileczki, torebeczki i inne duperele...
Ja: Babciu, mówiłam o parze w sensie SPORTOWYM!

Cinque

Podsłuchiwanie też jest zUe.
Rozmowa telefoniczna na linii Babcia - ja.
Ja: ... a on nam na to: "Nie no, ona tego..."
Dziadek włącza podsłuch.
Ja: "... nie porachuje!"
Dziadek: Dziecko, wyrażaj się!
Dziadek wyłącza podsłuch.


Śmiejmy się, hej ho, oto przed Wami wcielone ZŁO. Pardon, lejdis end dżentelmen, ale coś mi dziś na mózg padło - ciekawe, jakie będą tego efekty, typu wyniki klasówki z tak zwanej matmy. No, ale to margines (społeczny ^^)


Lill, ta fioletowa 15/11/2007 19:22:08 [komentarzy 7] Jakieś pytania?

86. Zwariowałam.

Pozostało: 221 dni w Warszawie
Słucham: Gracia "Love is gone"
Czytam: Bułhakow "Mistrz i Małgorzata"
Oglądam: swoje odbicie w lustrze

W takie dni jak dziś najchętniej potłukłabym wszystkiego lustra, byle tylko nie musieć patrzeć na siebie. W taki dni jak dziś czuję się przegrana. W takie dni jak dziś po prostu chciałabym, żeby mnie ktoś przytulił i powiedział "nie, kochana, wcale nie jesteś idiotką, jesteś niedocenionym geniuszem, dostaniesz Nobla, podbijesz serca ludzi na całym świecie i wszystko będzie dobrze". Cóż, z faktami się nie polemizuje.

I nie żebym się nad sobą użalała, ale czasem już po prostu nie mogę. Bilans zysków i strat wychodzi mi na zero, bo z jednej strony dzień był piękny, dostałam wreszcie upragnioną piątkę z niemca (ha, jak chcę, to potrafię!), Niula zgodziła się żebym zamieszkała z dziadkami, a "Wróg" rośnie bezustannie. A z drugiej strony - jakoś mi tak smutno. Spoglądam na to miasto i widzę tylko szarość we wszystkich odcieniach, nawet śnieg odarty jest z tajemniczości i odrealnienia. Zima zawsze była magiczna i chcę, żeby tak zostało - ale tutaj nie ma ani trochę magii, artyzmu, poezji - tylko ta twarda ziemia, o którą się ciągle potykam.

Każda drobnostka, nawet głupie, ukochane mydło, przypomina mi Toruń. A jednocześnie gryzę się sama z sobą, bo tutaj też jest mi poniekąd dobrze, zwłaszcza w szkole B. tylko że szkoła B. skończy się za siedem miesięcy, a ja znów zostanę sama - i wolę samotność w moim domu niż gdzieś daleko, w za dużym i za głośnym mieście.

A gdybyśmy jeszcze obie z Av poszły do piątki... To byłby szczyt szczęścia.

PS: Kto wie, jak naciągnąć ojca na prezent za dwadzieścia funtów tak, żeby mi tego później nie wypominał?

Lill, ta fioletowa 12/11/2007 20:27:52 [komentarzy 6] Jakieś pytania?

85. O, umyśle niepodległy...

Znowu wpadłam w wir Wszechhistorii. Wszystko dzieje się definitywnie za szybko, nie mam kiedy przemyśleć własnej egzystencji i żyję jakoś obok wszystkiego. Oczywiście, poza wczorajszym dniem. Kto by pomyślał, że gra w bierki może sprawić tyle radości...

Boleśnie odczuwam całe swoje jestestwo -wczorajsze latanie po Warszawie przypłaciłam zakwasami. No, ale to głównie moja wina, ja tu mieszkam i ja powinnam wiedzieć, gdzie w pobliżu domu jest jakaś fajna knajpa.

Co jeszcze? Wyłączający się w kluczowym momencie komputer, zdjęcia Szamana, kolejny komiks ("Zostawiłem pyry na gazie!"), wróżby oraz seria tworów pod tytułem "Ksiądz i Hitler...". Tak w telegraficznym skrócie. I jeszcze list, którego NIE przeczytałam (brawa dla mnie), a który dziś będzie trzeba jakoś podsunąć Niuli.

