Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Pamiętnik pewnej Okrrropnej Kreatury.
Szablon

82. Citylights far behind

"Przegrany nie ma przyjaciół... Ale zwycięzca ma wrogów"

Kobieta - czyli ja - bywa nie tylko zmienną, ale i niezdecydowaną. W takimż nastroju, niezdecydowana wybitnie, co wziąć do Torunia (pewnie znowu zapomnę połowy rzeczy, z własną głową na czele), nucę sobie cichutko "Untitled". I nagle mnie olśniewa, bo ta piosenka zaskakująco pasuje do tego, co przeżywałam ostatnimi czasy.

How could this happen to me?

Z depresji w dziwną melancholię, potem przekonanie, że ostatnia ze mnie sierota, nie dostanę się do żadnego liceum, nikt mnie nigdy nie zechce i będę po kres mych dni sprzątać ulice. Kusząca perspektywa, czyż nie? A potem, kiedy prywatnie wszystko zaczęło się układać, stało się COŚ. COŚ, co zachwiało moją niezachwianą dotąd wiarę w autorytety i hierarchię wartości. Ale to przeszłość - na szczęście. Nie chciałabym, żeby okazało się, że wszystko, w co wierzyłam, to ułuda.

Chciałam napisać wreszcie coś bez związku z rzeczywistością - ale chyba się nie da. Chciałam napisać "Pflegera" - ale odkryłam, że Charles to przecież ni mniej, ni więcej, tylko wujek Jarek we własnej osobie, Mathilde ma w sobie coś z Niuli, a Matt... niech mnie dunder świśnie, Matt jest kropka w kropkę jak Pan Perfekt! To jakieś fatum, czy ja Antygoną jestem lub innym Kreonem, żeby wisiał nade mną zły los? Właśnie dlatego powinnaś napisać fantasy, powiecie zapewne. Wierzajta mi, próbowałam, ale odkąd okazało się, że jeden z ulubionych bohaterów jest podobny do mojego nauczyciela, to... Cóż, przemilczmy tę kwestię.

Ach, pani OK oddała klasówki - z tych, co to "na pewno je zawaliłam". Powinni mi "łeb odstrzelić" (cytując) za rozpowszechnianie treści niezgodnych z prawdą - wyszła z tego czwórko-piątka, ze wskazaniem na tę drugą. No to keep smiling i do przodu! Ojciec się ucieszy, jak mu powiem - a to pierwszy krok, by namówić go na prezent za dwadzieścia funtów. Zakładając, że prezent stanie się dostępny...

Zresztą, ja już przywykłam, że jak zdobędę fundusze, to brakuje tego, czego pragnę. W pozostałych przypadkach cierpię na chroniczny brak grosza, a lista ptorzeb stale rośnie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę trzy wyprawy zagraniczne - Neustadt, Londyn i Praga. Miał być Londyn + Stevenage, ale niestety z pielgrzymki nici, ponieważ Pretekst do wyskoku do miasta S. uciekł za granicę. Mam kolejny powód, żeby go znielubić.

Cóż, zamiast rozprawiać o przyszłości, powinnam się pakować i zejść wreszcie na ziemię ze świata jasnych świateł made in Wrocław, snów o dźganiu ludzi długopisem i zbyt długich rozmów telefonicznych. Tylko, że chwilowo nie ma nikogo, kto odważyłby się sprowadzić mnie na tę ziemię. Taki los.

Lill, ta fioletowa 30/10/2007 19:01:32 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

81. Bizon, filharmonia i... wkładka wewnątrzmaciczna?!

Straciłam wczoraj dwie świetne sytuacje. Raz - próbę chóru i śpiewanie po starowłosku; dwa - widok ciebie w spódnicy i pantofelkach na obcasie
(Martyna zwana Emką)

Pierwej, nim wywód zacznę, pozwolę sobie bezczelnie zareklamować twór najnowszy, albo raczej tworów zbiór: Myśli nieuczesane. Koniec reklamy.

Zabawa w bukmacherkę nieszczególnie wypaliła. Prawdę mówiąc, nie wypaliła w ogóle. Pan L. bowiem nie dość, że nie wyrzucił mnie z chóru, to jeszcze wydawał się jakby rozczarowany, gdy przed czwartą obwieściłam, że muszę się zbierać. A i mnie samej, muszę przyznać, spodobało się wycie o męczeniu bizona (autorskie, osobliwe dość, "tłumaczenie" utworu zaczynającego się od słów "Nun cze bizonia"*). Do tego stopnia, że dziś rano z własnej woli odśpiewałam to Emce, a i wczoraj wyłam tak długo, aż wysiadło mi gardło.

Z racji przynależności do chóru dostałam bilet do filharmonii na "Requiem" Mozarta. Choć za Wolfim M. nie przepadam, zaparłam się i postanowiłam pójść pomimo stosu rzeczy do zrobienia na dziś. Ot tak, żeby się nieco ukulturalnić. Od zamysłu nie odwiodła mnie nawet wieść, że należy się ubrać elegancko, co zazwyczaj oznacza spódnicę, a takowej nie zakładałam od czasu wesela Jarka. Przy okazji dokonałam odkrycia, że posiadam w szafie spódnice czarne, eleganckie w liczbie sztuk aż dwóch. Później nieco Niula zrobiła mi awanturę, że to jej spódnice (w mojej szafie? ciekawe...), ale jako że robiła ją mając na sobie moje dżinsy, uznaję ten epizod za nieistotny.

Na temat samej filharmonii nie umiem się wypowiadać, bo to trzeba zobaczyć i usłyszeć. W każdym razie czuję, że zgodnie z życzeniem panów A. i L., a także kilku osób nieznanych mi z nazwiska, stanę się częstym gościem tego przybytku. Chociaż przyznam cicho, że pod koniec naprawdę zaczęłam się zastanawiać, ile jeszcze będziemy klaskać.

A to, jak Tazi i Martyna G. komentowały mój strój, to juz odrębna historia. Cóż, pierwszy raz widziały mnie w spódnicy i butach na obcasie, to co się dziwić. Zresztą, jeśli chodzi o to drugie, to ja siebie widziałam tak drugi raz. Za pierwszym w pięć minut po założeniu butów zleciałam po schodach prosto w objęcia niemieckiego kucharza. Na swoją obronę mam tylko to, iż było to dawno i... cóż, nie powiem, że nieprawda. Nieważne.

Co zaś do biologii - miałam dziś niebywałe szczęście, bo ani p.p. Kornel nie wymyślił pytań z kosmosu, ani mi wiedza już posiadana z głowy nie wyleciała. Miałam tylko trudności z opanowaniem wybuchu śmiechu, gdy podczas pisania klasówki przypomniałam sobie moje wczorajsze pełne oburzenia "To ja mam się uczyć o, za przeproszeniem, wkładce wewnątrzmacicznej?!".

Efekt jest taki, że podły tydzień skończył się całkiem miło. I dobrze.

Lill, ta fioletowa 26/10/2007 17:27:18 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

80. Nic tu nie jest normalne

Czym się jeszcze zajmujesz?
Piszę.
Co?
Powieści, kryminały dokładnie.
To cię odpręża?
Jak najbardziej


Pseudointeligencja pseudoelit pseudomiasta w pseudodemokratycznym kraju wylewa mi się uszami, ale to tak na marginesie, bo od czasu wizyty w gabinecie pani pedagog postanowiłam być skończoną egoistką, zamknąć swoje drzwi na świat na przynajmniej trzy godziny dziennie i poprzebywać trochę we Wszechrzeczy, bo wytwory mojej wyobraźni się domagały, żebym do nich przyszła.