Tylko, że nagle wszystko, co było wczoraj, stało się nieważne. Nie wiem, może zwyczajnie wpadłam w histerię i wszędzie doszukuję się symboli - a zwłaszcza w snach. Ale to stanowczo nie jest normalne, żeby znów śnił mi się ten sam motyw i znów tak nieziemsko realistycznie. Kolejny sen rozbieram na czynniki pierwsze i widzę w nim:
*Sylwestra - to pod wpływem rozmów wczorajszych, światełek przed Złotymi Tarasami i planem zorganizowania luksusowej, dwuosobowej imprezy
*Erasta Fandorina - rzecz oczywista, jak człowiek do północy czytał "Kochankę Śmierci" i zachwycał się postacią detektywa-jąkały, to takie są efekty
*Andreasa i Jarka - wokół nich krążyły niedawno moje myśli, zwłaszcza wokół tego pierwszego i wyjazdu do Niemiec
*Tego Złego - pomimo mojej wszechobecnej miłości do szwarccharakterów, ten jeden przypadek jest wyjątkiem. I on też ostatnio pojawiał się aż nazbyt często
*Tazi i Ksawa - w osobach pary, która we śnie ratowała mnie od śniegu. Jego widziałam ostatnio w piatek, ją w czwartek. Zrozumiałe.
Jest dla mnie za to kompletną zagadką, czemu znowu śni mi się, iż jestem jedyną, która może uratować czyjeś życie. Zamykam oczy i słyszę własny krzyk: "Jeśli jemu przez ciebie się coś stało, to zabiję cię, przysięgam, zabiję!" Pamiętam, że miałam łzy w oczach, a zgromadzeni na podejrzanej, sylwestrowej imprezce pomagali mi się otrząsnąć.

A wiecie, co jest najgorsze? Że to metafora. I że ja doskonale wiem, co kryje się za tą metaforą - a nawet wiem, co powinnam zrobić. Tylko wciąż jeszcze brakuje mi odwagi, że zbuntować się, pokazać całemu światu środkowy palec i powiedzieć "Nie zawsze macie rację".

Do diabła z odwagą!


Lill, ta fioletowa 11/11/2007 14:04:58 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

84. Skutki nocnych mar

Bo szampon porzeczkowy - o ile istnieje - wcale nie uzależnia.
Chociaż rozmawiałyśmy wczoraj o szamponach.
Bo ja nie chcę myć włosów na środku Carrefoura.
Chociaż od kilku nocy podobne dziwa mi się śnią.
Bo to jest bardzo nie fair, że jestem jedyną osobą, która może go (kogo właściwie?) uratować, a nawet nie wiem, jak się za to zabrać.
Chociaż sama tego chciałam - koniec końców, wciąż to ja jestem tą, która na swoje nieszczęście wie za dużo.
Bo nie lubię, jak mi się śni Marginalny.
Chociaż lubię go we śnie wbijać w ziemię.
Bo dziwnie się czuję, kiedy płaczę we śnie.
Chociaż naprawdę płakałam, tworząc pamiętnik Natalie.
Bo wcale nie piszę powieści w notesie.
Chociaż mogłabym zacząć. To byłaby miła odmiana.
Bo moja rodzina faktycznie by mi kazała się nie mieszać w nieswoje sprawy.
Chociaż gdyby chodziło o ludzkie życie, to kto wie.
Bo znów we śnie czułam zapach perfum.
Chociaż tym razem to na pewno był Armani.
Bo to czyste szaleństwo, nagrywać na wideo egzekucję.
Chociaż to takie typowo polskie.
Bo nie chcę już zaglądać do gazety telewizyjnej.
Chociaż muszę kontrolować sytuację.
Bo nie wierzę w bogów staroegipskich.
Chociaż to nie przeszkadza, żeby widywać ich w snach.
Bo Anubis na pewno nie jest takim równym gościem jak w tym śnie.
Tym bardziej, że nie istnieje.
Bo nie robiłabym afery o butelkę wody.
Chociaż nienawidzę Kingi Pienińskiej.

Bo wszystko jest jedną wielką, prefidną metaforą.
Chociaż to przecież tylko sen.

PS: Utknęłam. Której opcji bym nie wybrała, zawsze kogoś zranię. Nienawidzę mieć dwóch domów!

Dopisane dnia następnego:

Do diaska!


Podobno problemy mają to do siebie, że wracają w najmniej spodziewanych momentach.

Zabójca 20:23:16
odpuszczam mu grzechy mimo, że nie obiecał poprawy
Ja 20:23:57
bo jest nieświadomy grzechu
Ja 20:24:40
co innego jak ktoś jest świadomy i mimo tego nie żałuje - wtedy nie ma się obowiązku wybaczenia (wybacz gorzki ton, ale właśnie straciłam resztki wiary w człowieka)

I tyle, jeśli chodzi o moją obietnicę dostrzegania dobra w każdym człowieku. Nawet z Ziemem, jak widać na przykładzie, nie mogę rozmawiać tonem, przez który nie przebijałaby gorycz, jaką zafundował mi dziś pewien osobnik, wolelibyście nie wiedzieć, kto. (Jedna osoba wie i to starczy aż nadto).