Kocham Wszechrzecz. Kocham Haliego, Pettera, Dymitra i całą resztę, kocham Jacka Hallingtona, Emilkę i Maurice'a, kocham wreszcie maestrium absurdalium niepowiązane kompletnie z niczym, bezmyślne i bezsensowne. I kocham te bezproduktywne poranki, kiedy leżę w ciepłym łóżku i mam czas na rozmyślanie o alternatywnej rzeczywistości. Jak za dawnych lat.

To się nigdy nie zmieni.

Jutro rano rozłożę się z Czerwonym na kolanach, wynotowując sobie z niego warte uwagi cudeńka. I skończe "Kontaktowych". I niech nikt mnie nie próbuje odrywać od tych zajęć. Nawet pan M. z klasówką, nawet Bartek z siekierą (po nim się można wszystkiego spodziewać), nawet Obiekt H. (to nie jest takie znów nieprawdopodobne - po jego ostatnich przeprosinach...), ani nawet sam Wielki Terminator. Nie wpuszczam za próg, mowy nie ma. Jedyna osoba, która ma wstęp do mojego świata, kiedy bujam się we Wszechrzeczy, to Rudolfina. Ona jedna mnie rozumie, z nią biję się na ogony i na niej wypróbuję różne dziwactwa. A ona to cierpliwie znosi i nawet na mnie nie warczy (może dlatego, że nie umie).

Poza tym wszystkim, W.A.B. mi odpisał. Niestety. Wszyscy załapali? To dobrze, dziękuję, zamykamy ten rozdział, bo znowu zacznę marudzić, a wtedy Ziemo gotów mi jakąś krzywdę uczynić albo coś podobnego. Nie marudzę zatem. Acz nie ukrywam, że jest mi cholernie przykro. Chandrę nawet miałam, ale obejrzałam "Wyścig" i mi jakoś przeszło. Znowu piszę "Zakochanego Drania". Ciekawe, jak to się skończy?

Ach, i jeszcze być może słyszeliście mój głos w Radiowej Trójce, że się tak bezczelnie pochwalę. Przydybała nas reproterka, kiedy z Martą marzłyśmy na przystanku (kochamy autobus linii 155!). Pytała, jak spędzamy wolny czas i czy mamy problem z podjęciem decyzji. Na szczęście, odpowiadałam w miarę intelingetnie i zrozumiale, i - co ważniejsze - nie palnęłam nic o rzeczach dziwnych. Jeszcze by tego brakowało.

I uzależniłam się. Od muzyki. Nie mogę bez niej żyć, to straszne.

Lill, ta fioletowa 20/10/2007 23:42:03 [komentarzy 5] Jakieś pytania?

79. Demoniczny atak buraków albo co było między 1 a 8

Blefuję, oczywiście. Buraków nie będzie. Ale że pasowały do tytułu, to je, skurczybyki jedne, dałam tam, żeby nie czuły się skrzywdzone. Bo ja dobrze wiem, co to znaczy czuć się skrzywdzonym.

Myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok, kiedy Doto i Magda jak gdyby nigdy nic uświadomiły mi, że do nocy siedziałam wczoraj sobie a muzom, bo projekt jest na przyszły czwartek. Głupia ja. Powinnam się nauczyć, że zobowiązań nigdy nie należy realizować w pierwotnym terminie. Kit z tym, zawsze mogę się pocieszać, że jestem do przodu z robotą.

Co nie zmienia faktu, że wciąż się czuję niewyspana. Nic dziwnego - mam tak ciekawe sny, że strasznie nie lubię się od nich odrywać. Jutro ostatni dzień, a potem chwila wytchnienia po intensywnym tygodniu i klasówce z geografii (cud nad Wisłą, że napisałam całą i nie zemdlałam w trakcie, bo samopoczucie miałam raczej mierne). Klasówka poszła - jak na mnie - wybitnie, biorąc pod uwagę, co umiałam (albo raczej - czego nie umiałam). Tylko napisałam, że Hańcza ma 168 m głębokości, a tymczasem ma 108,5. Wiedziałam, że sto i że osiem, a to w środku... Cóż, zawsze mogę ściemniać, że ja tak piszę zero. Kwestia tylko, kto mi uwierzy. Nie umiem kłamać, niestety.

Dialog tygodnia?
Ksiądz Marek: Mam pokusę, żeby kogoś zapytać...
Ja: Pokusy trzeba zwalczać!
Ktoś: cicho, no!
Ksiądz: Lubię pokusy, nie chcę ich zwalczać.
Ja: ale proszę księdza, to tak nie po chrześcijańsku!

I jeszcze akcja z CBA na godzinie wychowawczej, czyli czy czekoladki to łapówka. Cóż, nikt nigdy nie mówił, że jesteśmy w pełni normalną klasą. A, co najważniejsze, nikt nigdy nie mówił, że ja jestem normalna.

Co jeszcze? ano tak, jak zwykle zapominam o najważniejszym. Znowu mam wenę, cudowne uczucie, aż się nim zachłysnęłam. Zaczęłam tworzyć opowiadanie oparte na starym jak świat archetypie złego-dobrego i wciągnęła mnie ta zabawa. Doszłam do wniosku, że ostatnio trzymają się mnie rozmaite eksperymenty z formą i żonglowanie utartymi schematami. Taka się robię dziwaczna na starość.

A lista osób, które kupiłyby moją ewentualną powieść, wydłużyła się do około siedemdziesięciu ludzi. Czyż to nie piękne?

Lill, ta fioletowa 18/10/2007 20:26:47 [komentarzy 2] Jakieś pytania?

78. Okropieństwo Honorowej Obywatelki Wszechrzeczy.

"Babcię proszę doliczyć do rachunku"
(Lord Hamilton w "Nocy Lorda Hamiltona" K.I.Gałczyńskiego)


Zacznijmy od końca - gdybym wiedziała, że takie będą efekty, to bym wczoraj nawet "Pflegera" nie ruszała. Niech skiśnie w kącie, ja chcę nocą spać, a nie śnić o tym, jak to nie mogłam przeczytać prasy specjalistycznej, bo mi wiecznie różne ktosie - z Markiem i dziadkiem Hemiu na czele - przeszkadzały. Chociaż podsumowanie snu było zabójcze - "Naprawdę nie miał kiedy umierać?!" Nie pytajcie, o kim to, bo jeszcze mnie zamkną, jak powiem, czyja śmierć mi się przyśniła.

Wczoraj byłam zła, przeziębiona i zmęczona. Dziś w dalszym ciągu jestem przeziębiona i zmęczona (niewyspana), acz przyznać muszę, że złość mi przeszła. Sposób okazał się banalny, choć dziwny wybitnie - oglądanie kreskówek na youtubie. Zwłaszcza mojego przeukochanego "Misia Ruxpina", którego wreszcie odgrzebałam. Liczyłam na jakieś wnioski, ale wniosków - poza tym jednym, że dziecinnieję na starość najwyraźniej - nie ma. Znaczy się, takich jak bym oczekiwała.

Czas wyznać, że jestem zdegenerowana. Bo ile jest osób, które od zarania dziejów, przy okazji każdej kreskówki, jaką oglądały, ubóstwiały czarne charaktery? Tak po cichu przyznam, że liczyłam iźli jak obejrzę sobie teraz - jako prawie dojrzałe dziewczątko - jeszcze raz te bajki, którymi tak się zachwycałam onegdaj, spojrzę na nie inaczej i przestawię się na miłość do bohaterów raczej pozytywnych.

A guzik! Plan spalił na panewce, chyba złą kreskówkę oglądałam, bo ci, którym podesłałam link do wyszperanego filmiku, zgodzili się ze mną, że Tweeg jest przeuroczy, słodziachny i w ogóle "och" i "ach". Żeby było weselej - rzeczony Tweeg (kto kojarzy gościa, łapka w górę i wtedy ja daję głos... przepraszam, taki tekst ze starych czasów mi się przypomniał) wlazł mi do głowy i siedział w niej dziś nawet na konkursie matematycznym. Powiedzmy, że to z deczka deprymujące.