Nieważne. Z tym panem jeszcze się spotkam - i nie będzie to spotkanie zbyt przyjemne. Mamy sobie baaardzo wiele rzeczy do wyjaśnienia.

PPS: A jeśli ktoś myślał, że w powyższym tekście chodzi o coś tak prozaicznego, jak fatalne zauroczenie, to pudło. Etap nienawiści za nieodwzajemnianie mych płomiennych uczuć mam już dawno za sobą. Zresztą, wspomniany osobnik zapewne niezdolny jest do wzbudzania w kimkolwiek jakichkolwiek uczuć, poza skrajną pogardą.




Lill, ta fioletowa 6/11/2007 20:28:54 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

83. Kryształowe myśliwce.

Słucham: Il Divo "Hasta mi final"
Czytam: Boris Akunin "Lewiatan"
Oglądam: Nic (nie, nie o takie "nic" chodzi!)

Najpoważniejszy problem na chwilę obecną to zasadnicza kwestia, skąd zdobyć pieniądze. Tym bardziej, że obok Neustadt, Londynu i Pragi (które uznaję za elementy konieczne) wyrósł znienacka Paryż, wprawdzie na razie w sferze abstrakcyjnej, ale zawsze. Poza tym, podczas przechadzki po sklepie nie dla idiotów przyszedł mi do głowy pomysł na rewelacyjny, acz kosztowny, prezent dla dziadka. Dlaczego moje koncepcje muszą być zawsze takie drogie?!

Najbliższe miesiące zapowiadają się aż nadto ciekawie. Trzecia gimnazjum to nie pikuś, Marginalny z ironicznym uśmiechem oczekuje na mój kontratak, dostałam zaproszenia w kilka miejsc, a wena, jak zwykle, przyszła w koszmarnie nieodpowiednim momencie. Jakby tego wszystkiego było mało, gdzieś w odwodzie czyha jeszcze "Singing London" (podkarmiony przez Emkę pewną włoską piosenką) i... ekhm... pomysł stulecia, którym dzieliłam się dziś z Avil podczas konsumpcji produktów spożywczych na kanapie w Copernicusie. Koncept to iście szaleńczy, ale obie się do niego zapaliłyśmy. Byleby jeszcze rysowniczki z Rosji weszły w sprawę i "witaj prywatna wyspo na Bahamach", jak zażartowałam w trakcie rozmowy na ten sam temat z dziadkiem (C)Hemiu.

Ach, i oczywiście, zgodnie z tradycją, spotkaliśmy się (prawie) całą rodziną u cioci Zosi. Były rozmowy o stolicy, toasty za "zdrowie zmarłych" (jako jedyna nie piłam - przeklęte leki!) i obrażanie się o babę za kierownicą. Wrażenia bardzo pozytywne, aż mi momentami (w przebłyskach sumienia) głupio, że w taki melancholijny dzień śmialiśmy się i piliśmy. Uroki Wszystkich Świętych w rodzinie Ł. - kto do nas nie przynależy, nie zrozumie.

Przy okazji, (za) długi weekend upłynął w atmosferze natykania się na dawnych znajomych. Zaczęło się od tych "znajomych", o których trudno mi opowiadać, musielibyście sami trafić na skraj cmentarza w Górsku. Wciąż czuję to samo, cisną mi się pod powieki łzy, chociaż ja przecież ICH nie znałam, nikt ich nie znał, może poza lekarzem, pielęgniarką i rodzicami. Dwoje dzieci zmarłych zaraz po narodzeniu - a ja co roku chodzę na ich groby, zawsze mnie tam ciągnie, jakbym liczyła, że to cokolwiek zmieni. Dziwna jestem, wiem. Dalej już były znajomości raczej realne i namacalne, Michał i Piotrek w czwartek na cmentarzu przy CC, żaden z nich mnie nie poznał, ja poznałam obu. W piątek Kasia (chciałam napisać "ciocia Kasia", ale przecież ona jest tylko nieznacznie starsza ode mnie) ze swoim chłopakiem, gdy po zmroku wracaliśmy przez tenże sam cmentarz. A dziś... mgnienie pani AJ (czy na pewno jej?) w galerii, a potem szok, gdy z Niulą ujrzałyśmy błąkającego się koło naszego domu Lizusa. Uciekł zapewne. Cóżby innego?

Lill, ta fioletowa 3/11/2007 19:17:29 [komentarzy 7] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.