Cóż, głupia ja. Ja i tylko ja. Bo niby kto inny? Saint? (Ziemo, wybacz, nie wiem, czemu obwiniam o to Świętego, ale on mi pierwszy na myśl przyszedł)

Czołobiję cobyście mię wybaczyli tę maestrię ciemnego chaosu. Albowiem chaos rządzi światem. I kropa. ( Tak, tak, jestem Okropna, wiem, dziękuję za komplement)


Lill, ta fioletowa 15/10/2007 20:06:35 [komentarzy 7] Jakieś pytania?

77. When the sun goes down

Sitting in my lonely room
Waiting for the day to come
Watching up for someone to love me

(valentine, "Ocean full of tears")

Odblokowałam się wreszcie. Usystematyzowałam jakoś te skrawki wspomnień, migoczące w mojej głowie, zapach mydełka przywołuje kwiecień, wyprawę z Niulą do księgarni, bieganie po Toruniu nie wiadomo za czym...

Jak wiele jest chwil, które chciałabym przeżyć jeszcze raz. Tak po prostu, włączyć przewijanie i znów żyć tym, co liczyło się wtedy. Piosenka Valentine, znaleziona na youtubie, przypomina mi czasy Miasta ze Snów, czasy, gdy zaziębiona siedziałam w domu i całymi dniami stukałam w klawiaturę, tworząc opowieść, która nigdy nie doczekała się końca. Jeszcze. Bo wierzę, że i ją skończę, jak wszystko inne, co zaczęłam. Czterdzieści sześć opowieści.

Znów jestem szczęśliwa z tego, co mam. To chyba najlepszy znak, że wracam do formy. A najbardziej cieszą mnie te banalne wspomnienia, które dopiero po latach nabierają szczególnego wymiaru. Byle co potrafi je obudzić - tak jak dziś Fiat Multipla na parkingu przy kościele. Ileż razy chodziłam z dziadkiem do salonu Fiata, którego teraz już nie ma, i patrzyłam na taką samą multiplę, marząc o czasach, kiedy Niula się dorobi własnego samochodu. Niula do dziś nie ma prawa jazdy, ale to szczegół.

Pamięta starego volkswagena Jarka. Jeździliśmy nim do Ciechocinka na całe dnie, zanim jeszcze Niula wróciła do pracy, zanim powstał Monument i zanim świat przybrał zupełnie inny bieg. Jedyne, co mi zostało z tamtych czasów, to marzenia o pisaniu. I sentyment do Heroes of Might and Magic. I, rzecz jasna, wielka przyjaźń z Jarkiem, objawiająca się w bezustannych kłótniach. Nawet się nie gniewam, że próbował bez pytania pożyczyć moje książki - i tak by je zwrócił, to nasza rodzinna zasada.

Jestem szczęściarą, wiecie? Mimo wszystko. Chociażby dlatego, że mam kochającą, choć nietypową rodzinę. Chociażby dlatego, że mam prawdziwy dom, do którego zawsze mogę wrócić. Chociażby dlatego, że mam wspaniałe wspomnienia.

Reszta to dodatek. Być może piguły na depresję wreszcie zaczęły działać.



Lill, ta fioletowa 12/10/2007 23:48:01 [komentarzy 4] Jakieś pytania?

76. W co chcesz wierzyć?

W ciągu tygodnia zdarzyło się zdecydowanie zbyt dużo:

*po pierwsze - byłam u lekarza i dowiedziałam się, że cierpię na depresję, wobec czego muszę być teraz pod ochroną, łykać piguły, unikać stresów i łazić do pedagoga/psychologa/psychiatry

*po drugie - byłam w Toruniu, spędziłam urocze trzy dni z książkami, żużlem na wideo i wizytą Avil, z której pamiętam głównie zaśmiewanie się do łez ze wszystkich możliwych powodów

*po trzecie - zostałam wyciągnięta na miasto i ciężko zachorowałam na kolejnych parę mydełek, a pieniędzy mi brak, niestety

*po czwarte - w porze wysoce niestosownej (biorąc pod uwagę mój stan psychofizyczny) odbyłam rozmowę z Marginalnym. Co zastanawiające, Marginalny zachowywał się bardzo przyzwoicie, albo może to ja byłam zbyt senna, żeby doszukiwać się w nim mendowatości.

*po piąte - ten sam Marginalny powiedział mi, że oczekuje mojego debiutu dziennikarskiego (takiego na szerio). To se jeszcze poczeka...

*po szóste - wreszcie odgruzowałam pokój!

*po siódme - nawiedził mnie w sobotę Ziemo i ruszyliśmy na miasto, poszukiwaliśmy słownika polsko-słoweńskiego, "wyglądaliśmy na terrorystów" i śmialiśmy się do rozpuku z tytułów dwóch książek ("History of tractors in Ukrainian" i "Lessons of duck shooting")

*po ósme - stałam się współautorką komiksu pod szalenie wymownym tytułem "Buraczany interes"

*po dziewiąte - zostałam bezczelnie wkręcona do szkolnego chóru przez pana L., który od dziś ma u mnie przechlapane, a ja będę mieć u niego od czwartku, jak odkryje, że nie umiem śpiewać.

I jak tu nie mówić, że świat sfiksował?

Lill, ta fioletowa 9/10/2007 20:17:20 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

75. Promień na horyzoncie.

Tworzętworzętworzętworzę...

Dzięki ludziom takim jak Oni świat nadal stoi. Dzięki ludziom takim jak My ten świat nie jest czarno-biały.

To nie jest tak, że uważam Ich za nieudaczników. Ba, ja Ich podziwiam za cały ten trud, jaki wkładają w to, by rzeczywistość nie chwiała się na swoich gumowych nogach. Znam ludzi, którzy tak zaczynali, a teraz są bardzo szczęśliwi ze swojego życia, vide Jarko, chociaż pracują od świtu do nocy. Jeśli im to pasuje, droga wolna, ja nie przeszkadzam.

Ale dajcie mi, u licha, żyć po swojemu! Tak, jestem Wariatką, ja tu kreuję, wyrzekam się schematów w imię robienia "po swojemu", żyję nieregularnie i chcę spędzić egzystencję na twórczym szaleństwie. I zrobię to, uwierzcie mi, zrobię, choćby świat się walił!

Zastanawiam się, czy IB to taki dobry pomysł. Uczmy się na cudzych błędach - Karolina tam trafiła i potem nie miała czasu na nic. A ja chcę mieć czas, mogę pochłaniać pięć lektur tygodniowo, mogę nawet wziąć się za znienawidzoną historię, ale może tam wreszcie będę szczęśliwa. Bo na co mi, tak prawdę powiedziawszy, biologia po angielsku? Czy to nie trąci bezsensem?

A jeśli nie wyjdzie ze Staffsem, to co z tego? Będzie Wrocek - psychologia i dziennikarstwo - będzie Avil, będzie pozytywnie. Może sytuacja w kraju się unormuje, a nawet jeżeli nie, to przecież wyjazd p ostudiach nie jest niczym złym. I będę szczęśliwa! SZCZĘ-ŚLI-WA, rozumiecie?

Każdy z nas będzie szczęśliwy - i My, i Oni. Każdy na swój sposób.

Lill, ta fioletowa 1/10/2007 19:09:54 [komentarzy 3] Jakieś pytania?

Stare papierki
2015
Marzec
2014
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2013
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Wrzesień
Lipiec
Czerwiec
Kwiecień
Marzec
Styczeń
2011
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń

Galeria twarzy
Kiimi
Ziemo
Jah
Avil
An-Nah
Garcinda
Ada
Schmittka
Cineva
Mal
Mestari

Autobiografia
(klik)

Notka
Zdjęcie na szablonie własne. Słowa też moje. Szablon przejściowy. Czcionka z Serwisu.
Chcesz coś? Poproś.